Z notatnika ćwika Macieja Drążka, przybocznego w 17 ŁDH
Piątek 16.12.2011
Zbiórka kursu instruktorskiego Wigry’12 była o godzinie 17. Niestety nie stawili się wszyscy kursanci, ale to było do przewidzenia ze względu na miejsca zamieszkania niektórych kursantów. O 17:30 rozpoczął się apel i pierwszy rozkaz naszego wyjazdu. Po apelu wynieśliśmy paczki z magazyny przed kościół i oczekiwaliśmy na autokar. Oczywiście nie obyło się bez rutynowej kontroli policji, która przebiegła bardzo sprawnie, a po jej zakończeniu zapakowaliśmy paczki i plecaki do autokaru i wyjechaliśmy. Podczas podróży oglądaliśmy filmy pokazujące męskość w różnych aspektach: na naszym ekranie pojawiła się „Sala samobójców” oraz „Popiełuszko”. Podróż przebiegała całkiem przyjemnie, lecz na granicy musieliśmy oczekiwać aż 6 godzin.
Sobota 17.12.2011
Do naszej bazy noclegowej dotarliśmy około 10 rano. Ledwo zdążyliśmy zostawić duże plecaki, już musieliśmy wychodzić, gdyż czekało na nas roznoszenie paczek i dzień pełen nowych znajomości. Autokarem dojechaliśmy do sióstr zakonnych, które opiekują się Polakami z Lwowa i okolic. U sióstr podzieliliśmy się na patrole 3- i 4-osobowe i tuż po otrzymaniu adresów wyruszyliśmy w drogę. Ja byłem w patrolu z Marleną Walas i Agatą Pawlak, więc miałem dość radosną i mocno nieprzewidywalną ekipę. Swoją drogą, cieszę się, że byłem właśnie w tym patrolu, ponieważ było naprawdę wesoło – ale o tym później.
Około godziny 12 czasu lokalnego ruszyliśmy w miasto. Ekipa, z która się poruszałem, miała za zadanie dostarczyć tylko jedną paczkę, ale za to poza teren Lwowa. Dotarcie do Zimnej Wody – bo to właśnie w tej miejscowości mieszkał człowiek, którego mieliśmy odwiedzić – nie było dla nas trudne: kilka pytań do przechodniów i kierowców komunikacji miejskiej i po około 30 minutach byliśmy już w „marszrutce” nr 84a i kierowaliśmy się do wspomnianej miejscowości. Po dotarciu do Zimnej Wody błądziliśmy sobie miło po okolicy i pytaliśmy okolicznych mieszkańców o poszukiwany adres. Mijaliśmy ten dom już wcześniej i nawet go kojarzyłem (z poprzednich akcji), ale nie byłem pewien czy to tam. Ostatecznie poprosiliśmy o pomoc w sklepie, sprzedawczyni dowiedziała się o kogo chodzi, a jeden z klientów zaprowadził nas do ks. Józefa.
Ksiądz przyjął nas bardzo miło. Spędzony z nim czas był nietypowy, porównałbym to do specyficznej lekcji patriotyzmu; opowiedział nam o sytuacji polaków we Lwowie, historii Lwowa i zmianach jakie działy się w okolicy. Najbardziej zdumiewający był fakt, że bardzo często cytował fragmenty poezji wybitnych Polaków oraz swojej własnej. Szczerze powiedziawszy, to nie mogłem wyjść z podziwu, że człowiek w podeszłym wieku tak doskonale pamiętał wiersze. Od tego księdza było czuć bardzo szeroko rozumianą polskość i niebywale silny patriotyzm. Niestety koło godziny 16 musieliśmy opuścić jego domostwo, ponieważ nie wiedzieliśmy, ile będzie trwał powrót do Lwowa, a nie chcieliśmy się spóźnić na zbiórkę.
Gdy tylko opuściliśmy budynek naszym oczom ukazał się biały świat. Wszystko było białe. Radość w oczach dziewcząt była niebywała. Oczywiście nie trzeba było długo czekać na pierwsze starcia w wojnie na śnieżki. Na szczęście dla mnie kobiety nie wpadły na pomysł sojuszu wojskowego. Powrót przebiegał bardzo pomyślnie i już koło 17 byliśmy w okolicy opery lwowskiej. Skoro się pojawił niezamierzony czas wolny, stwierdziliśmy, że warto by wejść do restauracji coś zjeść i się rozgrzać. Pierwszy strzał padł na Mc’donalda. Oczywiście najlepiej zapytać kogoś, gdzie on jest. Pytanie zadała Marlena odpowiedź była bardzo niespodziewana: „tu”. 3 Ukrainki obróciły się o 180 stopni i wskazały restauracje. Wszyscy równo buchnęliśmy śmiechem. Niestety była zamknięta, zatem udaliśmy się do pizzerii.
Na deptaku tuż przed operą zbiórka była o 18:30. Po krótkich oczekiwaniach pojechaliśmy busem do naszej bazy noclegowej. Tam każdy zjadł sobie posiłek według własnych preferencji, a kurs przewodnikowski zaczął kuźnicę na temat męskości w różnych wymiarach. Zajęcia nawiązywały do oglądanych w czasie jazdy filmów. Prowadził je phm. Andrzej Jagoda. Uczestniczyli dodatkowo hm. Adam Drabik i pwd. Krzysztof Wilkowski. Jako wprowadzenie do tematu obejrzeliśmy filmy przygotowane przez kursantów. W międzyczasie dołączyły do nas instruktorki (Marlena Walas, Marta Pudłowska i Adriana Aaslid) z którymi rozmawialiśmy o tym, jak kobiety postrzegają męstwo i męskość, a także jak to wygląda w naszych relacjach harcerskich. Po zakończeniu przećwiczyliśmy pieśni na niedzielną msze i, szykując się do spania, napisaliśmy piosenki zastępów na apel kończący wyjazd.
Niedziela 18.12.2011
Rano tuż po pobudce przystąpiliśmy do rozwiązania case’a (problemu w drużynie harcerskiej nakreślonego według opisu drużyny). Nie trwało to długo, bo raptem 30 minut (według planu). Szybkie pakowanie i dla części osób posiłek. Następnie Msza Święta. Tuż po mszy obejrzeliśmy pierwszą sutannę Jana Pawła 2, która wisiała w kościele, gdzie byliśmy na Eucharystii. Po mszy mieliśmy 30 min czasu na ostatnie pakowanie i kilka zdjęć. Następnie pojechaliśmy na cmentarz Orląt Lwowskich. Krótkie zwiedzanie i szybki apel, który prowadziłem, zwieńczyły wyjazd. Powrót do łodzi zajął nam całkiem sporo czasu. Na granicy staliśmy na szczęście tylko 2 godziny. W Łodzi byliśmy około 24.
Z notatnika ćw. Michała Gorczyńskiego, p.o. drużynowego 28 ŁDH
16 grudnia od godziny 18 pod parafią NSJ przy ul. Zgierskiej 123 zaczęły się zbierać osoby biorące udział w tegorocznej akcji Paczka. Około godziny 19 przyjechał autokar, więc nie pozostało nam nic innego jak załadowanie wcześniej wyniesionych przez kursantów Wigrów paczek do środka. Trzeba było robić to dość sprawnie i szybko, aby padający deszcz ich nie zniszczył. Paczki w mgnieniu oka znalazły się w lukach bagażowych, no bo w końcu kto jak kto, ale my zorganizowani jesteśmy, i tego będziemy się trzymać. Tuż po godzinie 19 wszyscy łaknący smaku przygody i trudu służby uczestnicy, a było nas około 40, wygodnie siedzieli na swoich miejscach. Oczywiście wygodnie jak na warunki autokarowe; problem pojawiał się w chwili, gdy ktoś chciał zasnąć; na szczęście szczodra natura obdarzyła ludzi kreatywnością dzięki czemu udało się znaleźć wymarzone dla siebie pozy. W trakcie podróży w ramach kursu zostały puszczone 3 filmy: „Sala samobójców”, „Popiełuszko” i „Hydrozagadka” – ten ostatni bardziej w ramach odprężenia. ;) W każdym z filmów był ukryty aspekt męskości, który kursanci [kursu przewodnikowskiego Wigry’12, którym sam jestem ;)], siedzący na uprzywilejowanych miejscach z widokiem na ekran, musieli odszukać i odpowiednio zinterpretować.
Podróż – jak to podróż – momentami się dłużyła, ale rozmowy i śpiew skutecznie wypełniały pustkę. Dla osób niebędących wcześniej poza strefą Schengen atrakcją był przejazd przez granicę polsko-ukraińską. Bardzo długą atrakcją, bo aż ponad 5-godzinną… Jak wynikało ze wspomnień zeszłorocznych uczestników, w tym roku nie było najgorzej (nie było przeszukiwania plecaków i paczek) i wszystko poza kontrowersjami związanymi z autentycznością paszportu jednego druha z 17 (ta kwestia zostanie poruszona jeszcze w drodze powrotnej) poszło bez większych problemów. Po przedostaniu się przez granicę podróż płynęła szybciej, a większości udało się smacznie zasnąć.
W sobotni poranek głos Grzesia wydobywający się z głośników rozniósł radosną nowinę. Byliśmy na miejscu. Parafia św. Michała Archanioła leży na krawędzi miasta. Należą do niej mieszkańcy ponad 200-tysięcznego osiedla wysokich bloków na Sichowie i przylepionej do niego starej wioski Zubra. Parafia na Sichowie powstała 10 lat temu w dawnej leśniczówce Potockich, zamienionej po wojnie w pionierski łagier. W budynku oprócz pokoi i łazienek znajdują się na parterze kaplica, a na piętrze kuchnia i jadalnia. Czas nas naglił; zostawiliśmy plecaki, kursanci zabrali ze sobą własnoręcznie wykonane upominki dla odwiedzanych Polaków i wróciliśmy do autokaru. Następnie pojechaliśmy do sióstr Józefitek, z którymi 7 ŁDW i 17 ŁDW (organizatorzy akcji) utrzymują kontakt. Na miejscu krótki instruktaż dostarczania paczek, po czym podzieliliśmy się na 3/4 osobowe patrole i ruszyliśmy zdobywać Lwów.
Pomimo niesprzyjającej pogody i nieprzyjemności związanymi z rozpadaniem się kartonowych opakowań paczek wszystko poszło zgodnie z planem. O tym, jak wyglądało dostarczenie paczek i jakie towarzyszyły temu emocje wywołane u odwiedzanych osób, przeczytacie w niejednym artykule, dlatego tu pominę tę kwestię. Wspomnę tylko, że jest to niecodzienne i pełne emocji, nie zawsze pozytywne doświadczenie. Gdy już wszyscy dostarczyli swoje paczki do godziny 18 mieli czas wolny. Najbardziej rozchwytywany był Mc Donald. ;) O wyznaczonym wcześniej czasie wszyscy zebraliśmy się pod monumentalną Lwowską Operą. Podczas drogi powrotnej na przystanek autobusowy minęliśmy jeszcze wyniosła Kolumnę Adama Mickiewicza znajdującą się na Placu Mickiewicza, na starym mieście.
Po powrocie do naszej kwatery przebraliśmy się w suche rzeczy i zjedliśmy kolację. Po kolacji uczestnicy Wigrów zebrali się w jadalni, aby przeprowadzić dyskusję i zaprezentować krótkie filmiki na temat męskości. Wszystkiemu patronował nasz gość Andrzej Jagoda. Co robili w tym czasie inni uczestnicy jest dla mnie zagadką, ale sądząc po odgłosach wydobywających się zza ścian, można sądzić, że dziewczyny śpiewały w najlepsze; a chłopaki, hmm… Co robili chłopaki, skoro z dołu dobiegała podejrzana cisza? Choć to dziwne, istnieje prawdopodobieństwo, że odpoczywali. Pod koniec swoją obecnością zaszczyciły nas 3 instruktorki: Ada, Marlena i Marta. Pomimo początkowego skrępowania dyskusja została przeprowadzona pomyślnie i jak się później okazało, obie strony doszły do tych samych wniosków. (Wnioski przeczytacie w innym artykule). Gdy już kuźnica dobiegła końca, cała wyprawa zgromadziła się na jadali, aby poćwiczyć pieśni na niedzielną msze. Przy akompaniamencie gitary przeżyliśmy i to. Nadchodziła pora snu. Szybkie pożegnanie, mycie i w kimę.
Niedziela zaczęła się poranną mszą w ka
plicy. Jako ciekawostkę można dodać, że w środku znajduje się sutanna Jana Pawła II. Po mszy można było przyjrzeć się jej z bliska i delikatnie podotykać. Prawdopodobnie sutannę w tej parafii widzieliśmy już ostatni raz, ponieważ wkrótce ma ona zostać przeniesiona do Muzeum Jana Pawła II we Lwowie. Po mszy spakowaliśmy plecaki, wysprzątaliśmy wszystkie pomieszczenia i w oczekiwaniu na transport zrobiliśmy wspólne pamiątkowe zdjęcie po czym swoje zdjęcia zrobiły jeszcze dwa szczepy: „Horyzont” i „Myśl Braterska”. Chwilę później przyjechał autokar, który zabrał nas na Cmentarz Łyczakowski, który jest najstarszą zabytkową nekropolią Lwowa, położoną we wschodniej części miasta na malowniczych wzgórzach, gdzie spoczywa wielu wybitnych, zasłużonych dla Polski i Ukrainy ludzi kultury, nauki i polityki. Po cmentarzu oprowadzał nas nasz przewodnik Mateusz Dąbrzalski. Możliwie w najciekawszy sposób przetoczył nam historię cmentarza i pokazał jedno z najważniejszych miejsc – Cmentarz Orląt Lwowskich. Jest on autonomiczną częścią cmentarza Łyczakowskiego, choć zajmuje odrębne miejsce – stoki wzgórz od strony Pohulanki. Znajdują się na nim mogiły uczestników obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej, poległych w latach 1918–1920 lub zmarłych w latach późniejszych. Po zwiedzaniu nastał czas robienia wspólnych zdjęć i apeli. Przed podróżą do Polski znaleźliśmy jeszcze chwilę na udanie się do sklepów. Niestety w tym roku nie udało nam się znaleźć waniliowej Coca-Coli. : ( Niektórym ten przykry fakt wynagrodziła winogronowa Fanta.
W drodze do „domu” puszczono nam jeszcze filmy dokumentalne i polską komedię. W drodze powrotnej na granicy spędziliśmy znacznie mniej czasu. Pani ze służby celnej, jak co dzień, sprawdzała paszporty. Kiedy doszła do tylnej części autokaru przy paru osobach zatrzymała się na dłużej, nie wierząc w autentyczność zdjęć, ale po podaniu daty urodzenia na ogół odpuszczała i w najlepsze dalej zbierała nasze paszporty.
A teraz przygoda w wykonaniu wcześniej wspomnianego druha Jędrzeja. Trzeba przyznać, że jego zdjęcie z paszportu znacznie różniło się od wyglądu, jaki obecnie prezentuje. Podejrzane mógł wydawać się fakt, iż siedział on na samym końcu jakby licząc na to, że pod wpływem zmęczenia Pani Ukrainka weźmie paszport bez głębszego wnikania w duszę. Zdjęcie z paszportu nie było przekonujące, więc zażyczono sobie innego dokumentu tożsamości. Pani dostała upragnioną (chyba) legitymację szkolną, spojrzała podejrzliwie i zaczęła sesję pytań. Zaczęło się niepozornie od imienia, nazwiska, miejsca zamieszkania. Kłopot pojawił się przy dacie urodzenia, gdyż ta z paszportu różniła się od tej z legitymacji. Nasze miny: bezcenne. Służbistka dostała kolejny dokument tożsamości z prawidłową datą, nie przekonało jej to nic a nic, i dalej bombardowała pytaniami. Najbardziej oryginalne było pytanie o znak zodiaku. Jędrzej szybko i w opanowany sposób odpierał ofensywę. Na koniec pytanie o przynależność paszportu, jakby liczyła na to, że prawda jest po jej stronie. Ostatecznie, znaczy tak się wydawało, zabrała wszystkie paszporty i opuściła busa. Po pewnym czasie ponownie wróciła z kolega i zabrała na zewnątrz druha, co do którego miała wątpliwości. Kolega chyba był sprawdzany wykrywaczem kłamstw, który niestety dla nich nic nie wykrył, co umożliwiło nam dalszą podróż. Przejazd przez polską część granicy był już tylko formalnością. Do Łodzi przyjechaliśmy około północy. Wtedy nastąpiły krótkie, choć zasłużone podziękowania organizatorom: Marysi, Grzesiowi, Mariuszowi i Mateuszowi, po czym nastąpiły pożegnania i deklaracje wzięcia ponownego udziału już za rok. Podsumowując… Fajnie było ;)
AKCJA PACZKA W MEDIACH:
– wywiad radiowy z organizatorami:
http://www.youtube.com/watch?v=nuUXjIfR1XQ
– artykuły w Dzienniku Łódzkim:
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/482504,lodzcy-harcerze-pomagaja-polakom-z-lwowa,id,t.html
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/485183,swiateczne-paczki-dla-polakow-z-lwowa-od-lodzkich-harcerzy,id,t.html
– artykuły na portalu wiadomości24.pl:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/lodzianie_pamietaja_o_rodakach_mieszkajacych_we_lwowie_220083.html
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/lodzkie_harcerki_i_harcerze_zakonczyli_swiateczna_akcje_220706.html
– artykuł na portalu onet.pl:
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/lodz/harcerze-z-lodzkiego-zhr-powrocili-z-lwowa,1,4977333,region-wiadomosc.html
– galeria zdjęć:
http://mg2.zhr.pl/v/srodowiska/lodz/horyzont/2/4/7/


