No właśnie, opowieści skąd? Już wyjaśniam. Otóż pod koniec ubiegłego roku szkolnego wpadła mi w ręce książka Clive’a Staplesa Levisa – „Chrześcijaństwo po prostu”. Właściwie to nie wpadła w ręce, a raczej została „wepchnięta” przez księdza, uczącego religii w moim liceum, jako tzw. „praca na szóstkę”. Początkowo miałem dość ambiwalentny stosunek, bowiem kto myśli o czytaniu lektur w czerwcu, kiedy jedynym zmartwieniem starszego harcerza jest przygotowanie do obozu. Jednak wystarczyło mi zagłębić się trochę w tekst i poczytać o autorze, aby ta książka stała się dla mnie ciekawą pomocą w zrozumieniu współczesnego świata, a nie tylko odklepanym szkolnym zadaniem.
Zacznijmy od początku. Tytuł – „Chrześcijaństwo po prostu”– zapewne dla większości nie jest zachęcający, za to nazwisko C. S. Lewis niejednemu musiało obić się o uszy. To wszystko za sprawą „Opowieści z Narnii”. Tak… przecież to ten sam człowiek napisał jeden z najbardziej popularnych cykli powieści fantasy dla dzieci i młodzieży, który doczekał się nawet paru adaptacji filmowych. Już sam ten fakt jest motywacją do przeczytania wspomnianej wcześniej książki. Wszak co ma nam do powiedzenia w sprawach chrześcijaństwa kreator takich postaci jak Lew Aslan, czy rodzeństwo Pevensie? Okazuje się, że całkiem dużo.
Clive Staples „Jack” Lewis (ur. 29 listopada 1898 w Belfaście, zm. 22 listopada 1963 w Oksfordzie) – brytyjski pisarz, historyk, filozof i teolog, uczestnik walk podczas I Wojny Światowej. Tyle noty biograficznej; okazuje się jednak, że w młodości był ateistą. Jednakże nie szczycił się „torpedowaniem” idei chrześcijańskich, a raczej inteligentnym wysuwaniem argumentów, pozwalających pojąć świat w bardzo naukowy sposób. Jako wybitny student Oxfordu trafił do nieformalnego kręgu Inklingów, czyli elity literackiej tamtego okresu. Szczególny wpływ wywarło na nim spotkanie z J. R. R. Tolkienem, znanym z takich dzieł jak choćby „Hobbit”, czy „Władca pierścieni”. Wspomniana grupa skupiała się na dyskusjach na temat ówczesnego powieściopisarstwa, a także kształtu ich własnej twórczości. Nie omijał ich jednak wątek filozofii życia. Właśnie dzięki temu rozpoczął się proces powrotu Lewisa do wiary swoich rodziców – do anglikanizmu. Tutaj pojawia się kolejne zaciekawienie… co ma nam do powiedzenie anglikanin? Przecież podobno to katolicyzm czerpie najwięcej z fundamentów chrześcijaństwa.
Teraz dochodzimy do sedna, o czym mówi ta książka, a raczej o czym… nie mówi. Nie jest to manifest anglikanizmu. Autor nie namawia do żadnego konkretnego wyznania, jednocześnie nie krytykuje innych. I to jest to, czego brakuje we współczesnym świecie – jedności, zrozumienia, tolerancji w stosunku do innych religii, zwłaszcza w obrębie chrześcijaństwa. Sam Lewis mówi: „Odkąd zostałem chrześcijaninem, uważałem zawsze, że najlepsze (a może wręcz jedyne), co mogę zrobić dla bliźnich, to wyjaśniać i bronić tych elementów wiary, które wyznawali niemal wszyscy chrześcijanie wszystkich czasów”. Często zdarza nam się być zaatakowanym przez ludzi o innych poglądach niż nasze i często brakuje nam wówczas argumentów, aby jakoś logicznie porozmawiać z tą osobą. Książka ta dostarcza nam właśnie takiej wiedzy. Ponadto obnaża ona przyczyny ludzkiego chamstwa, kłamstwa i egoizmu, pokazuje jednocześnie pozytywy miłości, dobroci i współpracy. O tym wszystkim mówi I część książki –„ Słuszność i niesłuszność, czyli wskazówka do pojęcia sensu”, natomiast II cześć – „W co wierzą chrześcijanie” – pochyla się nad problemami samych wierzących. Na co dzień widzimy dywersyfikacje społeczeństwa. Liczne grupy ścierają się w walce o swoje idee. Przypomina to trochę sytuację z filmu Marka Koterskiego „Dzień świra”, przedstawiającą kłótnie polityków… „Moja racja jest bardziej mojsza niż twojsza”. Lewis natomiast ukazuje pewną jedność, wspólne korzenie kulturowe wszystkich chrześcijan. Można powiedzieć, że jest to korytarz, od którego odchodzą drzwi do różnych wyznań. Dzięki temu zauważamy uniwersalność prawd i wartości. Ponadto trzeba przyznać, że książka jest napisana w miarę prostym i przystępnym językiem, wolnym od trudnych teologicznych terminów, czy odniesień do Pism, do których zapewne większości czytelników i tak nie chciałoby się sięgnąć. Ponadto, jako ciekawostkę, warto dodać, że materiały zawarte w niniejszym dziele zostały pierwotnie wyemitowane w formie audycji radiowych, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, po czym doczekały się wydania książkowego w trzech częściach, jako Broadcast Talks (1942), Christian Behaviour (1943) oraz Beyond Personality (1944). „Chrześcijaństwo po prostu” jest zebraniem wszystkich powyższych, nie mniej jednak, pomimo prawie 70-letniej historii, prezentowane wartości są nadal bardzo aktualne, a może nawet bardziej aktualne dzisiaj niż w latach 40.
Nie będę może przytaczał bardziej konkretnych przypadków, opisanych w książce, bo „Chrześcijaństwo…” trzeba po prostu przeczytać, by zrozumieć dokładnie o czym piszę. Jest to na pewno innowacja w stosunku do standardowych wypowiedzi na tematy wiary i postrzegania świata. Podsumowując, polecam każdemu, kto lubi zagłębić się w filozoficzną naturę człowieka, lub też zwyczajnie jest ciekawy, co autor „Opowieści z Narni” ma nam do powiedzenia.
ćw. Rafał Nowakowski
17 ŁDW „Honker”