Takiego ogłoszenia nikt się nie spodziewa. Dlaczego?
Ilość osób chętnych, mających predyspozycje do tej funkcji i ewentualne chęci zmiany barw lub pionu jest niewielka. Przykładem może być artykuł opisujący stan Łódzkiego Hufca Harcerzy „Północ”, gdzie wśród gromad zuchów nie ma ani jednego przybocznego (wyjątek: jeden tymczasowy przyboczny zakłada za chwilę gromadę).
Czy faktycznie nie ma kto pomóc przy gromadach, czy może drużynowi nie widzą problemu?
Ja bym się raczej skłonił do odpowiedzi, że problem leży po jednej, jak i po drugiej stronie. Ponieważ brak osób kompetentnych wynika raczej z braku dobrego kursu „Strzały” i zainteresowania drużynowych, zatem kwestia sprowadza się tylko do drużynowego. Ludzie, w moim odczuciu, są w naszych jednostkach i byliby w stanie sprostać zadaniu, ale warunek jest jeden: kandydat musi pojechać na kurs w gimnazjum, a gromada nie może być miejscem zsyłki dla ciamajd. Powszechnie wysyłamy druhów na kursy zastępowych, wszyscy wiemy dlaczego, więc dlaczego nie wysyłać ich później na kurs przybocznych zuchowych? Warto z przynajmniej dwóch powodów:
- będzie wiedział jak postąpić z zuchami, które przeszły do jego zastępu;
- może w ten sposób znajdzie się przyszły wódz gromady, który sprawi, że nabór nie będzie potrzebny. Jak? Oddając do drużyny harcerskiej co roku 6 zuchów, co może osiągnąć dobrze działająca gromada.
Czasem jednak nie każdy nadaje się do zuchów lub mamy dwóch przybocznych rówieśników, a tylko jeden zostanie drużynowym. I co wtedy? Czy ma zalegać u nas w drużynie i nic nie robić? Prawda, że dopóki my jesteśmy drużynowym, to nie problemu, ale co potem? Wprowadzić dwuwładzę w drużynie, czy może lepiej, aby powstała nowa drużyna lub choć samodzielny zastęp? Zawsze można wysłać daną osobę do wędrowników. Każda z tych sytuacji, w której następca jest klarowny, oznacza, że trzeba będzie się z liczyć z tym, że prędzej czy później drugi ktoś albo odejdzie, albo zmieni barwy i/lub numer. Dlatego warto przybocznego przygotować do tego, co czasem jest największym problemem w przejściu gdzieś indziej. Barwy w naszym działaniu są ważne, ale nie najważniejsze.
Brak wysłania na odpowiedni kurs czy niechęć do zmiany barw nie powinny burzyć szans na rozwój człowieka w naszej organizacji. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, co się stanie z naszym zastępowym za 5 lat; nie każdy może przejąć drużynę, bo liczba następców jest ograniczona.
Ćw. Krzysztof Hasiński


2 komentarze
Dobra robota Krzysiek :) i zgodzam się w 100 % ze stwierdzeniem „gromada nie może być miejscem zsyłki dla ciamajd”. To jak będzie wyglądała i funkcjonowała gromada przy danej drużynie w dużej mierze zależy od kooperacji komendantów obu jednostek i niezwykle ogormny jest stosunek drużynowego harcerzy. To od niego zależy czy do gromady przejdzie osoba odpowiedzialna i chętna do wyzwań jakim niewątpliwie jest służba w gromadzie czy też wyśle na zsyłkę w/w ciamajdę. Przykro się robi jak uświadomimy to sobie (my wodzowie) bo w tym momencie drużynowi odcinają sobie źródło 100% naboru z gromady. Rzadko kiedy zuch odejdzie po przekazaniu bo: długo czekał aż trafi do drużyny, jest od małego przyzwyczajony do środowiska harcerskiego, potrzebuje takiej grupy rówieśników…
Drużynowy musi być niekompetentny jeśli zuchy po przekazniu odejdą. Z drugiej strony nie można go obwiniać jeśli po obozie chłopak przyzwyczajony do koloni powie mu: „to zbyt poważne dla mnie” i odejdzie. Różne są sytuacje.
Marku: wszędzie się pojawia ten sam problem bo wszędzie panuje ten sam schemat myślenia (stereotyp, że zuchmistrz to niechciany w drużynie harcerz-niewątpliwie ma on jakieś podłoże jednak czy zawsze?). I rzeczywiście: hufcowy mając wpływ na drużynowych może uruchomić ich szare komórki tylko trzeba chcieć i widzieć potrzebę :)
Widzę, że wszędzie pojawia się ten problem :D. To, że drużynowi nie dają przybocznych do gromady wynika z faktu, że brak im zastępowych i jest to w miarę sensowne podejście. Jak tylko pojawia się minimalny nadmiar zastępowych to od razu warto puścić zastępowego do gromady. Zgadzam się z tobą, że często przyboczni są trzymani w drużynach trochę na siłę. Zawsze taki przyboczny może przecież być przybocznym w gromadzie. Kiedyś otworzyła mi oczy prezentacja o zuchach podczas jednej z odpraw hufca. Od tamtej chwili hufcowy zaczął nas ganiać aby pozakładać gromady, podawać konkretne nazwiska kto i kiedy będzie przybocznym w gromadzie. To zdecydowanie zaskutkowało.