W dniach 18 – 20 czerwca 2010 instruktorzy naszej Chorągwi wyjechali w Góry Świętokrzyskie, aby wspólnie podejmować istotne dla dalszej pracy Chorągwi decyzje… ale nie tylko! Co robiliśmy, i co ustaliliśmy? O tym w artykule…Wyjazd rozpoczął się jak zwykle nasze wyjazdy instruktorskie – spóźnieniem osób, które miały wyjechać. Osobiście bardzo jestem tym faktem zniesmaczony, gdyż rozumiem, że z wyjątkowych okoliczności może spóźnić się jedna – no, w grupie 15 osobowej 2 osoby, ale nie 8 czy 9… Nie mówiąc o osobach, które po prostu rezygnują z wyjazdu nie mówiąc o tym organizatorom, a w chwili wyjazdu nie odbierają telefonów, i nie wiadomo, co się z nimi dzieje… tak się po prostu nie robi. Wystarczy, że przypomnicie sobie zbiórki na wyjazd na obóz, czy biwak swojej drużyny, kiedy musicie martwić się o swoich podopiecznych, którzy również się spóźniają, albo co gorsza ot tak, decydują o tym, że jechać nie będą – a co! A to, że przykład idzie z góry, i wystarczy, że młody instruktor przyjdzie na taką zbiórkę wyjazdową raz, czy drugi punktualnie, a za trzecim nie będzie chciał wychodzić na głupka, i też się spóźni – bo wszyscy…
W każdym razie- bo zaraz powstanie plota, że na wyjeździe nie było fajnie :) -ależ oczywiście, że było, tylko brak punktualności w naszych szeregach działa mi na nerwy – ile to mówienia o tym, aby szanować się wzajemnie i szanować swój czas. Toż bycie niepunktualnym to również łamanie prawa harcerskiego! I trzeba nad tym pracować – proponuję na początek przestawić zegarek o 10 minut wcześniej – działa, przynajmniej przez jakiś czas ;)
Wracając do rzeczy – zadowoleni z faktu, że bus, którym jedziemy ma automatycznie zamykane drzwi (nie wiem, czemu akurat to sprawiało taki zachwyt :) ) wyruszyliśmy w stronę Piotrkowa, gdzie czekali na nas Dancyś i Bidon, którzy dołączyli do naszej wesołej kompanii. Podróż przebiegała dobrze, w między czasie oglądaliśmy „Człowieka z marmuru” – szkoda, że nie udało się obejrzeć go do końca, ale może osoby, które nie miały okazji wcześniej go obejrzeć, wrócą do tego filmu, gdyż jest wart uwagi.
Piątek po przyjeździe minął bardzo pracowicie. Dowodem na to, były strugi potu, i woda, której zabrakło, kiedy gasiliśmy światła na sali gimnastycznej, i spoceni, ale zadowoleni z przebiegu odbytych meczów kierowaliśmy się pod przysznice, aby zmyć trudy mijających w pełnym biegu godzin. Po takim starcie sen nadszedł bardzo szybko.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy deszczowo. Właściwie deszcz towarzyszył nam przez całą sobotę. Ale nie przejmując się tym drobnym faktem, wyruszyliśmy na wędrówkę. Byłbym zapomniał – byliśmy w Bodzentynie. Mam nadzieję, że wiecie, gdzie to jest – jeśli nie, warto tam pojechać, bo miejscowość – i szkoła – są tego warte. Po śniadaniu opuściliśmy szkołę – cel – Łysica. Bardzo szybko zrobiło nam się mokro – szczególnie w butach. Pokonywanie przeszkód wodno-błotno-lądowo-kamiennych zakończyło się bodajże dwoma upadkami (ja byłem jednym ze szczęśliwców), ale należy przyznać, że wędrówka umożliwiła nam dyskusję na różne, wartościowe tematy – czasem wydaje mi się, że takiego czasu najbardziej nam brakuje. Dlatego uważam, że wyjazdy instruktorskie są świetną okazją do wymiany doświadczeń i integracji. To jak biwak drużyny. Szkoda tylko, że rok rocznie dziwnym zbiegiem okoliczności jadą na nie właściwie te same osoby, a tych samych osób brakuje. Przypadek? Czy brak przekonania w to, że warto? Mieliście kiedyś drużynę harcerzy? Czy pamiętacie, jak zachowywaliście się, kiedy jakiś harcerz mówił, że nie chce jechać na biwak? Czuliście, że sporo straci on, jak i sama drużyna? No właśnie. Nie daleko trzeba szukać przykładu, że w gronie instruktorskim jest podobnie.
Wędrówka minęła bardzo przyjemnie – pomimo deszczu pokonaliśmy trasę bardzo szybko, i sprawnie. W drodze powrotnej zamówiliśmy obiad, który z całą pewnością zwrócił spalone podczas wczorajszego wieczornego i dzisiejszego wysiłku kalorie. Nadszedł czas na gwóźdź programu – czyli dyskusję na temat Bohatera Chorągwi. Rozpoczęły go prezentacje sylwetek kandydatów:
Przedstawione zostało 5 kandydatur:
1) Łódzcy Skauci Legioniści
2) Aleksy Rżewski
3) Ryszard Kaczorowski
4) August Emil Fieldorf „Nil”
5) Stefan Szletyński.
W wyniku przeprowadzonych rozmów, i postawienia warunku, aby bohater naszej Chorągwi miał związek z harcerstwem, a także w wyniku przeprowadzonego głosowania, odrzucono kandydatury:
1) Aleksego Rżewskiego
2) Augusta Emila Fieldorfa „Nila”
W wyniku głosowania pozostali kandydaci otrzymali odpowiednią ilość głosów (w głosowaniu wzięło udział 16 instruktorów):
1) Łódzcy Skauci Legioniści – 2 głosy
2) Ryszard Kaczorowski – 7 głosów
3) Stefan Szletyński – 6 głosów
jedna osoba się wstrzymała.
Uczestnicy wyjazdu podjęli również decyzję, że w związku z tym, iż wyjazd nie stanowił kworum grona instruktorskiego naszej Chorągwi, w związku z czym, nie był wystarczającą jego częścią, która mogłaby jednoznacznie podjąć decyzję i dokonać wyboru jednego kandydata. W związku z tym zwróciła się do Komendanta Chorągwi z wnioskiem o zwołanie zbiórki instruktorskiej, której zadaniem będzie ponowna prezentacja dwójki kandydatów, którzy zdobyli największą ilość głosów, a następnie wybór postaci, o której imię będziemy się starać w Kampanii Bohater. Zbiórka powinna odbyć się we wrześniu 2010 roku.
Po burzliwych obradach nadszedł czas na kolację i relaks – tym razem intelektualny – w postaci gier planszowych. Od dość dawna stanowią one nieodłączny element wielu wyjazdów harcerskich – jak widać, nadal tradycja w narodzie nie ginie. Kto wie, może niebawem zwołany zostanie jakiś porządny turniej gier planszowych? Myślę, że warto takie imprezy organizować, bo typowo integracyjnych, luźnych spotkań w gronie instruktorów raczej nie doświadczysz.
O różnej porze – w zależności od godzin zakończenia rozgrywek – poszliśmy spać. Dzień była naprawdę pracowity i męczący – zarówno fizycznie, jak i intelektualnie. Jednego jednak nie sposób nie zauważyć – był bardzo owocny.
Kolejny również taki miał być – chociaż ze względu na powrót do Łodzi, był zdecydowanie krótszy. Tego dnia dyskutowaliśmy na temat szkoleń i podziału minimów kursowych. Tę burzliwą czasami dyskusję długo by opisywać. Widać potrzebę poświęcenia temu zagadnieniu większej ilości czasu – ale dużym plusem jest to, że udało się powoli rozdzielić kurs metodyczny „Skolem” od kursu instruktorskiego „Wigry”. Na razie materiał jest ciągle studiowany i opracowywany – wrócimy do niego po tegorocznym kursie, podczas którego kilka zmian programowych zostanie już wprowadzonych.
Burzliwą dyskusję przerwał obiad, po którym przystąpiliśmy do pakowania i porządków. Dyskusja o kształceniu przeniosła się do busa, i trwała znaczną część czasu. Po dojeździe do Łodzi udaliśmy się od razu na mszę harcerską kończącą rok harcerski 2009/2010.
Dziękujemy Komisji Instruktorskiej za przygotowanie wyjazdu – szczególnie hm. Adamowi Kraliszowi – a także wszystkim, którzy w wyjeździe wzięli udział. Mamy również nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy na tego typu wyjazdach zbierać się będzie zdecydowanie liczniejsze grono instruktorskie Łódzkiej Chorągwi Harcerzy.
phm. Sebastian Grochala
zdjęcia: pwd. Krzysztof Wilkowski





















