Na akcji paczka byłem już czwarty raz, ale po praz pierwszy z łódzkim środowiskiem. Akcja była bardzo dobrze zorganizowana, współpraca z siostrami zakonnymi dostarczyła niezbędnych informacji o potrzebujących Polakach, których odwiedziliśmy, zanosząc im świąteczne dary żywnościowe oraz słowa otuchy.
Wspólne rozmowy poszerzyły moje horyzonty i pozwoliły dostrzec problemy z jakimi stykają się nasi rodacy – w „polskim mieście w obcym kraju”. Dzięki temu uświadomiłem sobie, że powinienem bardziej doceniać warunki, jakie posiadamy w Polsce, mimo że wcześniej wydawały mi się one zupełnie naturalne i nie traktowałem ich jako coś nadzwyczajnego. A żeby opisać podejście tych ludzi do życia i ich optymizm, a zwłaszcza pierwszej Pani, którą odwiedziliśmy (miała jaskrę i nie wstawała z łóżka) pozwoliłem sobie na taką małą refleksję:
I nie mówię teraz o pięknie fizycznym,
Ale o wewnętrznym uroku, czymś tak nieuchwytnym
Że nie potrafię tego przelać na papier, chociaż próbowałem
Nie ma takiego języka, by ująć w słowa to, co doskonałe
Ten rodzaj piękna jest dla wybranych, nie każdy je dostrzec może
Byście to mogli lepiej zrozumieć spójrzcie proszę na zorzę
Widzą ją tylko nieliczni, chociaż trwa pół roku
Cieszę się, że ja dostrzegłem ten błysk w Pani oku
Jej śmiech był pełen radości i tęczą kolorów jaskrawy
Pobrzmiewał w nim ranny śpiew ptaków skorych do zabawy,
Które nie dbają o jutro, tylko żyją chwilą,
mimo, że o tym nie wiedzą, komuś dzień umilą.
HO Radosław Kazimierczak,
drużynowy 9 Swarzędzkiej Drużyna Harcerzy „Echo Puszczy” im. Andrzeja Małkowskiego
(kursant kursu przewodnikowskiego ŁCHH-rzy „Wigry’12”)
****************************************************
Akcja Paczka coroczna ogólnopolska akcja ZHR . W Łodzi przygotowania zaczęły się wcześnie już na początku listopada. Aby móc mieć z czym pojechać trzeba było się ruszyć i porozmawiać z księżmi w parafach, na których działamy. Krótkie ogłoszenie tydzień wcześniej i do dzieła, zaangażowanie drużyny i się udało. Teraz zostało tylko przewieść i zapakować dary. Tak więc liczne grono uczestników, chcących bezpośrednio pomóc i głównie porozmawiać co jest tak naprawdę celem akcji. Wiele osób było w wcześniejszych latach i wiele chciała po postu pomóc. Wyruszyliśmy z Łodzi po 19 teraz podróż trwająca to ok. 10 naszego czasu, to jest 11 ukraińskiego. Oczywiście nie odbyło się bez długiego postoju na granicy, sprawiającym najmniej znośny element jazdy. Na miejscu szybko pojechaliśmy do sióstr, aby wiedzieć, gdzie do kogo mamy iść. Krótki instruktarz i w drogę. Po drodze nie obyło się bez niespodzianek, pogoda postanowiła utrudnić nam transport paczek, obdarzając je dużą dawką wilgoci, co spowodowało zniszczenie pudełek, ale to nie problem dla nas. Również konieczna była umiejętność dobrego instynktu lingwistycznego. W końcu byliśmy zdani na mieszkańców Lwowa. Polacy przyjęli nas bardzo serdecznie i z wielką radością. Smutne było to, że ludzie byli już starzy i nie wiedzieli już prawie nic. Nie wszystkich udało się mam zastać, ale paczki i tak w większości dotarły. Spotkałem nawet Łodzinkę, która przeprowadziła się do Lwowa kiedy miała ok. 7-8 lat. Polonia, którą spotykaliśmy znała się między sobą. To był najważniejszy element całej wyprawy. Następnego dnia Msza Św. I wizyta na cmentarzu Łuczakowskim. Długi powrót, późna pora powrotu, zmęczenie, niewyspanie, nieprzytomność następnego dnia w szkole, przemoczone buty i satysfakcja, że było warto pokonać przeciwności i odwiedzić i wspomóc naszych rodaków za wschodnia granicą.
Szary Kruk
(kursant kursu przewodnikowskiego WIGRY’12)


