Strona główna / Wyróżnione / Zet jak ZHR, Zet jak Zwycięstwo?

Zet jak ZHR, Zet jak Zwycięstwo?

Sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – brzmi pewna mądrość ludowa. Ostatnio ta myśl wypełnia moją głowę w odniesieniu do naszego ZHR-u. Kiedy dowiaduję się, że 70% akcji jest nierozliczonych, kiedy mierzę się z własnymi zaległościami i zaniedbaniami, kiedy na organizowany przeze mnie wyjazd jedzie mniej niż 30% składu chorągwi, ZHR zaczyna mi się kojarzyć z porażką. Wielu z nas przeżyło pewnie takie chwile i wielu z nas wyciągnęło z nich lekcję na przyszłość. Moją lekcją jest przekuwanie słabości w cnoty, moją drogą jest „przezwyciężanie”. Taki proces przezwyciężania musi być wysiłkiem całej wspólnoty, zaś walczyć i zwyciężać trzeba na wielu polach walki. Tajemnicą jest jednak, że czasem wystarczy odnieść małe zwycięstwo, aby potem przekuć je w coś większego. Ilu z nas zabierało się za sprzątanie pokoju, kiedy miało poważne postanowienie zmian w swoim życiu? Pewnie wielu. Na tym polega proces przezwyciężania, na tym polega praca nad sobą, we wspólnocie. Musimy zwyciężać w rzeczach małych, aby potem zwyciężać w rzeczach wielkich. Dziś skupię się tylko na jednym polu walki, a mianowicie na procesie przezwyciężania ideowego – na zwycięstwie moralnym.

Zwycięstwo moralne

„Nasze zasady – nasze sumienie” – każdy zna chyba przypowieść o tym, jak zgniłe jabłko wpadło do skrzynki ze zdrowymi jabłkami i co się stało z całą skrzynką. Oczywiście pozostałe jabłka, leżące w sąsiedztwie zgniłego jabłka, choć same były zdrowe, po pewnym czasie także zaczęły gnić. Tak samo dzieje się z naszym sumieniem, gdy żyjemy w świadomości, że nasz druh, brat, kolega, przełożony lub podwładny notorycznie w sposób ciągły i świadomy łamie Prawo Harcerskie. Pomimo tego, że sami pozostajemy czyści, to żyjemy ze świadomością, że Prawo Harcerskie można łamać. I kiedy nic z tym nie robimy, to staje się to dla nas normalnością. Naszą wspólną troską jest nasze wspólne sumienie. Naszym obowiązkiem jest dbać o to, by było ono czyste, gdyż tylko wtedy będziemy prawdziwie, autentycznie wychowywać w oparciu o wartości.

Żyjmy w prawdzie

Kiedyś jako drużynowy zderzyłem się z następującą sytuacją. Drużyna przeżyła swoiste tąpnięcie i na obóz pojechał prawie sam ZZ. Na obozie snuliśmy plany, kto założy i gdzie jaki zastęp. Robiliśmy odprawy i uzgadnialiśmy szczegóły rozwoju drużyny po obozie. Ja jednak czułem, że coś jest nie tak. Pomimo deklaracji ze strony chłopaków brakowało mi w ich postawie swoistego autentyzmu, który zawsze czułem podczas prowadzenia drużyny. Po obozie stało się jasne, w czym rzecz. Pięciu chłopaków przed obozem porozumiało się, że to będzie ich ostatni obóz i zaraz potem odejdą. Pamiętam nasze rozmowy z ostatnich dni i pełne zapału deklaracje z ich ust, a potem wielki zawód. I tak naprawdę nie chodziło o to, że odeszli z drużyny, a o to, że po prostu w moim mniemaniu mnie oszukali.

Kiedy myślę o tej sytuacji, to przypomina mi się pewien kultowy amerykański film, a mianowicie „Matrix”. Mamy czasem w naszym w naszym harcerskim świecie takie sytuacje, gdzie połowa środowiska życie właśnie w takim matriksie, świecie iluzji, w którym na pozór wszystko jest w porządku, zaś druga połowa „obudzonych” jest pozbawiona złudzeń i z nonszalancją odnosi się do świata Matriksa twierdzą, że to wszystko blaga. To bardzo niebezpieczna sytuacja i naszym celem powinno być za wszelką cenę pozbycie się Matriksa. Miejmy odwagę stanąć w prawdzie i powiedzieć, jak jest. Bez tego nie będzie zaufania.

Zasada ewangeliczna

Ale jak to uczynić, gdy problem nie dotyczy nas, a naszego druha, przyjaciela, któremu chcemy pozostawać lojalni? Nikt przecież nie lubi donosicielstwa i nie chcemy w harcerstwie kształtować kolejnych pokoleń „Życzliwych”. Tutaj z pomocą przychodzi Ewangelia! Tzw. zasada ewangeliczna mówi, jak czynić i postępować, by oczyścić własne sumienie, ale jednocześnie nie skrzywdzić drugiego człowieka. Zasada jest po prostu taka: Jeśli ktoś czyni źle, idź i powiedz mu, że źle czyni. Jeśli Cię nie posłucha, weź kolegę i powiedzcie mu razem, a jeśli i wtedy nie posłucha, podziel się tym ze wspólnotą.

Czasem jednak bywa i tak, że nie mamy odwagi iść do kogoś i boimy się, że wpłynie to negatywnie na nasze relacje. Wtedy najlepiej jest iść do kogoś bardziej doświadczonego i poprosić o radę. Jeśli wybierzesz odpowiedniego człowieka, to na pewno nie skrzywdzisz drugiej osoby, a jednocześnie zadbasz o to, by Twoje sumienie było czyste.

Przestrzegać zasad, rozumieć człowieka

Każdy z nas przeżył sytuację, co do której ciężko mu było zająć stanowisko. Z jednej strony staraliśmy się zrozumieć człowieka, naszego podopiecznego, druha, czy przełożonego, z drugiej zaś strony nie było w nas zgody na łamanie zasad i życie wbrew głoszonym na sztandarach wartościom. Naszym obowiązkiem w takich sytuacjach jest po prostu kierować się dobrem. Dobrem jednostki, człowieka, ale też dobrem wspólnoty, środowiska. I nasza postawa powinna być postawą pomocy, wsparcia, nie zaś krytyki i odrzucenia. Nie oznacza to jednak, że mamy godzić się na to, by naginać lub łamać zasady pod konkretnego człowieka. Instruktor musi często wykazać się ogromną wrażliwością, aby jednocześnie chronić wartości i pomagać człowiekowi. To trudne, ale możliwe.

Zasada sprawiedliwości

W swojej pracy instruktorskiej spotykam się czasem z poczuciem niesprawiedliwości. Taki, czy inny instruktor przychodzi i zwierza się, że nie podoba mu się, że ZHR obszedł się zbyt łagodnie z jakimś instruktorem na zakręcie życiowym, zaś jego, lub kogoś innego, potraktował zbyt surowo. Każdy instruktor i środowisko ma nieco inną wrażliwość na konkretne sprawy. Jeden uważa, że nie „niepotrzebnie zaliczyliśmy mu służbę, bo nic nie robi”, drugi zaś mówi, że „w tym człowieku nie ma idei i nie powinien być instruktorem”. Niesłychanie trudną rzeczą jest tak rozwiązać daną kwestię, aby wszyscy byli usatysfakcjonowani i choć każdy przełożony kieruje się czystymi intencjami, to czasem jest to po prostu niemożliwe. Musimy pogodzić się, że nie jesteśmy idealni i czasem popełniamy błędy. Musimy nauczyć się wybaczać, a jednocześnie wymagać i być dla siebie wsparciem, a nie cenzorem.

Zwycięstwo…

Pól walki jest więcej, jest zwycięstwo organizacyjne, społeczne, wspólnotowe, programowe, duchowe i fizyczne. Jest wiele kwestii, w których jako środowisku musimy ciągle „przezwyciężać” i stawać w prawdzie, gdzie musimy wymagać od siebie i od innych, wyznaczać wspólne i ambitne standardy i cele. Taka postawa to prawdziwy wyraz braterstwa, a nie tylko puste deklaracje. Taka postawa poprowadzi nas wspólnie do ZWYCIĘSTWA! :)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *