Dzisiaj będzie o tym jak się kiedyś gry robiło. Otóż na jednym z obozów w roku 2000 spotkaliśmy się z problemem, że harcerze niezbyt serio podchodzili do tematu warty. No bo po co chodzić po całym obozie, jak i tak wszyscy śpią, a można sobie w namiocie posiedzieć, budzik nastawić w razie czego, ważne żeby tych do kuchni obudzić o dobrej godzinie. Zrobiliśmy więc szkolenie co należy robić w razie jakby naprawdę ktoś obóz podchodził, czy jakby dajmy na to tubylcy jacyś robili rekonesans co by tu zawinąć. No ale wiadomo, kadra pogadać sobie może, ale żeby to zmieniło jakoś radykalnie obyczaje harcerzy to nawet my się nie spodziewaliśmy. W związku z tym pozostały nam dwie rzeczy. Albo robić kontrole, karne raporty na apelu, wzmianki w rozkazach czy inne tego typu środki, albo wymyślić jakąś alternatywę. No i po drodze na śniadanie pół żartem ktoś zasugerował, że chyba obcy muszą zaatakować obóz, żeby nasi podopieczni poważniej podeszli do sprawy. A wracając ze śniadania, jako że ta wizja wydała się wszystkim interesująca, zastanawialiśmy się nad szczegółami gry nocnej, której treścią miała być inwazja na nasz podobóz podłej pozaziemskiej cywilizacji.
Koncepcja. Najważniejsze w całym przedsięwzięciu miało być to, żeby jak najdłużej uczestnicy mieli wrażenie, że to nie jest gra. Wartownicy mają zachowywać się jakby normalnie stali na warcie, a ktoś podchodził obóz. Po obudzeniu kadry cały obóz miał stawić czoła niezidentyfikowanym najeźdźcom, których za bardzo nie widać, ale za to mogą być wszędzie. Jeśli chodzi o fabułę, to inspiracją była kinematografia końca XX w. Statek kosmiczny, gdzie toczą swoją walkę bezwzględny Obcy z bezlitosnym Predatorem rozbija się w okolicy podobozu XV ŁDH, a zmagania kosmicznych potworów trwają nadal, tak między stołówką a placem apelowym. Nasi wartownicy zaś powinni zaalarmować kadrę, która robi alarm i wszystkie zastępy szukają intruzów którzy dostali się na teren obozu. Oczywiście trudno przypuszczać, że na hasło „stój, służba wartownicza!” taki Predator odpowie „w zasadzie to już sobie idę, a tak w ogóle to szukałem grzybów”, więc miało być tak, że część z uczestników zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach (sugerujących, że zostali w najlepszym przypadku zjedzeni).
Przebieg gry. Pewnym problemem okazało się takie przeprowadzenie gry, żeby z jednej strony nic nie wskazywało na to, że to gra, a z drugiej strony nie było sytuacji, że pół obozu biega po lesie w piżamie, a któryś z uczestników nie wziął całej sprawy zbyt serio i nie potraktował domniemanego wroga z kosmosu na przykład poprzeczką od kanadyjki. Ustaliliśmy więc, że w cały projekt wtajemniczymy zastępowych, po stronie uczestników obroną obozu będzie koordynował autor tego tekstu, a bandą spoza naszej galaktyki (wędrownikami) będzie dowodzić Michał Stasiak. Początkowo uwagę wartowników miały zwrócić dziwne dźwięki z lasu, potem cały obóz miał zostać postawiony na nogi, a gdy już się miało okazać, że jest cisza i spokój rozpoczęła się właściwa akcja. Gdy tylko ktoś szedł sprawdzić, kto się kryje w pobliskich krzakach, zostawała po nim włączona latarka na drodze, a on sam znikał. Co chwila ktoś widział wysoką postać z czerwonym światłem na ramieniu, a w całym lesie słychać było niepokojące dźwięki. Na sam koniec zabarykadowanym w namiocie harcerzom powiedzieliśmy, że to była tylko gra.
Podsumowanie. Gra się udała, bez dwóch zdań. Był to jedyny przypadek który znam, że na koniec gry kilku ludziom musieliśmy powiedzieć, że to tylko gra była, tak się wciągnęli. Dzięki dobremu zaplanowaniu i wciągnięciu do współpracy zastępowych nikomu nic się nie stało, a całość przebiegła bez problemów. Jedynie pewien niedosyt pozostawiał fakt, że nikt nie wysmarował się błotem aby zmylić predatora. Kontrowersyjne mogły się wydawać cele wychowawcze, no bo w końcu do jakich pozytywnych wniosków mogą dojść harcerze, jak tu predator z obcym napadają na ich obóz. W związku z tym na apelu następnego dnia powiedzieliśmy, że tylko dzięki czujności wartowników udało się zapobiec całkowitej zagładzie obozu, a jeśli warta będzie traktowana poważnie, to i pozaziemskie cywilizacje będą omijały nasz podobóz. I w ten sposób, łącząc temat służby wartowniczej z fajną fabułą udało nam się przekonać harcerzy do porządnego pilnowania obozu. No bo w końcu czego może się bać wartownik, który przeżył atak obcych.
—-
Autor:
Michał Świnoga – drużynowy XV ŁDH w latach 1999-2000 (?)
fot: splitshire.com






Jeden komentarz
Super patent !
Czuje że się nim niedługo zainspiruje :)