Niejeden drużynowy, zasypiając, widzi oczami wyobraźni plakietkę drużyny Orlej naszytą na mundury swoich
chłopaków. To miano to nie tylko dowód tego, że drużyna „wyrasta ponad przeciętność”, o czym mówi regulamin kategoryzacji, ale co ważniejsze, to gwarancja uznania i szacunku całego łódzkiego ZHR-owego środowiska. W tym roku w szranki stanęły trzy drużyny Leśne, które stawiły się na Turnieju. Walka była zacięta, a atrakcji dla uczestników nie brakowało. Wywiadowca proponuje wam nietypową, bo potrójną relację z tego wydarzenia, w której każda drużyna ma szansę przekazać swoje wrażenia. Czy wszyscy zapamiętali Turniej tak samo?
Relacja XV ŁDH:
Dnia 26 listopada o godzinie 16 spotkaliśmy się drużyną na przystanku autobusowym na Olechowie i autobusem linii 96 ruszyliśmy na tegoroczny TDL. Skład może nie był najpełniejszy, ale liczy się jakość a nie ilość. Razem z Piotrkowem byliśmy na miejscu najszybciej. Po lekko spóźnionym apelu ruszyliśmy na grę miejską, w której naszym zadaniem było znalezienie danych miejsc (od popularnej ławeczki Tuwima do mniej znanych – na przykład tablica upamiętniająca Józefa Piłsudskiego. O godzinie 20:15 mieliśmy się spotkać w Szkole Podstawowej nr 184 (Radogoszcz, ul. Syrenki) i tak też się stało. Odbył się tam kominek z Michałem Stasiakiem, na którym prezentowane były filmy o drużynach. W nocy nie obyło się bez małej gry w terenie, na której jeden z naszych harcerzy odniósł niegroźną kontuzję. Następny dzień to też gra. Ruszyliśmy do Lasu Łagiewnickiego i tam walczyliśmy z innymi drużynami. Około południa nasz udział w turnieju musiał się niestety z przyczyn logistycznych skończyć, ale myślę, że każdy ocenia go pozytywnie.
Relacja 2 PDH:
Było chłodne listopadowe popołudnie… 2 Piotrkowska Drużyna Harcerzy właśnie wyjeżdżała na Turniej Drużyn Leśnych. Z mniejszymi bądź większymi trudnościami dotarliśmy w końcu na miejsce. Turniej rozpoczął się apelem i od razu przeszliśmy do działania. Gra miejska przypadła nam do gustu. Chociaż wydawać by się mogło, że spośród trzech drużyn leśnych to my z racji miejsca zamieszkania mamy najmniejsze szanse, to wcale tak nie było. Trzymając się planu „plecaki na Rewo i heja” udało nam się uzyskać satysfakcjonujący wynik. Pierwszy kominek zakończył ten dzień zmagań. Najbardziej wyryły nam się w pamięci prezentowane filmy. Z dużym napięciem czekaliśmy na emisję naszego – była to premiera również dla naszej drużyny. Z nutką zawodu przyjęliśmy punktację za filmy. Pewnie dlatego, że taśma nie jest w stanie w pełni oddać trudu i zaangażowania, włożonego w realizację
i montaż, ale przecież chodziło o sam efekt. Do pierwszej nocy wszyscy oczekiwaliśmy gry nocnej. Oczekiwaliśmy to może zbyt duże słowo, bardziej się jej obawialiśmy, bo któż mając do wyboru śpiwór, ciepłą szkołę, poduszkę, a z drugiej strony mróz i jeszcze zimniejszy wiatr, wybierze to drugie? Na szczęście nikt nie dał nam wyboru, gra nocna się odbyła. I tu pozostał pewien niedosyt. Aby osiągnąć sukces trzeba było mieć sporo szczęścia. Nauka na własnych błędach była niemożliwa, bo każdy miał tylko jedno podejście. Niemniej jednak szczęście nas nie opuściło i grę zaliczyliśmy do udanych. Następny dzień to przede wszystkim gra terenowa i obiad na kuchni polowej… Gra była zrobiona w sposób przemyślany i chociaż nasza kadra nie była do końca zadowolona ze swojego wyniku, to zastępy dały z siebie wszystko. Nieco gorzej niż grę wspominamy drugą część sobotnich zmagań – kuchnię polową. Przez gorzej rozumiem to, że było nam już po prostu znacznie zimniej niż o dziewiątej rano – cali przesiąknęliśmy zapachem dymu, a niedogotowany ryż to nie było to, co chcieliśmy zjeść tego dnia na obiad. Mimo to, nie takie rzeczy się przeżywało – wróciliśmy na nocleg z tarczą.
I tej nocy nie dane nam było pospać. ZZ-ty zostały wyprowadzone ze szkoły, by pod osłoną nocy kontynuować zmagania, jednakże co się tam działo… chyba nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć, przecież jak wszyscy widzieli – wychodząc mieliśmy zawiązane oczy. Momentem kulminacyjnym Turnieju był pokaz musztry. Przygotowywaliśmy się do tego, by zaprezentować coś dla nas nowatorskiego, czego wcześniej nie robiliśmy. Tak też było. Musztra z laską skautową naszym zdaniem prezentowała się bardzo dobrze. Także tutaj doszło do drobnych potknięć, a to drobny błąd w układzie, a to się ktoś spóźnił, ale… chyba nie zauważyli :P. Wreszcie oczekiwane ogłoszenie wyników. Z charakterystyczną dla siebie nutką pesymizmu żartowaliśmy, że „jak będzie podium, to już jest sukces”. Niestety w tym roku musieliśmy zadowolić się drugim miejscem. 28 ŁDH okazała się lepsza, chociaż różnica w punktacji nie była tak ogromna. Z turnieju wracaliśmy zadowoleni, pomijając ten krótki moment marszu z plecakami na dworzec. Chociaż nie udało się zwyciężyć, to daliśmy z siebie wszystko i nauczyliśmy się przynajmniej trzech rzeczy: jak zrobić kuchnię polową w śniegu, że nie na każdą grę nocną należy brać busolę, oraz że wyjazdy, biwaki i turnieje ubezpiecza się przynajmniej dzień wcześniej.
Relacja 28 ŁDH:
W ostatni piątek listopada roku 2010 około godziny 17.00 kilkunastu harcerzy pewnej drużyny ze Złotna spotkało się pod Szkoła Podstawową nr 169 z ambicjami na udowodnienie, ze należą do najlepszej drużyny leśnej w Łódzkiej Chorągwi Harcerzy. Zaledwie kilka godzin później owi śmiałkowie stanęli na placu apelowym wraz z drużynowym i wysłuchali rozkazu rozpoczynającego Turniej Drużyn Leśnych.
Po apelu od razu dostaliśmy zadanie znalezienia 12 rozrzuconych w centrum miasta kartek, podzieliliśmy się i udało nam się zebrać 10, mimo przewagi liczebnej nad 2 PDH oni zdobyli tyle samo. Po grze miejskiej pojechaliśmy do szkoły na Radogoszczu, w której mieliśmy nocować. Zaraz po wypakowaniu się i zjedzeniu kolacji we wspólnym gronie 28 ŁDH odbył się kominek, na którym mogliśmy przedstawić nasz film fabularny, który bez mniejszego zdziwienia zdobył pierwsze miejsce. Po wszystkim, kiedy wszyscy już spali, obudził nas alarm mundurowy – okazało się ze to gra nocna. Poszliśmy do pobliskiego lasu i mieliśmy podejść Kordiego z lampą, ale droga była patrolowana. Wyprzedziła nas tylko 2 PDH, bo u nich było mniej osób. Następnego dnia po śniadaniu i spakowaniu plecaków wyruszyliśmy na grę terenową w Lesie Łagiewnickim. Po grze terenowej skierowaliśmy się na „górę śmieciową”, na której to ugotowaliśmy obiad, który, ku zdumieniu wszystkim, wyszedł wyjątkowo smaczny. Po powrocie do szkoły był zaplanowany kominek, na którym rywalizowaliśmy z dwójką i ku ich uciesze przegraliśmy(ale minimalnie ;p). Po kominku nastała cisza nocna, lecz drużynowego wraz z zastępowymi wywieziono do… Manufaktury. Tam bawiliśmy się w „zabijanie laserami” i wróciliśmy w ten sam sposób, w który wyjechaliśmy. Rankiem udaliśmy się na Mszę Świętą, a po niej skierowano nas na plac, na którym odbył się pokaz musztry i apel. Musztra była wyjątkowo widowiskowa i po pokazie „dwójki” wydawało nam się ze zajmiemy „zaszczytne” drugie miejsce, lecz na apelu okazało się, że jednak udało nam się pokonać piotrkowian i zająć pierwsze miejsce zyskując tytuł najlepszej drużyny leśnej chorągwi i miano drużyny orlej.
XV ŁDH – ćw. Kacper Forysiak
2 PDH – wyw. Mateusz Paradowski
28 ŁDH – wyw. Rafał Wiecha


