Ślub za ślubem, wesele za weselem. A ja mam okazję opowiedzieć Wam o pewnym takich harcerskim weselu, ale od strony kuchni :)
Zaczęło się od tego, że Iga z Hubertem poprosili mnie o to, bym gotował im na weselu… W dalszych rozmowach okazało się, że gotowanie to tylko jedna z funkcji. Finalnie odpowiadałem za całe wesele właśnie od strony kuchni. To była wspaniała przygoda; można wręcz powiedzieć, że debiut. Oczywiście zareagowałem na tę prośbę bardzo pozytywnie. :)
Choć nie było to takie zwykłe wesele. Pomysłem młodych było zrobienie przyjęcia w plenerze. Salę weselną, którą zbudował Pan Młody, udekorowała jego siostra, która jest wspaniałym, wyszkolonym architektem.
Przygotowania zaczęły się od zaplanowania MENU na cały wieczór. Nie było to taki łatwe jak się wydaje. :) Potem były zakupy… A także nocne główkowania, jak logicznie rozplanować to w czasie. Gdy wszystko było już wiadome, musiałem zebrać załogę, bez której nigdy nie dałbym sobie rady. 5 wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze mi pomogą. :) Dziękuję Marzence i Marioli za gotowanie, a także Tomkowi, Łukaszowi i Maćkowi za perfekcyjne obsługiwanie gości.
Nie chciałbym opowiadać wszystkiego ze szczegółami, bo to jedyny wieczór młodych i warto ich o to zapytać, ale było to niesamowite przeżycie.
Myślę, że wesele ze strony kuchni się udało. Jak na prawdę było… nie mnie to oceniać. Jak na amatora, odnoszę wrażenie, że całkiem fajnie udało nam się sprawić, by Para Młoda czuła się dobrze w tak pięknym dla nich dniu. :)
Szef weselnej Kuchni
pwd. Damian Marchlewicz

