Jak co tydzień, jeden z zastępów z 106 ŁDH wybrał się do muzeum Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego przy ul. Baczyńskiego. Los chciał, że w tamten pamiętny wtorek kolej przypadła akurat mojemu zastępowi.
Nie marudząc, zebraliśmy się 15 minut przed planowanym rozpoczęciem warty. Do muzeum dotarliśmy kiedy zegarek wskazywał 15:31, więc minutę po planowanym czasie przybycia. Wpadliśmy w dobry moment, gdyż pan Maciej Chocholski akurat otwierał drzwi. Przywitaliśmy się grzecznie i zdyszani zaczęliśmy wspinaczkę na 1. piętro.
Na górze oczom naszym ukazała się sala wypełniona gablotami, bronią na ścianach i najróżniejszymi modelami. Pan Maciej, bez owijania w bawełnę, zajął się oprowadzaniem naszego zastępu. Pierwszą rzeczą, jaką nam pokazał, była makieta jednej z bram w Wilnie. Następnie przenosiliśmy się miedzy przedstawicielami AK, dowiedzieliśmy się jak wyglądała walka o Wilno, jak Polacy nie tracili bojowego ducha mimo porażki. Potem bliżej przyjrzeliśmy się brygadom. Z tego co pamiętam było ich około 36. Mnie w pamięć zapadła jedna – Brygada Śmierci. Nazwa została wybrana, gdy połowa brygady wpadła w pułapkę i została rozstrzelana lub zesłana na Syberię. Po tym wydarzeniu w Brygadzie Śmierci obowiązywała zasada – nie brać jeńców i samemu nie oddawać się w niewolę.
Następnie poznaliśmy historię zdrady Litwinów i dowiedzieliśmy się czegoś więcej na temat życia w obozach sowieckich na Syberii. Poznaliśmy też najróżniejsze techniki walki partyzanckiej, np. omijanie zabezpieczeń przed minowaniem torów kolejowych. Na koniec dowiedzieliśmy się wielu informacji o uzbrojeniu AK, Niemców i Sowietów. Po oprowadzeniu pan pozwolił nam zadać jakieś pytania. Zaczęliśmy rozmawiać np. o operacji Monte Casino, czy operacji Ostra Brama. Uwagę moją przykuła pewna historia. Pewnego dnia, gdy muzeum się dopiero rozkręcało, przyszło trzech sędziwego wieku starców w płaszczach. Podeszli do biurka, przy którym siedział pan Maciej i zza pazuch wyciągnęli po pistolecie. Położyli broń na blacie i powiedzieli coś w stylu „Tutaj bardziej się to przyda”, potem „do widzenia” i wyszli. Tą historią zakończyliśmy wizytę.

Po wyjściu z muzeum czułem dumę ze swojego narodu. Zamyślony, wraz z zastępem zostawiłem za sobą tabliczkę z napisem „Muzeum Armii Krajowej Okręgu Wileńskiego” oraz drzwi, a za drzwiami część naszej historii.
mł. Hubert Kowner
106 ŁDH


