Strona główna / Trzepak / Wielki Ciężki Mamut

Wielki Ciężki Mamut

Są tacy wykonawcy, którzy wracają do mnie jak bumerang. Słucham ich przez jakiś czas, zachwycam się, a potem dochodzę do wniosku, że nudzą mnie okrutnie i lądują na na dalekiej półce, grzeją ławę aktualnej playlisty. Ale potem przychodzi jakiś impuls – nowa płyta, wywiad z nimi, albo zupełnie z niczym niezwiązana chęć i posłuchania i wracają w wielkim stylu – odradzają się niczym polska reprezentacja w meczu z Niemcami a ja jeszcze jakiś czas rozpamiętuje ich najlepsze kawałki i dreszcze przechodzą mnie takie same jak za drugim ich wysłuchaniem. Drugim, bo – nie wiem czy też tak macie – naprawdę dobre kawałki nie od razu wpadają w uchą, muszą się z uchem trochę oswoić.

Takim wykonawcą jest Fisz, szczególnie w kolektywie z bratem – Emade, który to kolektyw zwie się Tworzywo Sztuczne. A wyzwalaczem spektakularnego powrotu jegoż na moją playlistę najnowsza płyta – Mamut. Fisz zapowiadał się dobrze pewnie od urodzenia, jako że jest synem Wojciecha Waglewskiego odpowiedzialnego za Voo Voo. Ale przekonać się o tym mogliśmy w 2000 roku, kiedy wydał płytę Polepione Dźwięki. Wtedy utwory takie jak Czerwona Sukienka czy Polepiony musiały tchnąć świeżość w polski hip hop o czym mnie dane było się przekonać zapewne później gdyż w wieku lat 15 byłem bardziej zainteresowany twórczością Kurta Cobaina, Eddiego Veddera czy Jima Morrisona.

[embedyt]http://www.youtube.com/watch?v=ZCx0X2YSd1M[/embedyt]

Liryczne „Polepione Dźwięki” i następna płyta – „Na Wylot” (z pamiętną Tajemnicą, 30 cm i Rozmytym (wiecie, że w tym kawałku tata mu przygrywał na gitarze?)) dotarły do mnie chyłkiem, eksplorować twórczość Fisza zacząłem od Wielkiego Ciężkiego Słonia (Tworzywo Sztuczne) i Fru! (Fisz + Envee). Na tych płytach są utwory, które jak to się mówi – nie biorą jeńców. Zupełnie nie biorą. Sprawdźcie z Fru: Idzie Miłość i Chodźmy w Deszcz, z WCS: Moje piórko, Wcielacz, Wiśnie, Tysiąc pięćset sto gwiazd.

[embedyt]http://www.youtube.com/watch?v=GwGweO5efHo[/embedyt]

Na pewno wielki wkład w ten sukces mają producenci: Emade i Envee. Brzmienie płyt jest niesmowite – przenosi w jakiś alternatywny kolorowo szeleszczący świat (nie, nie biorę niedozwolonych substancji). Sample sa starannie wyselekcjonowane, bębny i talerze oraz inne rytmiczne dynksy brzmią po prostu lepiej niż inne, do tego jakieś klawisze, pobrzękiwania, smyczki, dęte jakieś instrumenty – ale że nie tak nawalone na kupę, tylko wszystko ze sobą gra. To już nie jest domorosło gangsterski hip hop z blokowisk, to sztuka – choć też z blokowisk. Posłuchajcie – koniecznie na dobrych słuchawkach, a jeszcze lepiej głośnikach dobrych.

[embedyt]http://www.youtube.com/watch?v=ZayFj1mrTvY[/embedyt]

No a teraz mamy Mamuta. U mnie się on jeszcze przegryza, ale jestem już po drugim słuchaniu, więc jest blisko oswojenia. Mamy znowu dobre, tłuste bity (choć rzekłbym bardziej klasyczne niż na WCS na przykład) i lekkie ale i dojrzałe teksty Fisza. Eksperymenty są – już nie tak radykalne ale może przez to bardziej strawne dla szerszej publiczności. Są taneczne „Pył” i „Zwiedzam świat” – o tekstach tylko pozornie lekkich, są kawałki w starym rapowym, ciężkim stylu, jest rockujący Karate. I chociaż uważam, że WCS i Fru równych sobie nie mają to Mamut jest dokonaniem znaczącym i pewnie nie doceniam go w pełni tylko dlatego, że za mało minut w słuchawkach spędził.

[embedyt]https://www.youtube.com/watch?v=nFOLhtsyvMA[/embedyt]

Do słuchania!

(fot: materiały prasowe)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *