Strona główna / Wyróżnione / Łamanie kręgosłupa

Łamanie kręgosłupa

Słowem wstępu powiem, że ten tekst będzie w zasadzie ustosunkowaniem do tekstu poprzedniego „O uczuciu oszukania w sytuacji antyharcerskich postaw harcerzy” napisanego przez Janka Garneckiego (znajdziecie go tutaj). Tekst Janka mówił o pewnym bardzo negatywnym zjawisku jakim jest oszukanie przez innych harcerzy, którzy zachowują się antyharcersko.

Na początku odniosę się do cytatu przytoczonego wcześniej: „w harcerstwie pewne są przyjaźń i idea”. To bardzo dobry cytat i całkowicie się zgadzam z tym, że bez tych dwóch czynników harcerstwo nie istnieje. Co się jednak stanie gdy uwagę skupimy się na przyjaźni? Czy z przyjaźni wynika idea? Na pewno z idei wynika przyjaźń (3 i 4 pkt. prawa harcerskiego). Ale czy jest odwrotnie? Czy przyjaźń umacnia idee?

Rozpocznę może od pewnej historyjki. Nieco ponad rok temu spotkaliśmy się kadrą naszego środowiska w salce przy jednym z Wrocławskich kościołów. Rozmawialiśmy między innymi o tym, co jest najważniejsze dla nas w harcerstwie. Pamiętam, że stanęliśmy na zagadnieniu, co jest ważniejsze:  dobre relacje (nie było nawet mowy o przyjaźni bądź braterstwie) czy idea?  Niewiele osób było za ideą – konkretnie: dwie.

Co się stanie, gdy dobre relacje będą dla nas najważniejsze? Harcerstwo jest organizacją wymagającą pracowania w społeczności, dzięki temu świetnie kształtuje umiejętności społeczne. To jego wielki atut. Więc dobre relację są bardzo ważne. No dobra, a co z przyjaźnią? To coś więcej niż tylko dobre relacje, autor chyba nieco spłaszczył problem. Może, bo co to jest przyjaźń, jeżeli jedni piją alkohol za plecami, czy w jakikolwiek inny istotny sposób łamią Prawo Harcerskie. Wtedy już nie ma przyjaźni, bo ta wymaga, by przynajmniej mieć na uwadze dobro innych osób. Po za tym takie ekscesy mają olbrzymią siłę rażenia rówieśników. Jeden zaczyna, kolejny go naśladuje, by nie być „gorszym”. Wszyscy myślą, że jest wszystko w porządku, a tak naprawdę to jadą na rozpędzoną ścianę bez hamulców. Z reguły szybko kończy się wtedy ich harcerska przygoda. Bo jak służyć bliźnim, jeśli nie jest się w stanie być uczciwym w stosunku do innych.

Jeszcze inaczej sytuacja wygląda w relacji wychowawca – wychowanek. W takim przypadku sprawa jest bardzo poważna. Kiedy harcerz dowiaduje się, że „tutaj tak można”, to zostaje mu na długie lata. Przeżywa szok. O ile rówieśnik nie ma autorytetu, to wychowawca ma go z pewnością. Więc powinien się liczyć z tym, że on w jakimś sensie wyznacza standardy na teraz i na przyszłość, a chyba nie chcemy zostawić po sobie czegoś gorszego. W szczególności, niektóre „akcje” mogą nawet rzutować na funkcjonowanie człowieka na długo po tym jak już ktoś harcerzem nie będzie.

Tak naprawdę problem polega po prostu na łamaniu innym kręgosłupa moralnego. Można to zrobić na mnóstwo sposobów i w zasadzie poza skrajnymi przypadkami nikt nigdy Cię nawet nie sprawdzi.  Nawet nikt nie wypomni Ci, że to Ty go złamałeś. To przykre, że w ogóle jest to wspominane, bo z tym nie powinno być problemu. W końcu jesteśmy harcerzami. Oszukanie to ważne uczucie, nawet powiem, że bardzo ważne. Bo każdy wie, kiedy oszukuje innych (chodzi o oszukiwanie, nie o sprawianie zawodu czy rozczarowywanie). Dodatkowo, jeśli to odczuwasz, to znaczy, że się nie złamałeś. To dla innych może znaczyć być bardzo dużo. Jest jeszcze jakieś oparcie, ktoś jest w porządku, ktoś dotrzymał słowa. Harcerze mają się do kogo odnieść. Dlatego bardzo istotne jest by być w stosunku do siebie nawzajem uczciwym. By nie łamać innych.

Być może w jakimś sensie jesteśmy w jakimś zaklętym kole kolejnych pokoleń harcerskich, dla których standardem są jakieś zachowania antyharcerskie. Ważne jest, by się z niego wyrwać. Moim osobistym zdaniem w harcerstwie jest pewien ukryty, niewidoczny na pierwszy rzut oka skarb, który w niemalże nienaruszonym stanie przechowują niektórzy. To idea zawarta w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim. I oni są bardzo ważni.

ćw. Jakub Żurko
kursant kursu przewodnikowskiego „Wigry’12”

6 komentarzy

  • Jakub Żurko

    To były tylko przykłady, we Wrocławiu nie ma drużyny wędrowniczej nigdy nie spotkałem się z tak skrajnym przypadkiem (specjalnie przejaskrawiłem), ale są osoby które nie rozumieją PH i są drużynowymi i nie są przypadkami odosobnionymi.

  • Jakubie. Odnosząc się do Twoich konkretów, to jestem szczególnie zszokowany przykładem postawy drużynowego. Tak przedstawiona sytuacja oznacza przede wszystkim, że ów drużynowy ma kłopot z oceną sytuacji (może nawet rozumieniem PH). I to on bardziej potrzebuje pomocy. Osobiście nigdy nie spotkałem się w relacjach z moimi podopiecznymi, aby w taki sposób bagatelizowali tego typu problem występujące w ich jednostce (mogę się tylko cieszyć). Natomiast co powinno się w takiej sytuacji zrobić: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18,15-17).

  • Jakub Żurko

    Jak tak przeglądam swój tekst to też jest w nim zadane pewne pytanie: przyjaźń czy idea? Jeżeli mówimy że przyjaźń jest najważniejsza, to można wpaść w pułapkę (lub wrzucić do niej kogoś innego). Mianowicie można by łatwo pomylić przyjaźń z kumpelstwem i wtedy jest (moim zdaniem) prosta droga do tego by złamać z innym „przyjacielem” 10 pkt.

  • Jakub Żurko

    Ale chodzi o konkrety, dobrze podam konkrety, ale żeby nie formułować oskarżeń to zastrzegam, że te sytuacje może kiedyś się zdarzyły (a może nie) ale było to dawno, gdzieś bardzo daleko i nas już nie dotyczą. A teraz przykłady: jesteś kwatermistrzem po raz pierwszy masz styczność z większymi pieniędzmi w harcerstwie, nagle okazuje się, że ratownik, pielęgniarka i kucharka dostają pieniądze do ręki (czyli są zatrudniani na czarno) dodatkowo ty jako kwatermistrz musisz pójść do sklepu i skombinować jakieś faktury by wszystko się zgadzało. Na tym nie koniec, bo takie przypadki nie były jednostkowe, tak robią wszyscy i nikt nie uważa tego za niestosowne. Łamanie polega na tym, że tylko ty uważasz to za niestosowne ale i zaczynasz to powoli akceptować. Inny przypadek: masz 15 lat chcesz wstąpić do drużyny wędrowniczej nagle okazuje się, że na którymś z kolei spotkaniu idziecie do jakiegoś pubu i wszyscy zamawiają alkohol. Jesteś zszokowany. Idziesz do drużynowego, a on mówi, że cię rozumie, ale oni są starsi, są ludźmi towarzyskimi, a poza tym to w prawie harcerskim chodzi o nie upijanie się, a takie tam spotkania to nic specjalnego to nie jest, przecież krzywdy nikomu nie zrobili. I znów zastanawiasz się dochodzisz do wniosku, że w sumie to mogą mieć racje. Zaczynasz to powoli akceptować (po pewnym czasie też kupujesz sobie alkohol). Trzecia sytuacja: dobra, koniec bo następny przykład byłby zbyt mocny by go opisywać w internecie. Jednak tak źle to nie jest, bo to tylko przykłady.

    Generalnie to chodzi o sam mechanizm przyzwyczajania innych, lub nawet samego siebie do sytuacji patologicznych.

  • Jakub Żurko

    OOO, mój tekst?!? Rzeczywiście jest dużo wątków. To dlatego, że zarówno ja jak Janek staraliśmy się pisać ogólnie, a nie szczegółowo.

  • Być, może słabo zrozumiałem temat lub jego kontekst, albo przemienność i ilość wątków to wszystko zamazała. Dlatego zapytam co konkretnie łamie kręgosłup autora? Sytuacje, fakt występowania problemów, milczenie, kłamstwo, idea, przyjaźń?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *