Z greckiego: „dobra śmierć”. W obecnych czasach pojęcie to jest ogólne, niejednoznaczne. Ma kilkanaście różnych definicji i terminów. Począwszy od szpitalnego zabójstwa, poprzez samą obecność i przyzwolenie, zaniechanie, a skończywszy na pomocy w odejściu. W starożytności pod terminem „dobrej śmierci” rozumiano „łagodną śmierć bez cierpienia”, dzisiaj raczej śmierć z miłosierdzia, z litości, żeby cierpienie było jak najkrótsze. Według Jana Pawła II eutanazja to właśnie czyn lub zaniechanie powodujące śmierć w celu skrócenia cierpienia. Należy ją odróżnić od przerwania tzw. „uporczywej terapii” polegającej na sztucznym (za pomocą sprzętu medycznego) podtrzymywaniu przy życiu chorego, który nie rokuje nadziei na odzyskanie przytomności i dalsze życie. Terapia nie przyniesie efektów w postaci wyzdrowienia, nie powoduje jednak cierpienia pacjenta, który jest zwykle w stanie śpiączki. Z medycznego i racjonalnego punktu widzenia nie ma sensu jej prowadzić.
Polska ma niedługo ratyfikować Europejską Konwencję Bioetyczną, mówiącą, że „należy brać pod uwagę wcześniej wyrażone życzenie pacjenta co do interwencji medycznej, jeżeli w chwili jej przeprowadzenia nie jest on w stanie wyrazić swojej woli”. Oświadczenie takie mogłoby mieć formę kartki noszonej zawsze przy sobie lub być na przykład wpisem do rejestru elektronicznego. Jasne określenie się pacjenta pozwoli na uniknięcie obciążenia najbliższych wyrzutami sumienia czy odpowiedzialnością za podjętą decyzję. Pozwolenie na zaniechanie bezsensownej terapii pozwoli też na ewentualne wykorzystanie organów zmarłego oraz na wykorzystanie leków i aparatury w celu ratowania innych chorych.
Decyzję o dopuszczeniu eutanazji trzeba podjąć samodzielnie wcześniej. Nikt nie powinien robić tego za nas. To od nas powinno zależeć jak chcemy spędzić ostatnie chwile (a może i lata?) naszego życia. W niewyobrażalnych torturach i cierpieniu czy ze świadomością ich szybkiego końca. Oczywiście pod warunkiem, że w ogóle będziemy czegokolwiek świadomi.
W chrześcijaństwie bezwzględnie niedopuszczalna jest czynna eutanazja (podanie choremu odpowiedniej dawki leków w celu zakończenia jego życia). Judaizm zakazuje „złej” ingerencji ale dopuszcza modlitwę o szybką i bezbolesną śmierć chorego. Buddyzm i islam również pozwalają zaniechać leczenia w sytuacjach beznadziejnych i nie pozwalają działać czynnie na rzecz skrócenia życia. Jedynie hinduizm dopuszcza samobójstwo i eutanazję na określonych warunkach natury duchowej. Eutanazja (w różnych formach) dopuszczalna jest obecnie zaledwie w kilku krajach na świecie – Albanii, Japonii, Szwajcarii, krajach Beneluxu oraz w Tajlandii i czterech stanach USA. Tak mała ilość krajów dopuszczających eutanazję oznacza, że nie ma na ona dużego przyzwolenia społecznego i że nie jest to problem prosty do rozwiązania.
Obiektywnie rzecz biorąc eutanazja jako ulga w cierpieniu jest aktem miłości i litości rodziny lub lekarzy w stosunku do chorego. Nie mają sensu wypowiedzi o „oczyszczającym cierpieniu”, „woli boskiej” czy „prawie do naturalnej śmierci” słyszane od osób, które nigdy nie modliły się o śmierć z powodu niewyobrażalnego bólu jaki odczuwały i świadomości, że on nigdy nie minie. Cel eutanazji jest jasny. Problem pojawia się dopiero wtedy gdy chcemy zdefiniować moment, w którym można jej dokonać. W przypadku, gdy chory jest nieświadomy – nie mamy powodu jej dokonywać i pewności, że to będzie lepsze wyjście. W przypadku gdy jest świadomy i sam tego chce – nie mamy pewności czy to jest granica, za którą już nic dobrego go nie spotka. Że pozostało mu już tylko cierpienie. Eutanazja jest aktem nieodwracalnym, musi być więc podejmowana z pełną odpowiedzialnością.
Skrajne cierpienie nie wzbogaca człowieka, nie „oczyszcza” go i nie jest mu do niczego potrzebne. To bzdura padająca często z ust przeciwników „godnej śmierci”. Cierpienie ze świadomością jego nieskończoności, jego nieuchronności i bezsensu nie wzbogaca. Odziera z człowieczeństwa, powoduje, że chory odchodzi od zmysłów nie mogąc liczyć na skrócenie agonii. To jak dostanie się pod prasę hydrauliczną zaciskającą się z prędkością 1 milimetra na minutę. Wiadomo, że w końcu nas zgniecie i wiadomo, że nie da się jej zatrzymać. Albo jak przeżycie w pełnej świadomości własnego pogrzebu przy całkowitym braku kontroli nad własnym ciałem. Można tylko czekać na pochówek żywcem, a potem na śmierć i wyobrażać sobie jej okrucieństwo.
Cierpienie na łożu śmierci (bo o tym przecież mowa) nie jest też potrzebne Bogu. Bóg nie pastwi się nad ludźmi i nie przynosi Mu satysfakcji tracenie przez nich zmysłów z powodu tortur jakie im zadaje. To ludzie uzurpują sobie prawo do decydowania o tym kto kiedy może umrzeć a kto nie. Postępują wówczas wbrew Bogu, ponieważ dał On ludziom wolną wolę i prawo wyboru między dobrem a złem. Jeżeli ktoś dokonuje w swojej sprawie wyboru „zła” i grzeszy, robi to świadomie i ponosi tego konsekwencje. Przeszkadzanie mu w tym jest atakiem na wolę Boga, stawianiem się na jego miejscu. Decydowaniem o życiu innych ludzi w takim samym stopniu jak dokonywanie czynnej eutanazji.
Legalizacja eutanazji „szpitalnej” ma jeden cel: umożliwienie lekarzom wypełnienia swojej misji wobec pacjentów. Lekarze są ludźmi ogromnego zaufania społecznego i poddając się leczeniu pacjent ma mieć pewność, że lekarz zrobi wszystko aby mu pomóc („po pierwsze nie szkodzić”). Pomoc to również uśmierzenie bólu oraz przerwanie tortur spowodowanych agonią. „Nie szkodzić” znaczy też „nie przedłużać bólu”, nie męczyć chorego tylko po to, żeby dłużej cierpiał. Dziwny to cel przeciwników eutanazji: „Patrzmy jak nasz bliski się męczy, solidaryzujmy się z nim ale niech cierpi sam. Przedłużmy jeszcze za wszelką cenę jego męczarnie. Tylko Bóg może go zabić więc poczekajmy, może przyjdzie i kiedyś to zrobi. A na razie jest dobrze jak jest”.
Oczywiście, że jest niebezpieczeństwo wystąpienia nadużyć. Ale głównie w przypadku niedookreślenia eutanazji w prawie. Nie możemy zakładać z góry, że społeczeństwo jest złe. Tak samo powinniśmy założyć, że mogą być nieprawidłowości związane z rodzeniem dzieci (może wcale nie z miłości a na organy, do bicia lub na sprzedaż), z legalnym handlem, z uczciwym zdawaniem egzaminów, z sumiennym wykonywaniem obowiązków przez policję. Zlikwidujmy zatem szkoły, służby miejskie, wszystkie sklepy i zakażmy kobietom rodzić. Pozbędziemy się kłopotów.
Argumenty za i przeciw mogą być oczywiście różne. Racjonalne i absurdalne. Emocjonalne i przemyślane. Prawdziwe i ideologiczne. Wiara to nie wiedza. To „pobożne życzenie”, że coś wygląda tak jak byśmy chcieli. Ból istnieje. A co jeśli nie ma Boga? Argument o Jego wyłącznej roli w uśmiercaniu okaże się wyssany z palca a przeżyty ból zostanie. Skoro wszystko jest Jego wolą to nie używajmy leków w ogóle. Przecież „ból i cierpienie uświęcają”… Wiara i religia są wymyślone przez ludzi i dla ludzi. W wielu przypadkach również po to, aby szkodzić. Nie dajmy sobą manipulować.
pwd. Andrzej Jagoda
Literatura:
Fenigsen R., Eutanazja. Śmierć z wyboru?
Jakubowski T., Głos dla życia nr 1,
Jan Paweł II, Evangelium Vitae,1995,
Kongregacja Nauki Wiary Kościoła Katolickiego, Deklaracja o eutanazji,1980,
Ks. Stroynowski T., Religijne aspekty eutanazji.
2 komentarze
Wydaje mi się, że ostatni akapit nie podważa powagi całego artykułu, a jedynie zachęca do samodzielnego myślenia i werfikowania pewnych opinii i sądów, za pomocą własnej inteligencji i oceny indywidualnej, a nie zbiorowej.
Jestem pozytywnie zaskoczony tym artykułem i jego wydźwiękiem. Widząc w rozpisce numeru artykuł o eutanazji, spodziewałem się fundamentalistycznego moralitetu o „wielkim złu”, a tu proszę… Choć ostatni akapit wprowadza pewną nutkę sugerującą, że to może jedna wszystko ironia…