Strona główna / 2. Z pola walki / Z notatnika harcownika / 3 Olsztyńska Drużyna Harcerzy BP

3 Olsztyńska Drużyna Harcerzy BP

Olsztyn, najzimniejszy kraniec Polski. Przyjechałem tutaj po raz pierwszy dokładnie 2 lata temu. Studia, nowe życie, swoboda, samodzielność i próba. Próba harcerskiego „być albo nie być”.

O założeniu drużyny zacząłem porządniej myśleć pod koniec wakacji 2011, po zdaniu na drugi rok medycyny weterynaryjnej na UWM. Rozczarowany brakiem jakiegokolwiek kontaktu z miejscowymi drużynami, postanowiłem zasiać moje własne harcerskie ziarno na tej urodzajnej ziemi. Olsztyn jest miastem niesamowicie obfitym w małe skwery leśne, zapomniane parki i zarośnięte stare sady. Idealny teren pod porządną drużynę. Postanowiłem więc, że będzie tak, jak sobie to Baden Powell wymyślił.

Zacząłem od telefonu i długiej rozmowy z miejscową drużynową – postanowiłem wówczas, którą szkołę wybiorę jako macierzystą. Szkoła Podstawowa numer 2, wydała mi się wystarczająco blisko zarówno centrum jak i lasu. Duża, reprezentatywna szkoła dbająca o swoją reputację. Miła pani dyrektor, przyjęła mnie bez problemu.

Później poszło jak z płatka. Zabójcze nabory, wielkie nadzieje, chwilowe porażki, zwolnienie tempa i dość prężny rozwój. Nie będę pisał, jak wyglądały zbiórki, bo to dosyć nudne.

Chciałbym napisać za to, jakie idee przyświecały mi podczas tworzenia drużyny, co w drużynie wprowadziłem i to, co zamierzam robić w przyszłości.

Drużyna nosi nazwę B… P… i jest to nasza słodka tajemnica. Dość banalna, ale ma dwojakie znaczenie. Bez dłuższego myślenia, widać, że jest to skrót od Baden Powella. Owszem, BP może to oznaczać, jeżeli chodzi o naszą tradycję i obrzędowość. Tworząc drużynę, wzorowałem się głównie na harcerstwie „pierwotnym” – takim, jakie naszkicował je Baden Powell i jakie opisali w książkach wszyscy znani autorzy. Oczywiście dodaję jakieś upiększenia, ale tylko i wyłącznie odnoszące się do form pracy, a w nikłym stopniu do metodyki i programu wychowania.

Postanowiłem, że w tej drużynie każdy będzie miał swoją rolę. Wymyśliłem masę funkcji, jaką mogli by pełnić harcerze. Od kucharza, sanitariusza i ogniomistrza, po zwiadowcę, skrybę czy bibliotekarza. Każdy ma na zbiórkach jakieś zadanie. Mamy na przykład 3 medyków, którzy mają zadanie samemu się kształcić oraz pomagać mi w zbiórkach o samarytance. Zwiadowcy zawsze idą przodem, szukają dobrego miejsca na postój czy wartują przy odpoczywających harcerzach.

Najważniejsze w funkcji jest to, że rozwija poczucie obowiązku, wszyscy podchodzą do swojej funkcji bardzo poważnie, bez żadnego marudzenia. Dodatkowo ułatwia mi to prowadzić zbiórki. Dodatkowo jest element samokształcenia, tak bardzo w harcerstwie ważny.

Na zbiórkach jesteśmy braćmi. Działamy razem, każdy jest potrzebny i nikt nie marudzi na innych bez powodu. Oczywiście to przyszło najpóźniej i z niemałym oporem. Wciąż nie jest tak jak chcę, ale i tak jest bardzo dobrze. Na ogniskach opowiadam często o tym, jak to nieznajomi harcerze potrafią rozmawiać ze sobą godzinami o wszystkim. Robi to na nich ogromne wrażenie. A potem, największą nagrodą za trud włożony w ten cel był moment, kiedy pod koniec pewnej majowej zbiórki, wszyscy harcerze zaczęli mówić mi, że jestem ich bratem, a na zbiórkach czują się lepiej niż gdziekolwiek indziej.

Ważnym elementem w rozwoju drużyny było stworzyć ZZ. Plan był taki, że Ci, którzy najbardziej zasłużą będą zastępowymi. Postanowiłem też, że będę od początku dawał im szanse decydowania o drużynie i o tym, co będziemy robić na zbiórkach. Mamy radę drużyny oraz sąd. Bardzo miło się nam rozmawia o przyszłości, problemach, uwagach i chęciach. Wszyscy są bardzo świadomi tego co robimy, traktując ich dorośle, otrzymałem od nich dorosłość.

Najatrakcyjniejszy punkt planu drużyny, to fakt, że każdą zbiórkę mamy na świeżym powietrzu. Tak jak powinno być. Czy to zima, śnieżyca, deszcz czy upał, nigdy nie siedzimy w budynkach.  Od naborów (7 grudnia), mięliśmy tylko 2 zbiórki całkowicie w szkole. A dopóki nikt ze zbiórek nie wraca zaziębiony i przemoczony, to od strony rodziców nie ma z tym problemu.

Na zbiórkach robimy po prostu to, co powinni robić harcerze. Co 2 – 3 tygodnie mamy ognisko, czasem kuchnię polową, samarytankę i uwielbiane przez wszystkich gry „flagi”, podchodzenie i skradanie.

Harcerze z zapartym tchem słuchają o obozie, o innych drużynach i o harcerzach z Łodzi.

Mógłbym jeszcze pisać kilka stron o ideałach, zamysłach i planach na przyszłość, ale te najważniejsze i najciekawsze elementy mojej drużyny wymieniłem.

Jestem niesamowicie szczęśliwy, że mogę robić to co robię i jestem wdzięczny wszystkim, którzy mnie w mojej drodze ku własnej drużynie wspierali. Choć nie było łatwo, to wiem że to się opłaca i że mój czas poświęcony tym dzieciom nie pójdzie na marne.

Linki do galerii:

Nabory – 07.12.2011 – ciężka sprawa, ja sam na 30 -40 wrzeszczących dzieciaków. I tak przez 8 godzin…
https://picasaweb.google.com/108934408594453555290/NaborSP2Olsztyn?authuser=0&feat=directlink

Pierwszy biwak drużyny.  26,27.05.2012 – rewelacyjna sprawa. Tutaj odkryłem że każdy mój harcerz to wielki twardziel w dziecięcym ciele.
https://picasaweb.google.com/113022944561277771175/PierwszyBiwak3OlsztynskiejDruzynyHarcerzy2627Maj2012?noredirect=1

pwd. Marcin Buła

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *