Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie
Kanclerz Jan Syriusz Zamojski
Te słowa, choć wypowiedziane blisko pięćset lat temu są nadal aktualne. Śmiem się pokusić o postawienie tezy, iż obecnie nawet bardziej aniżeli drzewiej. Wynika to z dwóch zasadniczych przyczyn: primo – obecnie popadliśmy, jako ogół społeczeństwa, w złudne przeświadczenie, iż skoro edukacja jest powszechna, dostępna dla szerokich mas, a analfabetyzm praktycznie nie istnieje, to osiągnęliśmy najwyższy poziom rozwoju oświaty, jaki jest w naszym zasięgu, a nawet jeżeli nie najwyższy, to w każdym razie, bardzo dobry. Secundo zaś trudno jest nam sobie wyimaginować inne rozwiązania niż stosowane u nas, na przykład takie jak systemy oświaty występujące w kręgu kultury anglosaskiej, gdzie, często niewielkie, uniwersytety kształcą elitę kraju, studia potrafią kosztować niewyobrażalne sumy, zaś sama oświata jest po prostu biznesem i ściśle z biznesem współpracuje.
Dla dużej ilości osób wprowadzenie takich rozwiązań w Polsce jest nie do przyjęcia. Przede wszystkim nieufność wzbudzają prywatne szkoły, automatyczny zaś sprzeciw budzi pomysł prywatyzacji szkolnictwa, w tym również wyższego, gdyż wiązałoby się to z wprowadzeniem opłat za naukę. Wiele osób obawia się, że w systemie kapitalistycznym prywatne uczelnie będą się kierowały naturalną chęcią zysku oraz że szkoły będą elitarne, przez co same staną się „zagłębiem” elit. Ci ludzie nie rozumieją niestety podstawowych założeń wolnorynkowej gospodarki – faktu, że uczelnie, aby funkcjonować, aby się utrzymać, będą musiały wypracowywać zyski, a te osiągną tylko w przypadku zaspokojenia potrzeb klientów, czyli uczniów/studentów. Wierzę zaś głęboko, że podstawową potrzebą młodego człowieka, który postanowił się kształcić (lub za którego, w przypadku osób niepełnoletnich, tę decyzje podjęli jego opiekunowie) jest uzyskanie jak najlepszej edukacji na jak najwyższym poziomie. Dodatkowo często spotykam się z wygłaszaną obawą, że uczelnie staną się, jak już mówiłem, elitarne. Trzeba sobie w tym miejscu uświadomić jedną rzecz – to co jest na naprawdę wysokim poziomie, powiem więcej – to co jest najlepsze, musi być i pozostać elitarne, niejako z definicji przyjętego powszechnie znaczenia tego słowa. Co za tym idzie nie osiągniemy w Polsce wysokiego poziomu kształcenia, dopóki nauka nie stanie się elitarna, dopóki nie stanie się, miast prawem, raczej przywilejem. Przykłady najlepszych uniwersytetów na świecie – Harvard, Oxford, Cambridge… mówią same za siebie, że model ten funkcjonuje w praktyce.
Szkoły wyższe mają jeszcze jedną ważną rolę do odegrania w społeczeństwie – elitarne uczelnie kształcą i kreują elitę. Jest to niesłychanie ważna funkcja, którą obecnie pełnią na świecie. Na świecie, gdyż niestety nie w Polsce. Sam tylko uniwersytet oksfordzki wykształcił 46 laureatów Nagrody Nobla (czyli odkrywców, innowatorów) oraz 25 premierów (czyli przywódców narodu, państwa). Wielka Brytania zaś jest jednym z najpotężniejszych państw świata. Nie powinna więc dziwić obecna sytuacja Polski, gdzie prezydentem może zostać elektryk, a premierem rolnik. Naród bez elit nie tylko traci na znaczeniu względem innych narodów, stając się z czasem wobec nich wtórną lub peryferyjną grupą społeczną. Lecz, gdy taki stan rzeczy utrzymuje się długo, naród cofa się w swoim rozwoju do etapu narodowości. Dla jasności, daleki jestem tutaj od XIX wiecznej definicji narodu (choć nie uważam jej za niewłaściwą), bardziej mam na myśli naród w znaczeniu silnie powiązanej ze sobą grupy społecznej, zbudowanej na wspólnych wartościach, fundamentach oraz zdolnej do poświęceń /wyrzeczeń w imię wspólnego dobra (np. taki „naród” stanowiła szlachta I Rzeczypospolitej – choć różnoraka, wielu narodów, to jednak z silnym poczuciem wewnętrznych więzów i wspólnych wartości. Obecnie taki typ narodu reprezentują również Amerykanie – obywatele Stanów Zjednoczonych). Tak więc to szkoły wyższe, obok domu rodzinnego, w głównej mierze decydują o przyszłości narodu, a więc także państwa. Warto, aby przynajmniej część uniwersytetów w kraju była na jak najwyższym poziomie. Problemem zatem jest de facto to, iż, w pewnym sensie, edukacja egalitarna zastąpiła edukację elitarną. Co ma swoje negatywne skutki chociażby w braku motywacji młodzieży do nauki. Na uczelnie w Wielkiej Brytanii co roku aplikuje ponad 2 miliony cudzoziemców z całego świata. Tak duża konkurencja motywuje z jednej strony do maksymalnej nauki, aby się dostać na dany uniwersytet, a po przyjęciu pozwala docenić zaszczyt, jakim jest studiowanie na takiej uczelni. Nauka w tym przypadku staje się nagrodą, przywilejem, nie zaś smutnym obowiązkiem.
Co zaś się tyczy już bezpośrednio naszego rodzimego poletka, to największym problemem polskiego systemu edukacji jest właśnie fakt, iż jest on systemem. Zastanawiające dla mnie jest to, że komunizm w Polsce skończył się podobno 25 lat temu. Jeśli jest to prawda, to najwyraźniej nie dotyczy ona dwóch sektorów: służby zdrowia i oświaty. Z nieznanych mi przyczyn w tych dwóch przypadkach wciąż występuje, tak dobrze znany wszystkim „pracującym masom miast i wsi”, model gospodarki centralnie planowanej. Bo czymże jest sytuacja, kiedy na początku roku minister ustala ile w danym roku należy wyleczyć ludzi chorych na raka, a ile na zaćmę? Jak inaczej nazwać proces, w którym ministerstwo nauki „przewiduje”, jakie zawody będą na topie, za 5, 10 lat i tworzy program tzw. kierunków zamawianych (notabene to właśnie po kierunkach zamawianych jest największe bezrobocie wśród absolwentów – http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/711847, chybiona_lista_kierunkow_zamawianych_rzad_placi_za_nauke_bezrobocia.html). System centralnie sterowany nie sprawdził się nigdzie na świecie, a my Polacy doświadczaliśmy tego przez 50 lat. Czemu zatem łudzimy się jeszcze, że sprawdzi się w tych dwóch sektorach, tak ważnych przecież dla nas i dla przyszłych pokoleń?
Rozwiązaniem byłaby oczywiście pełna prywatyzacja oświaty i szkolnictwa, za wyjątkiem może szkół i akademii wojskowych, które kształciłyby przyszłych oficerów i żołnierzy niezbędnych w każdym państwie. Należy też znieść większość regulacji szkolnictwa, łącznie z obowiązkiem nauki od 6 do 18 roku życia (to rodzice mają decydować kiedy i czego uczy się ich dziecko, ponieważ to oni znają je najlepiej i to oni chcą dla niego jak najlepiej, nie zaś państwo!). Nie wspominam nawet o zniesieniu uchwalania podstaw programowych, które w mojej skromnej ocenie, zmieniają się co dwa lata tylko po to, ażeby nie można było odsprzedawać dalej używanych podręczników i tym samym zwiększyć zyski ich wydawnictw, a co za tym idzie wpływy do budżetu z podatku VAT na książki (wprowadzony w 2011 roku). Powyższe zmiany są oczywiście konieczne, jednak ich wprowadzenie uzależnione jest w dużej mierze od dobrej woli i świadomości ekonomicznej polityków, którzy wychowywani w socjalizmie i przejawiający poglądy interwencjonizmu państwowego, wydają się nie śpieszyć z wprowadzaniem powszechnej edukacji na wolny rynek.
Co jednak gdy młody człowiek chce odebrać jak najlepszą edukację, a uczy się i żyje w realiach opisanych powyżej? Przede wszystkim musi sobie uświadomić, iż niesprzyjające warunki zewnętrzne nie determinują, ani nie przekreślają jego przyszłości. Człowiek jest wychowywany przez najbliższych, ale kształtowany przez samego siebie i swoje wybory. To one będą, posługując się językiem chemicznym, substratami limitującymi jego przyszłej sytuacji. Ważne jest, aby zrozumieć fakt, że według badań każdy człowiek jest pochodną pięciu osób z którymi spędza najwięcej czasu. W dużej mierze to najbliższe środowisko daje nam nowe możliwości rozwoju, które poszerzają nasze horyzonty. Co zatem trzeba zrobić jeśli nasza obecna sytuacja nam nie odpowiada i pragniemy bardziej świadomie kreować swoją edukację, swój rozwój? Zmienić swoje najbliższe środowisko na bardziej „proedukacyjne”. Wystarczy zacząć od przeczytania paru książek i przeszukania Internetu pod kątem darmowych projektów edukacyjnych czy konkursów. Poszukać mentorów, którzy naprawdę KOCHAJĄ to czym się zajmują. Łatwo poznać takich ludzi po tym, jak bardzo są podnieceni i podjarani, gdy opowiadają o tym, czym się zajmują. Oni mają wtedy TEN błysk w oku. Kolejnym krokiem jest znalezienie innych osób, pozytywnie zakręconych pasjonatów, z którymi warto wspólnie się uczyć. Przy czym trzeba zdać sobie sprawę z tego, że różne pasje możemy rozwijać z różnymi ludźmi. Tak jest z resztą chyba najlepiej, ponieważ nie znajdziemy nigdy drugiego człowieka, który będzie lubił to samo co my w 100%. Użyłem wcześniej słowa pasje, ponieważ jeśli nauka nas nie pociąga, nie fascynuje, chociażby nie pretenduje do miana pasji, to nie warto jej poświęcać naszego cennego czasu. Życie zostało nam dane tylko jedno i musimy je wykorzystać na maksa. Z drugiej jednak strony trzeba sobie powiedzieć jasno, że każdy człowiek, od poczęcia, ma w sobie zaszczepione przez Boga pragnienie rozwoju i nauki. Gdyby tak nie było to nigdy nie nauczylibyśmy się mówić, ani chodzić, ani czytać, ani nawet ssać kciuka (notabene już w łonie matki). Każdy człowiek chce wiedzieć więcej i więcej. Oczywiście mało jest osób, które mają pragnienie rozwoju we wszystkich dziedzinach, prawdziwych omnibusów. Ale to nic nie szkodzi – jeśli Twoją pasją jest nauka tylko wąskiej dziedziny wiedzy to pogłębiaj ją maksymalnie, tak aby stać się prawdziwym ekspertem w tym temacie. Nie zamykaj się jednak na nowe doświadczenia – przecież jest jeszcze tyle dziedzin edukacji, o których nawet nie słyszałeś! Pamiętaj, że dla człowieka kreatywnego „only sky is the limit”.
Powyższą sentencję specjalnie przytoczyłem w języku angielskim. Zrobiłem tak przede wszystkim z dwóch powodów. Primo występuje ona w nim w oryginale, ale drugą, znacznie ważniejszą przyczyną było to, że, według mnie, w dzisiejszych czasach znajomość języka angielskiego stała się umiejętnością już tak elementarną jak pisanie, liczenie czy czytanie. Nie jest to umiejętność niezbędna do życia, ale już do rozwoju własnej edukacji zdecydowanie tak. Znajomość mowy Anglików znacznie poszerza nasze horyzonty nauki. Umożliwia nam ona uczestnictwo, czy chociażby obejrzenie, konferencji organizowanych przez TED. TED (http://ted.com/) to organizacja, która stawia sobie za cel, między innymi, zmianę podejścia do edukacji na świecie na bardziej innowacyjną oraz popularyzację idei wartych rozprzestrzeniania (jak głosi motto TEDu). Jednym z najbardziej inspirujących dla mnie tedxowych wystąpień, jakie widziałem, była krótka konferencja Logana LaPlante na Uniwersytecie w Nevadzie. Nie będę przytaczał tutaj jej treści, a zainteresowanym osobom podaję linka: http://www.youtube.com/watch?v=h11u3vtcpaY. Pamiętaj, że właśnie takie, zdawałoby się małe, wybory, jak np. to czy obejrzysz inspirującą konferencję, czy kolejny odcinek Gry o tron decydują o Twojej przyszłości. Znajomość języka angielskiego dodatkowo otwiera drogę na zagraniczne uniwersytety, również te najlepsze, jak Oksford czy MIT. Dla tych zaś, którzy obecnie nie mogą pozwolić sobie na studia na zachodnich uczelniach, umożliwia on wzięcie udziału w tzw. „otwartych uniwersytetach” oferowanych przez najlepsze uczelnie świata, czyli po prostu internetowych kursów z różnych dziedzin, otwartych dla każdego z dostępem do Internetu. Notabene warto zauważyć, że przyszłość edukacji należy właśnie do e-learningu i im szybciej „przestawimy się” na ten model nauki tym lepiej. Pamiętaj – tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga…
(Mateusz Dzięcielski)
Foto: https://www.flickr.com/photos/tormodspictures/ CC BY-NS-ND 2.0





