Pisząc relację z koncertu słucham niczego innego jak … Armii. Pomysł na ten tekst jest taki, że nie będzie to po prostu relacja z koncertu. To będzie relacja od kuchni – z naszych perypetii związanych z organizacją koncertu.
Zaczęło się od pomysłu: „A może jednak zrobimy fajny koncert”. Pierwszy pomysł na zespół – Lao Che. Kontaktowaliśmy się jeszcze przed wakacjami, ale już wtedy okazało się, że problemów z koncertem może być sporo. W międzyczasie okazało się, że nie dostaniemy dotacji z programu Patriotyzm Jutra, więc chęci nieco osłabły. I tak sobie organizowaliśmy powoli już nie pamiętając o koncercie, aż w ucho wpadł nam kawałek „Jeszcze raz, Jeszcze dziś” przygotowany na 600 lecie bitwy przed Grunwaldem. Od razu rzucam na listę mailową organizatorów – zapraszamy Armię? Protestów nie było, no to próbujemy. Znajduję kontakt do menedżerki, nieco się obawiam ale dzwonię. Okazuje się, że ze strony Armii jest to całkiem realne. Wstępnie rezerwujemy termin. Teraz dwa wyzwania – pieniądze i miejsce. O pieniądze piszemy do Narodowego centrum Kultury i długo jesteśmy trzymani w niepewności. Równolegle szukamy miejsca – podpytujemy w różnych klubach, także w tym chyba najbardziej renomowanym – w Wytwórni. Wytwórnia robi nam wstępną wycenę, która zwala nas z nóg … Myślimy sobie, że tutaj koncertu nie będzie i bez przekonania idę na spotkanie w Wytwórni. Okazuje się jednak, że pomysł podoba się klubowi i jest w stanie się z nami dogadać. Możemy zrobić go w mniejszej hali – też ogromnej a duuuużo tańszej. Wstępnie rezerwujemy termin – wybieraliśmy miedzy 14 a 11 listopada, ostatecznie padło na 14. Jest już całkiem dobrze, ale ciągle nie do końca wierzymy w to, że uda nam się zgromadzić środki. Dzwonimy do NCK, dopytujemy, trzymamy w niepewności Armię i Wytwórnię. Aż któregoś dnia dzwoni Pani z NCK – dyrektor się zgodził, mamy pieniądze na koncert! Obdzwaniam wszystkich i mówię – robimy. I teraz dopiero się zaczęło… Żmudna ale i bardzo ciekawa praca – dogadywanie dystrybucji biletów, zaproszeń, ustalenia techniczne, ridery, backliny, odsłuchy, pismo do Komendanta Wojewódzkiego o bezpłatne użyczenie płotków na koncert, szukanie oszczędności, dogrywanie transportu, zapewnienie posiłku, rezerwacja hotelu, akredytacje dla dziennikarzy, projekt plakatu, akceptacja plakatu, druk plakatu, dystrybucja plakatu – na każdym kroku nowe wrażenia. W krytycznych momentach pomaga nam Wytwórnia – to miejsce gdzie pracują wspaniali ludzie, którym zależy na tym, żeby wszyscy byli zadowoleni. Nawet harcerze.
Wreszcie nadchodzi sam koncert. Jestem na miejscu od 16, na scenie rozstawiają się Maszyny – łódzki zespół, który będzie supportował Armię. Próba przebiega bez problemów. Czekamy na Armię. Menadżerka przyjeżdża wcześniej, zespół trochę się spóźnia. Przez chwilę jest nerwowo, ale nic nie jest w stanie zepsuć tego wieczoru. W końcu zaczynamy! Maszyny znakomicie rozgrzewają publikę wybuchową energią wokalisty i reszty ekipy. Aż szkoda jest ich wyrzucać ze sceny, ale co zrobić – Armia też już pali się do grania. Maszyny są żegnane owacjami, a na scenę wchodzę ja wraz Sebastianem Grochalą i Krzysztofem Dudkiem – Dyrektorem NCK. Rozdajemy nagrody zwycięzcom piątkowej gry. I w końcu wchodzi Armia. Budzy dziękuje nam za zaproszenie i zaczynamy szaleństwo pod sceną. Co to za satysfakcja oddać się dzikiemu tańcu w mundurze, na koncercie, do którego sami doprowadziliśmy! Koncert jest długi i dobry. Ostatni utwór Budzy dedykuje wszystkim harcerzom. Ale to nie koniec – zespół chętnie wychodzi na długi i soczysty bis. Dla niektórych harcerzy mniej orientujących się repertuarze Armii zaskoczeniem jest utwór „On jest tu” z nowotestamentowym tekstem – nie spodziewali się tego po półtorej godzinie ciężkiego grania. Koncert kończy melodia „Idzie Noc” grana przez waltornistę Armii i harcerza ZHR z Warszawy – Kubę Bartoszewskiego.
Żegnamy się z Armią – Jacek Tomaszewski wypytuje lidera zespołu, a ja rozmawiam z menadżerką. Mówi, że im się podobało, nie pozostaje mi nic innego jak uwierzyć. Na korytarzu Budzy mówi „Czuwaj!” i oto jest po koncercie.
Podobno harcerstwo ma przygotowywać do życia. Przez miesiąc, kiedy organizowałem koncert, nauczyłem naprawdę bardzo dużo. Jest pytanie: czy mamy robić takie imprezy, czy lepiej się zająć wychowywaniem dzieci. A czemu by nie wychowywać dzieci (no dobra – młodzieży), robiąc takie imprezy?
Grel


