Strona główna / 2. Z pola walki / Relacje / Kurs Drużynowych Wędrowników „Gildia”

Kurs Drużynowych Wędrowników „Gildia”

Napisaliśmy ten tekst 9 lat temu. Wyjazd na kurs drużynowych wędrowników Gildia był esencją działania Michała. Ktoś zaproponował mu zrobić ten kurs w ostatniej chwili, nie było nic załatwione, nie było funduszy, za bardzo nie było uczestników… Michał załatwił wszystko. Poszliśmy do producenta plecaków, który dał nam kilka plecaków w zamian za … sesję fotograficzną z nimi. A wiedzieć Wam trzeba, że wtedy nie było jeszcze facebooka (no dobra – może był, ale nikt  o nim nie wiedział) a same zdjęcia pewnie były robione Zenitem. Spływ pontonem kosztował 80 zł, Michał zbił cenę do 30. I tak było z każdym elementem kursu. Życzę Wam takiej przygody.

MG

W dniach 27.08 – 04.09.2005 odbył się kurs drużynowych wędrowników. W sobotę o godzinie 11:00 spotkaliśmy się w tym miejscu 19 stopni 57 minut 54 sekundy E; 49 stopni 36 minut 33 sekundy N

baner_gildia

Pierwszy dzień – 27.08.2005

Wędrówka z Rabki na Bene
Wędrówka z Rabki na Bene

Po krótkim apelu i oczekiwaniu na fakturę z Super Samu ruszyliśmy w kierunku Ben polany. Podróż nie była łatwa bowiem pierwsze kroki z ciężkim (ponad 20 kg) plecakiem nie są łatwe. Kiedy tak wchodziliśmy pod górę rozmowa była najlepszym sprzymierzeńcem do walki o każdy metr. Nadszedł czas na odpoczynek i chwilę zadumy – odbył się pierwszy kursowy kwadrans wędrowniczy nt zakłamania historii. W kwadransach bardzo pomocną była nam książka Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”, której to poszczególne rozdziały były tematami kwadransów. Czas płynął, a my wchodziliśmy i wchodziliśmy. Wreszcie dotarliśmy na miejsce była to pora kolacji więc od razu zaatakowaliśmy kuchnię w Ben chacie. Wieczorem, a właściwie w nocy odbył się kominek, który rozpoczynał kurs. W czasie kominku odbyły się także pierwsze zajęcia dotyczące symboliki naramiennika wędrowniczego – prowadzone przez pwd. Michała Grelewskiego. (…) znakomicie wypadła próba mówienia sobie po imieniu – w atmosferze żartu robiliśmy przysiady po każdej wpadce. Proces integracyjny przebiegał powoli (…)

Drugi dzień – 28.08.2005
016Drugi dzień kursu to aktywny wypoczynek po sobotniej wędrówce – pamiętaj, abyś dzień święty święcił. Rano standardowo pobudka i śniadanie. Po śniadaniu udaliśmy się na mszę świętą, która odbyła się pod Turbaczem w kaplicy papieskiej. Tuż przed mszą Michał Grelewski poprowadził zajęcia z gier i „zabaw” wędrowniczych. Msza była dla mnie niesamowicie prowadzona – tak dogibanego księdza jeszcze nie słyszałem (Kazik selecta). Po drodze odbyła się mała sesja zdjęciowa w plenerze. Po powrocie na Bene odbyły się codzienne zajęcia z Yogi i zajęcia o służbie drużyny wędrowników i samego wędrownika. Po obiedzie i sjeście ruszył kolejny kwadrans wędrownika „Misja kościoła, a misja harcerstwa” – prowadzona przez pwd. Pawła Joachimiaka. Krótki wniosek – droga harcerska ma być drogą do zbawienia. Dzień dobiegał już końca i przed samą kolacją Michał Grelewski poprowadził zajęcia o wędrówce (zachęcam do zapoznania się z materiałami kursowymi) W czasie przygotowań do kolacji płyn ERGOLIT zaczął wyciekać ;-) – mimo to budyń się ugotował. Podczas ogniska miały miejsce jeszcze zajęcia o stopniach wędrowników, które prowadzone były niestety na bazie starego regulaminu stopni. (…) kursanci chętni do pracy, zachwyceni Bene i zainteresowani wykładami – co Nas zaskoczyło. Atmosferę kursu zbudował incydent z wyciekającym ERGOLITEM. Mała ilość kursantów nie przeszkadza, szkoda tylko, że inni nie mogą (nie chcieli) z kursu korzystać (…)

Trzeci dzień – 29.08.2005

Sesja z kursowym plecakiem
Sesja z kursowym plecakiem

Wcześnie rano pobudka i zbieranie się do wyjścia. Dziś z Bene na Lubań. Była to duża odległość, a w czasie marszu należało jeszcze poprowadzić zajęcia dla Naszych podopiecznych. Pierwsze zajęcia tego dnia były o wyczynie. Prowadzący – ekspert w tej dziedzinie – pwd. Michał Grelewski. Ciąg dalszy wędrówki przerwały zajęcia z metody wędrowniczej i „pościg kołka” – prowadzone przeze mnie. Na Lubań dotarliśmy bardzo późno błądząc w czasie nocnego marszu, ale szybko i sprawnie zawracając na właściwą trasę – ścianę wspinaczkową – zapamiętaną zwłaszcza przez Macieja Blima (czterokrotny wywalacz się na szlaku). Na szczycie Lubania dostrzegliśmy światła bazy namiotowej, gdzie odbyło się nasze ognisko i kwadrans o „Patriotyzmie”, na którym to gościli mieszkający tam turyści. Sen pod wiatą był ciasny. (…) po ciepłym pożegnaniu chatara ruszyliśmy w trasę (…) na Lubań doszliśmy o 21 (…) po drodze opowiadaliśmy o swoim życiorysie (…) dzień spełnił swoje zadanie – uczył wędrownictwa przez nogi (…)

Czwarty dzień – 30.08.2005
Rano obudziło Nas ciepłe poranne słońce, które ostro przygrzało Nasze śpiworki. Śniadanie było pożywne, ale … był to kisiel z ciastkami, które jeszcze mieliśmy, chleb skończył się ubiegłego wieczoru. Zebraliśmy się i ruszyliśmy w dół – koniec chodzenia po górach – na razie. Zeszliśmy do Czorsztyna, gdzie na zamku odbył się ciąg dalszy zajęć z metody wędrowniczej, a mianowicie giełda Forma Pracy Drużyny Wędrowników. Po drodze przy strumieniu gdzie czerpaliśmy wodę na dalszą wędrówkę odbyły się zajęcia o sprawnościach wędrowników. Wędrówkę w dół umiliła Yoga na jednej z Lubańskich polan. Po wyjściu z Czorsztyna złapaliśmy STOPA do Grywałdu i zjedliśmy obiad ;-) W Grywałdzie dostaliśmy na najbliższe 3 dni własną chatę, gdzie rozlokowaliśmy siebie i kursantów. Odbyły się także zajęcia z formacji w drużynie wędrowników oraz o sekcjach i patrolach. Wieczorem odbyło się ognisko i kwadrans prowadzony przez Macieja Blima. (…) wędrówka w słońcu niektórym z Nas dała się we znaki – ja wieczorem bardzo źle się czułem (…) zjedliśmy obiad, lokal to dla Nas 5 -cio gwiazdkowy hotel. Siostry przyjęły Nas serdecznie i powiedziały o pracach do wykonania. Plan kursu jak do tej pory dobrze realizowany, atmosfera bez zonków. Wszystko na dobrej drodze (…)

Piąty dzień – 31.08.2005

Każdy miał ten super plecak
Każdy miał ten super plecak

Już pierwszego dnia zaliczyliśmy wpadkę zasypiając na poranną mszę świętą. O mało co Paweł Joachimiak opuszczając nasz kurs i jadąc na zlot Gromad Dębowych nie spóźnił się na PKS jadący do Łodzi. O 10:00 wystartowaliśmy z pracami na rzecz mieszkańców przytuliska św. Brata Alberta prowadzone przez siostry Albertynki. Do Naszych zdań należało:
* przeniesienie szaf
* przeniesienia wózków inwalidzkich
* spalenie śmieci
* rozłożenie wykładziny
* koszenie trawnika
* malowanie pokoju dentystycznego
* zerwanie jabłek
O godzinie 13:00 zostaliśmy zaproszeni na obiad. Po nim krótki rest i powrót do pracy. Na 18:30 udaliśmy się do miejscowej parafii św. Marcina na mszę zwiedzając przy okazji XV – wieczny zabytkowy kościół. Idąc na mszę spotkaliśmy wykładowcę z Łodzi Adama Przymusiałę. Po powrocie z mszy zjedliśmy kolację, a później był kwadrans o demokracji – ognisko wystartowało o 22:15. Zajęcia, które miał poprowadzić phm. Karol Wesołowski przełożyliśmy na niedzielę. (…) służba u sióstr wypadła bardzo dobrze, nie była trudna, była za to konkretna i satysfakcjonująca (…) niestety zepsuliśmy kosiarkę (…)

Dzień szósty – 01.09.2005
Od rana odbyły się zajęcia prowadzone przez Adama Przymusiałę – wychowanie prorodzinne – czystość przedmałżeńska. Po zajęciach odbyła się Yoga, a po niej powróciliśmy do pracy. Ponownie na 13:00 poszliśmy na obiad do sióstr, zaś po nim mieliśmy zadanie zrobienia czegoś konkretnego dla mieszkańców domu – postanowiliśmy zrobić krótką prezentację – przerywaną (o zgrozo!!!) naszym śpiewem ;-) Po tym WYCZYNIE wróciliśmy do koszenia trawy. Po wykonaniu wszystkich prac spotkaliśmy się z siostrą Renatą, która opowiedziała nam o życiu w zakonie sióstr Albertynek – formacja i służba. Po spotkaniu Adam poprowadził zajęcia o rozwoju psychofizycznym wędrowników. Nie odbyło się ognisko, albowiem kursanci mieli kończyć swe zadania kursowe. (…) kolejny dzień służby u sióstr. Teraz czuliśmy się jak u siebie, zerwaliśmy jabłka z dwóch jabłoni – 5 koszy, wykosiliśmy sporą część terenu, pomalowaliśmy też pokój. Udało nam się przyjść na mszę. W środku dnia urządziliśmy krótką prezentację Naszego kursu. Kursanci bardzo ofiarnie włączyli się w służbę, czuli też chyba jej konkretny wymiar. Poranne zajęcia o czystości dały wszystkim chyba trochę do myślenia. Wieczorem udało się naprawić kosiarkę – to nie lada wyczyn. Wieczorem siostra Renata opowiedziała nam o swoim powołaniu i służbie w zakonie (…)

015
Ekipa kursowa po spływie raftingowym.

Dzień siódmy – 02.09.2005
Rano poszliśmy na mszę – również zaspaliśmy – bo chłopaki do 2 w nocy naprawiali kosiarkę. Po mszy odbyła się pierwsza część zajęć z Planowania Pracy. O 10:00 przyjechali z RETONDO i ruszyliśmy do Sromowców, tu zapakowaliśmy się w ponton i odbył się rafting do Szczawnicy – ale czad. Nikt mi nie odbierze kąpieli w Dunajcu ;-) Po spływie poszliśmy „Do Zosi” na obiad. Następnie w busa i do Sromowców Wyżnych, gdzie najbliższą noc spędziliśmy w kolebce polskiego harcerstwa – Cisowym Dworku. Na miejscu odbył się ciąg dalszy zajęć z Planowania i sesja zdjęciowa z plecakiem. Przed 18 przyjechał kolejny gość – hm. Jacek Broniewski HR, który poprowadził zajęcia o Andrzeju i Oldze Małkowskich. W czasie zajęć wezwano Nas na kolację. Po kolacji cd zajęć i przygotowania do Ogniska o autorytetach. Pierwszą część ogniska zagospodarował nam Jacek Broniewski, który opowiadał o początkach RHR i KIHAM, po tym musiał Nas opuścić, a my po chwili zadumy nad tym co było opowiedzieliśmy o Naszych autorytetach (…) odjechaliśmy z Grywałdu (…) pojechaliśmy na Rafting (…) szkoda, że tak mało wody akurat było w Dunajcu (…) wykładowca i żywa legenda Jacek Broniewski przybliżył postacie Małkowskich, a na ognisku powiedział o KIHAM-ie. Czuję się historię, choć Cisowy Dworek przerobiony (…)

Dzień ósmy – 03.09.2005
Po śniadaniu ruszyliśmy na szlak ostatniej kursowej wędrówki – wędrówki przez Pieniny. Do Krościenka dotarliśmy ok. 15. Po drodze „pod strzechą – dzięki Bogu” ćwiczyliśmy Yogę. Wejście na Trzy Korony trwało 15 minut na odcinku 45 minutowym!! W Krościenku na szczęście trafiliśmy na PeKaeS do Krakowa, podróż była krótka bo umilona snem ;-). Na Dworcu czekał na Nas pwd. Łukasz Brzeziński, który zaprowadził Nas na Grzegorzecką – siedziba Okręgu Małopolskiego. Tu mieliśmy spotkać się z Naszymi wykładowcami, których zajęcia nieco poprzesuwaliśmy, by móc iść do „Vulcano” na pizzę. Po powrocie z kolacji odbyły się zajęcia z tworzenia obozu wędrowników – prowadzone przez phm. Wojciecha Giebutę, po nich zajęcia o wodzu wędrowników; zajęcia poprowadził hm. Piotr Turkiewicz. Były one zapewne budujące i poprowadzone przez mistrzów w tej dziedzinie. My zaś mieliśmy przed sobą długą noc sprawdzania zadań kursantów – zwłaszcza planów pracy. O 4 nad ranem odbył się kominek podsumowujący kurs.

Dzień dziewiąty – 04.09.2005
Na 9:00 poszliśmy na mszę harcerską inaugurująca rok harcerski na Małopolsce. Na mszy spotkaliśmy się z phm. Karolem Wesołowskim, który po mszy poprowadził zajęcia o drodze wędrownika i opiece nad drużynowym wędrowników. Kurs zakończył się apelem i umówieniem się na rozdanie patentów na wałach Jasnogórskich.

Oboźny Kursu
pwd. Michał Grelewski

Komendant Kursu
phm. Michał Stasiak HR

Jeden komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *