W poniedziałkowe popołudnie dźwięk dzwonka telefonu zburzył ciszę która panowała w pokoju. Dzwonił komendant Chorągwi. Pytał o możliwość wyjazdu na jutrzejsze obchody Rocznicy Zbrodni Katyńskiej. W przeciągu godziny przekładania planów dnia następnego zgoda została wyrażona.
To co w poniedziałkowe popołudnie wg relacji Sekretarza Chorągwi było „kilkoma chłopakami z 9-tki i 17-tki i dziewczynami z 7-ki” nazajutrz rano przybrało kształt osiemnastoosobowej ekipy wędrowniczek i wędrowników wspartej przez piątkę instruktorów. Prężna jednostka harcerska – oby więcej takich. Podróż opłynęła spokojnie (przybyły posiłki – Klaudia Wójcik z Rogowa) i bez opóźnień stawiliśmy się na miejscu zbiórki – ul. Niecała 14. Tam przed szkoła kłębił się stuosobowy tłum harcerek i harcerzy. Niewiele czasu zajął podział na patrole i kolumna długim wężem zaczęła przemieszczać się na plac Piłsudskiego – przed Grób Nieznanego Żołnierza. Na miejscu pierwsze zaskoczenie to brak ludzi – poza oficjelami i dość liczną grupą przedstawicieli Rodzin Katyńskich może 40 osób obserwuje uroczystości. Podejrzewamy, że jeszcze nie skończyła się msza w katedrze pw. św. Jana. Dopiero po chwili przychodzi wiadomość, że właśnie ląduje samolot sprowadzający ciało Marii Kaczyńskiej do kraju. Wcześniejsze ustalenia nijak się miały do rzeczywistości ( ani ludzi którym by można rozdawać wodę, ani wody bo i ta się szybko skończyła) więc w kolumnie czwórkowej stoimy przyglądając się uroczystościom.
Niby dla warszawiaków widok harcerzy jest dość powszechny, ale tu i ówdzie (głownie od przedstawicieli Rodzin Katyńskich) daje się słyszeć głosy zadowolenia, że jesteśmy i choćby swą obecnością podkreślamy wagę uroczystości. O godz. 12.10 tłum zaczyna jakby gęstnieć – przybywają pierwsi uczestnicy mszy w katedrze, lecz uroczystości na placu Piłsudskiego powoli dobiegają końca. Krótkie żołnierskie przemówienia, zmiana warty przed Grobem, złożenie kwiatów w hołdzie pomordowanym w 1940 r. w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje. Słuchamy o jednej tragedii ale myślami jesteśmy także przy tej drugiej, niedawnej. Sama Warszawa wygląda na wyludnioną – niewiele jeżdżących aut, spacerujących ludzi. Mieszkańcy znajdują się w pracy, w dużej liczbie przed Pałacem Prezydenckim lub w domach śledzą coraz to nowe informacje dotyczące sobotniej tragedii.
My przemieszczamy się na Powązki – tam odbędzie się druga część uroczystości. Dobrze, że dotarła tam liczna grupa harcerzy i harcerek – można by odnieść wrażenie, że gdyby nie oni i oddział reprezentacyjny Wojska Polskiego, to na uroczystościach byłaby tylko garstka ludzi. Z jednej strony rozczarowanie bo wybieraliśmy się na służbę – porządkową, medyczna, informacyjną – a tymczasem przyszło nam bardziej funkcję reprezentacyjne. Konkluzja, która z tego płynie, jest moim zdaniem taka: nie zawsze da się przewidzieć bieg wydarzeń i z wyprzedzeniem podać miejsce służby, w którym będziemy najbardziej potrzebni – zwłaszcza przy tak dynamicznie rozwijającej się sytuacji. Z drugiej strony zżymanie się, że jest nas „za dużo” to tak naprawdę powody do zadowolenia – tyle harcerek i harcerzy podjęło się służby samorzutnie, tak manifestują poczucie naszej służby.
phm. Piotr Wierzbowski


