Muszę przyznać, że Harce, ich ogólna atmosfera i zorganizowanie pozytywnie mnie zaskoczyły. Podczas nich poznałem kilku ciekawych ludzi, dobrze się bawiłem, poczułem harcerskiego ducha. Od samego początku czułem, że będzie mi się podobało, choć nie byłem wypoczęty – w piątek wieczór mieliśmy spotkanie ZZ-tu w Jedliczach A (tu, nieco złośliwie, puszczam oko do Jacka, który twierdzi, że mieszka w Grotnikach), więc dużo nie spałem, a trzeba było wstać wcześnie rano, żeby jeszcze dojechać do domu i się spakować.
Na Harcach uczestniczyliśmy w przeróżnych konkurencjach, większość była naprawdę interesująca. Pierwszego dnia była HBT-a, układanie ogniska, robienie sałatki, gra negocjacyjna, bieg na orientację, „ścieżka zdrowia”… Jednak rzeczą, która bardzo mi się podobała, a prawdę mówiąc nie uczestniczyłem wcześniej w czymś takim, choć obiło mi to się o uszy, była Miejska Impreza Na Orientację – super pomysł, po wszystkim dostałem kilka dodatkowych map, z pewnością je wykorzystam, ale najchętniej sam wziąłbym w tym udział – kto wie, może się uda.
W sobotę wieczór, po MINO mieliśmy dojechać na róg Rojnej i Wiernej Rzeki – szybko okazało się, że tam jest basen, więc od razu parę osób podchwyciło temat rozprawiając na temat tegoż basenu. Przez głowę przemknęła mi myśl, że nieźle wpuszczono by nas w maliny, gdybyśmy mieli jechać pod basen, mając spakowane rzeczy do kąpieli, i gdyby się okazało, że to tylko punkt spotkania i wracamy do lasu. Byłby to niezgorszy dowcip, aż sam się zastanawiałem, czy bym tak nie zrobił, ale na szczęście Organizatorzy okazali się bardziej humanitarni. Pizza na kolację dopełniła obraz udanego dnia. Później jeszcze szybki skok do lasu, rozstawianie namiotu, ognisko i upragniony sen. W nocy kilkukrotnie budził mnie potężny ból ucha, połączony z dziwnymi odgłosami – jakby szuranie… Dostałem lek przeciwbólowy, jednak w niedzielę rano znów to samo. Przez pół godziny nic, a potem nagle szuranie i silny ból. Jakoś z tym żyłem, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do parku na Zdrowiu, na strzelnicę. Przy wchodzeniu znów usłyszałem szuranie w uchu, tym razem jednak nie połączone z bólem, tylko raczej dziwnym łaskotaniem i po chwili z ucha wylazł mi… pająk. Średniej wielkości, ale nie miałem ochoty się mu przyglądać, więc gatunku nie określę. Tak czy inaczej nie polecam.

A wracając do rzeczy bardziej przyjemnych – wizyta na strzelnicy okazała się bardzo udana, szczególnie podobało mi się strzelanie z karabinu na 50 metrów, naprawdę fajna sprawa. Po wszystkim rozeszliśmy się do domów, a o 19-tej pod kościołem Jezuitów było jeszcze ogłoszenie wyników i wręczenie nagród. Później, nie do końca wiem, jak się to stało, ale znalazłem się w pomieszczeniu, gdzie przemiły Dominikanin opowiadał jak jechał autostopem do Macedonii, ale to już inna historia… Ogólnie rzecz biorąc uważam, że weekend spędziłem naprawdę przyjemnie i cieszę się, że wziąłem udział w takim wydarzeniu. Osoby, które w przyszłości będą miały taką okazję serdecznie zachęcam!
wyw. Krzysztof Hejduk
40 ŁDH „Strażnicy”
3. miejsce na Harcach


