Patrzę na zegarek: jest 7:27. Myślę sobie: wstanę o w pół do. Leżę dalej, znowu patrzę na zegarek, jest 7:32, myślę sobie: wstanę jak będzie 35 po… Leżę dalej, znowu zegarek, teraz jest 7:48, a więc postanowione: nie jem śniadania i wstaję o 8:00. Leżę, w sumie to nie wiem co robię, na pewno leżę.
Znowu zegarek, który to już raz, łóżko jest takie miękkie… Hmm, 8:12, pojadę następnym autobusem, odwracam się na drugi bok, zastanawiam się nad sensem życia i… zaczęło się. Alarm mundurowy, ba! nawet rynsztunkowiec, pakuję się, zakładam mundur, buty i rozpoczynam bicie kolejnego rekordu w biegu na przełaj. Jest cieżko, w końcu nie jadłem śniadania, robi się trochę słabo, ale widać autobus, nie mogę się spóźnić… bardziej. Udało się.
Zastanawiam się, ile razy zdarzyło mi się to w życiu, na pewno wiele. W końcu rozmowa z dyrekcją szkoły, w której działam, to codzienność, następnym razem się nie spóźnię. Tylko ile razy w roku odbywam taką rozmowę? Hmm… Raz, no dwa. Kiedyś nie myślałem o Dniu Nauczyciela, Dniu Kobiet, albo o pocztówce z obozu. A jak jest teraz? Ostatnio dzwoni telefon, odbieram, a tam rodzic pyta się, kiedy są zbiórki i czy jego syn może przyjść, bo jest nowy w klasie i pani pedagog dała numer do drużynowego.
W szkole zrobiło się ciasno; podczas rozmowy pani dyrektor powiedziała, że jednego dnia zbiórki mają zuchy i dwa zastępy, i tak nie może być; zuchy powinny mieć osobne pomieszczenie i zapytała się, czy pomożemy jak zwykle w święcie szkoły. No tak, to już za miesiąc; oprócz tego 14 października, 8 marca, 15 maja, pomoc przy 11 listopada, wigilii szkolnej, no i nabory… Jak tak teraz rozmawiam częściej z dyrekcją, w końcu mogę to nazwać to współpracą.
Jadąc autobusem te 3 przystanki mijam Staż Pożarną. Myślę sobie, co by było, gdybym kiedyś wracając ze szkoły nie zajrzał tam i nie porozmawiał. Potem Dzień Strażaka i jakoś poszło. Chłopaki lubią wozy strażackie, szczególnie zuchy, chociaż starsi też. Syn jednego ze strażaków ma 11 lat, nie mieszka na naszym osiedlu, ale jest w drużynie. Kiedyś robiliśmy porządki w magazynie, potrzeba było trochę siły – strażacy przyszli, pomogli.
Tak sobie dalej myślę… Rada Osiedla… Kiedyś to był jakiś kosmos, pamiętam jak zaczynaliśmy współpracę. Mieliśmy coś zrobić na festynie… Połowa chłopaków nie przyszła, ja się spóźniłem, ale później jakoś poszło. Rada zaangażowała się w ratowanie kasztanowców, trochę się pograbiło liści… I kto by pomyślał 2 lata temu, że Rada pomoże nam w przygotowaniach do obozu…
Ostatni raz patrzę na zegarek: 7:27, trzeba wstać i przygotować się do mszy harcerskiej w naszym kościele, potem zbiórka z rodzicami w sali na plebanii; swoją drogą zbliża się odpust, więc warto po zbiórce porozmawiać z proboszczem o przygotowaniach…
Nigdym nie pomyślał, że otworzenie się na innych przyniesie takie korzyści. Kiedyś wydawało mi się, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca dla harcerstwa, a teraz? Teraz jesteśmy integralną częścią społeczności osiedla, na którym działamy.
pwd. Filip Zdziennicki HO

