Strona główna / Salon / Harcerstwo to samowychowanie

Harcerstwo to samowychowanie

Artykuł tajemniczego “Palo Alto” wzbudził we mnie pewne poruszenie. Żebym nie został źle zrozumiany, nie zamierzam wcale prowadzić z nim frontalnej polemiki. Stał się on dla mnie raczej pewną inspiracją. Przyznam, że zgadzam się z niektórymi obserwacjami i komentarzami. Nie byłoby dobrze, gdybyśmy nie zastanawiali się nad kształtem i sensem naszej harcerskiej działalności, zakrzykiwali innych bez słuchania. Widzę też potrzebę pewnej precyzji, rozwinięcia, gdyż samo wskazywanie słabych punktów to co najwyżej połowa drogi.

 

Chyba najbardziej zmotywował mnie do napisania dłuższej wypowiedzi komentarz Igi, która zauważa że ludzie poznają się w działaniu, i nie jest to specyficzne dla harcerstwa. Dużo łatwiej jest tworzyć pewną iluzję, jeżeli widzimy się z kimś od czasu do czasu, zawsze w przewidywalnych, niemal wyreżyserowanych sytuacjach. Harcerstwo stawia nas – zarówno tych szeregowych, pierwszorocznych harcerzy, jak i “emerytów” przed wyzwaniami, które są taką chwilą prawdy. Na obozie czy kursie jesteśmy 24 godziny na dobę, czujemy zmęczenie, pojawiają się nieprzewidziane przeszkody. Nie chcę przez to powiedzieć, że mamy do czynienia z czymś nadzwyczajnym, ale wydaje się, że wtedy widzimy się nawzajem w bardziej prawdziwym świetle. Co więcej, bardzo często są to doświadczenia budujące – odetchnięcie świeżym powietrzem po nauce w mieście, radość harcerskiego obozowania i wędrowania, smak pokonanych wspólnie trudności, pełniona razem służba. “Kto raz przyjaźni poznał moc nie będzie trwonił słów” – przeżycia nie zastąpi żadna teoria czy same słowa.

 

Mówi się, że wielu ludzi nie rozumie harcerstwa, tych co biegają po lesie w krótkich spodenkach. Czujemy, że mamy do czynienia z czymś dużo głębszym, choć może czasem sami wpadamy w wygodne koleiny… Nie pierwszy raz słyszę, że harcerzy nudzą już szyfry i historia harcerstwa, te “karteczki”, że zastępowy po drugim roku prowadzenia zastępu osiągnął już szczyt, bo wszystko to doskonale opanował. Stawia się zarzut, że umiejętności harcerskie nie są przydatne w życiu zawodowym, że nie uczymy wypełniać PIT-ów czy formalności związanych z własną firmą.

 

Wydaje mi się, że jest to niewłaściwe ujęcie problemu. Jeżeli zaczynamy stawiać sobie pytania o następny etap w życiu, myślę że harcerstwo w dużym stopniu osiągnęło swój cel jakim jest samowychowanie. Nie znaczy to, że nam wszystko przyjdzie samo, albo że to ja decyduję co jest dobre lub złe. Samowychowanie nie wyklucza pytania o radę ludzi, do których mamy zaufanie i szacunek. Co zatem to słowo znaczy dla mnie?

 

Po pierwsze, to po mojej stronie jest inicjatywa. Nie sądzę, żeby “Palo Alto” napisał swój artykuł np. na stopień albo bo tak wymyślił komendant chorągwi, czy ktokolwiek. To w nim zrodziła się ta refleksja, a za nią poszedł pewien czyn – publikacja w “Wywiadowcy”. Czy to jedyna możliwa reakcja – oczywiście, że nie. Myślę sobie, że o ile np. w szkole podstawowej oczekiwania wobec nas są całkiem jasne i w gruncie rzeczy proste – kiedy patrzymy wstecz, to później ilość dróg jaka się przed nami otwiera jest bez porównania większa. Czekaliśmy na ten moment, a jednocześnie kiedy on nadchodzi chyba trochę boimy się go. Mając tę inicjatywę nie stoimy sparaliżowani, nie czekamy na gotowe instrukcje, ale robimy następny krok, choćby mały. Nie błądzimy po manowcach, lecz mamy taki życiowy kompas i mapę.

 

Po drugie, proces samowychowania nie kończy się ze zdobyciem HR, skończeniem studiów, rozpoczęciem pracy zawodowej, po ślubie, itd. Myślę że każde z tych wydarzeń czy etapów pokazuje nam, ile jeszcze przed nami. Czy nie jest prawdziwym “emerytem” ten, który myśli że teraz już tylko trzeba zbudować mu pomnik? Zgodnie z zasadą wzajemnego oddziaływania, takich pomników nie ma. Może jesteśmy na różnych etapach pewnej drogi, ale wszyscy nią idziemy, wciąż naprzód. W tym świetle nawet prowadzenie doskonałej jednostki nie jest szczytem osiągnięć, gdyż zawsze pozostaje zadanie wychowania następcy, takiego który pójdzie jeszcze dalej. To często dużo trudniejsze zadanie niż robienie wszystkiego samemu. Skoro szukamy ścieżek dalszego rozwoju harcerskiego, czy nie prowadzą one tędy? Postawa osobista, kompetencje zawodowe, czas dla przyjaciół i znajomych spoza harcerstwa, rodzina – to cała przestrzeń do rozwoju. Pewnie teraz każdy myśli sobie – kto miałby na to wszystko czas, itd. Wydaje mi się, że pewną pomocą jest właśnie powierzanie zadań i odpowiedzialności innym.

 

Wracając do wydźwięku artykułu i jednego z komentarzy. “Palo Alto” – działaj! Myślę że jest pole np. do założenia nowych, lepszych drużyn. Wymaga to rzecz jasna dużo czasu – ale są też działania na poziomie hufca czy chorągwi, jak kursy, które myślę że też są realne, a na pewno mogłbyby być lepsze, na pewno przydałoby się więcej instruktorów do pomocy, prowadzenia zajęć na najwyższym poziomie, i to wcale nie wykładów. Nie musi to być zresztą – tak myślę – działalność ściśle harcerska, “w mundurze”. Służba Bogu, Polsce i bliźnim zawiera w sobie bardzo dużo możliwości, szczególnie jeśli chodzi o naszą służbę najbliższym, naszej rodzinie. Może to być nawet lepszą “wizytówką” harcerstwa, niż zabiegany instruktor, który między jedną akcją a drugą zapomniał już o tym, że daje się z tego, co się ma samemu w nadmiarze.

Foto: lee scott/unsplash.com

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *