Strona główna / 2. Z pola walki / Relacje / TDL po mazowiecku… i Wigry

TDL po mazowiecku… i Wigry

24 września. Pubudka punkt 5:00. Gdy słyszę budzik mam jeszcze złudną nadzieję, że to sen, ale po chwili dochodzi do mojej świadomości dlaczego tak wcześnie wstaje: Dziś z drużyną wyruszamy na Turniej Drużyn Leśnych. W duchu modlę się, aby chłopaki nie pomyśleli o budziku w ten sam sposób jak ja na początku i nie poszli dalej spać. Dopiero na Dworcu okazuje się, że większość stawiła się i podjęła wyzwanie.

Wyruszamy pociągiem do Zalesia Górnego pod Warszawą. Jeszcze nigdy tam nie byliśmy, więc muszą nam wystarczyć wskazówki udzielone przez miejscowych harcerzy i nasza własna orientacja w terenie. Docieramy pod Dąb Harcerski, gdzie już  znajdują się pierwszy drużyny leśne, z którymi za chwilę zmierzymy się w Turnieju.  Jesteśmy młoda drużyną więc myślę sobie „jak nie będziemy ostatni to będzie dobrze:)”. I wreszcie Apel prowadzony przez naszego referenta hm. Roberta Chalimoniuka i wprowadzenie do pierwszego etapu turnieju: Gry strategicznej. Cel gry: rozbudować swoja cywilizację i podporządkować inne. W jednej chwili staliśmy się plemieniem rozwijającym swoje państwo. Jak dobrze, że lubiłem grać w strategi -pomyślałem sobie – i wzięliśmy się do roboty. Wyszukaliśmy najbliższe kopalnie surowca i zaczęliśmy wydobycie, które odbywało się co 5 minut a surowiec otrzymała ta drużyna mająca największą liczbę harcerzy w kopalni w chwili wydobycia. Opłacało się przyjechać większym składem:) Z przybocznego zrobiliśmy skarbnika, który odbierał od nas surowce i rozbudowywał państwo, a my zajęliśmy się regularnym wydobyciem. Poza tym były do zrealizowania zadania bonusowe z zakresu idei harcerskiej, historii, wos-u, czy technik harcerskich. Można tez było wypowiedzieć wojnę innej drużynie, ale wychodząc z założenia że „niezgodna rujnuje a zgoda buduje” postanowiliśmy się raczej rozwijać niż toczyć wojny. Musieliśmy wytężyć siły, gdyż patrząc po ratuszach plemion poważnym przeciwnikiem była dla na 16 WDH „Sulima”.

Po grze i obiedzie nastąpiła druga część Turnieju: turniej sprawności harcerskiej. Tutaj zadania były różne od nadawania morsem przez przyszywanie guzików do munduru (wpierw przez sędziego uciętych:) po budowę latawca. Rywalizacja była duża, ale atmosfera braterstwa również.

Wieczór krótkie ognisko i to na co wszyscy czekają: ogłoszenie wyników. Referent zaczął od miejsc ostatnich. O dziwo nie byliśmy ostatni:) ale napięcie zaczęło wzrastać gdy nie wypowiedziano naszej drużyny aż do podium. W końcu druh Robert ogłosił że drugie miejsce ma 16 WDH – zostaliśmy jedynie nie wymienieni, więc po chwili dotarła do mnie radosna wieść – wygraliśmy jesteśmy Drużyną Orlą. Dla tak młodej drużyny jest to duże wyróżnienie. Widząc radość moich harcerzy widziałem, że już nie myśleli o porannej pobudce i drobnym chłodzie, który dawał się lekko odczuć z powodu letniego jeszcze umundurowania. W „Watrze” zapłonęła ognista siła.

Wszystko byłoby w porządku w tej  relacji ale pytanie zasadnicze: dlaczego ta informacja została opublikowana w czasopiśmie Łódzkiej Chorągwi Harcerzy a nie na Mazowszu? Otóż można powiedzieć, że jestem jedną nogą harcerzem Łódzkiej Chorągwi Harcerzy, dlatego dziele się z Wami tą radosną informacją. A wszystko zaczęło się ponad rok temu, gdy z powodów osobistych nie mogłem wziąć udziału w kursie przewodnikowskim mojej rodzimej Chorągwi. Chciałem zamknąć stopień w terminie, więc zacząłem szukać kursów organizowanych przez inne Chorągwie ZHR. Tak trafiłem na „Wigry 2010”. Na początku bardzo się obawiałem wyjazdu, gdyż jechałem w środowisko mi nieznane i nie wiedziałem jak zostanę przyjęty. Inni z pewnością się przynajmniej w części znali, gdyż działali razem w hufcach byli na Skolemie, tymczasem ja byłem zupełnie osobą nieznaną. Troszkę w przełamaniu lodów pomogła mi jedna Druha (za co jej dziś dziękuję:), która udzieliła mi informacji o środowisku, przyszłym komendancie, a nawet poradziła jak dostać się w miejsce pierwszego etapu kursu. Dni mijały powoli, a ja z każdym dniem odczuwałem, braterskie wsparcie i zrozumienie ze strony innych kursantów. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami z pracy drużyn, współdziałaliśmy podczas zajęć. Coraz bardziej czułem, że ludzie spod znaku Krzyża i Lilijki to równi goście! Z Przyłęka wyruszyliśmy przez Łódź do Krakowa i po dwudniowym pobycie w Krakowie wyruszyliśmy na Bene harcerskie – jedno z moich obecnie ulubionych miejsc do których zawsze z miłą chęcią wracam pamięcią i ciałem również:) Rok po Wigrach zorganizowałem tam Kurs Przybocznych mojego hufca a także zawitałem tam z ZZ przed Zlotem 100 lecia.

Udział w Wigrach dał mi bardzo wiele. Przede wszystkim możliwość poznania wspaniałych ludzi, którzy zawsze obdarowują mnie uśmiechem ile razy nasze harcerskie ścieżki się skrzyżują i rozmawiają ze mną otwarcie jakbyśmy się wczoraj widzieli (mogę śmiało tu wymienić Alka Wardęszkiewicza, Piotrków Rodziewicza i Łukasiewicza, Macieja Łuczaka, Szumona Bukowicza, Łukasza Wieczorek i inni oczywiście w Michałem Stasiakiem na czele :)

Wszyscy jesteśmy jedną braterską rodziną, nie ważne czy jesteśmy w tej czy innej Chorągwi i warto takie przyjaźnie utrzymywać. Dzięki chłopaki za Wigry i do zobaczenia na pewno na harcerskim szlaku:)

pwd. Radosław Wdowski HR
7 Jedleńska Drużyna Harcerzy „Watra” ZHR

Jeden komentarz

  • Gratuluje Radku! Tobie i twojej drużynie ;) Wiedziałem, że bierzecie udział w TDLu, ale wieść o 1 miejscu doszła do mnie dopiero teraz!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *