Telefon zadzwonił ale nie mogłem odebrać. Trzymałem się jakiejś rysy w skale a nogi opierałem na podłożu, które wcale nie było poziome. Kiedy już udało się wdrapać na Sokolicę doczepiony lonżą do stanowiska zdołałem oddzwonić. Dzwonił Michał Stasiak z informacją, że jutro o północy mam zjawić się w [ocenzurowano]. Pomyślałem – ech zamiast trzech dni wspinania będą dwa…
Następnego dnia udało się jeszcze zdobyć jedną drogę na Migdałkowej i trzeba było się zbierać. Namówiłem towarzyszy, żeby odwieźli mnie do Krakowa, gdzie – według moich informacji około 17 miał odjeżdżać Reymont. Zadowolony z dwóch dni wspinaczki pobieżyłem na Kraków Główny gdzie pani w kasie uświadomiła mi, że mój optymizm był nieadekwatny do realiów.
– Jak to nie jeździ?
– W soboty nie jeździ.
– No dobra to jakiś inny, z przesiadką do Łodzi.
– Nie ma innych.
– Znaczy, że nie dostanę się w żaden sposób do Łodzi?
– Najwcześniej na 5 rano.
Ech PKP. Pomyślałem – dlaczego 150 lat temu kiedy fabrykanci lobbowali za budową odcinka kolei z Koluszek do Łodzi nie wpadli na to, żeby przeciągnąć linię na zachód, gdzie na początku XX wieku mogłaby połączyć się z linią Warszawsko Kaliską? Wtedy co prawda Piotrkowska biegłaby po wiadukcie, ale połączenie dwóch szlaków sprawiłoby, że przelotowe pociągi odwiedzałyby Łódź i możnaby do niej dojechać z każdego miasta w Polsce o każdej porze. Jeśli myślicie, że historia nie wplywa na Wasze życie jesteście w błędzie. Postawiony w sytuacji ciężkiej zabrnąłem na dworzec PKS mimo, że dalekobieżne autobusy napawają mnie niechęcią. Patrzę w rozkład i widzę – jest, jest! do Karwi przez Łódź! Całe szczęście autobusy nie jeżdżą po torach i jadąc nad morze mogą do miasta włókniarzy zawitać. Wyjazd koło 19, myślę sobie – będzie jechał ze 4 godziny, na północ zdążę. Pytam się w kasie – w Łodzi będzie na 0.35…. Podłączony ładowarką do gniazdka w ścianie Galerii Krakowskiej wykonałem telefon do Michał Stasiaka, żeby chwilę zaczekali na mnie jako, że niestety na północ się spóźnię… Teraz szybka akcja – telefon do Adama Kralisza, żeby odebrał mundur z domu (chwile zajęło mi przekonanie komendanta, że wycieczka na Olechów może być miła), telefon do domu, aby rodzice przygotowali mundur i można jechać.
Do Łodzi dojechałem rzeczywiście na 0.35 – nie wiem jak kierowca potrafił co do minuty wymierzyć przyjazd. Z Adamem pojechaliśmy do [ocenzurowano], ja wysiadłem pod [ocenzurowano], On pojechał. Stanąłem więc w pełnym umundurowaniu pod [ocenzurowano] i czekałem. Pomyślałem sobie – jak bardzo mi brakuje w życiu takiego czekania na niewiadome w mundurze w środku nocy na odludziu. Przyjechał posłannik, dał instrukcje co robić – poszedłem w wyznaczonym kierunku. Później nastała już tylko seria ważnych słów, radość z obecności tych co byli wokół, podniosłe, ale jakże prawdziwe mocne i szczere pieśni, krzyż, flaga i święte obrazy.
Zostałem Harcerzem Rzeczypospolitej. Obym potrafił nim być nie tylko z nadania ale i z formatu osoby.


