Czy tata czyta cytaty Tacyta?

– Przeczytałeś ostatnio jakąś dobrą książkę?

– Nie mam kiedy, ciągle coś robię: a to szkoła, a to zbiórka, a to znowu coś muszę w domu pomóc. Wiesz, jak jest… A nawet jak już mam chwilę, to jestem tak padnięty, że ledwo udaje mi się włączyć telewizor, nie wspominając już o czytaniu.

Książki, czy tego chcemy czy nie, swoje lata świetności mają już za sobą. Oczywiście są dzisiaj jeszcze w miarę popularne… ale na ile popularne jest ich czytanie?

Każdy z nas, jeśli tylko się przyjrzy, może zauważyć, że w dzisiejszych czasach robi się wszystko, by uniknąć czytania obowiązkowych lektur (dotyczy to przede wszystkim młodzieży). Słucha się audiobooków, ogląda filmy wyprodukowane na podstawie książek, lub czyta opracowania i streszczenia.

Już tylko nieliczni (jeżeli mówimy o nowym pokoleniu, czyli tak naprawdę o ludziach/młodzieży/dzieciakach, z którymi mamy do czynienia w naszych drużynach) czytają książki dla przyjemności, by się zrelaksować po ciężkim dniu. W obecnych czasach nawet małym dzieciom, na dobranoc, już nie czyta się książek, tylko włącza kreskówkę w telewizji.

Czytamy coraz mniej i w coraz rzadziej.

Można to również zauważyć po ilości osób odwiedzających bibliotekę: jest to miejsce zdecydowanie wyludnione, do którego wstępują nieliczni.

Ale dlaczego właściwie tak jest?

Moim zdaniem główną przyczyną jest to, że świat się zmienia tak szybko, iż nie zastanawiamy się dokąd tak naprawdę zmierza. Nie wiemy gdzie chcemy się znaleźć, tylko płyniemy tam, gdzie nas poniesie, pilnując tylko, byśmy nie zostali za bardzo z tyłu i nie zostali z etykietką „zacofany”.

Spójrzmy, ile rozrywki oferuje nam współczesność. Jest to niewyobrażalnie szeroki wachlarz. w którym tak trudno znaleźć rozwijające formy wypoczynku.

Czytanie książki jest niewątpliwie bardzo angażującą i wymagającą koncentracji czynnością, a niestety większość dzisiejszej młodzieży woli odpoczywać „na maksa”. Po co myśleć, od tego też trzeba odpocząć, bo nie ważne jest co nam to da, czy czego nam to nie da, liczy się to, żeby się zrelaksować, ukoić swoje ciało błogim nieróbstwem i lenistwem – taki tok myślowy nie należy do rzadkości wśród nastolatków.

Co nam daje czytanie książek?

Otóż nie chcę powiedzieć, że nie należy oglądać filmów, i że one nic nie wnoszą do naszego życia. Jednak przez to, że dużo częściej decydujemy się na inne formy odpoczynku, nie wystarcza nam siły i ochoty na czytanie książek.

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak niewyobrażalna potęga tkwi w książkach. Spójrzmy chociażby na ‘Scouting for boys’ – to dzięki tej jednej książce powstał cały ruch skautowy na świecie. Gdyby nie ta pozycja, to pewnie dziś żaden z nas nie nosiłby zielonego munduru i nie zastanawiał się, po co czytać książki.

W książkach ukryta jest cała wiedza ludzkości! Książki uczą i wychowują, pomagają odnaleźć nam ideały, potrafią zmotywować do pracy i pokazują jak rozwiązać nie jeden problem. Ile to razy, po przeczytaniu interesującej lektury, po naszych głowach kłębiły się myśli i pomysły tak genialne, a jednocześnie tak proste. Lecz nigdy byśmy na nie wpadli, gdyby nie autor. Tyle rzeczy uzyskujemy dzięki treści w nich zawartej, jednak warto jeszcze dodać, że sama forma jest bardzo istotna. Czytanie zmusza mózg do wytężonej pracy, musi on przecież przekształcić zaobserwowane symbole (litery) na impulsy elektryczne, które z kolei odpowiadają za konkretną treść, jaką niesie ze sobą każde słowo. Jak by tego było mało, czytanie pobudza naszą wyobraźnię. Chcecie być kreatywni? Czytajcie książki.

Stąd płynie jeden wniosek.

Czytajcie książki, a co ważniejsze, zachęcajcie swoich chłopaków żeby to robili!

pwd. Konrad Pawlak

PS. Skoro już mowa o książkach, to chciałem Wam gorąco polecić trylogię „Achaja” A. Ziemiańskiego. Pomimo, że książka nie jest zbyt harcerska, a język niezbyt, to jest arcyciekawa i, co ważne, postać jednego z głównych bohaterów, Zaana, pokazuje prawdziwą potęgę drzemiącą w książkach.

9 komentarzy

  • Oj tak Jacek to przeczytał tyle że teraz takie świetne artykuły piszę… Proszę i wart czytać!

    Strasznie mnie cieszy że wszyscy jesteśmy zaczytani:) Ja też lubię czytać…
    tylko że problem rozgrywa się jakieś 5-10lat pod nami. Bo my Instruktorzy z chęcią czytamy, umiemy dobrać sobie lekturę, przebrnąć przez lekko nudzący opis czy wstęp by dobrnąć do prawdziwej rozkoszy dla umysłu. ale nasi wychowankowie? co z nimi? czytają? bo ciekawi mnie jakie są wasze w tej materii doświadczenia. nie ukrywajmy wy jak byliście dziećmi to do wyboru mieliście, książkę, komiks, wieczorynkę lub grę w piłkę.
    teraz dzieci w wieku nawet 5 lat graja na komputerze!!!
    oglądają bajki które nawet dla dorosłych są zbyt wulgarne.
    Nie ignorujmy problemu bo będzie on narastał. wszystko zaczyna się w dzieciństwie nikt kto nie umiem szybko czytać nie polubi tego…
    a ostatnio koleżanka mojej mamy powiedziała (Polonistka z podstwówki): nie mogę chodzić na mszę na 11:00 (msza dla dzieci) bo jak słyszę jak dzieci z drugiej klasy nie umieją płynnie przeczytać jednego zdania (modlitwa wiernych) to mnie szlag trafia.

  • Ja też na szczęście nie kwalifikuję się do grupy ludzi, którzy z książkami są na bakier. Wręcz przeciwnie.
    Głównie fantastyka (ot, chociażby ostatnio mnie natchnęło i czytam ponownie Harry’ego Pottera), ale i cokolwiek ciekawego (przyznam, że moja dziewczyna jest prawdziwą bibliofilką, dzięki czemu regularnie dostaję rekomendacje kolejnych pozycji).
    A i dodam, że czytanie książek rozwija kulturę języka i pozwala popełniać później mniej błędów językowych czy ortograficznych.

  • Adam Kralisz

    Czytam bardzo dużo. Książki, komiksy, ale też prasa – głównie tygodniki, Wywiadowca, ale też internet i maile. Mam podobny „problem” jak Michał. Z mojej perspektywy nie zauważyłem problemu.
    Myślę, że książka przetrwa – ten zapach druku – dla mnie to delicje! Polecam też kilka prostych rozwiązań byśmy przyczynili sie do wzrostu czytelnictwa:
    1. Obdarowywanie naszych przyjaciół, rodzinę przy różnych okazjach książkami – ciekawymi, które mogą zachęcić do czytelnictwa. Wtedy jakoś wysoką cenę łatwiej przeżyć (książka=ceny bombonierki+kwiatków);
    2. Czytanie komiksów – ale ciekawych i ambitnych. Dobry komiks jest łatwiejszy w formie a zachęca dzieci i młodzież do sięgnięcia po książkę. Poza tym komiks nie jest tylko dla dzieci. Jeśli ktoś nie wierzy to zachęcam do przeczytania następujących tytułów: Western, Zemsta Hrabiego Skarbka, Szninkiel, Historia bez bohatera, Haloween Blues. Mogę pożyczyć.
    3. Rozmawianie o książkach – gdy są dobre naprawdę fajnie się nimi podzielić. Jeśli rozmawiamy o filmach, czemu nie o książkach?
    Odnośnie książek harcerskich polecam Pod totemem słońca – właśnie czytam.

  • Odnoszę wrażenie, że po okresie zapaści w dziedzinie czytania książek następuje pewna poprawa. Coraz częściej widuję ludzi w tramwaju (w autobusie to sport ekstremalny dla wzroku z uwagi na nierówne jezdnie) czytających bardzo różne książki. Sam jestem jednym z nich. Czytam głównie sensację, ale przeplatam ją bardziej ambitnymi tekstami – ostatnio Wiktor Suworow – „Akwarium”, „GRU” – polecam zainteresowanym wywiadem i szpiegostwem.
    Faktem jest że ceny nowych są wysokie. Niemniej jednak nie wszystkie książki są takie że koniecznie musimy je mieć na półce. Z bibliotekami jestem na raczej wojennej ścieżce, ale polecam zaglądanie do antykwariatów. Z jednego z nich korzystam od dwóch czy trzech lat.

  • Myślę o tym artykule – wszak jako polonistka powinnam pałać słusznym oburzeniem na fakt, iż kultura czytania w narodzie zanika. Wiem też, że pewne rzeczy się skończyły: państwo przestało edukować społeczeństwo w taki stopniu, jak robiła to PRL (nie potrzeba nam już propagandy jedynej słusznej, mamy kilka do wyboru), książki są makabrycznie drogie, mają niskie nakłady, te wartościowe dość znikomą promocję, nagrody literackie przeznaczone są dla wąskiego grona zawodowców, więc dla leniwego, bo zmęczonego zjadacza chleba informacje o tym, co ciekawe w literaturze, nie docierają w tak łatwy sposób, jak nowe premiery miernego kina akcji, lub kolejnej ekranizacji książki dla młodzieży z zaburzeniami.

    Nie pałam jednak. Tym oburzeniem. Mamy internet, mamy milion kanałów w tv o tematyce przeróżnej (od stacji, która puszcza milion pincet sto dziwińsetny odcinek noweli o skomplikowanym życiu serferów w Ameryce, poprzez możliwość obejrzenia ludzkich wnętrzności w kolejnych stanach rozkładu, aż do szansy poznania najnowszych odkryć astrologów z NASA). Era książki papierowej, pachnącej świeżym drukiem, która towarzyszy każdemu porządnemu obywatelowi, minęła bezpowrotnie. I nie ma co nad tym ubolewać. Tak jest. Świat się zmienia.

    To, co ważne w ogóle i najważniejsze w tym artykule to fakt, że czytanie zawęziło odbiorców. I wśród tej wąskiej grupy są harcerki i harcerze, wędrowniczki i wędrownicy, harcerki starsze, harcerze starsi, instruktorki i instruktorzy, dzieci i rodzina tychże. Czytelnicza masowość ewoluowała od dwudziestolecia, by eksplodować w PRL, towarzysząc likwidowaniu analfabetyzmu. Fala opadła i literatura (czy to piękna, czy historyczna) staje się w pewien sposób elitarna. I my musimy ją hołubić.

  • Siedzę, patrzę w sufit, przełączam kanały, odpieram ataki albo uprawiam wirtualną rzodkiewkę a nad uchem żona brzęczy: „Poczytałbyś książkę!” Nie czytałem książek ciurkiem od kilkunastu lat a teraz (zakupiwszy jakieś 20 lektur) nie mogę się oderwać ;)

    Co prawda nie jakieś kryminały do tramwaju ale opracowania konkretnego tematu dla wąskiej grupy amatorów, jednak takie też mogą być ciekawe. Pochłaniam z uwagą, badam, robię notatki, porównuję fakty, życiorysy autorów. Fajna sprawa.

  • Zgadzam się z autorem, że problem przyjmuje skalę globalną. Zachęcam do dzielenia się swoimi wrażeniami z przeczytanych książek na łamach Wywa. Kilka zachęcających zdań po ciekawej lekturze może sprawi, że sięgnie po nią kolejnych kilka osób. Dotyczy to oczywiscie także książek „harcerskich”. Może można napisać recenzję nie tylko przy okazji realizacji próby na stopień?….

  • Ja mam odwrotny problem. Czytam przez „prawie” 8 godzin w pracy (co prawda archiwalia, ale czytam). Po pracy jadę ostatnimi czasy do biblioteki, by dla odmiany poczytać, kiedy wracam do domu, to żeby się nie nudzić- ponieważ nie mam TV to czytam. Patrzę na moją żonę co ona robi … czyta ;) Żyć nie umierać ;) Teraz też czytam w necie dla relaksu „Wywiadowcę”. Narzekam tylko, że nie mam czasu na czytanie jakiejś przyjemniejszej literatury ;/ Czasem jeszcze czytam maile ;)

  • Ja zwróciłbym uwagę na dość ciekawe zjawisko – mianowicie na zupełny upadek czytania książek o tematyce harcerskiej. Szczególnie podręczników, które bardzo często mogą odpowiedzieć na większość naszych pytań, wątpliwości. Dzięki radom tam znalezionym możemy znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas problemy.

    Bardzo często nasze kształcenie rozumiemy tylko jako udział w kursach i szkoleniach. A przecież warto byłoby raz na jakiś czas zajrzeć do książek i dzięki opisanym w nich przykładom pracy metodycznej wzbogacać nasz warsztat.

    Ukończenie kursu, zdobycie stopnia nie powinny być końcem naszego kształcenia metodycznego!

    A Ty? Kiedy ostatnio czytałeś jakąś harcerską książkę metodyczną? Czy uważasz, że jesteś już tak doskonały, że żadna lektura Ci nie pomoże?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *