Było to w kwietniu, kiedy komendant Gniazda Adam Drabik „zlecił” mi przygotowanie ogniska Chorągwi na Zlot. Naturalnie, nie było się nad czym specjalnie zastanawiać, poza oczywiście pomysłem na jego przebieg. Starałem się na chwilę zatrzymać, cofnąć i przypomnieć sobie ognisko, które odbyło się ponad dziesięć lat temu na lednickiej polanie podczas Jubileuszowego Zlotu z okazji 10 lecia ZHR. Miałem wtedy 17 lat. Na Zlocie, do którego moja drużyna przygotowywała się przez cały rok, pełniłem funkcję zastępowego. Było to ognisko Chorągwi prowadzone przez ówczesnego jej komendanta Darka Szkiłondzia oraz komendanta Gniazda Marcina Dębińskiego. I choć treść gawędy pamiętam jak przez mgłę (była chyba o wzrastającym w drużynie harcerzu), to jej klimat i atmosfera pozostaje we mnie do dziś. Pamiętam zebranych wszystkich harcerzy obecnych na Zlocie oraz instruktorów, z których każdy opowiadał fragment owej gawędy.
Zapewne w tym szacownym gronie nie brakowało ówczesnego naczelnika Adama Komorowskiego. Kilka dni wcześniej, podczas ogniska Organizacji Harcerzy, przekazywał mi i Michałowi Kozłowskiemu gratulację za postawę fair play, kiedy zostaliśmy w finale zdyskwalifikowani w „walce na koń, z konia” z Krakusami. Ze zlotu wracałem zmęczony, ale pełen chęci do pracy w drużynie od września. Miesiąc później zostałem drużynowym!
Pamiętając tamten Zlot, tamto ognisko, nie mogłem nie spróbować zaproponować czegoś, co w swej formie i klimacie przypomni bliżej tamten moment. Moment, który jak się okazuje, zdeterminował moje życie harcerskie do dziś. Adam Komorowski przy wielu okazjach wspomina, że drużynowy ma dar wpisywania się w życie każdego swojego harcerza. Nie wyobrażałem sobie, że na ognisku może zabraknąć komendantów chorągwi, którzy zapisywali się w życiu każdego swojego instruktora.
Ognisko rozpoczął Sebastian, który poprosił o jego rozpalenie wszystkich obecnych na nim komendantów. Chwilę wcześniej meldowałem Chorągiew naczelnikowi Radosławowi Podogorckiemu. Następnie Sebastian wyznaczył dwóch najmłodszych na zlocie harcerzy – Damiana Kaletke ze 106 ŁDH i Mateusza Kleta z 17 ŁDH – oraz dwóch drużynowych – Marka Polewczyka i Łukasza Wieczorka – na strażników ognia. Zaraz po tym rozbrzmieli „Nasi Dziadkowie”, po których zebrani na ognisku komendanci otrzymali podziękowania za swoją pracę i służbę na funkcji komendantów.
„Gawędę Komendantów” rozpoczął hm. Marek Ważbiński. Na wstępie zaznaczył, że pierwszym komendantem był hm. Stefan Przybylski, który pełnił swoją funkcję jeszcze jako szef hufców harcerek i harcerzy. W swojej gawędzie opowiedział o korzeniach chorągwi, o KIHAM, RHR oraz o Białej Służbie w czasie czwartej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1991 roku.
Adam Komorowski opowiadał o zjednoczeniu ZHP 1918 z ZHR. W październiku 1992 roku doszło do połączenia ZHP r zał. 1918 i ZHR. Miesiąc później w listopadzie 1992 nowym komendantem wybrano hm. Adama Komorowskiego.
hm. Adam Komorowski (15.11.1992-22.04.1995)
„W 1992 roku kiedy przejmowałem funkcję od druha Marka nastąpiło bardzo ważne wydarzenie w życiu naszej organizacji. W październiku 1992 roku połączyły się dwie organizacje te, które po stanie wojennym mogły działać [a których] instruktorzy nie mogli się przez długi okres czasu dogadać co do wspólnej …. Działały m.in. dwie organizacje ZHR i ZHP-1918 w październiku po zlocie w Olsztynie udało się osiągnąć porozumienie. Ja w Łodzi działałem w ZHP-1918 i w listopadzie, kiedy nastąpiła zbiórka połączeniowa instruktorzy wybrali mnie na Komendanta Chorągwi. Pierwszym i głównym zadaniem to było połączenie, zbudowanie jednego środowiska z takiej palety indywidualności. Bo musicie wiedzieć, że w tamtym czasie tworzyć harcerstwo niepokorne trzeba było być dużym kozakiem i nasi instruktorzy zarówno w jednej jak i w drugiej organizacji mieli takie cechy. Pierwsze i główne zadanie to było skupić ten korpus instruktorski w jedną organizację. Druga sprawa to Chorągiew Łódzka wyglądała terytorialnie inaczej niż dzisiaj, była o wiele większa. Mięliśmy bardzo dobry hufiec w Pionkach, Lądzie, Piotrkowie i Łodzi. W tym skupieniu pomóc miało pismo „Epicentrum”. … do dziś jeden z redaktorów Grzegorz Nowak jest w zasadzie w tej chwili głównym specjalistą od wydawnictw w ZHR.
Niestety na ognisko nie udało się dotrzeć bezpośredniemu następcy Adama Komorowskiego, Piotrowi Wyszyńskiemu, który komendantem był w latach 1995-1997. Po nim funkcję tę objął trzeci z rzędu wychowanek 28 Łódzkiej Drużyny Harcerzy phm. Dariusz Szkiłondź. W skierowanym do Nas liście napisał:
List do instruktorów, wędrowników, harcerzy i zuchów skupionych wokół zlotowego ogniska podczas Jubileuszowego Zlotu Okręgu w 100 lecie ruchu harcerskiego w Polsce.
Ostatnie słowa, jakie przekazał światu założyciel ruchu skautowego gen.
phm. Dariusz Szkiłondź (28.04.1997-28.11.1999)
Robert Baden Powell, gdy u stup góry Kenia w Afryce kończył swoją ziemską drogę brzmiały:
„Moje życie było bardzo szczęśliwe i dlatego pragnę żeby każdy z was miał życie równie szczęśliwe, szukajcie środków by zostawić świat trochę lepszym od tego, któryście zastali, a kiedy nadejdzie i wasza godzina będziecie mogli umrzeć z pogodną myślą, że zrobiliście to coście mogli najlepszego”
Te słowa to niejako testament naczelnego skauta świata kierowany do każdego z nas. Czas obchodów rocznic w sposób szczególny kieruje nas ku przeszłości. Mówimy o pokoleniach harcerzy, którzy odeszli już na wieczną wartę, o licznym gronie instruktorów, którzy zapisali się na kartach historii, swoich drużyn i całej organizacji. Wielu z nich osiągnęło sukcesy poza harcerstwem, stając się liderami w swoich miejscach pracy i wcielając w życie słowa Baden-Powella weszli do elit społecznych kraju. Harcerstwo przecież, to ruch, który wpływa na pozytywne kształtowanie charakteru osób postępujących w myśl przyrzeczenia i prawa harcerskiego.
Podczas mojej kadencji, jako komendant Łódzkiej Chorągwi Harcerzy miały miejsce wydarzenia, które zapewne u ich uczestników zapadły w pamięci.
Dwie wizyty Ojca Świętego na ojczystej ziemi i nasza Biała Służba w Warszawie, Wrocławiu, Zakopanem i Łowiczu, służba powodzianom w Opolu po tragicznej powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku, a przede wszystkim Zlot 10 lecia ZHR na polach lednickich. To praca całego ówczesnego grona instruktorskiego pozwala nam wspominać te działania jak sukces naszej chorągwi. To był nasz wspólny maleńki wkład w to, aby ten świat stał się o drobinę lepszym.
Zaszczytem jest dla mnie, że mogłem być Komendantem Łódzkiej Chorągwi Harcerzy ZHR i żałuję, że nie mogłem zasiąść dzisiaj z Wami do wspólnego ogniska. Chcę Wam na zakończenie, a także sobie samemu życzyć, abyśmy w całym naszym życiu, czy to w drużynie lub w rodzinie, czy to w szkole lub w pracy, potrafili wprowadzać w życie słowa testamentu Roberta Baden Powella.
Gawędę obecnego Naczelnika, a wcześniej wodza chorągwi, poprzedziła przygotowana przez 28 scenka: „Jak wychować komendanta chorągwi”. Żartobliwie Radek przypomniał, że okoliczności zostawania przezeń Komendantem wyglądały podobnie do tej prezentowanej w scence.
hm. Radosław Podogrocki (28.11.1999-13.11.2003)
„Druhowie, kiedy zostawałem Komendantem Chorągwi, odbywało się to dosyć podobnie [jak wybory komendanta podczas scenki], głosowanie było oczywiste. Natomiast to co było dla mnie najtrudniejsze kiedy zostawałem komendantem Chorągwi to, to że czasami trzeba zmierzyć się z legendą. Ja mam nadzieję, że Wam też przyjdzie zmierzyć się z legendą. Kiedy zostawałem Komendantem Chorągwi, ZHR miał już 10 lat. Łódzka Chorągiew Harcerzy miała za sobą niewątpliwe sukcesy, które były potwierdzone tym, że naczelnikiem harcerzy został Adam Komorowski oprócz tego na Zlocie 10 lecia Chorągiew przygotowała olśniewającą prezentację swojego miasta. Wybudowała kamienice w środku lasu. To była legenda i przyszło nam zmierzyć się z ta legendą. Kiedy zastanawiałem się o czym Wam opowiedzieć, to zastanawiałem się nad tymi najważniejszymi momentami, które w tamtym czasie w naszej Chorągwi miały miejsce. Po pierwsze pomyślałem o tym, że … nie wiem, czy ktoś z Was o tym wie, czy pamięta, ale pierwszy Turniej Drużyn Puszczańskich odbył się w Łodzi. Tak się złożyło, że żadna z łódzkich drużyn nie chciała się podjąć tej rywalizacji. Byliśmy przekonani, że są inni, którzy na pewno mają lepsze przygotowania …
W 2001 roku przypadała 90 rocznica powstania harcerstwa. Dokładnie tak jak w tym roku będziemy świętować stulecie harcerstwa. Był ogłoszony wielki zlot, który miał się odbyć pod Niedzicą, na który zwoływaliśmy się prawie rok wcześniej. Każda drużyna była zaproszona na ten wielki zlot. Ja pamiętam, jak zostawałem komendantem, jak spotkałem się z drużynowymi i radziliśmy o tym jak mamy się zaprezentować na zlocie 90 lecia harcerstwa. Skoro na zlocie 10 lecia ZHR zobaczył łódzkie drużyny, które potrafiły postawić kamienice- to co teraz robić. Padały różne pomysły: zbudować windę, wybudować Pałac Poznańkiego, abstrakcyjne pomysły. Niestety na wiosnę okazało się, że tego zlotu w takiej formule nie będzie. Nie możliwe było zorganizowanie zlotu, by wszyscy spotkali się na polanie. Ale niech każdy zorganizuje zlot we własnych siłach, niech każda chorągiew, każdy okręg zorganizuje swój własny zlot i spotkamy się w Czorsztynie wszyscy razem. To zmierzenie z legendą polega na tym nagle nasze pomysły, wszystkie nasze plany spaliły na panewce, nagle musimy zrezygnować z tych naszych zamiarów i z dnia na dzień musimy wymyśleć jak tam mamy się zorganizować. Mięliśmy mieć przygotowane wszystko, miała być zorganizowana kuchnia, miały być sanitariaty, miał być transport, wszystko miało być przygotowane. Nagle jest kilka miesięcy i musimy to wszystko zrobić sami. Nie powiem, że nie było trudno, było nawet bardzo trudno. Jest taka dolina, Dolina rzeki Szlachtowej i tam udało nam się w małych namiotach w oparciu o jedne obóz, zorganizować spotkanie wszystkich, którzy chcieli wyjechać z Chorągwi na ten Zlot. To zmierzenie z legendą po raz kolejny. To nie były te kamienice, to nie były jakieś wielkie przedsięwzięcie, które można by było odnieść do zlotu 10 lecia. W małych turystycznych namiotach nasze łódzkie drużyny i tydzień przez, który wędrowaliśmy po Pieninach. Nie powiem, nie byłem szczęśliwy. To zmierzenie z legendą okazało się, że jednak mi się nie udało. Tak mi się wydawało. Nie udało mi się sprostać tej legendzie. I to było do tego momentu, kiedy mięliśmy się spotkać przy wspólnym ognisku. Otóż, kiedy po wędrówce cała Chorągiew spotkała się przy zamku w Niedzicy, żeby zejść później na tą polanę, okazało się, że ustawiliśmy się w szyku czwórkami, kiedy zeszliśmy na dół …
phm. Bartosz Topczewski (13.11.2003-13.05.2006 )
Komendantem, który obejmował Łódzką Chorągiew Harcerzy po Radku Podogorckim, był phm. Bartosz Topczewski, który kapitanem Łodzi był w latach 2003-2006.
Bartek Paprocki, który przybył na ognisko, w kilku słowach przypomniał o swoim poprzedniku. Sam zaś o swojej kadencji wspominał
„Nie tylko ognia, ale także ciepło osób, które Nas otaczały. I to co chciałbym Wam powiedzieć z tej dwu letniej mojej służby to że jak się jest zastępowym, drużynowym wydaje się nam, że
phm. Bartłomiej Paprocki (13.05.2006-31.03.2008)
musimy mieć swoją wizję. Jak już mamy ta wizję, jak chcemy żeby nasza drużyna wyglądała, to musimy do tej wizji przekonać, albo poinformować o tej wizji naszych podopiecznych i wspólnie dążyć do realizacji tej wizji. Jako komendant chorągwi nauczyłem się, że ta wizja to nie tylko musi być moja wizja, ale także wizja zespołu z którym współpracuję. I myślę, że to co bardzo wartościowego było, często przy długich rozmowach nie raz sprzeczaliśmy się to jednak ta zespołowa gra była dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Nawet jeśli często się kłóciliśmy to mimo to z tych spotkań wychodziliśmy z poczuciem wspólnoty. Wspólnoty, której już w żadnym innym środowisku nie odczuwałem. Szczególnie jest to dla mnie dzisiaj ważne wydarzenie, bo od dłuższego czasu nie nosiłem munduru, zobaczyłem Was i muszę powiedzieć, że jestem wzruszony, bo na zlocie Chorągwi w 2007 roku było nas o wiele mniej, więc … panowie czapki z głów.”
Miłym zaskoczeniem było pojawienie się na ognisku mojego poprzednika, hm. Adama Kralisza, dziś wicenaczelnika. Osoby, której nie trzeba dodatkowo prezentować. Ponieważ pierwotenie względy rodzinne uniemożliwiały mu dotarcie na ognisko, skierował do jego uczestników list, który przeczytać możecie w majowym „Wywiadowcy”. Na ognisku natomiast powiedział:
„[komendant chorągwi] … gdyby nagle go nie było, to podstawa zawsze jest. Jeżeli nie będzie dobrych zastępów, dobrych gromad, dobrych drużyn, to komendant będzie mógł … no cóż
hm. Adam Kralisz (31.03.2008-13.03.2010)
rządzić sam sobą. Harcerstwo w moim mniemaniu jest dość prostym sposobem na życie, niezwykle genialnym, ale bardzo trudnym do wykonania. Zawsze uważałem, że istotą naszej służby jest po pierwsze braterstwo po drugie wzajemne zaufanie, możliwość słuchania i współpracowania z ludźmi, uczenia się czegoś od nich i co jest może najistotniejsze. Harcerstwo nie polega na gadaniu, harcerstwo polega na działaniu. Tylko przez to działanie możemy rozwijać, uczyć dowiedzieć, wychowywać. My mięliśmy okazję podczas mojej dwuletniej kadencji wzięcia udziału w Zlocie XX lecia ZHR. Znowu Zlot. Zwracam uwagę. Wielu z Was na tym zlocie było. Nie chce mówić o tym zlocie. Mam w sobie coś takiego, że zawsze wspominam dobrze przeszłe sprawy i pamiętam te elementy, które były pozytywne. Ale zapewne wielu z Was może powiedzieć, byliśmy bardzo zmęczeni, długo się budowaliśmy, coś nie wyszło z transportem. Przebijają się takie promyki, takie momenty w których byliśmy dumnie, takie które sprawiły, że po latach będziemy wspominać jako ważnych czołowych w naszym harcerskim życiu. W kwestii przygotowań do Zlotu. Znowu musieliśmy zmierzyć się z legendą i przeszłością. Nawet nie musieliśmy, myśmy bardzo chcieli się zmierzyć. Pokazać, że słowo po Łódzku znaczy bardzo wiele, to znaczy w pełni rzetelnie, odpowiedzialnie, zespołowo, czyli razem, dobrze przygotowanym i zmotywowanym zespole. Przygotowywaliśmy się do tego zlotu prawie rok wcześniej. Przez cały ten czas. Co jest najistotniejsze. Mieliśmy szansę zobaczyć, że osób wspólnie podobnie myślących, wyznających wspólne wartości jest wiele. Ja teraz mówię o Komendzie Chorągwi, czy o drużynowych, czy instruktorach, ale to przechodziło też dalej. I mimo, że pewne rzeczy nam nie wyszły, mimo, że tak jak już wspomniałem, można byłoby potraktować zlot jako mniej udany od poprzednich. To niewątpliwie nie daliśmy plamy. Byliśmy jedynym środowiskiem Chorągiew Męska i Żeńska, które przyjechało na zlot w 100%, oczywiście nie wszyscy harcerze, ale wszystkie jednostki. Nikt z nas nie zdezerterował. Nikt nie powiedział, a co mi tam. Bo to w nas płynie, jak krew.”
Zanim rozbrzmiały słowa „już do odwrotu głos trąbki wzywa”, świadom momentu, w którym przypadło mi przemawiać do Was, drodzy druhowie… Poczułem pewną pustkę myśli… Zwątpienie w to, co mógłbym w takiej chwili powiedzieć. Czasem tak jest, że pod wpływem pewnych bodźców całkowicie wywracamy „do góry nogami” to, co mieliśmy przygotowane, opracowane, co chcieliśmy powiedzieć. Dlaczego? Bo trudno mierzyć się z legendą …