Tegoroczny Turniej Drużyn Leśnych już za nami. Próbując jakoś krótko podsumować to, co się wydarzyło w ciągu tych dwóch dni w Wiśniowej Górze (i Łodzi też), mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony myślę, że było parę naprawdę fajnych pomysłów, część rzeczy dość pozytywnie wyszła. Było niestety jednak również trochę niedociągnięć, które powodowały, że – przynajmniej w mojej ocenie – turniej na swojej jakości bardzo tracił i które powodowały moje nie najlepsze samopoczucie.
Myślę, że nie było może tych rzeczy aż tak bardzo dużo, ale za to przynajmniej kilka z nich było zbyt znaczących – np. brak kilku punktów w trakcie gry i nieprzekazanie informacji o tym w odpowiednim momencie drużynowym; problemy i niedogranie kwestii obiadowych (z mojego punktu widzenia to był zdecydowanie największy minus i to taki, który moim zdaniem jest niedopuszczalny, więc jego pojawienie się powoduje konieczność wystawienia turniejowi od strony organizacyjnej raczej niskiej oceny).
Od strony organizacyjnej bardzo fajne dla mnie było to, że miałem okazję robić to z ludźmi, z którymi dużo fajnych rzeczy w przeszłości robiliśmy (konkretnie z zuchmistrzami z dawnego Łódzkiego Hufca Zuchowego „Bambaju”), a ostatnio takich możliwości nie mieliśmy. Niestety większość osób z zespołu pracującego przy przygotowaniu turnieju na samej imprezie nie mogła być – myślę, że to także sprawiło, że część spraw nam się „rozłaziła”, że zabrakło tak naprawdę kogoś, kto byłby oboźnym itp. Mimo, że ludzi tych w większości nie było „widać” na samym turnieju, to warto im za ich zaangażowanie i pomoc podziękować – myślę, że takie podsumowanie może być dobrym miejscem na wymienienie ich nazwisk obok moich gorących podziękowań. A byli to: hm Jacek Broniewski, phm. Paweł Joachimiak, pwd. Krzychu Wilkowski, pwd. Maciek Blim, phm. Piotrek Wierzbowski, phm. Karol Dębicki, pwd. Łukasz Czekała, wspierał nas też phm. Michał Grelewski. Ogromne podziękowania należą się także tym wszystkim, którzy poświęcili swój czas i zaangażowanie w obstawianie punktów podczas gry – bez nich na pewno nie dalibyśmy rady!
Przy podsumowywaniu tegorocznego TDL-u nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Chodzi mi o zaangażowanie i poziom naszych drużyn leśnych. W kilku miejscach już o tym mówiłem, ale tutaj też muszę wspomnieć o tym, że wszystkie drużyny wykazały się naprawdę wysokim poziomem i prawdziwie harcerską postawą. Już w trakcie zgłoszeń i wykonywania zadań przedzlotowych drużynowi wraz ze swymi ludźmi podjęli wyzwanie i przyjęli twarde reguły, które im narzuciliśmy.
Wiedzieli, że niedotrzymanie wyznaczonych terminów będzie oznaczało dla ich drużyny wykluczenie z turnieju i rzeczywiście wszystkich terminów pilnowali. Wiedzieli też o tym, że tylko drużyna w co najmniej szesnastoosobowym składzie porządnie umundurowanych harcerzy będzie mogła zostać sklasyfikowana w turnieju – niestety temu warunkowi nie podołała XV ŁDH, co było dla mnie w pewien sposób osobistym rozczarowaniem, bo moje serce jakoś tam „na zielono” bije.
Także podczas turnieju dało się zauważyć naprawdę świetną atmosferę panującą w poszczególnych drużynach. I dlatego myślę, że na sam koniec tego podsumowania, oprócz gratulacji dla 40 ŁDH z jej drużynowym pwd. Markiem Polewczykiem na czele za zdobycie (myślę, że bardzo zasłużenie) miana Drużyny Orlej Łódzkiej Chorągwi Harcerzy, należy też pogratulować świetnej pracy i wysokiego poziomu pozostałym drużynom: 9 ŁDH (drużynowy pwd. Łukasz Wieczorek), 10 ŁDH (drużynowy ćw. Alek Wardęszkiewicz), 17 ŁDH (drużynowy pwd. Konrad Pawlak), 28 ŁDH (drużynowy ćw. Michał Gorczyński).
Mam nadzieję, że z tegorocznych niedociągnięć wnioski wyciągną organizatorzy przyszłorocznego turnieju i będzie on dużo lepszy, a drużyny w nim uczestniczące będą na co najmniej tak wysokim poziomie jak tegoroczne.


