Chociaż od zakończenia kursu minęło sporo czasu, nie opublikowaliśmy na łamach „Wywiadowcy” relacji z przebiegu jego drugiej i trzeciej części.
Najwyższa zatem na to pora.
Przypomnijmy, że tegoroczny kurs odbywał się w formule trzech spotkań:
- „Zbiórka 0” w dn. 16 – 18 grudnia 2011r., której celem była głównie służba, integracja oraz kwestie organizacyjne – towarzyszyła „Akcji Paczka”, o której przeczytać mogliście we wcześniejszych wydaniach naszego pisma – dla ułatwienia podajemy linki:
-> ”Refleksje o Akcji Paczka” autorstwa Radka Kaźmierczaka i Krzysztofa Hasińskiego
-> Obszerniejszy opis autorstwa Maćka Drążka i Michała Groczyńskiego - „Zbiórka 1” w dn. 3 – 12 XII 2012r. to wyjazd, którego trasę wyznaczały miejscowości: Łódź – Wadowice – Bielsko-Biała – Bucze – Oświęcim (Auschwitz-Birkenau) – Mroga – Łódź i choć początkowo w planach zamiast Bielsko-Białej mieliśmy chatę na Bene, to tegoroczna zima sprawiła, że zamarzniętego szczytu Turbacza nie oglądaliśmy.
- „Zbiórka +1″ w dn. 24 – 25 II 2012 r. to spotkanie po dwóch tygodniach w Łodzi, podczas którego zakończyliśmy kurs.

Na samej górze: Sebastian Grochala (komendant kursu),
W trzecim rzędzie stoją od lewej: Grzegorz Bielawski, Konrad Pawlak (zastępca komendanta kursu), Mateusz Dąbrzalski (zastępca komendanta kursu), Mariusz Osenka (oboźny kursu), Filip Grodecki,
W drugim rzędzie: Przemysław Olas, Krzysztof Hasiński, Paweł Kulpa, Jan Garnecki, Maciej Dajek, Paweł Marciniak,
W pierwszym rzędzie: Dawid Jakubik, Michał Gorczyński, Olgierd Żołnierczyk, Jakub Żurko, Paweł Walkowiak, Maciej Drążek, Kacper Forysiak.
Poza osobami na zdjęciu w skład kadry komendy wchodził Maciej Zasadziński (zastępca komendanta kursu) oraz Wojciech Kozłowski (członek kadry kursu), kursantami kursu byli również: Igor Kinas, Maciej Pecyna, Filip Dymarczyk, Radosław Kaźmierczak.
W sumie: 6 osób komendy, 19 kursantów z Łodzi, Piotrkowa, Wrocławia, Swarzędza, Poznania, Aleksandrowa Łódzkiego i Zgierza ;)
O przygotowaniach do kursu długo by opowiadać, ponieważ komenda poświęciła na nie sporo czasu – w sumie odbyło się kilka kilkugodzinnych odpraw, podczas których planowaliśmy zarówno cały kurs, podział materiału, jak i podsumowywaliśmy minione i planowaliśmy następne spotkania kursowe. Dzięki dość dobremu podziałowi zadań kurs został zrealizowany zgodnie z planem i naszymi założeniami. A jaki był? O Akcji Paczka już czytaliście – teraz kursanci opowiedzą Wam o Zbiórce 1 – czyli naszym wyjeździe, a wszystko zaczęło się tak:
Zbiórka 1
„3 lutego o godzinie 17:30 przy podziemnym parkingu w centrum handlowym „Port Łódź” udaliśmy się na tor cartingowy, gdzie stoczyliśmy pojedynek, kto szybciej pokona okrążenie toru. Większość z uczestników była na torze pierwszy raz, lecz mimo oporów już po pierwszym okrążeniu nastroje się poprawiły, a adrenalina dała się we znaki. Po wyścigach udaliśmy się na osiedle Olechów, gdzie w harcówce XV ŁDH rozpoczęliśmy zgrupowanie kursowe. Po przyjeździe do harcówki rozlokowaliśmy się i udaliśmy na pierwsze zajęcia, prowadzone przez Komendanta Łódzkiej Chorągwi Harcerzy – hm. Michała Stasiaka. Dotyczyły naszego systemu wartości, a naszym zadaniem było określenie co jest w naszym życiu najważniejsze i jakimi kierujemy się wartościami. Następnie zajęcia poprowadził Przewodniczący Okręgu Łódzkiego – phm. Michał Grelewski, który mówił o „Otwarciu drzwi Rewolucji” – czyli miejscu harcerstwa w społeczeństwie. Po zajęciach kolacja i nocna projekcja filmowa dla chętnych – oglądaliśmy film „Invictus” [o którym przeczytacie w kolejnym numerze „Wywiadowcy”, w artykule z serii „Męskie kino”].
Przemysław Olas
Nadszedł czas na drugi dzień kursu – 4 lutego – oto jak wspomina go Kacper Forysiak:
„Po śniadaniu przygotowanym przez zastęp „Maćkowa Ruda” rozpoczęła się seria zajęć. Najpierw rozmawialiśmy z druhem Jackiem Kędzierskim o idei i metodzie harcerskiej, następnie druhna Ania Ziober poprowadziła zajęcia z rozwoju psychofizycznego dzieci i młodzieży. Oba zajęcia pozwoliły nam na spojrzenie na harcerstwo jako organizację, która ma wychowywać – a naszą rolą, jako przyszłych instruktorów, jest prowadzenie tego wychowania w oparciu o potrzeby naturalne i ideę oraz metodę harcerską. Następnie odwiedził nas Dariusz Szkiłondź. Były komendant naszej Chorągwi pokazał nam w jaki sposób budować zespół i na co w trakcie tego procesu zwracać szczególną uwagę, a także jak zespołem skutecznie kierować. Zajęciom towarzyszyło ćwiczenie praktyczne, podczas którego mogliśmy obserwować to, o czym rozmawialiśmy podczas zajęć. Były one moim zdaniem bardzo ciekawe, mimo zmęczenia jakie dawało nam się we znaki, ponieważ obrazowane były wieloma przykładami z życia nie tylko harcerskiego. Po wybudowaniu wież mówiliśmy o roli komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Po tych zajęciach nastąpiły kolejne: prowadzone przez dh. Jana Balcerskiego z Głowna, poświęcone były elementom i podstawom pedagogiki.
Następnie kolacja, kominek z pierwszymi gawędami kursantów i… niespodzianka! Z zawiązanymi oczyma zostaliśmy zawiezieni samochodami do lasu Łagiewnickiego, gdzie, najprościej mówiąc, wzięliśmy w nocnej grze mającej sprawdzić nasz umiejętności w zakresie technik harcerskich w praktyce. Zadania były różnorodne, a wszystko skończyło się ostatecznie po godzinie drugiej w nocy. Po nadawaniu alfabetem Morse’a, chodzeniu po linach, rozpaleniu ogniska, reanimacji człowieka i zmarznięciu [tamtej nocy było ok. -20 stopni] wróciliśmy na Olechów, gdzie odbyło się podsumowanie. Warto dodać, że grę zorganizowali Bartłomiej Kordasz, Łukasz Wieczorek i Maciej Łuczak. Ciekawym elementem było to, że w całości gra prowadzona była w języku angielskim. Wszystkie nocne harce zakończyły się drobnym, słodkim poczęstunkiem, po którym zmęczeni poszliśmy spać…”
Po długiej i męczącej sobocie przyszedł czas na niedzielę, którą opisuje Kuba Żurko:
„Po pobudce zjedliśmy bardzo dobre naleśniki! A na obiad jeszcze lepsze kotlety mielone!
Ale do rzeczy. ;) W tym dniu odbyły się zajęcia prowadzone między innymi przez Piotra Czaińskiego. Rozmawialiśmy o współpracy i relacjach z organizacjami zewnętrznymi. Były one dość ciekawe, rysowaliśmy wykres relacji, oczekiwań i relacji negatywnych. Oprócz tego odbyły się zajęcia o kształceniu zastępowych z Filipem Zdziennickim – były one dość chaotyczne, ale – co potwierdziła odpowiedź na moje pytanie – wynikało to z charakteru prowadzącego, który miał nawet dwie różne skarpetki!
Kolejnym punktem programu była msza święta. Akurat w parafii był obchodzony jubileusz święceń oraz poświęcenie tablicy. Na mszy był obecny lokalny biskup.
Po mszy udaliśmy się na świeczkowisko – kominek. Jak codziennie były opowiadane gawędy przez kursantów. Samo świeczowisko było pod kontrolą wrocławskiego środowiska harcerzy z „czternastki”. Dla mnie (ja jestem z „czternastki”) był to istotny element. Zawsze jest nam miło, gdy ludzie nas nieznający kultywują nasze zwyczaje. Udało nam się zaprezentować i pokazać innym całkowicie nowe pląsy i piosenki.”
6 lutego rozpoczął się… e tam – opowie Wam o tym Maciej Dajek ;)
„Wszyscy harcerze smacznie spali. Nic nie wskazywało na to, że coś się za chwilę wydarzy. Nagle ciszę przerwał przenikliwy gwizd – to oboźny wezwał uczestników kursu i zarządził alarm mundurowy! Nawet najwięksi maruderzy zerwali się z łóżek i po przygotowaniu się zameldowali. Spakowaliśmy się dzień wcześniej, ale trzeba było jeszcze schować śpiwory, karimaty i można było ruszać. Podzieleni na małe grupy wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy. Krótki przystanek w Częstochowie pozwolił odświeżyć się i nabrać sił. Chwila rozmów o drodze harcerskiej, drużynach, szczepach, chorągwiach lub po prostu o niczym. Potem wszyscy rozeszli się, aby kontynuować podróż.
W czasie jazdy kursanci słuchali kazań ks. Pawlukiewicza poświęconych roli mężczyzny i kobiety, różnicach pomiędzy nimi, o dobrym wychowaniu dzieci i o roli rodziny w społeczeństwie. Łatwo zrozumiały język, lekki i mądry dowcip i omawianie problemów z życia wziętych spowodowały, że przyjemnie się słuchało. Po drodze wszyscy zatrzymali się w Wadowicach, w rodzinnym mieście Karola Wojtyły. Każdy zastęp otrzymał parę fotografii z tego miasta. Zadanie było proste – odnaleźć te miejsca, zrobić zdjęcia i dowiedzieć się czegoś o tym, co przedstawiają. Po wypełnieniu zadania kursanci i komenda delektowali się papieskimi kremówkami i gorącą herbatą.
Harcerze dotarli do Bielsko-Białej i miejsca, które miało stać się ich domem: drewnianej leśniczówki ogrzewanej piecem i kominkiem. Zmęczeni wysłuchali na koniec dnia wykładu pwd. Mateusza Dąbrzalskiego podsumowującego słuchowisko ks. Pawlukiewicza. Potem wszyscy zjedli ciepły posiłek, zasiedli do kominka i poszli spać. Trzeba było zebrać siły na kolejny dzień!”
Nasz kurs trwa już tydzień! O dniu siódmym przeczytacie w relacji Grześka:
„Działaliśmy już od samego rana. Pobudka, przywitanie dnia, śniadanie i zajęcia – w sumie dyskusje. Pierwsze prowadził komendant, druh Sebastian Grochala. Były one poświęcone planowaniu pracy. Zajęcia były w formie dyskusji, która później objęła inne przydatne i ważne tematy, które należy uwzględniać przy planowaniu. Po zajęciach dokończyliśmy ćwiczenia z musztry, które prowadził nasz oboźny. Następnie mieliśmy dość dużo wolnego czasu na wykonywanie zadań. Nagle: Przygotowanie do zajęć, czas 3 minuty!!! – krzyknął oboźny, po czym… wyszliśmy na polowanie ;)
W lesie zastępami musieliśmy odszukać produkty żywnościowe, a następnie ugotować z tego, co zebraliśmy, obiad na kuchni polowej. Ja wraz z moim zastępem „Słupie” przyrządziliśmy ryż z mięsem i warzywami, zapiekany serem. Na deser mieliśmy ananasy i brzoskwinie! Zajęcia były wymagające, lecz ciekawe i pouczające – szczególnie, że dookoła leżał śnieg i ugotowanie czegokolwiek prostym zadaniem nie było. Po przerwie na odpoczynek i rozgrzanie się zajęliśmy się kolejnym „casem” – tym razem mieliśmy zmierzyć się z problemem wychowawczym drużynowego z jego zastępowym. Wspólnie staraliśmy się rozwiązać ten problem. Nadszedł czas kominka prowadzonego przez przedstawicieli hufca „Szaniec”. Usłyszeliśmy na nim dwie gawędy i nauczyliśmy się nowych piosenek. Po odśpiewaniu „Idzie noc” mieliśmy jeszcze trochę czasu wolnego na sen – lub dokańczanie zadań i czytanie regulaminów. Poszliśmy spać ok. północy. Dzień był bardzo udany i ciekawy. Nauczyliśmy się lub podszkoliliśmy np. w gotowaniu na kuchni polowej w trudnych warunkach. Wiele wniosków nasunęła poranna dyskusja o planowaniu – było to bardzo pomocne.”
O kolejnym dniu opowiada Krzysztof Hasiński:
„Pobudka była przed 8 rano. Po śniadaniu odbył się apel – a nawet dwa, ponieważ każdy z nas w ramach kursu miał za zadanie poprowadzić apel (a że było nas za dużo, to czasem musieliśmy odbywać ich kilka dziennie). Wraz z godziną 10:00 rozpoczęła się pierwsza zbiórka przygotowana przez jeden z kursowych zastępów. Celem gry były uratowanie ziemi przed Marsjanami. Zastępy wcielając się w role państw-organizacji, które poszukiwały broni mogącej zatrzymać inwazję. Państwa rywalizowały między sobą o rudę uranu i walczyły wspólnie przeciwko Marsjanom. Pod koniec gry państwa zjednoczyły się i wspólnie pokonały Obcych ratując tym samym naszą planetę.
Po przerwie rozpoczęła się kolejna zbiórka. Tym razem z założenia miała ona być w harcówce. Najpierw dobieraliśmy się w zespoły, dzięki takim samym odgłosom zwierząt, które mieliśmy wydawać. Następnie w tych grupach tworzyliśmy plany działania, cele, logo i nazwę organizacji chroniących środowisko. Po prezentacji przenieśliśmy się na giełdę, gdzie w licytacjach musieliśmy zdobywać kapitał na działanie naszej organizacji. Za zarobione pieniądze kupowaliśmy klatki, aby ratować ekosystem ziemi przed zagładą. Po grze odbył się krótki kominek i zbiórka się zakończyła. Kolejnym punktem programu był obiad, a po nim wspólne rozwiązywanie problemu – czyli case poświęcony nagłej zmianie wyglądu przybocznego. O godzinie 18:00 rozpoczął się teleturniej „jeden z kilkunastu” podczas którego wykazywaliśmy się znajomością podstawowych regulaminów ZHR. Zwycięzcami byli Dawid Jakubik, Przemysław Olas i Michał Gorczyński. Następnie nadszedł czas na kominek prowadzony przez reprezentantów „Polesia”. Po nim kolacja a po niej… trzecia tego dnia zbiórka z grą nocną. Zadaniami zastępów było odbicie z rąk wroga swojego wodza, a następnie zdobycie buławy, która pozwalała zjednoczyć ziemię i zaprowadzić spokój w krainie. Po powrocie do leśniczówki podsumowaliśmy wszystkie trzy zbiórki i zakończyliśmy długi i ciężki – choć bardzo ciekawy dzień.”
Czwartek 9 lutego – to dzień, kiedy kursanci odwiedzili… z resztą – przeczytajcie, to się dowiecie ;)
„Po śniadaniu odbyły się zajęcia o prawach rodziny, prowadzone przez dh. Mateusza Dąbrzalskiego. Były one dość męczące, trwały ponad dwie godziny. Potem tylko parę minut przerwy i zajęliśmy się naszymi case’ami, które szybko przekształciły się w intensywną dyskusję – najpierw o roli, jaką odgrywa komputer w naszym życiu i harcerstwie, a potem o alkoholizmie i problemach, z jakimi możemy się spotkać w naszej pracy wychowawczej. Po tych rozmowach nadszedł czas na przygotowywanie obiadu i wykonywanie kursowych zadań. Po szybkim zjedzeniu posiłku wsiedliśmy w samochody i wyruszyliśmy w drogę… Pojechaliśmy do byłego ośrodka kształcenia instruktorów na Buczu. Po pamiątkowym zdjęciu wykonanym przed budynkiem w samych mundurach, w kilkunastostopniowym mrozie, Sebastian poprowadził zajęcia o postaci Stefana Szletyńskiego i kampanii bohater. Zajęcia były okazją do dyskusji o roli bohatera w pracy naszych jednostek, szukaniu patronów, autorytetów. Po jego zakończeniu udaliśmy się w drogę powrotną – po drodze odwiedzając Tesco, w którym uzupełniliśmy (pierwszy raz od ponad tygodnia) nasze zapasy :) Wieczór rozpoczęliśmy od kominka, który prowadził Jan Garnecki i Jędrzej Walkowiak. Był to jeden z najweselszych kominków na kursie! Następnie kolacja, która – jak to często bywało – następowała o godzinie w której normalni ludzie już spali. Mimo to, kiedy nadszedł czas na sen, część osób wolała grać lub pisać zadania niż wypoczywać – licząc w dużej mierze na sen w trakcie jutrzejszej podróży powrotnej.”
10 lutego, piątek – pożegnanie z Bielsko-Białą – opisują Jan Garnecki, Paweł Marciniak i Paweł Kulpa.
„Wybiła godzina 5. Wszedł oboźny i zaczęło się piekło!
– Kurs Wigry! Pobudka Wstać!
Szybkie powitanie dnia i jeszcze szybsze pakowanie. Było jak zawsze, gdy sprzątają harcerze – czyściej niż na początku. W pośpiechu zjedliśmy śniadanie i o godzinie 7:00 byliśmy już gotowi do podróży. Dzięki temu, że przyłączył się do nas Adam Drabik, liczba samochodów zwiększyła się i mogliśmy jechać w większym komforcie. Dokonaliśmy jeszcze wspólnego wpisu w księdze gości i chwilę później siedzieliśmy w autach. Podczas jazdy na miejsce „niespodzianki” wszyscy (z wyjątkiem kierowców) dokończyli to, co im przerwano – czyli sen. Niespełna godzinę później zatrzymaliśmy się pod bramami obozu Auschwitz. Zanim jednak rozpoczęliśmy zwiedzanie odbył się apel, który poprowadził Michał Gorczyński. Podczas zwiedzania obozu zagłady wszyscy oddali się zadumie. Na około 2,5 godziny zamilkły wszelkie rozmowy. Zobaczenie na własne oczy baraków, komór śmierci, szpitali obozowych oraz przejście ścieżkami, którymi raptem 70 lat temu setki tysięcy ludzi maszerowało na śmierć, wywarło na mnie i wydaje mi się, że na pozostałych również, ogromne wrażenie…
Zwiedziliśmy miejsce największego mordu w Europie… wszyscy byli cicho… wszyscy myśleli… Nie da się tego opisać, to trzeba przeżyć! Wszystkie nasze usta milczały, ale oczy mówiły co czujemy…
Następnie udaliśmy się do domu Naczelnika Harcerzy hm. Radosława Podogrockiego, który ugościł nas po królewsku – w naszą wizytę zaangażowała się cała rodzina. Oprócz obiadu wzięliśmy udział w koncercie – Bach na skrzypcach, flet oraz muzyka rozrywkowa. Zajęcia Naczelnik prowadził wraz ze swoją żoną Pauliną. Pierwszy temat dotyczył rodziny, potem rozmawialiśmy o wyzwaniach stojących przed wychowawcami harcerskimi.
Kolejnym przystankiem była Łódź, gdzie czekała nas następna niespodzianka. Podzieleni na zespoły dostaliśmy za zadanie odszyfrować zaszyfrowaną czterema szyframi wiadomość. Naszym zadaniem było dostać się na podany adres i porozmawiać o wpływie harcerstwa na życie.
[JG]: Mój patrol trafił do Państwa Broniewskich, jednej z najbardziej harcerskich rodzin, jakie spotkałem. Noc spędziliśmy na rozmowach z druhną i druhem oraz phm. Pawłem Szymankiewiczem – hufcowym z Wrocławia, który akurat przebywał u nich w domu…
[PK]: Wraz z Kacprem wylądowałem u Adama i Justyny Kralisz – instruktorów łódzkich. Tutaj dowiedzieliśmy się, jak łączyć życie prywatne, życie w domu z małym dzieckiem i służbę instruktorską. Jestem zauroczony tą rodziną, bo u nas we Wrocławiu nie ma takich ludzi, stali się oni moim wzorem rodziny instruktorskiej…
[Sebastian Grochala]: pomysł na to, aby kursanci podzieleni na zespoły nocowali u różnych rodzin instruktorskich na początku wydawał się dość szalony. Jednak po podsumowaniu tego wieczoru i wysłuchaniu kursantów uważam, że było to jedno z ciekawszych rozwiązań tego kursu. Dziękuję serdecznie tym, którzy zgodzili się przyjąć naszych podopiecznych, nakarmić, pozwolić się umyć ;) oraz porozmawiać – dziękujemy zatem druhowieństu: Broniewskim, Komorowskim, Kraliszom, Szkiłondziom, Adamowi Drabikowi oraz dh. Arkowi Lechowskiemu!
11 lutego – sobota. Działo się sporo! Przeczytajcie relację Filipa:
„Rano zebraliśmy się na Placu Wolności, gdzie odbył się apel. Następnie uformowaliśmy kolumnę dwójkową i prowadzeni przez oboźnego pomaszerowaliśmy do siedziby Okręgu Łódzkiego przy ul. Rewolucji 1905 r. Będąc na miejscu odłożyliśmy plecaki do pomieszczenia Chorągwi Harcerzy, po czym pospieszyliśmy na śniadanie w trakcie którego opowiadaliśmy sobie o tym, co spotkało nas w nocy, kogo poznaliśmy, czego się dowiedzieliśmy – ale też co jedliśmy. :)
Następnie rozpoczęły się zajęcia z Wicenaczelnikiem Harcerzy, szefem Komisji Instruktorskiej naszej Chorągwi – hm. Adamem Kraliszem, poświęcone właśnie stopniom instruktorskim. Poznaliśmy wymagania, warunki przyznawania, sposoby układania zadań, różnic pomiędzy nimi a stopniami harcerskimi. Zajęcia prowadzone były energicznie, a przekazywana treść była jasna i zwięzła.
Kolejny blok zajęciowy miał swój początek na parkingu, po drugiej stronie ul. Rewolucji. Prowadzący – hm. Piotr Wiśnioch (kierownik Wydziału Zuchowego GKH-rzy) prowadził tam pierwszą z kilku zuchowych zabaw, która paradoksalnie miała pokazać nam, że praca z zuchami nie opiera się na zabawie, lecz służy praktyczniej nauce życia we współczesnym świecie. Proste poszukiwanie drogi powrotnej z zawiązanymi oczami wyrabia bowiem zmysł orientacji w terenie w ciemności, czyli choćby w warunkach panujących w mieście podczas bombardowania. Pozostałe przerywniki: rysowanie wg słownego opisu oraz dwie nowatorskie gry handlowo-gospodarcze również wprowadzały elementy pracy z gromadą zuchową. Dowiedzieliśmy się między innymi o stosowanych tam formach pracy, podstawach metodycznych oraz o opłacalności współpracy drużyny harcerskiej z gromadą zuchową.
Późnym popołudniem odwiedzili nas nadzwyczajni goście – reprezentacja różnych instruktorów ZHP – drużynowy XIII i 917 ŁDH, druh z Komisji ds. rozwoju duchowego, Kapelan ZHP oraz dh. Drozd. Wywiązała się niezmiernie ciekawa dyskusja na tematy różnic i podobieństw między organizacjami harcerskimi, sposobów rozwiązywania konfliktów, rozwoju duchowego oraz podejścia do wiary w drużynach. Ponadto dh. Stalowy i dh. Drozd opowiedzieli pokrótce o historii polskiego harcerstwa, a szczególnie początkach ZHR-u. W trakcie wizyty gości odbył się również kominek na którym trzech kursantów zaprezentowało swoje gawędy. Kapelan zmuszony był opuścić nas wcześniej, ale pozostali goście zostali jeszcze przez pewien czas, co dało nam niecodzienną możliwość dalszej wymiany poglądów, rozmowy o wspólnych przeżyciach, planach na przyszłość a nawet uzgodnienia współpracy.”
Dzień, w odczuciu kronikarza okazał się wyjątkowo owocny i interesujący, choć większość kursantów okazywała niewątpliwe oznaki zmęczenia…
Niedziela, 12 lutego, była dniem poświęconym na porządki, pakowanie się, kończenie zadań kursowych. Tego dnia odbyły się ostatnie zajęcia, które poprowadziła phm. Marlena Walas, a dotyczyły pracy z dziećmi z „trudnych” rodzin – nie bez przyczyny o nich rozmawialiśmy – za dwa tygodnie kolejne spotkanie i kolejne wyzwania! Ale o tym przeczytacie poniżej ;) Tak zakończyło się zgrupowanie kursowe.
ZBIÓRKA KURSOWA „+1”
W trakcie jej trwania nie prowadziliśmy kroniki, więc opowiemy Wam, co się działo, w telegraficznym skrócie.
Spotkaliśmy się w piątkowy wieczór pod kościołem Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi, gdzie na kursantów czekał pierwszy poważny sprawdzian ich wiedzy i umiejętności.
W przyparafialnym domu katechetycznym, w czterech pokojach, czekali na nich: dyrektor szkoły, mama jednego z harcerzy, kolega ze studiów oraz przedstawiciel Rady Osiedla.
Kursanci odwiedzali każdy z pokoi i mieli za zadanie – załatwić nabór do drużyny i harcówkę w szkole / rozwiązać problem wychowawczy, który zgłaszała mama harcerza / przekonać swojego kolegę, że harcerstwo jest czymś wartym zainteresowania oraz przekonać przedstawiciela Rady Osiedla do tego, że warto wspierać drużynę harcerzy działającą na osiedlu.
Rozmowy na początku stresowały kursantów, ale jak wykazały podsumowania – poradzili sobie bardzo dobrze, a osoby, które „grały” poszczególne role wysoko oceniły wiedzę i umiejętności harcerzy – zwracając dodatkowo uwagę na to, co warto było poprawić. Następnie przemieściliśmy się do siedziby Okręgu, gdzie odbyło się spotkanie z Marleną Walas i rozpoczęły się przygotowania do kolejnego zadania w rzeczywistości – w sobotę zastępy miały poprowadzić zbiórki dla: drużyny harcerzy z jednej z łódzkich drużyn oraz dzieci pochodzących ze środowisk patologicznych. Całonocne przygotowania, dbanie o to, aby dać z siebie wszystko sprawiły, że sobotnie zbiórki okazały się udane, a kursanci wykazali się w praktyce zdobytą podczas kursu wiedzą i umiejętnościami wychowawczymi.
Po obiedzie odwiedziliśmy Centrum Służby Rodzinie, gdzie mieliśmy zajęcia z Tomaszem Bilickim dotyczące zagrożeń czyhających na współczesną młodzież, ale również rozwiązywania trudnych przypadków wychowawczych. Uzyskana wiedza praktyczna z pewnością pomoże przyszłym instruktorom w działaniu z wychowankami. Czas leciał bardzo szybko – po zajęciach wsiedliśmy w samochody i przemieściliśmy się na wzgórze w Lesie Łagiewnickim, gdzie kursanci mieli za zadanie przygotować ognisko.
To właśnie w tym wyjątkowym miejscu z którego rozpościera się widok na Łódź i okoliczne miasta, w świetle księżyca, gwiazd i przy ogniu ogniska podsumowaliśmy i zakończyliśmy kurs, a kursanci otrzymali patenty. Każdy miał okazję powiedzieć parę słów o kursie – był to bardzo miły moment.
Następnie powrót na Rewo, i… przygotowanie do zapowiadanej uczty. Ale zaraz, zaraz… „Uwaga kurs! Przygotowanie do zajęć terenowych! Ubieramy się w stroje maskujące”
Ale jak to?! Przecież kurs się skończył, a na zegarkach prawie północ!
Z zawiązanymi oczami wsiadamy do samochodów i jedziemy. Stajemy. Wysiadamy. Pokonujemy kilkanaście kroków. Stajemy. Słychać jakieś szepty, otwierają się drzwi.
Nadszedł czas na jedną z ostatnich niespodzianek. Możemy zdjąć opaski – nadszedł czas na kolejną męską rozrywkę – paintball w schronie! Blisko dwie godziny „walki” i świetnej zabawy w braterskiej atmosferze – tego potrzebowaliśmy! A co powiecie, jeśli to nie koniec?
Po powrocie na miejsce – do Okręgu – czas na ucztę – pizze w kilku rodzajach, pychota! A już na zupełny koniec gry planszowe…
Nadszedł ranek – i każdy rozjechał się w swoim kierunku, do domu, do środowiska, gdzie będzie wykorzystywał zdobyte podczas kursu umiejętności.
Jeszcze tylko jedna przesyłka pocztą i… kurs uważamy za zakończony!
Dziękujemy! Do zobaczenia!
Pamiętajcie: Instruktor jest po to, aby DAWAĆ – SŁUŻYĆ – POMAGAĆ i INSPIROWAĆ!
CZUWAJ!
W imieniu komendy kursu:
hm. Sebastian Grochala
Więcej zdjęć z kursu znajdziecie na stronie: http://mg2.zhr.pl/v/srodowiska/lodz/horyzont/wigry12







































