Od ostatniego artykułu w którym rozpoczęliśmy dyskusję na temat rozpoczęcia w naszej Chorągwi kampanii „Bohater” spotkać się mogliśmy z dwoma rodzajami reakcji. Jedni z instruktorów od razu z chęcią sypali propozycjami kogo moglibyśmy mieć za patrona – inni, pytali o sens jego posiadania.
Rzeczywiście, być może wydawać się może to zbędne – ale czy na pewno?
W mojej opinii (którą postaram się z Wami drodzy czytelnicy podzielić) bohater dla naszej Chorągwi to kolejny etap w naszym rozwoju, to widoczny znak tego, że stale musimy pracować nad naszym wizerunkiem i wartościami na straży których chcemy stać.
Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, do kogo kierowana ma być kampania bohater, i dla kogo tak naprawdę bohatera poszukujemy.
Docelowymi odbiorcami mają być przede wszystkim instruktorzy Łódzkiej Chorągwi Harcerzy. Być może do pracy nad zdobyciem i późniejszą pracą z bohaterem włączą się wędrownicy, czy harcerze starsi? To pytanie raczej otwarte. Wszak poziom wiekowy łączy wyżej wymienione struktury naszej Organizacji, w związku z czym sporo wspólnych wartości może mieć tu znaczenie.
Po co nam kampania bohater, po co nam bohater w ogóle?
Z definicji bohaterem nazywamy osobę, która odznaczyła się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością dla innych ludzi. W przypadku jednostek harcerskich bohaterowie stają się dla nas przykładem, wzorem do którego chcemy dążyć. Na którym chcemy się wzorować. W dzisiejszych czasach tak często mówi się o braku autorytetów…
Ponadto, praca nad bohaterem to świetna okazja do integracji środowiska instruktorskiego, do budowy wspólnoty opartej na wspólnym celu, pomimo różnic, które są między nami. Dodatkowo dzięki bohaterowi możemy poznać lepiej samych siebie, porównując nas z postawą prawdziwego bohaterstwa – wszak poszukujemy bohatera prawdziwie bohaterskiego!
Jak wyglądałaby potem praca z bohaterem?
Oczywiście, kampania bohater to dopiero początek- czeka nas wybranie postaci, poznanie jej osoby, życia. W związku z tym potrzebne będą specjalnie temu poświęcone spotkania – być może wyjazdy w miejsca dla tej osoby ważne. Wywiady, lektury książek. To wszystko po to, aby lepiej poznać kogoś, kto ma być naszym symbolem. Kogoś, z kim będziemy chcieli się identyfikować. Patrząc na ilość pracy jaka przy okazji nas czeka, nie sposób zwrócić uwagi na ilość okoliczności przy których nasza aktywność, współpraca i integracja będą pobudzane i podtrzymywane, a znajomości w gronie instruktorów zacieśniane.
Po zdobyciu bohatera, nie wyobrażam sobie, aby mógł on zniknąć podczas realizacji stopni instruktorskich, czy też wydarzeń ważnych dla grona instruktorów- jak przyjmowanie nowych, czy też przyznawanie wyższych stopni instruktorskich. Może byłaby to okazja by również w drużynach zwrócono uwagę na pracę z bohaterami? Ilu z pośród naszych bohaterów drużyn jest już „zakurzonych”… Dodatkowo można by raz w roku organizować dużą imprezę dla instruktorów związaną z osobą bohatera, albo może wielką akcję – imprezę poświęconą naszym bohaterom? Zarówno drużyn, szczepów, hufców, jak i instruktorów Chorągwi?
Pomysłów jest wiele i na pewno program kampanii, jak i późniejsze propozycje pracy z bohaterem będą ciekawe i dające nam – instruktorom Łódzkiej Chorągwi Harcerzy- wiele wartościowych chwil i idei. Musimy o ich rozwój dbać! Nie możemy zapominać o samorozwoju, bo to on jest powodem wielu naszych problemów i ułomności.
W poprzednim artykule pisałem o tym, że warto by było znaleźć postać będącą dla nas bohaterem w czasie podobnym naszemu – w czasie pokoju.
Udało mi się otrzymać kilka propozycji, które pozwolę sobie teraz przedstawić (kolejność jest zupełnie przypadkowa) – jedna z nich porusza jeszcze istotę bohatera – otóż, czy to pojawia się pytanie, czy to musi być osoba już nieżyjąca?. O każdej z tych osób też specjalnie wiele nie piszę, albowiem liczę na Wasze dalsze pomysły (i czekam na nie pod mailem: sgrochala@gmail.com – piszcie!).
Oto propozycje:
1. Żołnierze Armii „Łódź”,
2. Aleksy Rżewski,
3. Emil Fieldorf „Nil”,
4. „Kominy”,
5. Stefan Szletyński,
6. Jan Paweł II,
7. Dominik Patora,
8. Józef Stolarski,
9. Stanisław Sojczyński „Warszyc”,
10. KIHAM,
11. Łódzcy Skauci Legioniści,
12. Jan Karski,
13. ks. Stefan Miecznikowski,
14. Piotr Pustelnik.
To tylko propozycje kilku osób – czekam na kolejne!
Nie bójcie się komentować, krytykować. Ten czas właśnie po to jest.
phm. Sebastian Grochala HR



16 komentarzy
Doszedłem sobie do chytrego wniosku, że bez sensu jest nadawać Chorągwi imię jednej osoby. Bohater indywidualny dobry jest dla drużyny, która ma 20 osób. Jeżeli w Chorągwi jest 300 harcerzy i 50 instruktorów, to trudno żeby jeden bohater był dla wszystkich. Lepiej (zresztą wzorem zdecydowanej większości innych chorągwi ZHRu i ZHPu) wybrać bohatera zbiorowego. My się mamy na NICH wzorować a nie na NIM. Trudno, żeby wszyscy się wzorowali na tej samej osobie.
Druga kwestia to sam bohater. Nie ma sensu tworzyć od zera nowej „gwiazdy” i za każdym razem każdemu opowiadać kto to był Patora czy Stolarczyk. Przepraszam, Stolarski. Jeśli nie pomyliłem nazwiska. To też dobry bohater dla drużyny, bo jest nieznany i ma nieznany masom życiorys. Taki „nasz” bohater a nie ogólny. Hufiec czy chorągiew muszą mieć za bohatera kogoś, kogo zna cała Polska bo chorągiew ma „zasięg” ogólnopolski. Zatem albo ktoś znany przez wszystkich albo bohater zbiorowy, którego sama nazwa wszystko mówi (nie np. chorągiew im. Obu Synów Pani Maciejewskiej Znanych Tylko Lokalnie czy im. Tych Dwóch Żołnierzy, Którzy Zginęli w Łodzi Podczas Odbijania Rannych z Niemieckiego Transportu w 1914 w Lipcu).
Skłaniałbym się zatem np. ku Łódzkim Skautom Legionistom choć nie jestem zwolennikiem Piłsudskiego. Armia „Łódź” ma u nas kiepski „PR” (ciągle zbieramy się pod tym brzydkim pomnikiem nie wiedzieć czemu akurat tam) ;) Rozumiem, że to dobry wstęp do tego, żeby przyjąć żołnierzy AŁ za naszych bohaterów ale… Armia ma tyle wspólnego z Łodzią, że Łódź „dała” jej nazwę bo była największym miastem w centrum. Sama Armia w czasie wojny w Łodzi nie stacjonowała. Pierwszy (bardziej znany i z nią kojarzony) dowódca Armii Łódź nie jest bynajmniej osobą godną bycia naszym bohaterem. Plus jest taki, że w skład Armii Łódź wchodziła GO Piotrków. Ale czy Piotrków chce być wiecznie „w składzie” Łodzi?
Co do Bohatera – jestem na tak, ale poproszę o konkrety jakie się bedą z tym wiązały. Co konkretnie bedzie robić Chorągiew, żeby być tak jak on.
Co do tematu frekwencji – bardzo potrzebny jest nam ten zapał i pozytywna złość u młodych ambitnych instruktorów, którzy piętnują tych co im się nie chce. Zgadzam się jednak z Adamem, że w zyciu są różne sytuacje. Nasza organizacja jest dobrowolna i kazdy dozuje ją sobie według własnej miary. Tak było i tak będzie. To co mnie cieszy to fakt, ze jesteśmy bardzo zgranym środowiskiem. W sytuacjach krytycznych jesteśmy wielkim łódzkim monolitem, którego nikt nie ruszy. Mimo drobnych animozji. Przykładem niech będzie zlot – ciężko jest znaleźć instruktora, który by swojej cegiełki choć drobnej nie dołożył.
Ja przyjmuję taktykę taką – robić swoje, ale tak, żeby inni patrząc na to tez poczuli chęć działania. Z tą myślą siadam do opisywania działaności kulturalnej naszej organizacji :).
Najpierw w odpowiedzi na artykuł Sebastiana chciałem wyrazić swój głos poparcia dla akcji bohater. Osobiście harcersko wzrastałem w drużynie bez bohatera, założona przeze mnie drużyna potrzebuje jeszcze trochę czasu do jego zdobycia i po prostu jako instruktor odczuwam pewnego rodzaju „głód autorytetu na sztandarze”, który oczywiście byłby również autorytetem w sercu.
Co do samej postaci to nie potrafię zdecydować, częściowo, tu otwarcie się przyznam, ze względu na braki w wiedzy historycznej na temat niektórych z zaproponowanych osób. Nadrobienie tego wymaga trochę czasu… Popieram też mocno idee by był to harcerz związany z Łodzią, ale nie zapominajmy, że głównym kryterium powinny być ideały widoczne w życiorysie.
Z drugiej strony pamiętajmy planując akcje bohater, żeby nie przeładowywać już napiętego harcerskiego harmonogramu.
Tutaj chciałem skomentować wypowiedź Konrada, która mnie mocno poruszyła, ale jak zobaczyłem ile tego wyszło to postanowiłem wysłać jako artykuł. Mam nadzieję, że ukarze się w następnym Wywiadowcy zapraszam już teraz do lektury.
Konradzie, temat integracji i aktywności instruktorów, to tzw. temat rzeka, który mimo wszystko należy rozpatrywać w szerokim spectrum. Wina tkwić może w różnych rzeczach – dla jednego będzie to kwestia komunikacji – np. nie każdy czyta maile, nie każdy odwiedza strony internetowe – to drogi powiedziałbym najprostszego, i najtańszego dowiadywania się o tym „co w trawie piszczy”. Ale pomyślmy, jak to było kiedyś – do wszystkich się dzwoniło – Internet nie funkcjonował i nie był tak powszechny ja teraz. Zgadza się – to wygodniejszy sposób na przepływ informacji, ale zakłada to, że wysyłając informację nie mamy pewności, że ktoś ją odbierze – inaczej sprawa wygląda kiedy dzwonimy (sms również jak się okazuje nie jest najlepszy do tego) bądź osobiście z kimś rozmawiamy.
Z drugiej strony wydaje mi się, że spora część osób nie dostrzega wartości wspólnych spotkań i spędzanego czasu. A te wartości są – z mojej perspektywy- zazwyczaj budujące i motywujące do pracy i działania.
Nie ma co się poddawać, tylko pracować i zachęcać instruktorów do uczestnictwa w życiu Chorągwi. Niebawem wystartuje Liga Biegów na Orientację – mająca w swoim celu właśnie integracje nie tylko instruktorów, ale również harcerzy i wędrowników z Chorągwi. Ilu nas tam będzie? Jako osoba zaangażowana w organizację tej Ligi chciałbym, aby było nas jak najwięcej. Co będzie? Czas pokaże.
Drugą inicjatywą, którą Wam proponuję jest Bal Karnawałowy – w planie ma być to impreza dwuczęściowa – po pierwsze dla harcerzy młodszych (i tu największy błąd popełni drużynowy, który nie zabierze na niego swojej drużyny!) a druga część dla harcerzy starszych, wędrowników i instruktorów. Mam nadzieję, że Bal Karnawałowy, który organizuję dla całego środowiska łódzkiego ZHRu będzie sukcesem właśnie pod względem frekwencji – niech nikogo nie zabraknie! Więcej informacji na temat obu imprez już w kolejnym numerze naszego Pisma, a także na stronach Chorągwi, Okręgu i w lokalu na Rewolucji.
Jeśli mowa o Kampanii Bohater, to widzę to jako mocno wewnętrzną akcję – taką, w której jako wszyscy instruktorzy się zaangażujemy i wspólnie postawimy kolejną cegiełkę rozwoju Łódzkiej Chorągwi Harcerzy ZHR. Tak też tę akcję przygotujemy, i nie widzimy w niej braku miejsca dla jakiegokolwiek instruktora – wręcz przeciwnie – zachęcamy gorąco do aktywnego włączenia się w nasze działania. To ma być NASZ bohater. A kto to będzie? Powyżej podaliśmy kilkanaście propozycji. Jeśli jeszcze jakieś macie, przesyłajcie na sgrochala@gmail.com
Już wcześniej pisałem, że nie jestem pewien tych danych i są one tylko przybliżone i nie przecze ze kurs nie moze być idealnym przykładem na zaangażowanie.
Ale wracając do imprez instruktorskich i frekwencji na nich to uważam że jesteśmy w stanie uzyskać ją nawet bardzo wysoką.
Na jakiej podstawie to wnioskuje?
Otóż na takiej iz można zauważyć ze na większości imprez jest stały skład instruktorów (są tacy którzy są właściwie zawsze – podejrzewam że oni także maja życie prywatne, a są i tacy którzy jak się pojawia to jest to niecodzienne wydarzenie). Owszem masz racje że mamy życie prywatne, praca, rodzina, dzieci ale chyba jesteś idealnym przykładem że da się to wszystko pogodzić (oczywiście zdarzają się sytuacje awaryjne, jak na przykład zlot, ale zauważ ze mimo problemów i tak udało ci się na chwilę przyjechać) trzeba tylko chcieć i myślę ze o to się właśnie wszystko rozbija. Spotkałem się już tyle razy z odpowiedzią w stylu: „jestem zmęczony, nie dam rady”, „nie bedzie tam nic ciekawego” czy „też se termin wymyslili, musialbym sie spieszyć” na pytanie czy będą na jakimś wyjeździe czy spotkaniu.
Albo słyszę jeszcze że: „za późno informacje dostałem, wiec nie idę”, pytam wiec co robisz w tym czasie i czy nie możesz tego przełożyć? i odpowiedź po prostu rzuca na kolana: No teoretycznie nic, ale chciałem w tym czasie… (no i tu już pomysły naszym instruktorom się nie kończą).
Nie chce tu nikogo obrażać tylko przedstawiam sytuacje z którymi się spotkałem na mojej już 0,5 rocznej drodze instruktorskiej (tez sie tego zebrało przez taki krótki odcinek czasu).
Co więcej to jest czysta hipokryzja, bo gdy słyszymy takie wymówki od naszych podwładnych to nas jasny szlag trafia. Bo co to za podejście?
A jeżeli chodzi o stopień integracji tych poszczególnych grup instruktorów to na tle innych grup do których należymy, jest rzeczywiście nieporównywalnie wyższy, ale to jest chyba oczywiste!
Nie należy porównywać się do ogółu tylko dążyć do ideału.
Bo co z tego że jesteśmy ponad średnią jeżeli ta średnia jest po prostu straszna! Ilu z nas na przykład w dzisiejszych czasach poprosiłaby o popilnowanie dziecka swojego sąsiada? kiedyś to było oczywiste i naturalne (nie wiem tego co prawda z doświadczenia tylko z opowiadań rodziców).
Wiec myślę że takie porównywanie nie jest zbyt fortunne bo wydaje mi się że na tle społeczeństwa nie ma chyba żadnego kryterium w którym bylibyśmy poniżej średniej (no może z wyjątkiem bogactwa, ale nie ono jest najważniejsze i myślę, że nigdy nie dogonimy społeczeństwa pod tym względem bo jesteśmy zbyt moralni, uczciwi i altruistyczni, a to nie jest wysoko cenione w dzisiejszym świecie biznesu).
Adam napisał:
„Nie informacja, maiale, strony internetowe rozwiążą problem uczestnictwa w spotkaniach, które powinny być dla nas ważne. Motywować powinniśmy się nawzajem poprzez kontakt osobisty. Ten bardziej zaangażowany instruktor powinien przyciągnąć tego “ospałego”, który jest z boku. Tak, jak przy okazji Mszy harcerskiej mówił ks. Janek. Jeśli każdy na następną Mszę przyprowadzi jedną osobę to już będzie wspaniale. Od tego trzeba zacząć.”
I tu masz całkowita racje i myślę że dzięki temu mamy tą i tak nie tak najtragiczniejszą frekwencję i zdecydowanie się staram zachęcać moich „znajomych” instruktorów i tez często dzięki nim jestem na jakichś naszych akcjach.
Każdy ma życie prywatne, ale powiedzcie mi ile zajmuje przeczytanie wywiadowcy? 15min? a skomentowanie czegoś co was bulwersuje, zastanawia? kolejne 10 min? to ktoś musi mieć naprawdę napięte życie prywatne życie żeby nie mieć 25min na miesiąc! Bo ilu nas tutaj zostawia swoje przemyślenia? 10?
a przecież to inicjatywa instruktorów łódzkich, dla wszystkich harcerzy (szczególnie łódzkich, a już najszczególniej dla drużynowych i instruktorów) i co? i czytają to najczęściej ludzie którzy piszą te artykuły.
Nie mówię ze tylko, ale wnioskuje to na pozostawionych komentarzach przez użytkowników.
A wracając do bohatera, to myślę, że powinienem zaufać wam bo już nie raz się wypowiadałem na tematy których tak na prawdę nie do końca znałem i moja opinia była wydana na podstawie moich jakichś wyobrazeń i później nie raz musiałem żałować swoich słów.
Macie dużo więcej doświadczenia i powinienem wam zaufać bo nie ukrywam wasze argumenty zmusiły mnie do zwątpienia w słuszność moich racji.
Na początku małe sprostowanie. Osób, które mogły wziąć udział w kursie phm było łącznie 11. Pozostali przewodnicy ukończyli już ten kurs w innych edycjach. 2 instruktorów nie wyraziło wstępnego zainteresowania – są z boku głównych działań – różne sytuacje życiowe musimy brać pod uwagę. Liczyłem na 9. 6 było w Opolu, potem dwóch zrezygnowało – ich wybór, chcą wziąć udział w następnym kursie i dobrze. Życie to nie statystyka – są rózni ludzie z róznymi problemami i przemyśleniami. Mamy odmienne motywacje. Kurs nie jest właściwym probierzem. Nigdy nie uzyskamy wysokiej frekwencji na wyjazdach i spotkaniach instruktorskich (dorosłe życie – praca, rodzina, dzieci i wiele innych problemów wielokrotnie na to nie pozwala) – nie łudzę się, ale to nie znaczy, że nie jesteśmy zintegrowani. Tworzymy mniejsze grupy. Postawa braterstwa jednak dominuje. Porównajmy nasze relacje z relacjami w innych grupach społecznych, w których przebywamy – zarówno tych formalnych, jak i nieformalnych. Na tym tle mimo naszych wad i problemów wypadamy naprawdę dobrze.
Nie informacja, maiale, strony internetowe rozwiążą problem uczestnictwa w spotkaniach, które powinny być dla nas ważne. Motywować powinniśmy się nawzajem poprzez kontakt osobisty. Ten bardziej zaangażowany instruktor powinien przyciągnąć tego „ospałego”, który jest z boku. Tak, jak przy okazji Mszy harcerskiej mówił ks. Janek. Jeśli każdy na następną Mszę przyprowadzi jedną osobę to już będzie wspaniale. Od tego trzeba zacząć.
Druga sprawa to cykliczność, stałość. Za przykład niech posłużą tutaj zawody balonowe, które odbywają się co roku bez żadnej przerwy przynajmniej od 1992 r. – odkąd jestem w harcerstwie. Zawsze w podobnym terminie i tym samym miejscu. Weszły one już w naszą harcerską krew, a kolejne pokolenia „Słonecznych dróg” nie wyobrażają sobie by Zawodów balonowych mogło zabraknąć. Liczę, że nasze Msze harcerskie, Ekumeniczna Droga Krzyżowa, wigilie instruktorskie i coroczne wyjazdy instruktorskie również wejdą w krew wszystkim instruktorom i staną sie podstawą do wspólnej identyfikacji, a więc integracji.
Taką rolę pełnić może również Bohater chorągwi. Nie zapomnij Konradzie, że Twój głoś przeciw również jest ważny. Jeśli znasz instruktorów, którzy mają podobne zdanie do Twojego to poproś by w naszej dyskusji również uczestniczyli.
Myślę, że to nie jest wola większości, czy mniejszości. Bohater jest sprawą otwartą. Być może potrzebą chwili, a być może próbą wytyczenia dalszego być, albo nie być. „Bohater” to program działania, a nie dodatkowe obciążenia. To słowo „strategia”, pytanie „Dokąd iść dalej”. Mamy niebawem 20 lecie ŁChH-y, 100 lecie Harcerstwa. To są wyzwania. Dlaczego, wśród nich „Akcja bohater” nie może stać się Naszym programem do wytyczenia sobie celów na kolejne lata. To nie jest kwestia dodatkowych wyzwań (choć zapewne też). To pomysł na poprawę jakości. To hasło „Dobra robota”, „Czuwam”, „Całym życiem…” To cel, wokół, którego warto budować i rozwijać to co robimy.
Z chęcią napisze artykuł na ten temat do wywiadowcy, gdy zawsze mnie to mocno bulwersuje.
Może i to jest sposób na zwiększenie aktywności instruktorów, mnie tylko martwi, że zwiększenie ilości takich spotkań (nie ukrywam że zawsze czerpię z nich przyjemność i motywacje do dalszej pracy) może jeszcze zmniejszyć liczbę uczestników (sam pewnie nie dam rady wziąć udziału we wszystkim bo tak jak Sebastian napisał mamy przecież jeszcze inne obowiązki). Ale nie chcę być osoba która ciągle marudzi i nic nie robi, ale nie uważam że zdobywanie patrona chorągwii jest dla nas jakoś najważniejsze.
Ale skoro większość chce to nie stoję na drodze.
Może macie rację. Czas pokaże…
Z chęcią jednak pomogę bo nie ma nic gorszego od obojętności.
Konradzie, nie sposób nie przyznać Ci racji, jeśli idzie o zaangażowanie instruktorów. Też uważam, że jest to nasz spory problem, ale będąc zwolennikiem działania, a nie narzekania, jestem zwolennikiem wszelkich form aktywizacji naszego grona. Wiadomo – wielu z nas ma już swoje rodziny, pracę, inne obowiązki i czasem po prostu nie starcza na wszystko czasu. Czasem brakuje nam też potrzeby, aby ten czas wspólnie spędzić. Dlaczego? Myślę, że niestety brakuje nam bliższych relacji, znajomości – czy nawet przyjaźni. Ale jak je wytworzyć bez przebywania ze sobą? Bez rozmów? Wygłupów? Chyba jest to niemożliwe. Trzeba po prostu razem spędzać czas – przypomnijcie sobie jak na kursie, czy też wyjeździe instruktorskim – ba! nawet na wigilii najchętniej spędza się czas – na rozmowach! I ile razy cieszymy się, że jesteśmy w takim gronie, że możemy pogadać nie tylko o harcerstwie, ale i o życiu. Grono instruktorskie jest otwarte dla wszystkich – a że nie wszyscy korzystają… myślę, że to oni mają czego żałować.
To tyle na ten temat, aby się zbytnio nie rozpisywać (swoją drogą Konradzie, skoro zdiagnolizowałeś problem, może warto napisać o nim szerszy artykuł? W „Wywiadowcy” będzie mile widziany!).
Co do korespondencji tematu małej aktywności instruktorów w spotkaniach „dla instruktorów” z kampanią bohater to w założeniu tej kampanii jest włączenie do pracy CAŁEGO grona instruktorów. Oczywiście, zawsze znajdą się outsiderzy i Ci dla których są sprawy ważniejsze, ale nie ma co z nimi walczyć – nic na siłę. Kampania bohater wiąże się z przyjętym przez nas programem, który realizując wymaga zbliżenia się, spotkania, wyjazdów, rozmów. To integruje – i miejmy nadzieję, że dzięki rozpoczęciu kampanii uda nam się stan obecny poprawić.
Jeśli idzie o początek Twojej wypowiedzi, to myślę, że mimo wszystko uda się znaleźć osobę będącą wzorem dla wielu instruktorów. Oczywiście każdy ma swojego „idola”, ale ja bardziej widziałbym w bohaterze autorytet – nie „idola”. A jeśli mowa o autorytecie, to jest to (w tym przypadku osoba) posiadająca taki zespół cech, który pozwoli jej na zyskanie w naszej „społeczności” odpowiedniego uznania i chęci zaznaczenia naszego poparcia dla idei i wartości które sobą reprezentowała. Aby to zrobić musimy ze sobą rozmawiać, wspólnie szukać – i to już początek drogi prowadzącej do integracji instruktorów.
Ja jestem sceptycznie nastawiony do pomysłu zdobycia bohatera przez chorągiew.
Sebastian napisał w artykule:
W przypadku jednostek harcerskich bohaterowie stają się dla nas przykładem, wzorem do którego chcemy dążyć. Na którym chcemy się wzorować. W dzisiejszych czasach tak często mówi się o braku autorytetów…
Jeżeli to ma być bohater dla instruktorów to uważam ze i tak kazdy z nas ma jakiegos „swojego” idola i nie znajdziem takiego który by pasował wszystkim.
Miało by to nas instruktorów zintegrować ale w to troche nie wierzę.
Przykro mi, ale jako świeży instruktor (już 6 miesięcy służby mam za sobą) i jeżeli trzeba gdzieś się pojawić to zawsze stawia się nas taka nieliczna garstka i zawsze tych samych ludzi!
Przykładów jest wiele:
– kurs podharcmistrzowski (miał byc dla wszystkich przewodnikow którzy jeszcze tego kursu nie ukończyli) i co konic końców z łodzi było nas aż… 4!!! z około 20 (nie wiem dokładnie ta liczba może byc mocno przybliżona)
– wyjazd instruktorski (informacje były duzo wczesniej, dogodny termin, niewysoka cena, góry ze śniegiem i co pojechało nas tam (łacznie z dziewczynami) ze 25 osób (myslałem że instruktorów w Łodzi jest wiecej, według CESEI 50 + 48 instruktorek)
Wspaniale az jedna czwarta!
– Wigilia instruktorska (tu godzina mogła zniechecic ale nie jestesmy już dziećmi wystarczą checi i wszystko da się załatwić
Warto byłoby nas zintegrować ale wszystkich, albo chociaż wiekszość, bo ja na przykład wychodzę z załozenia ze poznałbym wszystkich instruktorów mojej chorągwii ale jak widac nie wszyscy chca poznać mnie.
I myśle że to jest poważny problem w chorągwi i nie wiem czy bohater to naprawi czy po prostu ci co są beda musieli robic coś jeszcze a tych których zazwyczaj nie ma , nadal nie bedzie.
Druhowie!
Oto zbliżyliśmy się do tematu wyboru konkretnej postaci, ale w artykule chciałem poruszyć kwestię podjęcia samej decyzji – czy w ogóle uważamy, że bohater jest nam potrzebny, a jeśli tak, do to czego ma nam służyć?
Zachęcam do zabierania głosu instruktorów stojących po obu stronach – zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Chciałbym umożliwić wszystkim otwartą dyskusję merytoryczną – dużo lepiej będziemy pracować, jeśli to rzeczywiście będzie „NASZ” bohater, a nie bohater kilku osób.
W tym momencie stoimy przed ważnym wyborem rzutującym na przyszłość. Zachęcam zatem do zabrania głosu w tej sprawie!
ps. jeśli ja miałbym wybierać, to podtrzymuję mój głos który oddałem na starszego brata bohatera 17stki – co prawda chciałem go zaproponować na bohatera wędrowników, ale jeśli byłby to bohater Chorągwi tym bardziej bym się pod tym podpisał!
Czyli na posterunku pozostają:
4. Stefan Szletyński
5. Dominik Patora
6. Józef Stolarski
Moje subiektywne zdanie jest takie by ograniczyć listę do:
1. Żołnierze Armii “Łódź”,
2. Emil Fieldorf “Nil”,
3. “Kominy”,
4. Stefan Szletyński,
5. Dominik Patora,
6. Józef Stolarski,
7. Łódzcy Skauci Legioniści.
Choć skłanaiłbym się do bohatera harcerskiego, a w kwestii bohatera zbiorowego racją jest, by nawiązywał do bohaterów drużyn. U nas nie jest to możliwe.
Czytając tą listę, niewątpliwie polecam Wam harcerzom postacie instruktorów harcerskich. Moje doświadczenie mówi, mi, że lepiej jest postawić na bohatera zbiorowego wówczas, jeśli będzie on realizował szerszą misję, niżeli tylko pracę z kadrą instruktorską. np. „Łódzcy Skauci Legioniści” mają rację bytu przy założeniu, że np. nowo-powstające drużyny będą za swoich bohaterów wybierać właśnie „Skautów Legionistów”. Ja osobiście polecam wam postać wymienionego tu Stefana Szletyńskiego. Zwłaszcza, że na łamach „Wywiadowcy” pojawił się jego biogram i nie najgorzej przedstawia sylwetkę tej właśnie postaci. Był legionistom, przedwojennym harcerzem, bodaj 3 krotnym komendantem Łódzkiej Chorągwi Harcerzy.
jeszcze jedna odpowiedz i bedzie dyskusja. wg mnie prawie kazda propozycja jest ciekawa (mnie osobiscie intersuje dh stolarski z wiadomych wzgledow). zauwazylem, ze modne jest odkrywanie zapomnianych badz zakazanych bohaterow z czasow 1939-1956. wg mnie rozpamietywanie caly czas II wojny swiatowej (przegranej Polski) i czasow stalinizmu nie jest najlepszym pomyslem jest swoistym kultem meczennikow (co im sie nalezy). ja wole bohatera, ktory wygral nie tylko moralnie, a wiecej szukalbym posrod skautow legionistwo, ktorzy przyczynili sie do cudu, czyli niepodleglosci. podsumowujac: uwazam lodzkich skautow legionistwo za ciekawa propozycje.
Nad niektórymi pomysłami nawet nie chce mi się sekundę zastanawiać tak są absurdalne ;) Ale np. „Kominy” (łódzka chorągiew Szarych Szeregów), Generał „Nil” (mieszkał w Łodzi) czy Skauci Legioniści? Warto przedyskutować.