Strona główna / 4. Historia magistra vitae / Wywiady / Wywiad z Michałem Stasiakiem

Wywiad z Michałem Stasiakiem

Wywiadowca: Michale, na początek chciałbym cię prosić, żebyś opowiedział nam o celach, jakie postawiłeś sobie na początku swojej kadencji.

Michał Stasiak: Na wstępie powiem, że celów było sporo. Oczywiście w trakcie ewoluowały, a największa ich rekonstrukcja nastąpiła po pierwszym roku. Za niezmienny i podstawowy cel mogę uznać zbudowanie wspólnoty Komendy Chorągwi i pracę z hufcowymi. Tak się złożyło, że w ciągu tych dwóch lat hufcowi zmienili się w każdym hufcu, w tym w jednym 2 razy. Takie zmiany na liniowej funkcji są bardzo “kłopotliwe”, bo nie ma tu okresu próbnego i trzeba się wszystkiego uczyć bardzo szybko. Zmiany personalne zaszły w zasadzie na każdej funkcji w komendzie chorągwi i jej agendach.

Dodatkowo pozostaje kwestia, jak zagospodarować tych, którzy z funkcji ustąpili (część zagospodarował mi Naczelnik ;-). Powstała zatem w mojej głowie myśl, że ustępujący hufcowi zostaną moimi zastępcami, a ja podzielę się z nimi swoimi zadaniami.

Niemniej jednak w ciągu tych dwóch lat starałem się dość mocno w mojej pracy odwoływać do hufcowych i z nimi podejmować najważniejsze decyzje. To właśnie hufcowi byli odpowiedzialni za pracę ze swoimi podopiecznymi i taką relację starałem się umacniać. To w ich gestii znalazły się działania mające na celu przekonywanie drużynowych i instruktorów do udziału w tej czy innej imprezie. Oczywiście były gdzieś na początku roku odprawy, podczas których decydowaliśmy o priorytetach. Dotyczyło to zarówno imprez, spraw organizacyjnych i administracyjnych, czy decyzji, od których nie mogło być odstępstwa. Muszę przyznać, że to nam się udało; nie zdarzyło się w ciągu tych dwóch lat, aby wybrany priorytet nie został zrealizowany. Mogło coś oczywiście zostać przesunięte w czasie, ale to była raczej moja słabość dotycząca “ciśnięcia i pilnowania” terminów, choć sam brak “ciśnięcia”  postrzegam jako pracę wychowawczą z dorosłym człowiekiem. Nigdy nie nauczymy się jako ZHR jak wychowywać odpowiedzialnych wodzów, jeśli zawsze Wielki Brat w sytuacji podbramkowej będzie ich wyręczać. Taki model pracy może mieć oczywiście przykre konsekwencję zawalenia tej, czy innej imprezy … ale to też jest element  dorastania, który powinniśmy dopuszczać. Ważne, abyśmy w takiej sytuacji potrafili w sposób harcerski takie wpadki ocenić i rozliczyć.

Czyli rozumiem, że – ogólnie rzecz biorąc – celem było jak najbardziej efektywne wykorzystanie zasobów ludzkich naszej Chorągwi…

Tak, można tak powiedzieć. Starałem się też przez te dwa lata, aby ilość zadań była proporcjonalna do naszych możliwości, byśmy mierzyli siły na zamiary. Tak, by nasz potencjał się “nie przegrzał”. Sporo czasu poświęciłem na indywidualne spotkania z instruktorami, którzy mogli wykonywać “mrówczą pracę” (ale jakże ważną), odciążając tym samym od niej komendę chorągwi.

Jak wspomniałem na początku, nie był to jedyny cel. Nie ma chyba wodza harcerskiego, który nie stawiałby na rozwój liczebny swojej jednostki. Ja także tak robiłem. Było oczywiście kilka dróg realizacji tego celu. Jednak najważniejszą był rozwój poprzez drużyny harcerzy. Uważam, że drużyna to najefektywniejszy kapitał wychowania wodzów. Gwarantuje to system zastępowy. Poprzez pracę drużyn harcerzy nasza Chorągiew ma szansę rozwoju liczebnego, ale to także jest uwarunkowane rolą hufcowego i swobodą jego działania w tym zakresie. To hufcowy pracuje z drużynowymi i on decyduje, kiedy jest moment na rozwój i to on ma do takiego momentu doprowadzać jednostki. Przykładem może być tu “Polesie”, gdzie “z powietrza” przy każdej drużynie powstała gromada zuchów. Ale było to celowe i planowe działanie zarówno Piotra, jak i potem Jacka.

Mówiąc o celach kadrowych częściowo powiedziałeś też, jak przebiegała ich realizacja; a jak w przypadku tych planów zwiększania liczebności? Czy da się jakoś to podsumować za pomocą twardych danych?

Na początku chciałem dowiedzieć się ilu Nas jest. Wyjściowo uznałem, że dobrym momentem będzie wrzesień i zbiórka alarmowa, połączona z realizacją zadań kwalifikacyjnych na Zlot Okręgu. Wtedy na tamtej zbiórce pojawiła się większość drużyn, o łącznej liczbie 100 umundurowanych harcerzy. Zbiórka była ogłoszona 48 godzin wcześniej. Potem już była weryfikacja trendu: na Zlocie w Wiśniowej Górze było Nas już dwa razy więcej, a w ostatnim spisie przekroczyliśmy liczbę 500 zuchów, harcerzy, wędrowników i instruktorów. To oczywiście jest papier, ale myślę, że liczba ta jest zbliżona do rzeczywistości. To stan łódzkiego ZHR sprzed 10 lat. Mogę rzec, że wszystko w górę od teraz to będzie nasz prawdziwy rozwój …

Rozumiem. Przekazanie jednostki to zawsze bardzo emocjonalna chwila; powiedz, jakie uczucie towarzyszyło momentowi oddania Chorągwi nowemu wodzowi na zbiórce wyborczej?

Przekazanie Chorągwi odbywało się dość spontanicznie i w ostatniej chwili. Chyba najlepsze słowo to zmęczenie, ale i smutek. Niemniej jednak stało się …

A gdybyś miał opisać swoje wrażenia związane z całym okresem pełnienia funkcji Komendanta Choragwi?

Poza zmęczeniem… zadowolenie z efektów, nowe doświadczenie w pracy z ludźmi dorosłymi. Chyba to doświadczenie pracy z dorosłymi najbardziej zapadnie mi w pamięć. A nie jest to łatwe, inaczej pracowałem z harcerzami, zastępowymi jako drużynowy, inaczej z drużynowymi i instruktorami jako hufcowy.

Bycie Komendantem Chorągwi było jeszcze większym wyzwaniem. Myślę, że wynika to przede wszystkim z konieczności bycia “wodzem” dla wodzów i nie jest łatwo temu sprostać.

Podsumowaliśmy twoją kadencję tak ogólnie, a teraz mam dla ciebie trudne zadanie i prośbę o podanie jakichś możliwie konkretnych przykładów największych sukcesów i porażek twojego wodzowania.

Osobiście do sukcesów mogę zaliczyć nasze działania programowe: rozpoczęcie kampanii bohater oraz obchody jubileuszu stulecia harcerstwa, które uważam, że zaliczyliśmy jako Chorągiew i Okręg celująco. Kampania i stulecie były celami, które odziedziczyłem w spadku po moim poprzedniku. Adam zostawił mi swoje złote myśli-wskazówki, które nie ukrywam, ale były wyznacznikiem dla mojej pracy i do których zaglądałem.

Co do porażek, to być może kwestie moich, nie zawsze najlepszych, relacji z ludźmi. To odbieram bardziej osobiście. Ale jest to poniekąd wpisane w każdą funkcję kierowniczą. Nie każdego da się przekonać do swoich pomysłów.

Jako porażkę postrzegam też sytuację hufca “Szaniec”. Patrzę jednak optymistycznie na to, jak zareagowali na jego stan drużynowi i widzę poprawę.

Nic chyba jednak nie przebije pracy duszpasterskiej … zupełnie nie odczytałem, nie zrozumiałem i nie oceniłem naszych potrzeb.

Chciałbym cię teraz zapytać o twoją ocenę miejsca naszej Chorągwi w odniesieniu do całej organizacji. Jak w twoim odczuciu prezentuje się łódzkie środowisko?

To trudne pytanie. Mniej więcej po roku od objęcia funkcji dostrzegłem, że ważnym jest, abyśmy w naszych działaniach dla organizacji umieli zadbać o siebie. Nasza Chorągiew stanowi 7,5% stanu liczebnego organizacji. Chciałbym wiedzieć, że jeśli do pracy wyżej zaangażujemy nasz czas, siły i potencjał, to nie odbędzie się to własnym kosztem.

Co masz na myśli?

Najpierw warto, abyśmy potrafili wypełnić nasze braki, a dopiero potem nadwyżki inwestowali. Jednak jak z każdą inwestycją: powinna być ona zaplanowana i rozłożona w czasie.

Niemniej nasze zaangażowanie jest ważne dla Organizacji i nie możemy o tym zapominać. Jako Łódź nie uciekamy od tego, częściowo poprzez indywidualną pracę instruktorów, ale przede wszystkim jako cały korpus instruktorski. W ciągu tych dwóch lat nie zdarzyło się tak, aby gdzieś Nas zabrakło. Ja jednak dostrzegam zagrożenie w fakcie, że skupiamy się przez to na indywidualnościach, a nie zespole. Szukamy pojedynczych sukcesów, a nie modułów wypracowanych przez grupę.

Czy w takim razie możesz nam zdradzić jak ty widzisz drogę, którą Chorągiew powinna obrać w najbliższej przyszłości?

Przede wszystkim inwestycja w kadry. W ciągu minionych dwóch lat przeszkoliliśmy na kursach zastępowych blisko 90 kandydatów na zastępowych, do tego coroczne warsztaty w hufcach. To za chwilę zaprocentuje: w ciągu przyszłych dwóch, trzech lat ludzie Ci zostaną kandydatami na kursy instruktorskie i instruktorów (a to jest domeną Naszej Chorągwi). Nowi i starzy instruktorzy to nasz najlepszy kapitał. Oni gwarantują rozwój liczebny, czy to poprzez zakładanie nowych jednostek, czy to opiekę nad już istniejącymi.

Przyszłość leży także w małych miastach. Tu potrzebne jest planowanie i połączenie sił. Wypracowanie modelu współpracy pomiędzy jednostkami działającymi poza Łodzią i opracowanie strategii na ich rozwój to najskuteczniejsza możliwość naszego rozrostu.

A czy nie jest tak, że do tej pory te rozszerzenia terytorialne poza Łódź były dziełem bardziej przypadku niż efektem planowych działań? Mówię tu o Złoczewie, Głownie…

Masz rację. Ale dziś mamy już ich wieloletnie doświadczenie i wiedzę. Teraz trzeba to wykorzystać. Posłuchać co mają do powiedzenia, co mogą  jeszcze zrobić, ale i co my możemy dla nich. Mateusz, Janek i inni to doświadczeni instruktorzy; gdyby zebrać ich w jednym miejscu i czasie to z takiej “burzy mózgów”  moglibyśmy wiele uzyskać. Zresztą konieczność ich współpracy i współdziałania uwidoczniła się podczas zbiórki Okręgu.

Michale, na koniec pytanie o twoją przyszłość. Czy wiesz już, czym będziesz się teraz zajmował harcersko, znalazłeś następne pole służby?

Przede wszystkim muszę odrobić zaległości naukowe. Bez uporządkowania spraw uczelnianych nie ruszę do przodu, a nawet zacznę tracić. To ma realne przełożenie na moje możliwości harcerskie. Jednak nie będzie tajemnicą  jeśli powiem, że Adam zaproponował mi objęcie funkcji jego zastępcy. Na tej funkcji mam już jakieś doświadczenie i przyznam, że bardzo miło to wspominam. Wydaje mi się, że taka moja rola na ten moment będzie dla Chorągwi najlepsza.

Rozmawiał Wojciech

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *