Wysiadając z jakiegokolwiek dworca w Łodzi człowiek ma ochotę powtórzyć słynny cytat z filmu „Ajlawju”: „Łódź, …..” (Ci co oglądali to wiedzą.) Pomijam tu pasjonatów tego miasta i mieszkańców zżytych ze swoją małą ojczyzną. Widok nie zapiera tchu w piersiach, co sprawia, że pierwsze wrażenie (tak istotne), jest w mieście włókniarzy nie najlepsze. Następnie niejako „wchodząc” w tkankę miejską, nieobeznany z klimatem i historią tej miejscowości podróżnik stwierdza bardzo często, że jest ono szare, nieciekawe… nie ma tutaj renesansowej starówki, itd.
Właśnie a propos odległej historii, to Łódź uzyskała prawa miejskie już w 1423r., ale do początków XIX wieku było jej bliżej do wsi a nie do miasta. Momentem przełomowym był 1820r. kiedy Rajmund Rembieliński włączył Łódź do grona osad przemysłowych. Następnie łódzki koń ruszył prawdziwym galopem w swoim rozwoju.


Zacznijmy od tego, że to miasto było związane do drugiej wojny światowej z 4 kulturami: polską, niemiecką, żydowska i rosyjską. Głównie Niemcy i Żydzi budowali tutaj swoje fabryki i pałace, ale i Rosjanie zostawili swój ślad – choćby w postaci cerkwi znajdujących się na terenie miasta. Przed wojną co trzeci mieszkaniec tego miasta był Żydem. I tak w celu rozpoczęcia poznawania genius loci w szerokim ujęciu całej przemysłowej Łodzi polecam obejrzenie cmentarza żydowskiego przy ul. Brackiej (największy w Polsce), oraz dobrze wszystkim znaną Manufakturę z Pałacem Izraela Kalmanowicza Poznańskiego. Są to chyba 2 najistotniejsze przykłady kultury żydowskiej w Łodzi, bo niestety synagogi zostały zniszczone przez nazistów. W kontekście kultury niemieckiej należy koniecznie obejrzeć pierwszą dużą fabrykę zbudowaną w mieście, czyli Białą Fabrykę Ludwika Geyera. Innym obowiązkowym przystankiem jest Księży Młyn z rezydencją Karola Scheiblera, jak również Stary Cmentarz przy ulicy Ogrodowej, kościół Ewangelicko-Augsburski przy ul. Piotrkowskiej, czy Park Źródliska, który w całości jest uznany za jeden wielki pomnik przyrody i został wpisany do rejestru zabytków. Po spacerze w wyżej wymienionych miejscach proces próby zrozumienia Łodzi będzie można uznać za rozpoczęty.

Kolejnym krokiem w oswajaniu „konia” jest poznanie łódzkich kamienic, których w tym mieście jest bez liku. Łódź w czasie II wojny światowej nie ucierpiała mocno jeśli chodzi o architekturę – w przeciwieństwie do prawie całkowicie zburzonej Warszawy. (W 1945r. urzędowały u nas nawet przejściowo władze państwowe) Wiele kamienic zapiera dech w piersiach, ale też wiele straszy. Nie zmienia to faktu, że te, które zostały, należy remontować, a ubytki w strukturze miasta uzupełniać. Przykładem może być brak kamienic frontowych na ul. Zachodniej pomiędzy Ogrodową a Zieloną, gdzie władze w latach 50. po prostu je sobie wyburzyły, poszerzając ulicę i zostawiając jedną wielką wyrwę w centrum miasta, do dzisiaj nie zabliźnioną. Nie zagłębiając się już w tę dygresję, polecam każdemu odwiedzającemu Łódź obejrzeć całą ulicę Piotrkowską. Fantastyczna zabudowa łódzkiego deptaka jest kluczem do poznania miasta.
W końcu: „To największą Łodzi troską aby Łódź całą – zmieścić na Piotrkowską” – Jan Sztaudynger
Uwaga: podczas Złazu i przez cały 2013 r. Pietryna będzie w remoncie i od kilku lat jej kondycja handlowo-usługowa mocno osłabła, ale liczę, że po odnowieniu zacznie odzyskiwać dawną świetność. Przy okazji oglądania kamienic należy dokładnie się przyglądać im i temu, co jest naokoło, bo często może okazać się, że są tam wille albo nawet pałace fabrykantów. Dodam tylko, że jest ich w Łodzi około 200.
Gdybyście druhowie zechcieli zrobić jakąś grę na świeżym powietrzu to pragnę zauważyć, iż Łódź należy do grona wielkich polskich miast – a nawet im przewodzi – które mają dużo terenów zielonych. W swych granicach posiada ogromną ilość parków, las!, a nawet 2 rezerwaty przyrody.
Łódź to również uczelnie. Jest tutaj czwarta w Polsce Politechnika, Uniwersytet Łódzki i Medyczny, Akademia Sztuk Pięknych, Akademia Muzyczna, oraz Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna. Słynną łódzką filmówkę ukończyli m.in.: Andrzej Wajda, Janusz Morgenstern, Jan Machulski, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Zanussi, Roman Polański, Janusz Gajos, Filip Bajon, Cezary Pazura i wielu wielu innych wybitnych absolwentów. Wszystkie te szkoły plus uczelnie niepubliczne składają się na rzeszę około 110 000 braci studenckiej w mieście włókniarzy.

Gdy zaczynam każdą kolejną myśl, do głowy przychodzą mi dziesiątki innych rzeczy, które mógłbym napisać o polskim Manchesterze. Oba miasta dużo łączy poza przeszłością przemysłową. Przede wszystkim jest to upadek tego właśnie przemysłu lekkiego i co za tym idzie głęboki kryzys społeczny i ekonomiczny. On za sobą niesie również kryzys przestrzenny, co jest widoczne dla tubylca. Ks. Benedykt Chmielewski, który napisał pierwszą polską encyklopedię powszechną w połowie XVIIIw. podał krótką definicję konia (zawartą w tytule), uznając, że każdy w owych czasach wiedział jak to zwierzę wygląda. W dzisiejszych czasach tak się już nie buduje haseł słownikowych. Polecam zwiedzanie Łodzi jak i innych miast z większym zrozumieniem i głębszym spojrzeniem w strukturę, historię, społeczność i architekturę. Koń często na pierwszy rzut oka może wyglądać na zaniedbanego a jest prawdziwym wierzchowcem głodnym sukcesów.


Zdjęcia pobrane ze stron:
www.muzeumwlokiennictwa.pl
www.wikipedia.pl
www.manufaktura.com
www.filmschool.lodz.pl
www.jewishlodzcemetery.org

