Przyjęło się, że w demokratycznych państwach mówimy o czterech władzach. Klasycznych trzech – ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Za czwartą władzę służą media, które w dużej mierze odpowiedzialnej są za kreowanie rzeczywistości.
Podczas minionych warsztatów dla hufcowych temat istnienia harcerstwa w mediach pojawił się podczas jednego z ognisk, kiedy to wspólnie z Przewodniczącym ZHR- hm. Michałem Butkiewiczem oraz Naczelnikiem Harcerzy – hm. Radosławem Podogrockim rozmawialiśmy o bieżących problemach naszej Organizacji.
Bardzo szybko zwróciliśmy uwagę na fakt, że współczesne media nie są w żaden sposób zainteresowane promowaniem naszej działalności. Niezależnie od tego, jak trudne, ciekawe i nowatorskie zadania realizujemy. Niezależnie od tego, że ruch harcerski na terenie całej Polski zajmuje się wychowaniem tysięcy obywateli. Niezależnie od tego, że po prostu zasługujemy na to, aby harcerstwo było modne wśród młodzieży – a w czasach takich, jak dzisiejsze nie wystarczy tylko dobrze działać na płaszczyźnie lokalnej. Trzeba również – jak powiedział mi ostatnio prezes z łódzkich fundacji- „umieć się sprzedać – a Wy jako harcerze tego nie potraficie”. Nie potrafimy i nie będziemy – bo nie chodzi nam o to, aby działać na pokaz.
Niestety, również wiele projektów dotacyjnych nie pomaga harcerstwu się rozwijać. Jesteśmy traktowani – pomimo naszej wielkości oddziaływania – na równi z innymi organizacjami pozarządowymi i wraz z nimi musimy współrywalizować o przyznawanie nam środków na naszą działalność – o ile z programową jest łatwo, to o wiele trudniej z tą administracyjno – biurokratyczną. A bez niej już dawno byśmy nie funkcjonowali, ponieważ XXI wiek oraz Unia Europejska, która ma coraz mniej wspólnego z „Europą Ojczyzn” wymaga przestrzegania niesamowitej ilości procedur do których wypełniania niezbędny okazuje się pion biurowy. A ten kosztuje.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że wydawane z wielu dotacji środki nawet jeśli pokrywają realizację ciekawych zadań, mają bardzo krótki termin ważności – gdyż najczęściej nie są kontynuowane po zakończeniu zadania na które przeznaczone były środki. A gdyby tak w ramach dotacji można było prowadzić kursy drużynowych i zakładać nowe drużyny harcerskie na terenie całego kraju? Niestety, na taką działalność bardzo trudno pozyskać środki – a nie muszę Was przekonywać, jak trwałymi owocami są drużyny harcerskie…
Media zdecydowanie nam w tej całej sytuacji nie pomagają. Na ognisku o którym już wspomniałem, Przewodniczący ZHR – hm. Michał Butkiewicz wspomniał, że aby o harcerstwie cokolwiek się w mediach pojawiło, musimy dopuścić się albo złamania jakichś przepisów, albo pedofilii, albo innych wykroczeń, które zainteresują media. Bo zwykła praca – Zloty, obozy, biwaki, zbiórki harcerskie, które odbywają się w całej Polsce codziennie – to nikogo nie interesuje. Najlepszy przykład? Organizując ubiegłoroczny Tydzień Patriotyczny staraliśmy się pokazać łodzianom – dzięki mediom – że harcerstwo nadal realizuje ciekawe projekty, że jest potrzebne i potrafi zainteresować młodzież. Odpowiedzi było bardzo niewiele – najbardziej popularne stacje nawet o nas nie wspomniały, a w jednej ze stacji radiowych usłyszeliśmy, że to co robimy, to nic ciekawego i w sumie nie będą mówili o takich rzeczach. A szkoda, bo stacji o której mówię słucha dziennie kilka tysięcy młodych ludzi…
W wyniku tego wszystkiego mamy to, co mamy. Nie minął tydzień i na pierwszych stronach ogólnopolskich (i nie tylko) gazet, czy stron internetowych pojawia się harcerstwo! A raczej apokaliptyczna wizja jego końca – największa Organizacja Harcerska tonie w długach! Toż to niemożliwe!
Dobry, medialny temat i już wszyscy są znawcami harcerstwa. Podobnie było w przypadku katastrofy 10 kwietnia i afery z krzyżem. O tym, ile dobrego robili wówczas harcerze mało który dziennikarz pomyślał. ZHP nie zginie – a media jeszcze nie raz będą miały okazję pisać o harcerstwie. Polecam sięgnięcie do historii – szczególnie tej z epoki międzywojennej. To były czasy! Harcerstwo i Polska rozwijały się w oka mgnieniu, a wszystko dzięki temu, że funkcjonowały zupełnie inne priorytety. Teraz wszystko przewróciło się do góry nogami – harcerstwo nie jest atrakcyjne a wszędzie pojawia się problem złego zachowania młodzieży. A czy ktoś pomyślał, kto ma tę młodzież wychowywać, skoro nie rodzina (bo ta „instytucja” jest ciągle atakowana), nie kościół (bo jak to!), nie szkoła- bo nauczyciele nie są od wychowywania, tylko od nauczania, nie harcerstwo – bo nie jest modne. Każdy powód jest dobry…
„IV władza” jest bardzo niebezpieczna, szczególnie w aspekcie kreowania – często nieprawdziwej – rzeczywistości. Wszystko jednak w mojej opinii wynika z podejścia. Jeśli w polskiej telewizji wartościowe programy pokazywane są po godzinie 22:00, a przed nią, w godzinach największej oglądalności mamy do wyboru różne reality show, seriale bądź filmy w których stawia się na popularyzację zachowań nie wartych popularyzowania – warto się zastanowić, czy tu o to chodzi. W „Rodzinie Zastępczej” Pani Alutka chciała nakręcić film. Spotkała się więc z młodzieżą i zaczęła głośno myśleć o czym by go nakręcić, żeby było ciekawie. Padały różne pomysły – oczywiście kino akcji, a w nim pogonie, narkotyki, alkohol, kradzieże, zabójstwa – przecież to interesujące! Tak, ale teraz bez tych rzeczy nie ma dobrego filmu. Żyjemy w czasach, kiedy życie pozbawione używek i łamania prawa jest po prostu nudne. Zwyczajne. A teraz trzeba być atrakcyjnym, fajnym, mieć wielu przyjaciół i każdy nasz wpis musi być lubiany. Bo inaczej nie istniejemy.
Problemem współczesnej młodzieży jest to, aby się odnaleźć w tym wszystkim. Znaleźć poczucie akceptacji, bezpieczeństwa, bycia potrzebnym. Harcerstwo daje to wszystko – i właśnie dzięki temu nawet „IV władzy” nie uda się go pokonać. A kto wie, może dożyjemy czasów, kiedy ktoś doceni naszą pracę i zwróci uwagę na to, że właśnie dzięki takim ludziom jak my mamy nadal w Polsce ludzi, którym się chce poprzez swoje życie służyć innym? To by była dopiero ciekawostka!
hm. Sebastian Grochala

Jeden komentarz
Genialny artykuł zgadzam się ze wszystkim z jednym wyjątkiem, uważam że to nasz kraj wymaga takiej roboty administracyjno – biurokratycznej a nie UE.
prosty przykład, w Uni wyszło rozporządzeni (jakoś dawno temu) żeby w każdym kraju dało się założyć działalność gospodarczą w jednym okienku i tak też się stało, tyle że w Holandii (o ile mnie pamięć nie myli) cały proces trwa 3 dni w Polsce powyżej 3 tygodni (to oczywiście w duże mierze zależy od urzędników!!! a tych z roku na rok mamy tysiące albo nawet dziesiątki tysięcy więcej.
Ja powiem szczerze że wierzę w powtarzalność historii, i w końcu wrócimy do łaski :)
a Poza tym choćby nam wiatr wiał w oczy i deszcz zacinał i tak będziemy szli przed siebie bo tego się nauczyliśmy!!!