Romantyczny duch w narodzie nie ginie. Paradoksalnie odradza się raz po raz przy mniejszych lub większych tragediach – gdy ktoś umiera.
23 października 2014 roku – w wyniku wybuchu gazu w kamienicy ginie rodzina dziennikarzy i ich syn. Kilka dni później prezydent Bronisław Komorowski odznacza ich pośmiertnie Złotymi Krzyżami Zasługi. Ustawa z dnia 23 czerwca 1923 r. o ustanowieniu „Krzyża Zasługi”, określa zasady jego przyznawania. Możemy znaleźć tam zapis o honorowaniu Krzyżem Zasługi osób, które znacząco przyczyniły się Polsce lub jej obywatelom zachowaniem wybiegającym poza ramy swoich służbowych obowiązków.
5 października 2014 roku – umiera Anna Przybylska. W dniu jej pogrzebu najbardziej reprezentacyjna ulica Gdyni zostaje udekorowana flagami ze zdjęciem aktorki z kirami, a w telewielewizji rozpoczyna się festiwal określania jej kariery mianem “światowego formatu”. Niektórzy politycy już przygotowują projekt uchwały umożliwiający nazwanie jednej z ulic jej nazwiskiem.
To przykłady, które wydarzyły się tylko na przestrzeni ubiegłego miesiąca. Nie trzeba jednak szukać w odmętach historii bardziej jaskrawych przykładów. Pogrzeb Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, jest najbardziej wyraźnym, który istnieje w mojej pamięci. Wawel przez wieki był miejscem-symbolem dla wszystkich Polaków,a nie znalazł tam pochówku Gabriel Narutowicz, inny polski prezydent, co do którego nie ma wątpliwości, że zginął podczas zamachu.
Publicysta, Rafał Ziemkiewicz nazywa takie zachowanie “pudelkizacją” a psychologowie mówią o grubej przesadzie, jednak szersza dyskusja na te tematy nie ma miejsca. Czemu tak się dzieje, że ulegamy romantycznym porywom pamięci o zmarłych i czemu nie możemy na chłodno ocenić ich realnych osiągnięć? Bez nadęcia i rozbudowanej rozpaczy? Czemu wreszcie do publicznej debaty nie dochodzą głosy, że coś jest nie tak?
Nie potrafimy normalnie i z umiarem rozmawiać o śmierci i jesteśmy coraz bardziej podatni na manipulacje w tym temacie.
Dla polityków tego typu działania są elementem brudnej gry politycznej ocierającej się o populizm i koniunkturalizm. Natomiast my poprzez tak duży brak rozwagi, sami kopiemy pod sobą głęboki dołek tworząc idee a potem je rozmontowując. Nie pozostawimy przyszłym pokoleniom wyraźnych symboli i nieświadomie powoli przyczyniamy się do pauperyzacji narodowej duchowości.
Foto: susek/flickr Licencja: CC-BY 2.0.





