Wstajesz rano, zjadasz śniadanie, pędzisz na uczelnię. Wykład, ćwiczenia, seminarium, ksero, bułka z parówką, wykład, koniec. Lecisz do pracy. Na trzy, cztery godzinki chociaż. Na rower/w autobus i pędzisz na wieczorną odprawę. Po odprawie załatwiasz jeszcze sprzęt na biwak ze znajomym kwatermistrzem i już można wracąc do domu. Wpadasz do domu – godzina 23.
Mama odgrzewa obiad, a ty starasz się przebrnąć przez stos maili, które w ciągu dnia narosły. Godzina 0.30 zasypiasz przy lekturze artykułu na jutrzejsze zajęcia. Z rodziną widujesz się rano, przy myciu zębów. Odnajdujesz się w tym opisie?
Wielu z nas (wiele z nas) pewnie się odnajdzie. Nasze życia są pełne. Przynajmniej pełne zajęć. Gdzieś w tym wszytkim jest nasz drużyna, szczep, hufiec, chorągiew. Poświęcamy naszej pasji – harcerstwu wiele z naszego życia – na wykładach zapisujemy pomysły na zbiórki a w pracy drukujemy materiały do majsterki. tysiące minut z naszych abonamentów poświęcamy na załatwianie harcerskich biznesów. Abym został dobrze zrozumiany – nie żalę się, nie narzekam, staram się obiektywni patrzeć na sytuację. Bo dużo z siebie dajemy, ale i dużo otrzymujemy – satysfakcję, dobre słowa od rodziców naszych harcerzy i widok chłopaków, którzy wyrastają na porządnych ludzi. Tego się nie da wycenić.
A teraz pomyślcie, o ile bardziej efektywna byłaby wasza praca harcerska gdyby była…pracą. Gdyby twoją pracą było wymyślanie zbiórek, rozmowy z rodzicami, ganianie po lesie, układanie gier i pisanie prób na stopnie. Tak – mowa o etatach. W takim etacie nie chodzi o to, że masz wykonywać swoją pracę dla pieniędzy. W etacie chodzi o to, żeby nie martwić się o byt i skupić na tym co ważne – na pracy. Czemu nie na pracy harcerskiej? Większość organizacji pozarządowych w jakimś momencie przechodzi etap profesjonalizacji i w organizacjach tych pojawiają się etaty. Sporo z moich znajomych, którzy w takich organizacjach działają, albo je zakładają marzą o etacie – nie dlatego, żeby zbijać kasę, ale dlatego, żeby realizować w życiu to co ich kręci. Spójrzmy też na etat ze perspektywy harcerza i jego rodziców. A to jest perspektywa która dostrzega systematyczność pracy i sumienność wychowawcy, który nie tylko przez 3 godziny dziennie, ale przez 11 godzin (8 godzin etatu + 3 godziny które poświęcał zawsze) może myśleć o drużynie – o wychowaniu harcerzy. Zbiórki więc przygotowane są naprawdę solidnie, a jeśli mamy z wychowaniem problem możemy na niego poświęcić tyle czasu ile wymaga.
Pojawia się oczywiście szereg wątpliwości i problemów – ale czy gra nie jest warta świeczki?
Pisząc ten artykuł sam się zastanawiałem, czy chcę go publikować. Czy nie podważam niepodważalnych dogmatów harcerskiego – ZHRowskiego stylu. Ale pomyślałem, że nasze dogmaty to Prawo i Przyrzeczenie a cała reszta jest dodatkiem. Cennym i wypracowanym przez lata, ale dodatkiem. Podobno kto nie wątpi ten nie zastanawia się nad tym co jest jego życiu. Ośmielam więc się wątpić. Wsadzam kij w mrowisko. Czy etaty nie są szansą i koniecznością dla ZHR?
Grel
2 komentarze
Nie do końca myślę, że M. chodziło o drużynowych. Wszak nie gorzej od nich są obciążeni instruktorzy szczebla hufca, komendy chorągwi, czy okręgu.
Osobiście dostrzegam piękno społecznego charakteru naszej działalności- czy nawet użył bym określenia służby. Nie mam nadto wybitnego doświadczenia w poruszaniu się w realiach przedsiębiorstw, firm, urzędów, ale z tego co obserwuję do pieniądz niczego nie zmienia.
Jeśli jesteś zaangażowany na forum społecznej działalności to regularne pieniądze nie spotęgują jakości Twojej pracy, czy jej wydajności. Jeśli masz harcerskie ADHD to pracujesz bo daje Ci to satysfakcję.
Odczuwam też, że taki etatowiec za długo by u Nas nie pociągnął. Prędzej, czy później znalazł by prace zgodną z jego wykształceniem, czy choćby lepiej płatną. Dziś choć w naszej „korporacji” nie zatrudniamy wychowawców pojawiają się sygnały, że może warto za coś tam zapłacić. Myślę, że to zacierało by sens „non profitowej” pracy wychowawczej. Patrząc jeszcze przez moje „ego” trudno mi by było wpisać do CV, że pracowałem jako „Dyrektor Biura Prasowego Okręgu Łódzkiego ZHR”. Z dumą natomiast wpisuję przy działalności społecznej, że byłem drużynowym, hufcowym … harcmistrzem ZHR.
Zastanawiam się, co takiego etatowy drużynowy (instruktor) robiłby 11 (cy nawet 8) godzin dziennie… Przygotowania do większych imprez – to jestem w stanie zrozumieć, wtedy zazwyczaj jest dużo pracy. Ale tak w typowym czasie? Ciężko mi sobie wyobrazić kogoś, kto przez cały dzień wymyśla zbiórki czy coś w tym stylu, 5 dni w tygodniu, tydzień po tygodniu…