Poznałam Michała w harcerstwie, kiedy mieliśmy po kilkanaście lat. Był wówczas zastępowym mojego brata w XV ŁDH-y im. Andrzeja Małkowskiego.
Był zawsze drobny i niskiego wzrostu, dlatego czasami trudno było uwierzyć, że taki człowiek może mieć tyle energii i zapału do działania.
Pamiętam go jako zawsze uśmiechniętego i pełnego inicjatywy.
Przypominam sobie grę strategiczną w Chechle, w której my- harcerki z 5 ŁDH-ek, brałyśmy wspólnie udział z harcerzami z XV-tki.
Tematyka dotyczyła II wojny światowej i byliśmy podzieleni na dwa obozy- Niemców i Polaków. Wszystko rozgrywało się w dużym lesie.
Michał był komendantem Polaków i z wielkim zaangażowaniem odgrywał tę rolę.
Wówczas śmiałam się z tego i powiedziałam nawet mojej koleżance, że on naprawdę przesadza, to tylko gra, ale potem zrozumiałam, że on po prostu nie umiał tego nie potraktować na serio. Może dlatego, że tematyka gry była mu tak bliska- był pasjonatem historii.
Mam wrażenie, że dla Michała nie było okoliczności zewnętrznych, które mogłyby go zniechęcić do osiągnięcia celu, na którym mu zależało. Może dlatego wiele osób, które go znały, pamiętają go jako niestrudzonego bojownika (celowo używam tego słowa), który zarażał entuzjazmem innych, wierzył w ludzi i uczył swoim przykładem, jak zdobywać niedostępne szczyty.
Ja też go tak zapamiętam.
Był to mój kolega z harcerstwa, ale jednocześnie człowiek, który budził mój najgłębszy szacunek.
Dziękujemy Ci Michał!
Magda Świnoga





