Zlot Okręgu Łódzkiego… czy aby na pewno ?
Rozpoczęcie w Manufakturze zlotu robiło ogromne wrażenie szczególnie na młodszych harcerkach. Rozproszeni znajomi druhny i druhowie, kręcący się po galerii handlowej, udając, że się nie widzą… Później szybki okrzyk, zbiórka i ustawienie się w szeregach, meldowanie drużynowych – sam ich widok robił wrażenie. Wszyscy dumnie śpiewają hymn i zastanawiają się, co przyniosą te niecałe trzy dni zlotu…
Jakbym miała ogólnie powiedzieć, to zlot był fantastyczny, udany, pomysłowy i dobrze zorganizowany. Przed zlotem filmy zachęcające z Damianem Marchlewiczem w roli głównej. Ciekawy pomysł zgłoszeń (harcerki miały za zadanie wysłać zdjęcia dziewczyn, które jadą na zlot). Posiłki wydawane o porze. Dobrze zorganizowany system gniazd (bezproblemowe rozkwaterowanie). Niespodzianka – koncert Maszyn – też bardzo się podobała. Była też kawiarenka i sklepik zlotowy. Harcerki miały dwie gry (z czego jedną miejską), a instruktorzy zaś dodatkową w sobotę rano .
Wszystko udane, tylko pytanie: czy to był faktycznie Zlot Okręgu? Pytanie zadały harcerki mające 16 lat. Na miejscu zlotowym mijaliśmy się głównie na posiłkach i był jeszcze wspólny koncert. Czy to można uznać za wspólne świętowanie naszego stulecia? Może warto było wspólnie usiąść przy ognisku i z okazji jubileuszu okręgu posłuchać tych, co tworzyli nasze środowisko łódzkie? Nie chodzi nawet o to, co byłoby powiedziane. Myślę, że na długo by zapadła w pamięć obecność wszystkich harcerzy i harcerek wraz z zuchami przy zlotowym ognisku. Takie chwile zdarzają się rzadko, kiedy udaje się zebrać nasze łódzkie środowisko w takim gronie. Brakowało mi punktu wspólnego pomiędzy dwoma bratnimi gniazdami.
Chcę pogratulować organizatorom zlotu. To, co zrobiliście, naprawdę zrobiło wrażenie.
Harcerka Sówka


