W tym roku w ferie zimowe XV ŁDH miała mega pracowite. Walczyliśmy na kilku polach służby, o których z przyjemnością chcemy się z Wami podzielić. A więc do dzieła!
Relacja z wyjazdu do Krakowa
W dniach 15-16.01.2011 r. w Krakowie odbyło się Jubileuszowe Spotkanie Drużyn imienia Twórców Harcerstwa Olgi i Andrzeja Małkowskich. W zlocie tym uczestniczyła delegacja naszej drużyny. Wyruszyliśmy wcześnie rano i po paru godzinach byliśmy na miejscu. Tam praktycznie z biegu wzięliśmy udział w grze miejskiej w ramach Harców Zimowych, na której byliśmy punktowymi. Następnie uczestniczyliśmy w spotkaniu dotyczącym naszego tegorocznego obozu i Mszy Świętej za Małkowskich. Tamten dzień, a zarazem praktycznie cały nasz udział w obchodach (wyjechaliśmy następnego dnia rano) zwieńczył kominek z prezentacjami poszczególnych drużyn. Myślę, że wyjazd trzeba uznać za udany. Zaprezentowaliśmy drużynę na całkiem ciekawej inicjatywie, której wydźwięku dodała obecność wnuczki Małkowskich – Krystyny– i którą, jako harcerze, powinniśmy chyba kultywować; poznaliśmy też nowych ludzi.
wyw. Kacper Forysiak
Relacja z kursu zastępowych „Gildia Zdobywców”
– Koniu wstawaj, już 6:20!!
Niechętnie otwieram jedno oko, jak przez mgłę dostrzegam sufit. Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Czyj to głos, bo na pewno nie mojego budzika!? Odruchowo sięgam prawą ręką za siebie, na podłogę i sięgam telefon. Faktycznie jest 6:20. Czyżby pora wstawać do szkoły? Hmmmm… Aaaaaa. Wszystko jasne. Jestem na kursie zastępowych „Gildia Zdobywców 2011”. Hmmm… Tylko dlaczego Kuba budzi mnie tak wcześnie, skoro chłopaków mam obudzić dopiero o 6:52? Ech. Kto ogarnie tego człowieka? Na pewno nie ja. No cóż, nie przejmując się tym niemiłym incydentem, upewniam się że mój budzik jest nastawiony na normalną godzinę i idę spać dalej.
– WAKA WAKA E E…!!
OK! Tym razem to już na pewno mój budzik. Szybko sięgam ręką po telefon i znajdując na oślep czerwoną słuchawkę, wyłączam go. Ech. Krótkie westchnięcie nad parszywym losem oboźnych, założenie spodenek, i jestem gotów do czynienia swojej posługi. Wsuwam nogi w klapki, podnoszę się z kanadyjki a następnie chwiejnym i niepewnym krokiem udaję się w stronę drzwi. Lekko je uchylam i…!
To co widzę nie może być prawdą!
Przecież jak kładłem się spać, pamiętam to dobrze, większość kursantów siedziała przy ławkach i robiła zadania. A wierzcie mi, była to naprawdę późna godzina. Jakim więc sposobem korytarz pełen jest wypoczętych, ogarniętych, a nawet momentami umytych i pachnących, przyszłych zastępowych? Przecieram oczy ze zdumienia, ale nie, to jednak nie jest wytwór mojej niewyspanej wyobraźni.
– POBUDKA KURSANCI!! – Krzyczę choć nie do końca jestem przekonany kogo ja tak właściwie chcę budzić. Ha! Wiem. Dam im czas na przygotowanie do modlitwy, a i tak zbiórkę wywołam wcześniej. Tym sposobem na pewno ich przechytrzę!
– Uwaga kurs! Przygotowanie do modlitwy, czas 1,5 minuty!
Wracam do komendy i czekam 10 sekund. Po tym czasie dumny i pewny siebie wychodzę na korytarz aby wreszcie zaskoczyć czymś kursantów. Otwieram drzwi, następnie otwieram usta aby głośno i donośnie zawołać kursantów na zbiórkę, ale wtedy moje lewe oko zebrało ukradkiem trochę promieni słonecznych od strony południa, czyli dokładnie z tego kierunku, w którym są drzwi do sal kursantów. To uczucie, gdy ujrzałem te rozradowane postacie, stojące prawie że w szeregu i tylko czekające na mój krzyk, jest nie do opisania. PRZECIEŻ TO JEST NIEMOŻLIWE! TACY LUDZIE NIE ISTNIEJĄ!
– Piiiiiiiiiip!!! Piiiiiiiiip!!! Piiiiiiiiiip!!!!!!
Wyłączywszy budzik siadam na łóżku. Uff. To jednak tylko zły sen. Całe szczęście jestem już w domu i mam ten koszmar za sobą. Fakt, kurs zastępowych to nic innego jak wspólny wyjazd przyszłej elity (ważne słowo) drużyn z jednego hufca, na którym ponadprzeciętność występuje na porządku dziennym, ale to, z czym spotkałem się na tym kursie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Teraz, po kilku dniach od zakończenia tegorocznej Gildii mogę śmiało stwierdzić, że jestem dumny, że przyszło mi być oboźnym takich ludzi. Ta pozytywna energia, która w nich drzemie, ta ambicja, pracowitość, ale przede wszystkim ogromna chęć bycia coraz lepszym, to z pewnością cechy godne przyszłych zastępowych, a może i drużynowych. Kurs nie był łatwy. Mało czasu na zadania, posiłki i sen, surowa ocena zadań przez kadrę, masa pompek, i częsta kontrola porządków (dorównująca chyba tylko SS :D). To wszystko to zaledwie część wyzwań, którym codziennie musieli stawić czoła kursanci, ale jak się okazuje, większość dała radę. Dodatkowo, mnie jako przybocznemu XV ŁDH-y aż w sercu potęguje się radość, że:
- po pierwsze: 3 pierwsze miejsca na kursie zgarnęła XV
- po drugie: połowę osób z hufca, która ukończyła kurs, stanowiła XV
Kończąc tą i tak już za długą relację, chciałem pogratulować jeszcze raz wszystkim tym, którzy ukończyli ten kurs, bo naprawdę jest czego.
Gratulacje chłopaki!
wyw. Tomasz Zarychta
Relacja z półkolonii w SP 205
W tym roku nasz szczep został poproszony o zorganizowanie zajęć w Szkole Podstawowej nr 205.
Wyznaczona została więc grupa, która ochoczo wzięła się pracy, w składzie: Olgierd Żołnierczyk (prowadzący), Krystyna Żołnierczyk, Kacper Forysiak, Agnieszka Sikorska (odpowiedzialna za sprzęt i organizację) oraz Dominika Kot. To jak okazało się później, nie byli wcale dużym, jak na to zadanie, gronem.
Świetnym pomysłem na fabułę dnia pierwszego wydał się świat Opowieści z Narnii. Z pomocą Macieja Zasadzińskiego i Katarzyny Maciołek wymyśliliśmy więc poszczególne gry poprzedzane fragmentami filmu. Razem z naszymi podopiecznymi graliśmy w chowanego, przechodziliśmy przez szafę, a nawet odszukaliśmy jedno z dzieci które zaginęło podczas projekcji filmu zupełnie jak jeden z bohaterów filmu: Edmund=). Na koniec stoczyliśmy wielką walkę o Narnię (która zresztą najbardziej się podobała zapewne dlatego, iż dzieciaki mogły się naprawdę wyszaleć). Po stronie zła wystąpili, odpowiednio ucharakteryzowani: Piotr Rodziewicz, Paulina Grela oraz Justyna Stelmasiak. Po bitwie czekała ich jeszcze słodka niespodzianka. Po jej spałaszowaniu dokończyliśmy film. Po zakończeniu otrzymaliśmy podziękowania ze strony wychowawcy.
Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, dzieci poznały interesujący film, wczuły się w zajęcia, miło spędziły czas, a my byliśmy usatysfakcjonowani, że pokazaliśmy się z dobrej strony. Warto tutaj dodać, że pomysł z przerywaniem filmu miał dodatkowe zalety. Na przykład podczas fragmentów można było wszystko przygotować i omówić, a klasa nie nudziła się siedzeniem. Myślę, że ten schemat warto sobie zapamiętać, by wykorzystać go w podobny sposób, gdy nadejdzie podobna okazja.
Dzień drugi był dla nas sporą niespodzianką, bowiem gdy przygotowani na czterogodzinne zajęcia stawiliśmy się w szkole dowiedzieliśmy się, że zajęcia musimy skrócić do półgodzinnych, a dzieci będzie dwa razy więcej. Wynikało to z wyjazdu do figloraju. Nietrudno zgadnąć, że przysporzyło nam to trochę kłopotów. Jednak ze swojej roli wywiązaliśmy się na piątkę z plusem. Z głową na karku wytypowaliśmy co bardziej ruchowe gry i ogłosiliśmy, że każdy może wybrać sobie, co chce robić. Trzy grupy biegały szukając karteczek, przeciągały z prawdziwie sportowymi emocjami linę, oraz grały w zbijaka. Tak upłynął drugi dzień naszych zajęć.
Po zakończeniu wszystkiego nasuwa się kilka wniosków – otóż warto wcześniej wyznaczać konkretną listę osób, które są odpowiedzialne za takie półkolonie, ponieważ podczas ferii ze znalezieniem pomocy do zajęć jest ciężko. Poza tym sądzę, że więcej należy uzgadniać z dyrekcją bądź wychowawcami co do sal i wyjść.
Podsumowując: półkolonie się nam udały i daliśmy z siebie tyle ile mogliśmy! Pewnie też niejednego się przy tym nauczyliśmy. Myślę że takie zadania to świetna okazja do pokazania swojej harcerskiej gotowości do służby.
mł. Olgierd Żołnierczyk


