Strona główna / Trzepak / Chcecie lecieć na Marsa?

Chcecie lecieć na Marsa?

prom kosmiczny

 

W ostatnich numerach „prasy harcerskiej” w Okręgu Łódzkim pojawiły się już dwa artykuły o tematyce wędrowniczej. Na fali dyskusji postanowiłem napisać trzeci – głównie z racji tego, że jestem czynnym wędrownikiem i w bieżącej pracy zauważam trochę inne problemy niż te, które były przedstawione do tej pory. Potraktujcie ten dość długi wpis, jako swoiste wieści z „frontu wędrowniczego” (od razu uprzedzę, nie tylko 17-stki).

 

 

Miejsce wędrowników w harcerstwie

Do drużyn wędrowniczych powinny trafiać trzy rodzaje osób: a) znudzeni harcerstwem i coroczną mantrą tego samego planu pracy, aby otworzyć nowe perspektywy, zainspirować do działania i indywidualnego rozwoju, b) osoby o napiętych grafikach, którzy nie mają już czasu na cotygodniowe wymyślanie zbiórek, pracę z dzieciakami i ich rodzicami  c) osoby niepasujące do drużyny, które przeszły już okres „szeregowania”, ale nie podjęły żadnej funkcji lub nie mogły jej podjąć. Dla tych pierwszych daje możliwość rozpalenia na nowo ognia harcerstwa i chęci działania. Dla tych drugich będzie okazją do nieporzucania munduru, harcerskich ognisk, a jednocześnie możliwość pogodzenia prywatnych planów i zobowiązań, trzecia grupa dostaje szansę na zdobywanie stopni i w przyszłości poprowadzenie jakiejś jednostki. Niezależnie od końcowego rezultatu: jest to szkoła życia, metoda wychowawcza, dla osób poszukujących swojej drogi rozwoju. Brzmi nieźle. Więc dlaczego jest mamy obecnie problem, aby zebrać się raz na miesiąc na zbiórkę, a na obóz wędrowny pojechało więcej niż 5-6 osób?

1. Czas

Najczęstszym usprawiedliwieniem, dla nie pojawienia się na zbiórce jest brak czasu. Matura, studia, sprawy rodzinne, spotkanie z dziewczyną, a równie często inne zobowiązania harcerskie. Niestety dotyczy to również osób przygotowujących zbiórki. Brak jest czasu na rzetelne przygotowanie zbiorki, która jest wyzwaniem, która jest na poziomie. Trzeba uderzyć się w pierś i powiedzieć –tak, nie dopracowałem tego, nie chciało mi się, nie miałem możliwości. Na harcerstwo czas musimy skądś zabrać. Pytanie, czy to co robimy w wędrownictwie warte jest tego cennego czasu?

2. Motywacja

No ale teraz drugie pytanie, dlaczego w takim razie dalej to ciągniemy, skoro jest niewarte czasu? Nie ukrywam, po 3-4 latach działalności w wędrownictwie wiele się już przeżyło. Drużynowy, czy przyboczny odnosi wrażenie, że to wszystko już było. A skoro było to nie jest to wyzwaniem dla niego samego. Człowiek popada w mantrę, że cały czas robi cos dla innych a sam się nie rozwija. A gdy już próbuje to często zdarza się, że nawet jak drużynowy wypruje sobie żyły, aby zbiórka była ciekawa, to przyjdzie na nią jedna osoba… To demotywuje i rozleniwia. Nie chce nam się już taplać w błocie w deszczowy jesienny wieczór, moknąć na drzewie podczas survivalowego biwaku, iść pieszo 100 km, marznąć przy -35 st. C na zimowiskach na Spitzbergenie. A gdy sobie jeszcze pomyśli, ze musi przygotować jakąś grę, program, zgłosić biwak do Okręgu to zwyczajnie woli zrobić spotkanie na planszówkach, czy zbiórkę rowerową na mieście, gdzie w razie jak przyjdzie 1 osoba, można szybko pójść do domu. Nie dajmy się jednak wykorzystać, aby na siłę zapełnić harmonogram. Wędrownicy to nie tania siła robocza, która pojedzie na kwaterkę, rozładuje tira, obstawi bieg czy grę! Lepiej zrobić coś rzadziej, a konkretnie.

3. Wymierne korzyści

Harcerstwo nie jest celem samym w sobie. Musi być środkiem, dzięki któremu uzyskujemy wymierne korzyści. I to nie wzniosłe ideały takie jak sumienność i pracowitość, ale międzynarodowe certyfikaty, szkolenia, a także znajomości, które będzie można w przyszłości wykorzystać. Potencjalnie wędrownicy to idealne środowisko do tego typu działań, co widzę m.in. w HOPR, które działa metoda wędrownicza. Tu każdy ma coś dla siebie: instruktorzy profesjonalne kursy medyczne, ratownicy i sanitariusze zbiórki i biwaki o tematyce samarytanki, a pozostali kursy pierwszej pomocy. Dlaczego tak trudno przełożyć to na zwykłą drużynę wędrowniczą? Chyba czas wejść stronę HAU!

4. Współpraca z drużyną harcerzy

Obecnie w drużynach harcerzy rzadko, który drużynowy proponuje komuś przejście do wędrowników. Energiczny licealista nawet jako szeregowy, nie chodzący za często na zbiórki, zawsze będzie cennym punktem na TDL’u, Rajdzie czy podczas pionierki. I to jest powód dla którego, jeśli już ktoś ma zmienić drużynę to musi być naprawdę w oczach wodza „nieprzydatny”. A jeśli taka osoba w to uwierzy, to w dalszej pracy naprawdę ciężko to wewnętrzne poczucie wykorzenić. Nie bójmy się oddawać dobrych harcerzy na wyższy poziom. Niech wędrownicy będą taką „elitarną jednostką”, dla tych dla których nie ma w tej chwili sznura.

5. Pieniądze

Z pustego to i Salomon nie naleje. Ciężko się nie zgodzić, że czynnikiem ograniczającym wiele projektów, które stanowiłby ciekawe wyzwanie są fundusze. Kto nie chciałby obozu na prerii w USA? Nie możemy jednak zapomnieć, że przed wędrownikami stoją zupełnie nowe możliwości akcji zarobkowych: wspólne podjęcie pracy zarobkowej, zgłoszenie projektu na zasadzie „crowdfundingu”, czy „fundraisingu”, a także poszukiwanie dotacji. Czasami te działania to gotowy scenariusz na zbiórkę, a nawet na całoroczny plan pracy. Niestety, fakt że projekty są czasochłonne i początkowo mogą wydawać się nierealne, sprawia, że drużyna wędrownicza ma problem nawet z regularnym opłaceniem składek.Wędrownicy zagranicą

6. Przyjaźń

Wydawałoby się oczywiste. Aby drużyna istniała, członkowie muszą chcieć się spotykać. Niestety relacje są często zaniedbywane, zwłaszcza, gdy drużyna to zbieranina ludzi z różnych środowisk w różnym wieku. Na podstawie obserwacji stwierdzam, że najlepiej pod tym względem rokują drużyny wędrownicze powstałe na dwa sposoby: a) zebranie harcerzy wokół jednego charyzmatycznego instruktora z często szalonym pomysłem, na który wszyscy odpowiadają po harcersku: „no co – ja nie dam rady?” – cel ich jednoczy b) cały zastęp lub drużyna przechodzi do wędrowników – wszyscy już się znają i tak będą się spotykać, a teraz chcą podjąć wspólne wyzwanie. A gdy nie idzie nie bójmy się powiewu świeżości, dajmy coś zorganizować naszym „podopiecznym” – to ich zintegruje!

7. Wiek

Wszyscy się starzeją. Zmieniają się wówczas cele, priorytety, a każdy z powyższych 5 elementów „dokucza” nam coraz bardziej. Stąd też pytanie: może drużyny wędrownicze trzeba okresowo rozwiązywać? Nie jest to, aż tak absurdalne, jak by się wydawało. Gdy możliwości wychowawcze się wyczerpują, mamy do czynienia z dorosłymi i dojrzałymi ludźmi, których nie będziemy na siłę trzymać. Drużyna spełniła swoją rolę, a jeśli nie widać na horyzoncie nowych można z czystym sumieniem zakończyć misję. Pamiętajmy wędrownicy to głównie 16-18-latkowie!

Wędrownicy są trochę jak program lotów wahadłowców. Początkowo nowe odkrycie, nowe możliwości technologiczne, szansa na rozwój. Po drodze zdarzają się wypadki i katastrofy. Z floty można stracić niejednego „Challengera” czy” Columbię”. Reszta jednak trwa i uczy się na błędach. Zdobywa kolejne poziomy. Wiele miejsc odwiedzamy, często bardzo daleko od domu. Z czasem jednak kalkulujemy koszty, wiek eksploatowanych maszyn i z „łezką w oku” mówimy, czas zakończyć program, cele osiągnięte, misja skończona sukcesem. I dopiero, gdy zbierze się kolejna ekipa tzw. „młodych, gniewnych”, wówczas ktoś z doświadczonych inżynierów wahadłowców podejdzie i zapyta: Chcecie lecieć na Marsa?

pwd. Rafał Nowakowski

Wędrownicy w górach

zdjęcia: archiwum 17 ŁDW Honker, 

http://m.gadzetomania.pl/prom-start-logo-7328e8b036930491,630,0,0,0.jpg

Foto na okładce: Moyan Brenn/flickr licencja CC BY 2.0

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *