W literaturze dotyczącej zarządzania jest opisane zjawisko nazwane syndromem studenta. Czy ktoś z Was kojarzy o co może chodzić? Podpowiedź – nie chodzi, o to, żeby kserować każdą kartkę, jaką się napotka (co stało się ostatnio moim udziałem w starciu z rosyjską biurokracją) a o robienie rzeczy na ostatnią chwilę. Choćby nie wiem jak dużo czasu było wcześniej, póki termin odległy za zadanie się nie bierzemy.
Syndrom studenta jest udziałem każdego z nas. Dotyka czasem także redakcję. Będziemy z nim walczyć – końcówka postu to dobry czas, żeby próbować sobie układać w głowach. A tymczasem zapraszamy na numer – mamy trochę wspomnień, trochę przemyśleń, trochę treści innych. I nieustannie zapraszamy do pisania. Jakby powiedzieli na wyspach: Enjoy!





