3 dni…

To na tym kończymy, do dzieła!

– Jest już po godzinie 22, a ja jeszcze nie wyszedłem z Rewolucji.  Już myślałem, że ta obozowa odprawa dzisiaj się nie skończy. Udało się: autobus, dom, sen.

Karty chłopakom już rozdałem. Zebranie z rodzicami wyszło w miarę; szkoda tylko że było pięciu rodziców, i to tych harcerzy którzy jeżdżą na obóz co roku… Czy wszyscy wpłacili zaliczki? Dzisiaj znowu muszę pojechać na Rewolucji – uregulować zaległe składki. Aaaa no i jeszcze te trzy rachunki dla rodziców moich druhów (dobrze że sobie przypomniałem).

– Ile?

– Z niedowierzaniem patrzę na wynik obliczeń druhny Klary, której każde kliknięcie „+” na kalkulatorze to dla mnie „cios”; nie wspominając o „=” które wybrzmiewa jak wyrok:

– Dwieście osiemdziesiąt osiem złotych.

– To są te chwile, w których obiecuję sobie, że od dzisiaj zacznę zbierać od chłopaków składki regularnie. Płacę. Jeszcze pobieram rachunki, kwitariusze KP (które sam muszę sobie ostemplować), potem kilka słów z każdym, kto w przedobozowym szale przewija się przez siedzibę. Komendantowi wręczam karty i wpłacone zaliczki. Miałem wykonać też kilka telefonów, ale widzę że kolejka do służbowego aparatu jest długa – dobra, nie będę czekał (w domyśle: zadzwonię z prywatnego).  Wychodzę.

– Druhu! – słyszę głos komendanta obozu skierowany w moją stronę.

Część z tych kart jest do poprawyi wskazuje mi palcem błędy na kilku kartach: brak pieczątki szkolnej (dwie), podpis rodzica (jedna), niewypełnione ubezpieczenie (trzy).

– Zajmę się tym.

Chłopaków pierwszorocznych rozumiem, ale te trzy karty zastępowych?! Gdyby kategoryzacja drużyny uwzględniała tylko bystrość druhów w drużynie i ich inteligencję, to nigdy nie wyszlibyśmy z poziomu drużyny próbnej… Autobus -> kierunek: DOM.

Login, hasło, enter. Ładowanie poczty…. Przeglądam wybiórczo informacje, tylko te najważniejsze. Nawet nie mam czasu wejść na facebooka, żeby zobaczyć co słychać u znajomych… O, to od hufcowego. Klik! Temat e-maila: ”Plan do poprawy!”

– Ciekawe czego się znowu uczepił? – wypowiadam słowa na głos (sam do siebie), czekając aż treść maila się załaduje.

I krótka analiza: i tak nieźle wyszedł mi w tym roku ten plan, biorąc pod uwagę fakt, że był pisany na ostatnią chwilę (między sprawdzianami, tuż przed egzaminami…). „Cele powtórzyłeś z zeszłego roku!” – czytam. Hmm… I tak i nie, bo przecież dwa z celów nieco zmodyfikowałem, a jeden zupełnie nowy dodałem; nie rozumiem dlaczego jest źle. Dalej: „Kiepska charakterystyka drużyny” – ciekawe…  przecież słowo w słowo skopiowałem z planu śródrocznego: wtedy była OK, teraz zła… widać brak konsekwencji. – Dobra! – „X”; później się tym zajmę. Przy okazji sprawdzę jeszcze…

– Miałeś przed praniem odpiąć te wszystkie swoje znaczki! – wkracza do pokoju mama z mundurem w rękach.

Oni (moi rodzice) co do harcerstwa wydaje mi się czasami, że są totalnymi ignorantami. Nigdy nawet nie starali się zrozumieć  jak ważna jest dla mnie harcerska służba, a ja nawet im tego nie tłumaczę. Ze szczególną dezaprobatą przyglądali się zarywanym nocom, życiu w ciągłym pośpiechu. I to pojawiające się co jakiś czas pytanie mojego ojca (znane mi już na pamięć): co ty z tego masz? Z tego chłopie nie wyżyjesz! Nie wspominając już o oczywistych stwierdzeniach typu: jesteś dorosły, kończ tą zabawę. Oddaj to komuś – niech młodzi biegają.

– Dobrze mamo, powieś mundur na krześle, zaraz się tym zajmę. – I schodź już na kolację! – z dołu dobiega jeszcze głos matki.

Zamykając ekran laptopa zauważam wyświetlający się komunikat: „Seba dostępny” – Sebastian to mój przyboczny. Siadam na chwilę i na klawiaturze wystukuję kilka krótkich tekstów do niego, żeby nie schodził z GG, bo musimy ustalić kilka kwestii: „cze musimy ustalić kilka rzeczy obozowych”.

Będziesz jadł zimne?!!! – dochodzi do mnie pytanie ojca wypowiedziane nieco podniesionym tonem. To znak, że muszę już zejść. – „Będziesz jeszcze siedział? Ja zw.” – klik. Schodzę. W pośpiechu jem kolację, bo przyboczny na gadu czeka. Wstając od stołu widzę już tę minę rodziców… no ale nic nie poradzę – wyjeżdżamy za 3 dni.

Do pierwszej w nocy dogadywałem wszystkie szczegóły z przybocznym: sprzęt pionierski, kwestia proporcy, podzieliliśmy się pracą na te ostatnie kilkanaście godzin przed wyjazdem. Jutro jadę dokupić elementy umundurowania dla chłopaków… Właśnie. A miała przyjść paczka z plakietkami i pasami.

– Mamo, przyszła jakaś przesyłka do mnie? – pytam szeptem, bo widzę że wstała i wchodziła do kuchni…

– Ty jeszcze nie śpisz? Synu – wykończysz się! Nic nie przyszło – odpowiedziała i gasząc światło wyszła z kuchni. – Świetnie! – myślę sobie. A jak nie przyjdzie przed wyjazdem? Co ja rodzicom harcerzy powiem? I znowu zamiast spać, leżę na łóżku i myślę… – Zadzwonię tam jutro i się upewnię.

Ranek: śniadanie, autobus, sklep – ten na Zgierskiej „Czujczyn”. Przychodzę tam już po raz piąty i mam nadzieję, że tym razem będzie już to o co proszę od ponad miesiąca, żeby sprowadziła właścicielka…

Dzień dobry! Są już te chusty i getry dla mnie?zaczynam z nadzieją, że to ostatnia moja już tutaj wizyta, ale po minie pani ze sklepu już wiem, że będą za tydzień (a za dwa dni wyjeżdżam!).

Przepraszam bardzo, ale ciągle mamy problemy z tą dostawą – (we mnie się już zaczyna gotować!)  – mam czarne getry z paskiem, one nie różnią się zbytnio…

– Czarne getry z białymi końcówkami, faktycznie to to samo co całe czarne… Szkoda, że nie powiedziała dwa miesiące temu, że nic z tego, to bym skądś sprowadził. DRAMAT!

No to nie wiem już… jest szansa, że to będzie? – pytam z grzeczności, bo i tak nie wierzę, że da radę…

Proszę zajrzeć w przyszłym tygodniu, będę się starała. – Widzę, że kolejka się gromadzi, więc wychodzę. SMS: Mama: „przyszła paczka”. Uff, no to chociaż tyle. MPK -> kierunek: dom.

Dzisiaj pod wieczór odwiedzi nas ciocia Ilona, posprzątałbyś u siebie w pokoju, bo to aż wstyd! – w progu domu wita mnie mama.

– Tata jeszcze nie wrócił z pracypytam, bo mam nadzieję, że podwiózłby mnie do magazynu, bo jeszcze muszę wziąć radiotelefony.

– Nie, przyjedzie z ciocią o dziewiętnastej. – no i już wiem, że rano będę musiał jechać autobusem… Trudno. W pokoju ogarnę to co z wierzchu (żeby nie było, że nic nie sprzątnąłem) i siadam do układania zajęć obozowych: gry, ogniska. Ogólne pomysły już mam, ale konkretów brak. Ilekroć mam się tym zająć coś zawsze wyskakuje ważnego i odkładam. No ale mam tylko dwa dni!

Ok. Mam już ogólną koncepcję na dwie gry w terenie, pomysł zadań na zwiady i na trzy pierwsze ogniska – nie jest źle :) 18:45! Lecę pod magazyn…

– Witaj syneczku, jak ty podrosłeś! – słyszę.

– Przywitaj się z ciocią… Gdzie wychodzisz? Ciocia tak długo cię nie widziała – dodaje tata, który tymi słowami zwrócił moją uwagę na rękę, którą groźno nakazał mi zawrócić spowrotem do domu… SMS: spóźnię się chwilę… – wysyłam informację, sam nie wierząc w słowa, które pisze… 19:30 – po wielkich bojach udaje mi się wyrwać. Magazyn, powrót do domu, sen.

– Taaaaak? [ziew J] – pytam odbierając budzący mnie telefon:

co z planem pracy? Nadal nie masz pieczątki hufcowego! Żarty sobie robisz?!!! Masz to natychmiast załatwić!!! – ciepłym słowem w nowym dniu powitał mnie komendant obozu… W sumie ma rację, zapomniałem…  Na szybko poprawiam błędy w planie – „wyślij”. To mam już z głowy. Jeszcze przysiądę trochę do zajęć programowych – muszę przynajmniej mieć dopracowane dwa, trzy pierwsze dni… Jeszcze muszę zapakować kilka pudeł z materiałami programowymi. OBIAD.

Podnosząc plecak orientuje się, że jest cięższy niż kiedy go pakowałem: MAMA! – od razu pojawiła się ta myśl w mojej głowie. Zaczynam pakowanie od początku: wywalam połowę dodatkowych koszulek (które pewnie dorzuciła w międzyczasie); dwa ręczniki, i inne pierdoły… o :-) słodycze… (może je zostawię…). Sen…

4:25 POBUDKA. Szybko kilka kanapek od mamy (dla spokoju, bo nie wypuściłaby mnie z domu) i znoszę rzeczy na dół.

– Co ty masz w tych wszystkich pudłach, sam musisz wieźć wszystko dla całego obozu? – standardowo pyta się mnie tata patrząc jak do auta pakuję jeden plecak, trzy pudła kartonowe, kilkanaście kijów i dwie torby foliowe z materiałami.

Jadę z tatą na dworzec… Czy wszystko wziąłem? sam siebie zadręczam przez całą trasę od domu do kaliskiego…

– Wszystko jest potrzebne tato. Jedźmy – odpowiadam myśląc, że to zrozumie, ale i tak nie wierzę, że tak będzie J

Jeszcze obóz się nie zaczął, jeszcze nie ruszyliśmy z Łodzi, a ja już jestem taki zmęczony… I jak co roku – łudzę się myśląc: odpocznę w pociągu w trasie, albo, gdy to nie pomaga dodaję: wyślę chłopaków na zwiady, na chatki – na pewno będą okazję, żeby wypocząć… Ale czasami mam takie chwile, w których zastanawiam się, czy ojciec mój nie ma racji. Czy ja powinienem to jeszcze ciągnąć? Czy nie przekazać tej „zabawy” młodszym…

Druhu Drużynowy!
Druhu Przyboczny!
Druhu Instruktorze!

„…całym życiem…”. Dziękuję Ci za twój trud i zaangażowanie w pracę harcerską i służbę instruktorską jaką pełnisz wobec ZHR-u poprzez prowadzenie drużyny. Są chwile, w których i ja myślę sobie: czy to nie za wiele jak na mnie jednego? Czy to konieczne?, ale wiedz, że kiedy staję z harcerzami podczas apelu, siedzę w kręgu zebranym wokół ogniska… i widzę, jak ci mali chłopcy, których przyjmujesz ze szkół do drużyny wyrastają na zaangażowanych i odpowiedzialnych zastępowych, potem Instruktorów – myślę wówczas: każdy wysiłek jest tego wart! Chciałbym, żebyś wiedział, że doceniam Twój trud i dziękuję Ci za każdy dzień kiedy go podejmujesz dla swoich druhów. A wychowanie to nie zabawa, więc nie każdy może tej służbie sprostać. Wierzę, że Ty potrafisz i że robisz to najlepiej jak potrafisz… Przecież robimy to dla naszych harcerzy, to samo, co „nasi dziadkowie” od stulecia robili dla nas. Poprzez tę służbę wypełniamy marzenie Skauta Świata: „Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście” – BiPi.

Hufcowy!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *