Strona główna / Wyróżnione / Refleksje po pożegnaniu twórczyni harcerstwa polskiego – ś.p. Olgi Małkowskiej („Oleńki”, „Gaździny”)

Refleksje po pożegnaniu twórczyni harcerstwa polskiego – ś.p. Olgi Małkowskiej („Oleńki”, „Gaździny”)

W styczniu 1979r. ciężka zima (nazwana zresztą „zimą stulecia”) zdezorganizowała komunikację miejską i krajową. Razem z żoną cieszyliśmy się wtedy z naszego pierwszego samodzielnego mieszkania, skromnego lokum na strychu przy ul. Hutora 12 (obecnie ul. Strzelców Kaniowskich). Telefonu w domu nie mieliśmy (był to wtedy raczej luksus nie do zdobycia w naszym zastępczym mieszkanku, a telefony komórkowe pojawiły się dopiero 20 lat później). Późnym wieczorem, by nie rzec, że nocą (bo było ok. 23:00), w mroźną styczniową noc 1979r. zastukał do naszych drzwi nieznany nam mężczyzna mówiąc: „Przysyła mnie druh Witek z Gdańska.” I rzeczywiście, okazało się, że to mieszkający w Łodzi brat druha hm. Witolda Rusiniaka – znanego nam instruktora z Gdańska, z którym nawiązaliśmy kontakt na początku lat siedemdziesiątych zapraszając na obchody kolejnych rocznic powstania, założonej w 1920r., a prowadzonej również kilka lat przeze mnie, XV Łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Andrzeja Małkowskiego. Druh Witek był drużynowym 16 Gdańskiej Drużyny Harcerzy noszącej również imię pierwszego skauta polskiego – Andrzeja Małkowskiego.Okazało się, że późnym wieczorem Witek zadzwonił z Gdańska do Łodzi do swojego brata i poprosił go, by koniecznie – nie zważając na porę – poszedł zawiadomić nas, że 15-go stycznia zmarła druhna harcmistrzyni R.P. Olga z Drahonowskich Małkowska – żona Andrzeja Małkowskiego, twórczyni polskiego harcerstwa żeńskiego, nazywana pierwszą polską skautką. Pogrzeb zaplanowano w Zakopanem – miejscu, do którego druhna Oleńka wróciła po wielu latach emigracji. Druh Witek przekazywał również, że informacja o pogrzebie została zablokowana przez władze ówczesnego ZHP i z pewnością nie dotrze ona do nas za pośrednictwem komend hufców czy chorągwi, a więc należy przekazywać ją kanałami prywatnymi. Natychmiast postanowiłem, że staram się w pracy o dzień urlopu i jadę. Żona moja – instruktorka w stopniu harcmistrzyni też chciała jechać, ale musiała zrezygnować. Zima bowiem była bardzo mroźna (na dworze było ok. -20oC) i nie wiadomo było czy pociągi gdzieś nie ugrzęzną, a my oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszej córki, która urodziła się ponad dwa miesiące później i której daliśmy na chrzcie imię Olga – na cześć pierwszej polskiej harcerki. Mieliśmy zresztą nadal w oczach sytuację sprzed dwóch tygodni, gdy usłyszawszy w radiu komunikat o zawieszeniu ruchu tramwajów i autobusów w Łodzi, w Nowy Rok szliśmy piechotą na obiad do rodziców Grażynki na Koziny, mijając na ul. Ogrodowej (przy Starym Cmentarzu) tory kolejowe zasypane półmetrową warstwą śniegu i czując się jak w dziewiczej krainie zimy, gdzie nie było żadnych znaków ludzkiej egzystencji.

Gdy następnego dnia skontaktowałem się z druhem Jerzym Miecznikowskim, okazało się, że informacja ta dotarła już do niego innym kanałem. Co więcej, poinformował mnie, że z Łodzi na pogrzeb wybierają się trzy instruktorki – seniorki, a mianowicie jego żona – druhna Hanna Miecznikowska oraz przedwojenne harcerki – druhny Zofia i Stanisława Wojtczakówny. Zapadła więc decyzja o wspólnym wyjeździe, tym bardziej, że trzy druhny – jako osoby sporo ode mnie starsze – z radością przyjęły „męskie ramię” do pomocy na tę daleką i długą wyprawę. Samochodu jeszcze wtedy nie miałem, one też nie – wobec tego możliwa była tylko podróż koleją. Do Zakopanego jeździł wówczas jeden pociąg, który wyjeżdżał z Łodzi wieczorem, by dotrzeć do stolicy Tatr w środku nocy – o trzeciej nad ranem. I chociaż obawialiśmy się czy dojedziemy, czy gdzieś nie przyjdzie nam w zaspie stać godzinami – zaopatrzyliśmy się w ciepłe ubrania, termos z herbatą – i klamka zapadła – jedziemy z nadzieją, że na pogrzeb w dniu 20 stycznia 1979r. zdążymy.

Okazało się jednak, że większe kataklizmy w drodze nas nie spotkały i po dotarciu do Zakopanego do rana ratowaliśmy się gorącą herbatą w domu kuzyna druhen Wojtczakówien. Po śniadaniu poszliśmy w stronę kościoła, po drodze wstępując do komendy hufca ZHP Zakopane. Okazało się, że drużyny zakopiańskie otrzymały drogą służbową zakaz (!) uczestnictwa w pogrzebie druhny Olgi, a w szkołach zakazano zwalniania uczniów z zajęć w tym dniu. Lokal hufca jednak był otwarty, a osobom przyjezdnym oferowano w nim gorąca herbatę. Już później dowiedzieliśmy się, że jedna z nauczycielek, instruktorka z Zakopanego zakaz uczestnictwa w pogrzebie złamała i miała później wiele nieprzyjemności w pracy.

W kościele zastaliśmy już kilkadziesiąt osób: byłe harcerki i harcerzy z czasów II R.P. oraz nieliczne grono młodych, które powiększyło się, gdy dojechali harcerze z Krakowa i Mesznej (mówili nam później, że im też zakazywano tego wyjazdu, ale sumienie nie pozwoliło im tu nie być). I właśnie ci młodzi ludzie w pięknych harcerskich mundurach podczas mszy wystawili warty honorowe przy trumnie druhny Oleńki. Z Anglii przyjechał jedyny syn Olgi – Andrzej zwany Lutykiem, więzień obozów hitlerowskich, żołnierz spod Monte Cassino (ur. w 1916r.).

Po mszy, przed kościołem uformowano kondukt żałobny. Na trumnie umocowano kapelusz skautowy druhny Oleńki, a trumnę złożono na góralskim wozie. Kondukt w ciszy i skupieniu przemieścił się ulicami Zakopanego w stronę nowego cmentarza przy ul. Nowotarskiej. I tu warto zauważyć, że ówczesne władze Zakopanego zablokowały prośbę harcerek – seniorek i rodziny, by Olgę pochować na starym zakopiańskim cmentarzu dla zasłużonych, czyli na „Pęksowym Brzysku”.

Powoli, w ciszy, dotarliśmy na cmentarz. Było bardzo zimno (około –20oC), śnieg trzeszczał pod stopami, ale świeciło piękne słońce i śnieg iskrzył się nadając naszemu konduktowi jakiegoś specjalnego uroku. Przy grobie druhnę Olgę żegnały byłe komendantki chorągwi harcerek. Nazywały ją pierwszą harcerką i komendantką harcerek, mimo, że przecież oficjalnie druhna Olga nigdy nie pełniła funkcji naczelniczki, ale to ona zaczęła – najpierw we Lwowie w 1911r. , a potem w Zakopanem w 1913-14 roku tworzyć pierwsze żeńskie drużyny, a w II R.P. metodą harcerską prowadziła szkołę w „Cisowym Dworku” w Sromowcach Wyżnych.

Słowa kilku pieśni, w tym również tych, które Olga nam zostawiła, czyli „Podnóża moich gór” i „Idzie noc”, popłynęły w góry zaśpiewane głośno, z całego serca przez wszystkich uczestników pogrzebu. Mimo mrozu, nie mogliśmy jakoś odejść od grobu, co chwilę ktoś intonował następną pieśń. Ich piękne frazy brzmiały nam jeszcze w uszach, gdy wracaliśmy na dworzec. Dopiero w pociągu uzmysłowiliśmy sobie jak bardzo jesteśmy zmęczeni, ale warto było jechać do Zakopanego, bo przecież w imieniu harcerek i harcerzy łódzkich pożegnaliśmy twórczynię polskiego harcerstwa. W czasie pogrzebu robiłem zdjęcia – slajdy. Później nieraz pokazywałem je wielu kolejnym pokoleniom harcerskim, byśmy pamiętali zarówno o druhu Andrzeju Małkowskim (zginął w nocy z 15 na 16 stycznia 1919r. płynąc statkiem z Francji z misją od gen. Hallera na teren Rosji do gen. Żeligowskiego) jak i o jego żonie, która odeszła na wieczną wartę dokładnie w 60 rocznicę śmierci swego męża.

Do dziś mam w oczach tamten mroźny dzień i tych młodych ludzi, którzy podjęli trud udziału w „zakazanym” pogrzebie, chociaż było trudno i bardzo zimno , a w głowie kołatała się myśl o późniejszych „przepychankach” z władzami ZHP zakazującymi udziału w tym pogrzebie. Najwięcej było uczestników z Krakowa (przyjechali dwoma autokarami). Przy grobie druhny Oleńki skupiła się dzięki nim harcerska Polska – ta stara i ta młoda

I chociaż właśnie minęło trzydzieści lat od tamtej chwili, a trzy łódzkie harcerki uczestniczące w pogrzebie druhny Olgi też już odeszły na wieczną wartę, warto pokusić się o kilka refleksji i uwag skierowanych do naszych młodych harcerzy i instruktorów, którzy kontynuują dzieło Olgi i Andrzeja Małkowskich. Śmierć i pogrzeb twórczyni polskiego harcerstwa zostały prawie zupełnie przemilczane przez polską prasę, radio i telewizję (podobno był w tej sprawie zapis cenzorski). Jak już wspominałem komendy chorągwi przekazywały drogą służbową zakaz uczestnictwa w uroczystościach pogrzebowych. Mimo tej „czapki” posłusznych poleceniom partyjnym pracowników etatowych ZHP (warto tu podkreślić, iż w każdej komendzie chorągwi na etacie jednego z zastępców był człowiek współpracujący ze służbami bezpieczeństwa) w harcerstwie byli również ci, którzy chcieli pozostać wierni tradycjom służby Bogu i Polsce (mimo, że od 1964r. w ZHP obowiązywało przyrzeczenie „na wierność sprawie socjalizmu”). To środowisko już po roku, gdy wydarzenia związane z powstaniem „Solidarności” przetarły ścieżki dopominania się o prawdę i sprawiedliwość, ujawniło prace prowadzone w nurcie „wiernej rzeki harcerstwa” nad przywróceniem harcerstwu tradycyjnych wartości. Wielu uczestników tego pogrzebu brało udział w takich działaniach jak upowszechnienie przesłania tzw. listu krakowskiego (1980r.), zawiązanie kręgów KIHAM (Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego), a po delegalizacji władz KIHAM w stanie wojennym – nieformalnego Ruchu Rzeczypospolitej, aż do utworzenia Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w 1989r. Z tego też grona wiele osób stało się moimi serdecznymi znajomymi, a niektórzy nawet przyjaciółmi.

W świetle oburzającego zakazu udziału w pogrzebie wydanego przez władze ZHP, dość ironicznymi wydają się być niektóre następujące później zdarzenia.

Po dwóch latach od pogrzebu Olgi, w styczniu 1981r. gdy „już było wolno” – naczelnictwo ZHP, wspomagane przez władze Zakopanego włączyło się w uroczystość odsłonięcia pomnika symbolu poświęconego Twórcom Harcerstwa Polskiego – Oldze i Andrzejowi Małkowskim. W tym celu grób Olgi (która posiadała stopień porucznika) przeniesiono do kwatery polskich legionistów poległych w czasach I wojny światowej, znajdującej się na tym samym cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. Wielu z nich było harcerzami zakopiańskiej drużyny Andrzeja, którzy wraz z nim wyruszyli walczyć o niepodległość Ojczyzny w oddziałach legionowych.

Na (już nie zabronione, ale wręcz odwrotnie – mocno propagowane) uroczystości przyjechało kilkadziesiąt pocztów sztandarowych jednostek harcerskich, przywieziono też tłumy umundurowanych uczestników. W uroczystościach brał udział ówczesny naczelnik ZHP Andrzej Ornat. Niektórzy, bez ogródek mówili wówczas „ubrał się diabeł w ornat i ogonem zamiata”. Na tej uroczystości też byłem wraz z kilkoma harcerzami z XV ŁDH, znowu robiąc slajdy. Dzięki nim mogę Wam pokazać jak to wtedy wyglądało. Nie chcę być złośliwy, ale jak tu nie wierzyć, że niebiosa celowo spuściły na uczestników „drugiego pogrzebu” zamieć śnieżną. Mokry śnieg, zamieniający się szybko w deszcz, przyklejał się do sztandarów i ludzi, oblepiał wszystkich uczestników i powodował minimalną widoczność. I jak to porównać z iskrzącym się w słońcu śniegiem oraz promieniami słońca ogrzewającymi w mroźny dzień tych, którzy nie pozwolili się odwieść od uczestnictwa w pożegnaniu druhny Oleńki w styczniu 1979r.

Trudno nie dołożyć tu jednak jeszcze jednego wspomnienia o tym jak wkrótce nastąpiła kolejna „zmiana frontu”. W stanie wojennym i latach po nim następujących znowu „niewłaściwe” stały się wartości wyznawane przez twórców polskiego harcerstwa. Widać to było wyraźnie, gdy 1988r. środowiska harcerskie zaczęły realizować planowane już kilka lat wcześniej oddolne działania, by uczcić 100-rocznicę urodzin O.A. Małkowskich (urodzili się oni bowiem oboje w 1888r.). Jednym z ważnych wydarzeń tych obchodów był organizowany przez XV ŁDH w Trębkach k. Kutna – miejscu urodzin Andrzeja – zlot drużyn im. A. Małkowskiego.

Główna Kwatera ZHP nie wydała wprawdzie wówczas zakazu obchodzenia tej rocznicy, zdając sobie chyba sprawę, że byłby masowo zbojkotowany, ale przekazała informację, że władze centralne nie będą w nich uczestniczyły i nie widzą powodu by taką rocznicę promować, bo (uwaga tu cytat!) „postacie te nie niosą ze sobą treści wychowawczych” (!). Zlot się jednak odbył mimo, iż „smutni panowie” nachodzili pomagającego nam proboszcza parafii w Trębkach z pouczeniami w stylu „jakiś Małkowski chce tu zrobić zamieszki, przed którymi ostrzegamy!”. Niedouczonych „smutnych panów” nie poinformowano bowiem, że Małkowski już od 1919 roku patrzył na nas z góry.

I znowu „karta się odwraca”. Rok później – w 1989r. nastąpiły obrady okrągłego stołu i wybory parlamentarne, w których obalono rządy komunistyczne. Wtedy ponownie Małkowscy stali się „trendy”, a dziś ZHP szykuje się, by w roku 2010 obchodzić hucznie 100-lecie narodzin harcerstwa.

Ale opowieść o minionych latach – to historia na inne opowiadanie, zaś powyższe fakty przytoczyłem po to, by uzmysłowić nam wszystkim, jak zachowywały się władze ZHP, które jak chorągiewka szybko dostosowywały się do aktualnej sytuacji politycznej.

Dziś, po trzydziestu latach od pogrzebu druhny Olgi Małkowskiej, pozostałem w Łodzi jedynym świadkiem tamtego czasu. Wierzę, że moje towarzyszki podróży do Zakopanego przywitały się już z druhną Olgą po drugiej stronie. Wierzę też, że przyjęły do niebiańskiej drużyny naszą córkę – druhnę pwd. Olgę Broniewską, którą Pan tak nagle powołał na wieczną wartę gdy miała zaledwie 21 lat. Pozostała jednak pamięć o nich, a zwłaszcza o druhnie Oldze i druhu Andrzeju. Pozostały też zdjęcia i przeźrocza, które dokumentują tamten czas. Dedykuję wobec tego powyższe refleksje i dokumentację zdjęciową tym, którzy w nieprzemijającym szeregu kolejnych pokoleń harcerskich niezmiennie trwają w służbie wierni Bogu i Polsce, a zwłaszcza naszej młodszej córce Marysi oraz harcerkom, harcerzom i instruktorom szczepu „Zielony Płomień”.

Jacek Broniewski, harcmistrz

– b. drużynowy XV ŁDH im. Andrzeja Małkowskiego, członek Ogólnopolskiej Rady Porozumienia KIHAM, członek Rady Ruchu Harcerskiego;

obecnie pełni funkcję szczepowego „Zielonego Płomienia” (gdzie cały czas działa XV ŁDH), przewodniczącego Kręgu im. Olgi i Andrzeja Małkowskich przy Szczepie „Zielony Płomień” w Łodzi, przewodniczącego Komisji Instruktorskiej Chorągwi Łódzkiej oraz zastępcy przewodniczącego Komisji Rewizyjnej ZHR.

Jacek Broniewski – harcmistrz

Łódź, 2009r.

Refleksje po pożegnaniu twórczyni harcerstwa polskiego – ś.p. Olgi Małkowskiej („Oleńki”, „Gaździny”)

W styczniu 1979r. ciężka zima (nazwana zresztą „zimą stulecia”) zdezorganizowała komunikację miejską i krajową. Razem z żoną cieszyliśmy się wtedy z naszego pierwszego samodzielnego mieszkania, skromnego lokum na strychu przy ul. Hutora 12 (obecnie ul. Strzelców Kaniowskich). Telefonu w domu nie mieliśmy (był to wtedy raczej luksus nie do zdobycia w naszym zastępczym mieszkanku, a telefony komórkowe pojawiły się dopiero 20 lat poźniej). Późnym wieczorem, by nie rzec, że nocą (bo było ok. 23:00),  w mroźną styczniową noc 1979r. zastukał do naszych drzwi nieznany nam mężczyzna mówiąc: „Przysyła  mnie druh Witek z Gdańska.” I rzeczywiście, okazało się, że to mieszkający w Łodzi  brat  druha hm. Witolda Rusiniaka – znanego nam  instruktora z Gdańska, z którym nawiązaliśmy kontakt na początku lat siedemdziesiątych zapraszając na obchody kolejnych rocznic powstania, założonej w 1920r. a prowadzonej również kilka lat przeze mnie,  XV Łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Andrzeja Małkowskiego. Druh Witek był drużynowym16 Gdańskiej Drużyny Harcerzy noszącej również imię pierwszego skauta polskiego – Andrzeja Małkowskiego.

Okazało się, że późnym wieczorem Witek zadzwonił z Gdańska do Łodzi do swojego brata i poprosił go, by koniecznie – nie zważając na porę – poszedł zawiadomić nas, że 15-go stycznia zmarła druhna harcmistrzyni R.P. Olga z Drahonowskich Małkowska – żona Andrzeja Małkowskiego, twórczyni polskiego harcerstwa żeńskiego nazywana pierwszą polską skautką. Pogrzeb  zaplanowano w Zakopanem – miejscu, do którego druhna Oleńka wróciła po wielu latach emigracji. Druh Witek przekazywał również, że informacja o pogrzebie została zablokowana przez władze ówczesnego ZHP i  z pewnością nie dotrze ona do nas za pośrednictwem komend hufców czy chorągwi, a więc należy przekazywać ją kanałami prywatnymi. Natychmiast postanowiłem, że staram się w pracy o dzień urlopu i jadę. Żona moja – instruktorka w stopniu harcmistrzyni też chciała jechać, ale musiała zrezygnować. Zima bowiem była bardzo mroźna  (na dworze było ok.
-20oC)  i nie wiadomo było czy pociągi gdzieś nie ugrzęzną, a my oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszej córki, która urodziła się ponad dwa miesiące później i której daliśmy na chrzcie imię Olga – na cześć pierwszej polskiej harcerki. Mieliśmy zresztą nadal w oczach sytuację sprzed dwóch tygodni, gdy usłyszawszy w radiu komunikat o zawieszeniu ruchu tramwajów i autobusów w Łodzi, w Nowy Rok szliśmy piechotą na obiad do rodziców Grażynki na Koziny, mijając  na ul. Ogrodowej (przy Starym Cmentarzu) tory kolejowe  zasypane półmetrową warstwą śniegu i czując się jak w dziewiczej krainie zimy, gdzie nie było żadnych znaków ludzkiej egzystencji.

Gdy  następnego dnia  skontaktowałem się z druhem Jerzym Miecznikowskim, okazało się, że informacja ta dotarła już do niego innym kanałem. Co więcej, poinformował mnie, że z Łodzi na pogrzeb wybierają się trzy instruktorki – seniorki, a mianowicie jego żona – druhna Hanna Miecznikowska oraz przedwojenne harcerki – druhny Zofia i Stanisława  Wojtczakówny. Zapadła więc decyzja o wspólnym wyjeździe, tym bardziej, że trzy  druhny – jako osoby sporo ode mnie starsze – z radością przyjęły „męskie ramię” do pomocy na tę daleką i długą wyprawę. Samochodu jeszcze wtedy nie miałem, one też nie – wobec tego możliwa była tylko podróż koleją. Do Zakopanego jeździł wówczas jeden pociąg, który wyjeżdżał z Łodzi wieczorem, by dotrzeć do stolicy Tatr w środku nocy – o trzeciej nad ranem. I chociaż obawialiśmy się czy dojedziemy, czy gdzieś nie przyjdzie nam w zaspie stać godzinami – zaopatrzyliśmy się w ciepłe ubrania, termos z herbatą – i klamka zapadła – jedziemy z nadzieją, że na pogrzeb  w dniu 20 stycznia 1979r. zdążymy.

Okazało się jednak, że większe kataklizmy w drodze nas nie spotkały i po dotarciu do Zakopanego do rana ratowaliśmy się gorącą herbatą w domu kuzyna druhen Wojtczakówien. Po śniadaniu poszliśmy w stronę kościoła, po drodze wstępując do komendy hufca ZHP Zakopane. Okazało się, że drużyny zakopiańskie  otrzymały drogą służbową  zakaz (!) uczestnictwa w pogrzebie druhny Olgi, a w szkołach zakazano zwalniania uczniów z zajęć w tym dniu. Lokal hufca jednak był otwarty, a osobom przyjezdnym oferowano w nim gorąca herbatę. Już później dowiedzieliśmy się, że jedna z nauczycielek instruktorka z Zakopanego zakaz uczestnictwa w pogrzebie złamała i miała później wiele nieprzyjemności w pracy.

W kościele zastaliśmy już kilkadziesiąt osób: byłe harcerki i harcerze z czasów II R.P. oraz nieliczne grono młodych harcerek i harcerzy, które powiększyło się, gdy dojechali harcerze z Krakowa i Mesznej (mówili nam później, że im też zakazywano tego wyjazdu, ale sumienie nie pozwoliło im tu nie być). I właśnie ci młodzi podczas mszy  wystawili  warty honorowe przy trumnie druhny Oleńki. Z Anglii przyjechał jedyny syn Olgi – Andrzej zwany Lutykiem, więzień obozów hitlerowskich, żołnierz spod Monte Cassino (ur. w 1916r.).

Po mszy, przed kościołem uformowano kondukt żałobny. Na trumnie umocowano kapelusz skautowy druhny Oleńki, a trumnę złożono na góralskim wozie. Kondukt w ciszy i skupieniu przemieścił się ulicami Zakopanego w stronę nowego cmentarza przy ul. Nowotarskiej. I tu warto zauważyć, że ówczesne władze Zakopanego zablokowały prośbę harcerek – seniorek i rodziny, by Olgę pochować na starym zakopiańskim cmentarzu dla zasłużonych, czyli na „Pęksowym Brzysku”.

Powoli docieramy na cmentarz. Jest bardzo zimno (około –20oC), śnieg trzeszczy pod stopami, ale świeci piękne słońce i śnieg iskrzy się nadając naszemu konduktowi jakiegoś specjalnego uroku. Przy grobie druhnę Olgę żegnały byłe komendantki chorągwi harcerek. Nazywały ją pierwszą harcerką i komendantką harcerek, mimo, że przecież oficjalnie druhna Olga nigdy nie pełniła funkcji naczelniczki, ale to ona zaczęła – najpierw we Lwowie w 1911r. , a potem w Zakopanem w 1913-14 roku  tworzyć pierwsze żeńskie drużyny, a w II R.P. metodą harcerską prowadziła szkołę w „Cisowym Dworku” w Sromowcach Wyżnych.

Słowa kilku pieśni, w tym również tych, które Olga nam zostawiła,  czyli „Podnóża moich gór” i „Idzie noc”, popłynęły w góry zaśpiewane głośno z całego serca przez wszystkich uczestników pogrzebu. Mimo mrozu, nie mogliśmy jakoś odejść od grobu, co chwilę ktoś intonował następną pieśń. Ich piękne frazy  brzmiały nam jeszcze w uszach, gdy wracaliśmy na dworzec. Dopiero w pociągu uzmysłowiliśmy sobie jak bardzo jesteśmy zmęczeni, ale warto było jechać do Zakopanego, bo przecież w imieniu harcerek i harcerzy łódzkich pożegnaliśmy twórczynię polskiego harcerstwa. W czasie pogrzebu robiłem zdjęcia – slajdy. Później nieraz pokazywałem je wielu kolejnym pokoleniom harcerskim, byśmy pamiętali zarówno o druhu Andrzeju Małkowskim (zginął w nocy z 15 na 16 stycznia 1919r. płynąc statkiem z  Francji z misją od gen. Hallera na teren Rosji do gen. Żeligowskiego) jak i o jego żonie, która odeszła na wieczną wartę dokładnie w 60 rocznicę śmierci swego męża.

Do dziś mam w oczach tamten mroźny dzień i tych młodych ludzi, którzy podjęli trud udziału w „zakazanym” pogrzebie, chociaż było trudno i bardzo zimno , a w głowie kołatała się myśl o późniejszych „przepychankach” z władzami ZHP zakazującymi udziału w tym pogrzebie. Najwięcej było uczestników z Krakowa (przyjechali dwoma autokarami). Przy grobie druhny Oleńki skupiła się dzięki nim harcerska Polska – ta stara i ta młoda

I chociaż  właśnie minęło trzydzieści lat od tamtej chwili, a trzy łódzkie harcerki uczestniczące w pogrzebie druhny Olgi też już odeszły na wieczną wartę, warto pokusić się o kilka refleksji i uwag skierowanych do naszych młodych harcerzy i instruktorów, którzy kontynuują dzieło Olgi i Andrzeja Małkowskich. Śmierć i pogrzeb twórczyni polskiego harcerstwa zostały prawie zupełnie przemilczane przez polską prasę, radio i telewizję (podobno był w tej sprawie zapis cenzorski). Jak już wspominałem komendy chorągwi przekazywały drogą służbową zakaz uczestnictwa w uroczystościach pogrzebowych. Mimo tej „czapki” posłusznych poleceniom partyjnym  pracowników etatowych ZHP (warto tu podkreślić, iż w każdej komendzie chorągwi na etacie jednego z zastępców był człowiek współpracujący ze  służbami bezpieczeństwa) w harcerstwie byli również ci, którzy chcieli pozostać wierni tradycjom służby Bogu i Polsce (mimo, że od 1964r. w ZHP obowiązywało przyrzeczenie „na wierność sprawie socjalizmu”). To środowisko już po roku, gdy wydarzenia związane z powstaniem „Solidarności” przetarły ścieżki dopominania się o prawdę i sprawiedliwość, ujawniło prace  prowadzone w nurcie „wiernej rzeki harcerstwa” nad przywróceniem harcerstwu tradycyjnych wartości. Wielu uczestników tego pogrzebu brało udział w takich działaniach jak upowszechnienie przesłania tzw. listu krakowskiego (1980r.), zawiązanie kręgów  KIHAM (Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego), a po delegalizacji władz KIHAM w stanie wojennym – nieformalnego Ruchu Rzeczypospolitej, aż do utworzenia Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w 1989r.  Z tego też grona  wiele osób stało się moimi serdecznymi znajomymi, a niektórzy nawet przyjaciółmi.

W świetle oburzającego zakazu udziału w pogrzebie wydanego przez władze ZHP, dość ironicznymi wydają się być niektóre następujące później zdarzenia.

Po dwóch latach od pogrzebu Olgi, w styczniu 1981r. gdy „już było wolno” – naczelnictwo ZHP, wspomagane przez władze Zakopanego włączyło się w uroczystość odsłonięcia   pomnika symbolu poświęconego Twórcom Harcerstwa Polskiego – Oldze i Andrzejowi Małkowskim. W tym celu grób Olgi (która posiadała stopień porucznika) przeniesiono do kwatery polskich legionistów poległych w czasach I wojny światowej, znajdującej się na tym samym cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. Wielu z nich było harcerzami zakopiańskiej drużyny Andrzeja, którzy wraz z nim wyruszyli walczyć o niepodległość Ojczyzny  w oddziałach legionowych.

Na (już nie zabronione, ale wręcz odwrotnie – mocno propagowane) uroczystości przyjechało kilkadziesiąt pocztów sztandarowych jednostek harcerskich, przywieziono też tłumy umundurowanych uczestników. W uroczystościach brał udział ówczesny naczelnik ZHP Andrzej Ornat.  Niektórzy, bez ogródek  mówili wówczas „ubrał się diabeł w ornat i ogonem zamiata”. Na tej uroczystości też byłem wraz  z kilkoma harcerzami  z XV ŁDH, znowu robiąc slajdy.  Dzięki nim mogę Wam pokazać jak to wtedy wyglądało. Nie chcę być złośliwy, ale jak tu nie wierzyć, że niebiosa celowo spuściły na uczestników „drugiego pogrzebu” zamieć śnieżną. Mokry śnieg, zamieniający się szybko w deszcz, przyklejał się do sztandarów i ludzi, oblepiał wszystkich uczestników i powodował minimalną widoczność.  I jak to porównać z iskrzącym się w słońcu śniegu oraz promieniami słońca ogrzewającymi w mroźny dzień tych, którzy nie pozwolili się odwieść od uczestnictwa w pożegnaniu druhny Oleńki w styczniu 1979r.

Trudno nie dołożyć tu jednak jeszcze jednego wspomnienia o tym jak wkrótce  nastąpiła kolejna „zmiana frontu”. W  stanie wojennym i latach po nim następujących znowu „niewłaściwe” stały się wartości wyznawane przez twórców polskiego harcerstwa.  Widać to było wyraźnie, gdy 1988r. środowiska harcerskie zaczęły realizować planowane już kilka lat wcześniej oddolne działania, by uczcić 100-rocznicę urodzin O.A. Małkowskich (urodzili się oni bowiem oboje w 1888r.). Jednym z ważnych wydarzeń był organizowany przez XV ŁDH w Trębkach  k. Kutna – miejscu urodzin Andrzeja – zlot drużyn im. A. Małkowskiego.

Główną Kwatera ZHP nie wydała wprawdzie wówczas zakazu obchodzenia tej rocznicy, zdając sobie chyba sprawę, że byłby masowo zbojkotowany, ale  przekazała informację, że władze centralne nie widzą powodu by taką rocznicę promować, bo (uwaga tu cytat!) „postacie te nie niosą ze sobą treści wychowawczych” (!). Zlot się jednak odbył mimo, iż „smutni panowie” nachodzili pomagającego nam proboszcza parafii w Trębkach z pouczeniami w stylu „jakiś Małkowski chce tu zrobić zamieszki, przed którymi ostrzegamy!”. Niedouczonych „smutnych panów” nie poinformowano, że Małkowski już od 1919 roku patrzył na nas z góry.

I znowu „karta się odwraca”.  Rok później – w 1989r. nastąpiły obrady okrągłego  stołu  i wybory parlamentarne, w których obalono rządy komunistyczne.  Wtedy ponownie Małkowscy stali się „trendy”, a dziś ZHP szykuje się, by w roku 2010 obchodzić hucznie 100-lecie narodzin harcerstwa.

Ale opowieść o minionych latach – to historia na inne opowiadanie, zaś powyższe fakty przytoczyłem po to, by uzmysłowić nam wszystkim, jak zachowywały się władze ZHP, które jak chorągiewka szybko dostosowywały się do aktualnej sytuacji politycznej.

Dziś, po trzydziestu latach od pogrzebu druhny Olgi Małkowskiej,  pozostałem w Łodzi jedynym świadkiem tamtego czasu. Wierzę, że moje towarzyszki podróży do Zakopanego przywitały się już z druhną Olgą po drugiej stronie. Wierzę też, że przyjęły do niebiańskiej drużyny naszą córkę – druhnę pwd. Olgę Broniewską, którą Pan tak nagle powołał na wieczną wartę gdy miała zaledwie 21 lat. Pozostała jednak pamięć o nich, a zwłaszcza o druhnie Oldze i druhu Andrzeju. Pozostały też zdjęcia i przeźrocza, które dokumentują tamten czas. Dedykuję wobec tego powyższe refleksje i dokumentację zdjęciową tym, którzy w nieprzemijającym szeregu kolejnych pokoleń harcerskich niezmiennie trwają w  służbie wierni Bogu i Polsce, a zwłaszcza naszej młodszej córce Marysi oraz harcerkom, harcerzom i instruktorom szczepu „Zielony Płomień”.

Jacek Broniewski, harcmistrz

– b. drużynowy XV ŁDH im. Andrzeja Małkowskiego, członek Ogólnopolskiej Rady Porozumienia KIHAM, członek Rady Ruchu Harcerskiego;

obecnie pełni funkcję szczepowego  „Zielonego Płomienia” (gdzie cały czas działa  XV ŁDH), przewodniczącego Kręgu im. Olgi i Andrzeja Małkowskich przy Szczepie „Zielony Płomień” w Łodzi, przewodniczącego Komisji Instruktorskiej Chorągwi Łódzkiej oraz zastępcy przewodniczącego Komisji RewizyjneW styczniu 1979r. ciężka zima (nazwana zresztą „zimą stulecia”) zdezorganizowała komunikację miejską i krajową. Razem z żoną cieszyliśmy się wtedy z naszego pierwszego samodzielnego mieszkania, skromnego lokum na strychu przy ul. Hutora 12 (obecnie ul. Strzelców Kaniowskich). Telefonu w domu nie mieliśmy (był to wtedy raczej luksus nie do zdobycia w naszym zastępczym mieszkanku, a telefony komórkowe pojawiły się dopiero 20 lat poźniej). Późnym wieczorem, by nie rzec, że nocą (bo było ok. 23:00), w mroźną styczniową noc 1979r. zastukał do naszych drzwi nieznany nam mężczyzna mówiąc: „Przysyła mnie druh Witek z Gdańska.” I rzeczywiście, okazało się, że to mieszkający w Łodzi brat druha hm. Witolda Rusiniaka – znanego nam instruktora z Gdańska, z którym nawiązaliśmy kontakt na początku lat siedemdziesiątych zapraszając na obchody kolejnych rocznic powstania, założonej w 1920r. a prowadzonej również kilka lat przeze mnie, XV Łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Andrzeja Małkowskiego. Druh Witek był drużynowym16 Gdańskiej Drużyny Harcerzy noszącej również imię pierwszego skauta polskiego – Andrzeja Małkowskiego.

Okazało się, że późnym wieczorem Witek zadzwonił z Gdańska do Łodzi do swojego brata i poprosił go, by koniecznie – nie zważając na porę – poszedł zawiadomić nas, że 15-go stycznia zmarła druhna harcmistrzyni R.P. Olga z Drahonowskich Małkowska – żona Andrzeja Małkowskiego, twórczyni polskiego harcerstwa żeńskiego nazywana pierwszą polską skautką. Pogrzeb zaplanowano w Zakopanem – miejscu, do którego druhna Oleńka wróciła po wielu latach emigracji. Druh Witek przekazywał również, że informacja o pogrzebie została zablokowana przez władze ówczesnego ZHP i z pewnością nie dotrze ona do nas za pośrednictwem komend hufców czy chorągwi, a więc należy przekazywać ją kanałami prywatnymi. Natychmiast postanowiłem, że staram się w pracy o dzień urlopu i jadę. Żona moja – instruktorka w stopniu harcmistrzyni też chciała jechać, ale musiała zrezygnować. Zima bowiem była bardzo mroźna (na dworze było ok.

-20oC) i nie wiadomo było czy pociągi gdzieś nie ugrzęzną, a my oczekiwaliśmy przyjścia na świat naszej córki, która urodziła się ponad dwa miesiące później i której daliśmy na chrzcie imię Olga – na cześć pierwszej polskiej harcerki. Mieliśmy zresztą nadal w oczach sytuację sprzed dwóch tygodni, gdy usłyszawszy w radiu komunikat o zawieszeniu ruchu tramwajów i autobusów w Łodzi, w Nowy Rok szliśmy piechotą na obiad do rodziców Grażynki na Koziny, mijając na ul. Ogrodowej (przy Starym Cmentarzu) tory kolejowe zasypane półmetrową warstwą śniegu i czując się jak w dziewiczej krainie zimy, gdzie nie było żadnych znaków ludzkiej egzystencji.

Gdy następnego dnia skontaktowałem się z druhem Jerzym Miecznikowskim, okazało się, że informacja ta dotarła już do niego innym kanałem. Co więcej, poinformował mnie, że z Łodzi na pogrzeb wybierają się trzy instruktorki – seniorki, a mianowicie jego żona – druhna Hanna Miecznikowska oraz przedwojenne harcerki – druhny Zofia i Stanisława Wojtczakówny. Zapadła więc decyzja o wspólnym wyjeździe, tym bardziej, że trzy druhny – jako osoby sporo ode mnie starsze – z radością przyjęły „męskie ramię” do pomocy na tę daleką i długą wyprawę. Samochodu jeszcze wtedy nie miałem, one też nie – wobec tego możliwa była tylko podróż koleją. Do Zakopanego jeździł wówczas jeden pociąg, który wyjeżdżał z Łodzi wieczorem, by dotrzeć do stolicy Tatr w środku nocy – o trzeciej nad ranem. I chociaż obawialiśmy się czy dojedziemy, czy gdzieś nie przyjdzie nam w zaspie stać godzinami – zaopatrzyliśmy się w ciepłe ubrania, termos z herbatą – i klamka zapadła – jedziemy z nadzieją, że na pogrzeb w dniu 20 stycznia 1979r. zdążymy.

Okazało się jednak, że większe kataklizmy w drodze nas nie spotkały i po dotarciu do Zakopanego do rana ratowaliśmy się gorącą herbatą w domu kuzyna druhen Wojtczakówien. Po śniadaniu poszliśmy w stronę kościoła, po drodze wstępując do komendy hufca ZHP Zakopane. Okazało się, że drużyny zakopiańskie otrzymały drogą służbową zakaz (!) uczestnictwa w pogrzebie druhny Olgi, a w szkołach zakazano zwalniania uczniów z zajęć w tym dniu. Lokal hufca jednak był otwarty, a osobom przyjezdnym oferowano w nim gorąca herbatę. Już później dowiedzieliśmy się, że jedna z nauczycielek instruktorka z Zakopanego zakaz uczestnictwa w pogrzebie złamała i miała później wiele nieprzyjemności w pracy.

W kościele zastaliśmy już kilkadziesiąt osób: byłe harcerki i harcerze z czasów II R.P. oraz nieliczne grono młodych harcerek i harcerzy, które powiększyło się, gdy dojechali harcerze z Krakowa i Mesznej (mówili nam później, że im też zakazywano tego wyjazdu, ale sumienie nie pozwoliło im tu nie być). I właśnie ci młodzi podczas mszy wystawili warty honorowe przy trumnie druhny Oleńki. Z Anglii przyjechał jedyny syn Olgi – Andrzej zwany Lutykiem, więzień obozów hitlerowskich, żołnierz spod Monte Cassino (ur. w 1916r.).

Po mszy, przed kościołem uformowano kondukt żałobny. Na trumnie umocowano kapelusz skautowy druhny Oleńki, a trumnę złożono na góralskim wozie. Kondukt w ciszy i skupieniu przemieścił się ulicami Zakopanego w stronę nowego cmentarza przy ul. Nowotarskiej. I tu warto zauważyć, że ówczesne władze Zakopanego zablokowały prośbę harcerek – seniorek i rodziny, by Olgę pochować na starym zakopiańskim cmentarzu dla zasłużonych, czyli na „Pęksowym Brzysku”.

Powoli docieramy na cmentarz. Jest bardzo zimno (około –20oC), śnieg trzeszczy pod stopami, ale świeci piękne słońce i śnieg iskrzy się nadając naszemu konduktowi jakiegoś specjalnego uroku. Przy grobie druhnę Olgę żegnały byłe komendantki chorągwi harcerek. Nazywały ją pierwszą harcerką i komendantką harcerek, mimo, że przecież oficjalnie druhna Olga nigdy nie pełniła funkcji naczelniczki, ale to ona zaczęła – najpierw we Lwowie w 1911r. , a potem w Zakopanem w 1913-14 roku tworzyć pierwsze żeńskie drużyny, a w II R.P. metodą harcerską prowadziła szkołę w „Cisowym Dworku” w Sromowcach Wyżnych.

Słowa kilku pieśni, w tym również tych, które Olga nam zostawiła, czyli „Podnóża moich gór” i „Idzie noc”, popłynęły w góry zaśpiewane głośno z całego serca przez wszystkich uczestników pogrzebu. Mimo mrozu, nie mogliśmy jakoś odejść od grobu, co chwilę ktoś intonował następną pieśń. Ich piękne frazy brzmiały nam jeszcze w uszach, gdy wracaliśmy na dworzec. Dopiero w pociągu uzmysłowiliśmy sobie jak bardzo jesteśmy zmęczeni, ale warto było jechać do Zakopanego, bo przecież w imieniu harcerek i harcerzy łódzkich pożegnaliśmy twórczynię polskiego harcerstwa. W czasie pogrzebu robiłem zdjęcia – slajdy. Później nieraz pokazywałem je wielu kolejnym pokoleniom harcerskim, byśmy pamiętali zarówno o druhu Andrzeju Małkowskim (zginął w nocy z 15 na 16 stycznia 1919r. płynąc statkiem z Francji z misją od gen. Hallera na teren Rosji do gen. Żeligowskiego) jak i o jego żonie, która odeszła na wieczną wartę dokładnie w 60 rocznicę śmierci swego męża.

Do dziś mam w oczach tamten mroźny dzień i tych młodych ludzi, którzy podjęli trud udziału w „zakazanym” pogrzebie, chociaż było trudno i bardzo zimno , a w głowie kołatała się myśl o późniejszych „przepychankach” z władzami ZHP zakazującymi udziału w tym pogrzebie. Najwięcej było uczestników z Krakowa (przyjechali dwoma autokarami). Przy grobie druhny Oleńki skupiła się dzięki nim harcerska Polska – ta stara i ta młoda

I chociaż właśnie minęło trzydzieści lat od tamtej chwili, a trzy łódzkie harcerki uczestniczące w pogrzebie druhny Olgi też już odeszły na wieczną wartę, warto pokusić się o kilka refleksji i uwag skierowanych do naszych młodych harcerzy i instruktorów, którzy kontynuują dzieło Olgi i Andrzeja Małkowskich. Śmierć i pogrzeb twórczyni polskiego harcerstwa zostały prawie zupełnie przemilczane przez polską prasę, radio i telewizję (podobno był w tej sprawie zapis cenzorski). Jak już wspominałem komendy chorągwi przekazywały drogą służbową zakaz uczestnictwa w uroczystościach pogrzebowych. Mimo tej „czapki” posłusznych poleceniom partyjnym pracowników etatowych ZHP (warto tu podkreślić, iż w każdej komendzie chorągwi na etacie jednego z zastępców był człowiek współpracujący ze służbami bezpieczeństwa) w harcerstwie byli również ci, którzy chcieli pozostać wierni tradycjom służby Bogu i Polsce (mimo, że od 1964r. w ZHP obowiązywało przyrzeczenie „na wierność sprawie socjalizmu”). To środowisko już po roku, gdy wydarzenia związane z powstaniem „Solidarności” przetarły ścieżki dopominania się o prawdę i sprawiedliwość, ujawniło prace prowadzone w nurcie „wiernej rzeki harcerstwa” nad przywróceniem harcerstwu tradycyjnych wartości. Wielu uczestników tego pogrzebu brało udział w takich działaniach jak upowszechnienie przesłania tzw. listu krakowskiego (1980r.), zawiązanie kręgów KIHAM (Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego), a po delegalizacji władz KIHAM w stanie wojennym – nieformalnego Ruchu Rzeczypospolitej, aż do utworzenia Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w 1989r. Z tego też grona wiele osób stało się moimi serdecznymi znajomymi, a niektórzy nawet przyjaciółmi.

W świetle oburzającego zakazu udziału w pogrzebie wydanego przez władze ZHP, dość ironicznymi wydają się być niektóre następujące później zdarzenia.

Po dwóch latach od pogrzebu Olgi, w styczniu 1981r. gdy „już było wolno” – naczelnictwo ZHP, wspomagane przez władze Zakopanego włączyło się w uroczystość odsłonięcia pomnika symbolu poświęconego Twórcom Harcerstwa Polskiego – Oldze i Andrzejowi Małkowskim. W tym celu grób Olgi (która posiadała stopień porucznika) przeniesiono do kwatery polskich legionistów poległych w czasach I wojny światowej, znajdującej się na tym samym cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. Wielu z nich było harcerzami zakopiańskiej drużyny Andrzeja, którzy wraz z nim wyruszyli walczyć o niepodległość Ojczyzny w oddziałach legionowych.

Na (już nie zabronione, ale wręcz odwrotnie – mocno propagowane) uroczystości przyjechało kilkadziesiąt pocztów sztandarowych jednostek harcerskich, przywieziono też tłumy umundurowanych uczestników. W uroczystościach brał udział ówczesny naczelnik ZHP Andrzej Ornat. Niektórzy, bez ogródek mówili wówczas „ubrał się diabeł w ornat i ogonem zamiata”. Na tej uroczystości też byłem wraz z kilkoma harcerzami z XV ŁDH, znowu robiąc slajdy. Dzięki nim mogę Wam pokazać jak to wtedy wyglądało. Nie chcę być złośliwy, ale jak tu nie wierzyć, że niebiosa celowo spuściły na uczestników „drugiego pogrzebu” zamieć śnieżną. Mokry śnieg, zamieniający się szybko w deszcz, przyklejał się do sztandarów i ludzi, oblepiał wszystkich uczestników i powodował minimalną widoczność. I jak to porównać z iskrzącym się w słońcu śniegu oraz promieniami słońca ogrzewającymi w mroźny dzień tych, którzy nie pozwolili się odwieść od uczestnictwa w pożegnaniu druhny Oleńki w styczniu 1979r.

Trudno nie dołożyć tu jednak jeszcze jednego wspomnienia o tym jak wkrótce nastąpiła kolejna „zmiana frontu”. W stanie wojennym i latach po nim następujących znowu „niewłaściwe” stały się wartości wyznawane przez twórców polskiego harcerstwa. Widać to było wyraźnie, gdy 1988r. środowiska harcerskie zaczęły realizować planowane już kilka lat wcześniej oddolne działania, by uczcić 100-rocznicę urodzin O.A. Małkowskich (urodzili się oni bowiem oboje w 1888r.). Jednym z ważnych wydarzeń był organizowany przez XV ŁDH w Trębkach k. Kutna – miejscu urodzin Andrzeja – zlot drużyn im. A. Małkowskiego.

Główną Kwatera ZHP nie wydała wprawdzie wówczas zakazu obchodzenia tej rocznicy, zdając sobie chyba sprawę, że byłby masowo zbojkotowany, ale przekazała informację, że władze centralne nie widzą powodu by taką rocznicę promować, bo (uwaga tu cytat!) „postacie te nie niosą ze sobą treści wychowawczych” (!). Zlot się jednak odbył mimo, iż „smutni panowie” nachodzili pomagającego nam proboszcza parafii w Trębkach z pouczeniami w stylu „jakiś Małkowski chce tu zrobić zamieszki, przed którymi ostrzegamy!”. Niedouczonych „smutnych panów” nie poinformowano, że Małkowski już od 1919 roku patrzył na nas z góry.

I znowu „karta się odwraca”. Rok później – w 1989r. nastąpiły obrady okrągłego stołu i wybory parlamentarne, w których obalono rządy komunistyczne. Wtedy ponownie Małkowscy stali się „trendy”, a dziś ZHP szykuje się, by w roku 2010 obchodzić hucznie 100-lecie narodzin harcerstwa.

Ale opowieść o minionych latach – to historia na inne opowiadanie, zaś powyższe fakty przytoczyłem po to, by uzmysłowić nam wszystkim, jak zachowywały się władze ZHP, które jak chorągiewka szybko dostosowywały się do aktualnej sytuacji politycznej.

Dziś, po trzydziestu latach od pogrzebu druhny Olgi Małkowskiej, pozostałem w Łodzi jedynym świadkiem tamtego czasu. Wierzę, że moje towarzyszki podróży do Zakopanego przywitały się już z druhną Olgą po drugiej stronie. Wierzę też, że przyjęły do niebiańskiej drużyny naszą córkę – druhnę pwd. Olgę Broniewską, którą Pan tak nagle powołał na wieczną wartę gdy miała zaledwie 21 lat. Pozostała jednak pamięć o nich, a zwłaszcza o druhnie Oldze i druhu Andrzeju. Pozostały też zdjęcia i przeźrocza, które dokumentują tamten czas. Dedykuję wobec tego powyższe refleksje i dokumentację zdjęciową tym, którzy w nieprzemijającym szeregu kolejnych pokoleń harcerskich niezmiennie trwają w służbie wierni Bogu i Polsce, a zwłaszcza naszej młodszej córce Marysi oraz harcerkom, harcerzom i instruktorom szczepu „Zielony Płomień”.

Jacek Broniewski, harcmistrz

– b. drużynowy XV ŁDH im. Andrzeja Małkowskiego, członek Ogólnopolskiej Rady Porozumienia KIHAM, członek Rady Ruchu Harcerskiego;

obecnie pełni funkcję szczepowego „Zielonego Płomienia” (gdzie cały czas działa XV ŁDH), przewodniczącego Kręgu im. Olgi i Andrzeja Małkowskich przy Szczepie „Zielony Płomień” w Łodzi, przewodniczącego Komisji Instruktorskiej Chorągwi Łódzkiej oraz zastępcy przewodniczącego Komisji Rewizyjnej ZHR.

j ZHR.

Jeden komentarz

  • Adam Kralisz

    Rewelacyjny tekst dh Jacku! Czytałem go z zapartym tchem. Prosze o więcej w kolejnych numerach. Myślę, że jest o czym pisać, o czym opowiadać…

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *