Nigdzie z nim nie pójdę!

„Nigdzie z nim nie pójdę!” – to jedno zdanie wiele ze sobą niesie. To upokorzenie, bieda, brak miłości lub w najgorszym przypadku znęcanie się fizyczne i psychiczne. Pijany mężczyzna chce za wszelką cenę zabrać zaniedbanego chłopaka ze zbiórki, bo jest jego ojcem. Czasami drużynowy spotyka się z taką sytuacją i często, niestety, nie wie, co ma zrobić. Jedna skrajna opcja to oddanie chłopaka ojcu bez słowa; druga to zabranie go ze sobą, wbrew jego tacie. Nie wolno jednak z jednej skrajności popadać w drugą.

Podstawowym obowiązkiem rodziców względem dziecka jest zaspokajanie jego podstawowych potrzeb. Do potrzeb materialnych zalicza się karmienie go, kupowanie ubrań, książek, zabawek, troska o rozwój fizyczny. Głodne dziecko nie będzie myślało o nauce czy zabawie tylko o tym, jak zaspokoić głód. Potrzeby psychiczne to przede wszystkim miłość i poczucie bezpieczeństwa. Dziecko niekochane nie wróci do domu z uśmiechem na twarzy, gdzie co chwila wybuchają awantury między rodzicami. Wprawdzie mogą oni nie krzyczeć na niego samego, ale to ono najbardziej cierpi. Jak to wygląda ze strony prawnej?

Rodzice, którzy nie wypełniają swoich obowiązków względem dziecka należycie, mogą zostać ograniczeni w prawach rodzicielskich. W gorszych przypadkach mogą zostać ograniczone kontakty, a nawet odebrane prawa. Dziecko wtedy trafia do domu dziecka lub do rodziny zastępczej. Podstawowe prawa i obowiązki rodziców reguluje polskie prawo oraz szereg międzynarodowych umów m.in. Europejska Karta Praw i Obowiązków Rodziców lub Konwencja o Prawach Dziecka ONZ.

Jeżeli decydujemy się na zabranie ze sobą małego harcerza, narażamy się ojcu, który może wnieść skargę, ponieważ jest ojcem dziecka i może go zabierać ze sobą, kiedy tylko zechce. I nikt nie ma prawa mu w tym przeszkodzić. Sami nie możemy przecież decydować o losach obcej osoby.

A co, jeśli zdecydujemy się oddać dobrowolnie harcerza ojcu? Niby wszystko jest w porządku, bo zadowoleni jesteśmy my (z przekonania, że robimy najlepszą rzecz pod Słońcem) i pijany mężczyzna. Niestety, wiele wtedy tracimy w oczach dziecka. Przyszedł na zbiórkę, ponieważ chciał oderwać się od smutnej rzeczywistości. Potem spotkało go rozczarowanie, bo sam drużynowy chce oddać go ojcu.

Najbardziej znanym sposobem jest zawiadomienie policji lub chociażby straży miejskiej, aby skontrolowali i sprawdzili ojca dziecka, czy jest w stanie zapewnić mu należytą opiekę. Funkcjonariusze nie wzbudzają jednak zaufania swoim postępowaniem. Zrobią test alkomatem, spiszą raport, chwilę popytają się i mogą zabrać na komisariat pijanego ojca. A w tym wszystkim najbardziej cierpi dziecko. Dobrym sposobem jest też zadzwonienie do pomocy społecznej z pytaniem, co robić. Pracownicy posiadają wszelkie szkolenia, mają doświadczenie, więc na pewno pomogą. Powiedzą, jakie jest najlepsze wyjście z sytuacji albo sami zaczną działać.

Na co dzień pracują tam młodzi ludzie wolni od biurokratycznych zawiłości, którzy są zawsze chętni do pomocy i życiowo podchodzą do problemu. Czasem warto zwrócić się do kogoś z pomocą, nawet jeśli jest się drużynowym od bardzo długiego czasu. Niestety, kiedy rodzice dowiadują się o tym, że ktoś ingeruje w ich sprawy domowe, denerwują się. Wyładowują emocje na sobie lub, co najgorsze, na dziecku. Są to jednak rzadkie przypadki, ponieważ już jedna kontrola Pani z MOPS’u powoduje, że ojciec i matka bardziej zajmują się synem lub córką.

To bardzo trudne, co wybrać. Jedno jest pewne – sami nie zmienimy człowieka choćbyśmy bardzo chcieli. Harcerstwo dąży do zmiany wszystkich ludzi na lepszych, ale nie posiadamy tylu sił i możliwości, aby mieć wpływ na innych. Zmieniamy siebie, a pracując nad sobą, uczymy się otrzymywania pomocy od bardziej doświadczonych osób. To właśnie za ich pośrednictwem możemy sami pomóc harcerzom w trudnych sytuacjach. I to jest właśnie rola dobrego wychowawcy.

ćw. Maciek Dajek
przyboczny 14 Wrocławskiej DH-y „Jaworzyna”
(kursant kursu przewodnikowskiego Wigry’12)

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *