Strona główna / 5. Pantheon / Gloria Victis / Ryszard Kaczorowski (1919 – 2010) – artykuł II

Ryszard Kaczorowski (1919 – 2010) – artykuł II

Proponujemy, by Łódzkiej Chorągwi Harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej nadać imię druha hm. R.P. Ryszarda Kaczorowskiego.

hm. Jacek Broniewski; hm. Grażyna Broniewska, phm. Maria Broniewska, Łódź – maj 2010 r.

na zdjęciu: na cmentarzu w Katyniu 10.4.2009 czyli  dokładnie rok przed  katastrofą, w której zginął.

Ryszard Kaczorowski
– ostatni Prezydent RP na uchodźstwie (26.11.1919 – 10.4.2010r.)

Uzasadnienie:

Druh Ryszard Kaczorowski usposabiał swoją osobą to co w Polakach najlepsze. Nie załamał się zarówno poddany najcięższym próbom czasu wojny, jak i  później, zmuszony do emigracji,  wiele lat ciężko pracując na utrzymanie siebie i swojej rodziny. Wiele serca i czasu poświęcał harcerstwu i pracy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Łączył w sobie cechy potrzebne zarówno w czasie wojny jak i we wcale nie łatwiejszych latach pokoju: odwagę, uczciwość, dumę bycia Polakiem, solidne wywiązywanie się z obowiązków, ponadczasowe wartości moralne oraz skromność i serdeczne, harcerskie podejście do drugiego człowieka. Przekonać się o tym mogła dh Grażyna Broniewska, podczas pierwszego kontaktu z Druhem Ryszardem w grudniu 1991 r. w Londynie. Było to w czasie miesięcznego wyjazdu wykładowców Uniwersytetu Łódzkiego do jednej z wyższych szkół w stolicy Anglii. Jako instruktorka Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej – ówczesna Przewodnicząca Zarządu Okręgu Środkowopolskiego z siedzibą w Łodzi – została nie tylko serdecznie przyjęta w czasie prywatnego spotkania „harcerskich pokoleń” (w gmachu POSK – Polskiego Ośrodka Społeczno – Kulturalnego w Londynie), ale również zaproszona na historyczny moment (8 grudnia 1991 r.) rozwiązania parlamentu i rządu R.P. na uchodźstwie czyli na ostatnie posiedzenie tzw. Rady Narodowej R.P. w Londynie. Honorowym gościem z Polski był ówczesny przewodniczący Wspólnoty Polskiej śp. prof. Andrzej Stelmachowski.

„Po pierwszych kilku słowach zamienionych z Ryszardem Kaczorowskim miałam wrażenie, że rozmawiam z Przyjacielem, a Jego zainteresowanie rozmową jest szczere i naturalne. A przecież zdawałam sobie sprawę zarówno z różnicy wieku (to pokolenie mego taty)  jak i doświadczeń.  To był Prezydent R.P., łagiernik i sybirak, bohater II wojny światowej, a ja byłam którąś tam kolejną osobą z kraju. A przecież do tej pory mam Go przed oczyma jako serdecznego Druha Ryszarda, a nie ważnego dostojnika. Tak samo serdeczną i przyjacielską pamiętam Jego żonę – panią Karolinę i córki Jagodę i Alę. Pamiętam też swoje zdziwienie i zachwyt jednocześnie, że Druh Ryszard i Jego Żona – mimo 50 lat poza krajem mówili piękną polszczyzną, bez śladu obcego akcentu; tak samo zresztą jak ich obie Córki urodzone przecież na obczyźnie.” – wspomina dh Grażyna.

Tę serdeczność, skromność i gościnność, a także piękną polską mowę potwierdzają zresztą  inni Polacy, a  zwłaszcza kilka pokoleń harcerzy mających  z Nim kontakt.  I nie jest to dziwne, gdyż harcerstwo było osią Jego życia.

Dlatego też, gdy odszedł na wieczną wartę, tak jak wielu innych harcerzy, czuliśmy potrzebę pożegnania Go w ostatniej drodze (19.4.2010 r.), gdzie występowaliśmy ze sztandarem Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej i mogliśmy uściskać panią Karolinę. To wtedy powiedziała nam, że do garnituru Druha Ryszarda poza Krzyżem Harcerskim nie przypięto żadnych odznaczeń, chociaż miał ich wiele. Wcześniej, przy wystawionej w Belwederze trumnie całą noc czuwali i honorową wartę pełnili łódzcy harcerze. W kościele św. Jana, gdzie odprawiana była msza pogrzebowa, poza władzami państwowymi i kościelnymi, również dominowali harcerze. Harcerska rogatywka, ze złotą instruktorską lilijką, spoczywała przez całe nabożeństwo na trumnie. Zgodnie z wolą rodziny, Druh Ryszard pochowany został w Warszawie, w wilanowskiej Świątyni Opatrzności Bożej.

Arcybiskup Kazimierz Nycz wspominał, że Ryszard Kaczorowski kryptę pod świątynią odwiedził – wraz z córką – dosłownie dzień przed śmiercią, dziewiątego kwietnia. Poszedł powiedzieć „Czuwaj” spoczywającemu tam śp. ks. Zdzisławowi Peszkowskiemu, kapelanowi Rodzin Katyńskich. „To piękne miejsce, trzeba na nie zasłużyć” – powiedział wówczas. Panie Prezydencie, zasłużyłeś na nie wielorako i wielokrotnie – podsumował arcybiskup.

Życiorys:

Ryszard Kaczorowski urodził się w 1919 r. w Białymstoku, gdzie był instruktorem harcerskim. Za tworzenie konspiracyjnych Szarych Szeregów pod sowiecką okupacją trafił w 1940 r. do celi śmierci. Sto dni oczekiwał na wykonanie wyroku. Później sowiecki sąd wojskowy karę najwyższą zmienił na 10 lat łagrów. Zesłano go na Kołymę, do Doliny Śmierci, gdzie z wiecznej zmarzliny skazańcy wydobywali złoto dla Stalina. Po dwóch latach katorgi, gdy zaczął ciężko chorować, życie uratował mu pakt Sikorski-Majski, na mocy którego skazańców powoływano do wojska. Z Armią gen. Andersa przeszedł szlak bojowy, a pod Monte Cassino dowodził jednym z ośrodków łączności w 2. Brygadzie strzelców. To on wysłał w świat wiadomość o zdobyciu klasztoru na wzgórzu.

Po wojnie, drogę do Ojczyzny miał zamkniętą. Pozostał w Wielkiej Brytanii, gdzie ukończył Szkołę Handlu Zagranicznego. Przez 35 lat pracował jako księgowy, a rodzina żyła skromnie. 19 lipca 1952 r. ożenił się z Karoliną z domu Mariampolską, która również w czasie okupacji sowieckiej została wraz z rodziną wywieziona na Syberię. Jej ojciec przebywał w łagrze a po amnestii wstąpił do Wojska Polskiego. Po opuszczeniu Związku Sowieckiego i ewakuacji do Persji podzieliła los „dzieci tułaczych” w Azji i Afryce. W osadzie Koja w Ugandzie uczęszczała do prowadzonej tam polskiej szkoły. Po przyjeździe do Wielkiej Brytanii ukończyła studia na Uniwersytecie w Londynie i pracowała jako nauczycielka. Działała też w harcerstwie polskim na uchodźstwie, gdzie poznała przyszłego męża. Mieli razem dwie córki i doczekali się pięciorga wnuków. Druh Ryszard był naczelnikiem harcerzy w latach 1955–1967, a następnie przewodniczącym Związku Harcerstwa Polskiego na uchodźstwie w latach 1967–1988. Pełnił też funkcję komendanta reprezentacji polskiej na Międzynarodowym Jubileuszowym Jamboree w 1957 r. oraz komendantem Światowego Zlotu Harcerstwa na Monte Cassino w 1969 r. i w Belgii w 1982 r.

Działał też we władzach polskich na uchodźctwie, na forum Rady Narodowej Rzeczpospolitej Polskiej (tak nazywano polski parlament emigracyjny). W 1986 r. w rządzie na emigracji został ministrem do spraw krajowych. Warto tu pamiętać, że rząd R.P. na uchodźctwie utrzymywał się ze składek Polaków, a funkcje w rządzie pełnione były społecznie. Prezydentem Polski został w sposób nieoczekiwany. Był wyznaczony na następcę przez poprzednią głowę państwa – Kazimierza Sabbata. Gdy ten zmarł na zawał serca 19 lipca 1989 roku, Ryszarda Kaczorowskiego ściągnięto nagle z przedstawienia teatralnego, na które (w dniu rocznicy Ich ślubu) wybrał się z żoną i zaprzysiężono.  Ironia historii sprawiła, że w tym samym dniu, w Polsce odbyło się powołanie na analogiczną funkcję wyznaczonego przez obrady Okrągłego Stołu przedstawiciela komunistów – gen. W. Jaruzelskiego. W kraju nie było jeszcze wolnych wyborów. Te miały nadejść wkrótce, wraz wyborem Lecha Wałęsy. Ryszard Kaczorowski pojechał wówczas do Polski i 22.12.1990 r., na Zamku Królewskim w Warszawie, przekazał insygnia władzy pierwszemu, po latach komunistycznego zniewolenia,  demokratycznie wybranemu w kraju prezydentowi.  Nie była to łatwa decyzja. Dla wielu emigrantów Polska po 1989 roku, zbudowana na kompromisie z komunistami, nie była wymarzoną ojczyzną.

Po przekazaniu insygniów władzy prezydenckiej, Ryszard Kaczorowski żył skromnie, nadal mieszkając w Londynie, jednak często przebywał w Polsce, gdzie uczestniczył i patronował wielu wydarzeniom. Dopiero od 1996 r., zgodnie z uchwalonym wówczas prawem o byłych prezydentach RP, przysługiwać mu zaczęła dożywotnio pensja, ochrona osobista Biura ochrony Rządu (BOR)  na terenie Polski, a także środki finansowe na prowadzenie biura, które nadal mieściło się w dawnej siedzibie Rządu na Uchodźstwie w Londynie. Papież Jan Paweł II odznaczył Go Wielkim Krzyżem Orderu Piano, a królowa Anglii Elżbieta II za zasługi na rzecz Polonii Brytyjskiej uhonorowała go w 2004 r. orderem św. Michała i św. Jerzego.

Ryszard Kaczorowski zginął 10.04.2010 r. w tragicznej katastrofie samolotowej, lecąc wraz z Prezydentem R.P. Lechem Kaczyńskim – na obchody 70-lecia zbrodni katyńskiej.  Dokładnie rok wcześniej – w Katyniu mówił: „To była jedna z najstraszliwszych zbrodni w historii świata. W bestialski sposób, z zimną krwią wymordowano kwiat narodu polskiego, członków jego elity. Tych ludzi wyeliminowano, aby móc w przyszłości łatwiej zsowietyzować naszą Ojczyznę. O tym sowieckim ludobójstwie nie wolno nam nigdy zapomnieć”. [7]

A NAM POLAKOM, A ZWŁASZCZA HARCERKOM I HARCERZOM,

O PREZYDENCIE KACZOROWSKIM, O DRUHU RYSZARDZIE TAKŻE ZAPOMNIEĆ NIE WOLNO.

Wspomnienia:

  • Zbigniew Siemaszko, emigracyjny historyk, przyjaciel ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie, napisał m.in. „Początki sowietyzacji 1939 -1946”, „Józef Mackiewicz – listy, opracowania, wspomnienia”, „Korespondencja z Jerzym Giedroyciem 1959 – 2000”, „Sprawy i troski 1956 -2005”,”Lata znikającej nadziei 1942 -1945”

„Gdybym mógł wskazać archetyp dobrego Polaka, człowieka, który jest patriotą idealnym, powiedziałbym bez wahania: Kaczorowski. On uosabia swoją osobą wszystko, co było najlepsze w naszym narodzie. Godny, z wielkim poczuciem obowiązku. Jak go kiedyś zabraknie, będzie to koniec pewnej epoki. Trudno mi wyobrazić sobie, kto mógłby go zastąpić. Nie ma takiej osoby”. [7]

Kaczorowski był ostatnim z polskich wielkich patriotów, ostatnią postacią takiego formatu, jaką uformowała II Rzeczpospolita. Dowód? Znam tylko trzy osoby, które pod śledztwem w NKWD się nie załamały i nie podpisywały zeznań. Jedną z nich był właśnie Kaczorowski. Za to dostał wyrok śmierci”. [7]

„To był człowiek, który nie pasował do dzisiejszych czasów. Weźmy jego przemówienia. Przede wszystkim mówił krótko i jasno. Dziś rzecz całkowicie niespotykana. Po drugie nie mówił głupstw. Rzecz niespotykana jeszcze bardziej. Zawsze wiedział, o co mu chodzi. Zawsze był wierny swoim wartościom”. [7]

  • Adam Czesław Dobroński, Profesor Uniwersytetu w Białymstoku,  – autor książki  [1] o Ryszardzie Kaczorowskim

W sowieckich więzieniach dużo przeszedł. Sto dni siedział w celi śmierci. A mimo to nigdy nie koloryzował, nie powoływał się na każdym kroku na swoją martyrologię, jak robi to wiele osób. Na własnej skórze poznał jednak wówczas, czym jest Związek Sowiecki, poznał naturę tego straszliwego państwa. Nigdy nie miał co do niego złudzeń” .[7]

„Kaczorowski nigdy nie zdecydował się przenieść do kraju. Do końca mieszkał w Londynie. Uczestniczył jednak we wszystkich ważnych uroczystościach historycznych, pełnił funkcje reprezentacyjne.  Interesował się sprawami krajowymi, ale miał żelazną zasadę: nie mieszać się do krajowych sporów politycznych. Jednego tylko nie ukrywał: nie znosił postkomunistów”.[7]

„Prezydent bardzo chciał, by do Katynia poleciała z nim żona. Nie mogła, czuje się jeszcze nienajlepiej po przebytej operacji. Więc starsza córka, która często towarzyszyła Ojcu w jego wyjazdach. Tym razem na przeszkodzie stanęły przyczyny formalne, córka nie ma paszportu polskiego, a wyrabianie wizy do paszportu brytyjskiego trwa dużo dłużej. W takiej sytuacji z radością propozycję wspólnego lotu przyjął ks. B[ronisław] Gostomski, spowiednik Prezydenta, [od ponad 30 lat pracujący w Anglii jako duszpasterz], oczywiście z harcerską przeszłością. Ponoć rano w sobotę zbierając się do jazdy na lotnisko warszawskie obaj śpiewali harcerskie piosenki. Dodam jeszcze, że zginął i starszy chorąży Artur Francuz, funkcjonariusz BOR, kierowca Prezydenta”. [2]

„ W domu Prezydenta, na biurku leżał przygotowany już tekst przemówienia na 25 kwietnia, kiedy to na londyńskim cmentarzu Gunnersbury mają się odbyć uroczystości katyńskie. Co roku stawał tu prezydent Ryszard Kaczorowski, były sybirak i łagiernik, cudem niemal uratowany z niewoli NKWD”. [2]

Musimy choć w części spłacić dług, jaki zaciągnęliśmy wobec Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Jestem przekonany, że wkrótce powstanie dobrze przemyślany program upamiętnienia Wielkiego Białostoczanina w naszych mieście i województwie. Muszę i ja przygotować nowy tom, zebrać zdjęcia, a mam na to zgodę i zachętę Rodziny. Notabene, powinniśmy podtrzymać więź z tą wspaniałą Rodziną. W nekrologu podpisanym przez żonę Karolinę, córki Jagodę i Alę, wnuków czytamy: „W głębokim bólu żegnamy Cię Ryszardzie, najukochańszy Mężu, Tato i Dziadku. Będzie nam Ciebie brakowało, ale zawsze będziesz żył w naszych sercach, a Twoja troska i miłość do nas i do ludzi zawsze nas będzie wspierać w pustce i samotności życia, którą po sobie pozostawiłeś”. (…) Po odejściu ofiar katastrofy jest żal, jakiego nie pamiętam. Jest pustka okrutna, są łzy, pytania i jest jednak nadzieja. Nadzieja, że z bólu zrodzą się wartości, o których myśleli Ci, co oddali swe życie. Łatwo wymieniać funkcje, medale (Prezydent Kaczorowski oprócz najwyższych polskich miał m.in. Wielki Krzyż Orderu Piano nadany przez Ojca Świętego Jana Pawła II oraz Wielki Krzyż Rycerski św. Michała i św. Jerzego nadany przez królową Elżbietę II), tytuły (był R. Kaczorowski obywatelem honorowym ponad 30 miasta polskich), konkretne dokonania. Trzeba jednak umieć odczytać rzetelnie przesłanie życia żegnanego Prezydenta: wielekroć wspominaną wolę służby, ponadczasowe wartości moralne, potrzebę przekazywania dobra innym przy zachowaniu skromności. Żegnaj Prezydencie Ryszardzie Kaczorowski! Bądź z nami duchem, wspieraj”. [2]

„Jestem w Bibliotece Polskiej w tym samym gmachu POSK-u. Czy na pewno tym samym? Gmach to mury, pomieszczenia, ale i – raczej nade wszystko – ludzie w nim przebywający. To Ryszard Kaczorowski był tu personą najważniejszą. Regularnie stawiał się w swym gabinecie, często zaszczycał swą obecnością uroczystości, koncerty, wizyty znakomitych gości. Umawiał się też w kawiarni na dole, lub w restauracji na górze, by pogawędzić, poznać opinie rozmówcy.  (…) Napisałem, że to już nie ten sam gmach. Jakby na potwierdzenie Jan Mokrzycki, wiceprezes Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, napisał w dzisiejszym wydaniu londyńskiego „Dziennika Polskiego”: „Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych. W wypadku pana Prezydenta to twierdzenie nie jest prawdziwe – prezydenta Kaczorowskiego nikt, ani nic nie zastąpi”. [2]

  • Lech Rutkowski, b. prezydent Białegostoku

„Często opowiadał mi o tych najgorszych dla niego czasach – gdy siedział w celi śmierci, gdy zesłano go na Kołymę i pracował w kopalni złota. Wspominał zawsze, jak okropne były sytuacje, gdy wydobywającym złoto płukano żołądek – niby że mogli coś ukraść. Potem amnestia, armia Andersa, z którą przeszedł szlak bojowy… To były niewiarygodne wspomnienia, prezydent swoim życiorysem mógłby obdzielić kilka innych osób [6].

„Proponowano mu kiedyś angielski  tytuł szlachecki, tytuł sir. Prezydent odmówił, bo musiałby przyjąć obywatelstwo brytyjskie, by taki tytuł otrzymać. A on twierdził, że ma tylko jedno obywatelstwo – polskie. I ono jest dla niego najważniejsze. To było niesamowite. Większość ludzi zrobiłoby wiele, by takie obywatelstwo otrzymać, a on z niego dobrowolnie rezygnował. To był diament wśród polskiej elity. Punkt odniesienia. Niezwykły patriota .[6]

„Prezydent Kaczorowski był bardzo miłym, uprzejmym człowiekiem. Ale też bardzo zasadniczym. Niezwykle punktualnym. Dystyngowanym. Swoją postawą wywoływał ogromny szacunek, był człowiekiem z zasadami, wymagającym. (…) Mimo że łączyły nas bardzo przyjacielskie więzy, mimo że parę razy nocował u mnie, nigdy nie pokazał się w bieliźnie, zawsze był bardzo elegancki. Uczestniczył w moim życiu rodzinnym, pamiętam jego noclegi u nas – co zresztą na początku było dość skomplikowane – bo to przecież prezydent, bo ochrona rządu… Ale prezydent chciał i nocował. Daliśmy radę. Gdzieś zachowało się zdjęcie, gdy bierze na ręce mojego niespełna rocznego wnuka. A dziś to już duże chłopisko.(…) Ja mam dość duże poczucie humoru, czasem zdarzało mi się zażartować rubasznie, choć się pilnowałem. Pani Karolina wtedy się krzywiła, mi robiło się głupio, a pan prezydent wtedy mówił: „Linka, nie przejmuj się, to były dawne czasy.” (…) Miał nieprawdopodobną krzepę i witalność, wszyscy, którzy go widzieli, choćby w ostatnim czasie, nie mogli wyjść ze zdumienia, że prezydent ma już 90 lat. Ja, tyle od niego młodszy, nie nadążałem za nim… Ile to razy stoimy w hotelu. Czekamy na windę. A on po schodach. Zawsze”. [6]

  • Cezary Kukło –  Profesor w  Instytucie Historii Uniwersytetu w Białymstoku, dyrektor oddziału IPN w Białymstoku

„Dzięki protekcji Pani Prezydentowej, udało mi się namówić Pana Prezydenta, nie bez początkowych oporów z Jego strony, na wspomnienia już nie z okresu „pierwszego Sowieta”, Sybiru czy służby u gen. Andersa, ale z powojennego, w Londynie. Jak sam mówił – nie była to sielanka, ale lata wypełnione codzienną wręcz harówką księgowego w przedsiębiorstwach brytyjskich i pracą Małżonki jako nauczycielki. Nie mówił wtedy o tym – ale przecież wiedzieliśmy, że równolegle znajdował czas na pracę społeczną w harcerstwie, w rządzie emigracyjnym. Z kolei Pani Karolina Kaczorowska z niezwykłym ciepłem podkreślała osobistą pomoc i opiekę Męża nad Jej matką w Londynie”. [3]

„Z tamtego pierwszego spotkania pozostało mi do dzisiaj zdjęcie. To, co uderzyło mnie wówczas najbardziej i odczuwalne było przy każdym następnym spotkaniu, to niezwykle ciepłe, a jednocześnie jakże bystre spojrzenie, wyprostowana sylwetka i cała postać uosabiająca Majestat Rzeczypospolitej. Potem, kiedy przystąpiłem do budowy Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, tych spotkań było więcej i Pan Prezydent w towarzystwie Małżonki gościł częściej w siedzibie Oddziału. Sprawował też honorowy patronat nad naszymi wystawami: „Sybiracy. Deportacje obywateli polskich w głąb ZSRR (1939-1941)” i „Rdzawe druty od Ojczyzny dzielą nas… Internowani w latach 1944-1947”. Tę drugą, wyeksponowaną w wagonie towarowym na dworcu kolejowym otwierał z wyraźnym wzruszeniem. Cieszył się wtedy bardzo, że powstaje środowisko młodych naukowców podejmujących trudną problematykę badania prawdziwych dziejów Polski północno-wschodniej. Kiedy parę lat temu poinformowałem Pana Prezydenta, że chciałbym zbudować przy białostockim Oddziale IPN „Exodus. Centrum naukowo-edukacyjne deportacji, repatriacji i migracji”, otrzymałem niezwykle serdeczny list poparcia wraz ze złożoną obietnicą promowania tej inicjatywy i – jak zawsze w wypadku Pana Prezydenta – dotrzymaną. Dzisiaj szczególnie wspominam Jego wystąpienie 17 września 2009 r. na schodach obok kina „Ton”, podczas otwarcia wystawy IPN poświęconej 70. rocznicy napaści Sowietów na naszą Ojczyznę, kiedy to – mimo zmęczenia – donośnym głosem i mocnymi żołnierskimi słowami upominał się o prawdę o zbrodni ludobójstwa w Katyniu”. [3]

  • Piotr Zychowicz – dziennikarz Rzeczpospolitej, autor m.in. artykułu „10 najważniejszych pytań o śledztwo”. (24.04.2010)

W kraju Kaczorowskiego oceniano różnie. Dla środowisk niepodległościowych był jedynym z największych autorytetów. Znakomitą przedwojenną aparycją (mówiono, że wyglądał jak prezydent Ignacy Mościcki), nienagannymi manierami i skromnością ujmował ludzi. Dla wielu, szczególnie z lewej strony politycznych podziałów, był jednak dziwakiem. Emigracyjnym dinozaurem, który hołduje przestarzałym ideałom i „nie rozumie kraju”. Mimo to w 1994 roku premier Waldemar Pawlak zaoferował mu posadę w Ministerstwie Obrony Narodowej. Kaczorowski natychmiast odmówił. Potem śmiał się z tego i powtarzał jako anegdotę. Gdy ktoś kiedyś zapytał go, dlaczego właściwie nie przyjął wysokiego stanowiska, spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Przecież ja się na tym kompletnie nie znam – powiedział. Postawa w III RP rzeczywiście „niezrozumiała”. [7]

  • Tomasz Piotrowski, długoletni dziennikarz Radia Białystok i Radia Wolna Europa, pracownik IPN

„Kiedy prezydent szedł, od razu było wiadomo, że idzie KTOŚ. Nawet, gdy osoby z boku nie wiedziały, kim jest ów starszy pan, wszyscy czuli, że jest to niezwyczajny człowiek, elegancki starszy dżentelmen. Wszystkie głowy osób siedzących w restauracji się odwracały. Swoją postawą od razu wymuszał szacunek. To, w jaki sposób rozmawiał, jak siadał do stołu. A jednocześnie nie był napuszony, nigdy się nie „nosił”.(…) Prezydent Kaczorowski to z punktu widzenia dziennikarza radiowego wymarzony rozmówca. Mówił prostymi krótkimi zdaniami. Zawsze treściwie, zawsze precyzyjnie, zawsze á propos, bez zbędnych słów. Od razu można było nagrywać i puszczać na antenę, bez żadnych cięć. To się bardzo rzadko zdarza. Pamiętam też jego żonę – bardzo uroczą, łagodną, mądrą kobietę. Przypominała mi moją mamę.” [5]

  • Leszek Moczulski – dziennikarz, działacz opozycji w okresie PRL, wielokrotnie aresztowany i więziony z przyczyn politycznych, przewodniczący Konfederacji Polski Niepodległej

„Do polityki trafił późno, wraz z przejściem na emeryturę w 1986 r., od razu jako członek rządu, a trzy lata później Prezydent. Spełnieniem jego największych marzeń było przekazanie w grudniu 1990 r. urzędu i insygniów władzy Rzeczypospolitej prezydentowi właśnie wybranemu w wolnych wyborach powszechnych. W sprawach publicznych uczestniczył aktywnie nadal wraz z żoną – panią Karoliną, autentyczną Pierwszą Damą. Starannie unikał opowiadania się po stronie jakiejkolwiek opcji politycznej, do wszystkiego i wszystkich podchodził z ogromną życzliwością” .[4]

Miał jakiś wewnętrzny, naturalny autorytet. Nie dopuszczał, że uprawianie polityki musi być na bakier z moralnością. Znakomicie kierował zespołami ludzkimi. Miał rzadki dar wpływania na spierających się polityków, łagodnie prowadząc ich do rozumnego kompromisu. Wraz z Kazimierzem Sabbatem wprowadził do polityki zupełnie nowe elementy. Sabbat i Kaczorowski wywodzili się z harcerstwa, działali tam przez wiele dziesięcioleci. Było to harcerstwo kultywujące najlepsze tradycje, uszlachetnione jeszcze żalem za utraconą ojczyzną. To, czego żądano najbardziej, to łączenie się, jedność. Sabbat z Kaczorowskim oraz kilkoma innymi osobami stworzyli Niezależną Grupę Społeczną stawiającą sobie za cel łagodzenie podziałów. Z sukcesem. Patrząc na dramatyczne dzieje tej II Wielkiej Emigracji, pełne nagłych zwrotów, rozdarć i konfliktów, lata 80. zdają się tchnąć spokojem i konstruktywnym działaniem. Nie wolnym od potknięć i nieporozumień, ale mieszczącym się w granicach przyzwoitej polityki. Szczególne warunki sprawiły, że Polska nie mogła wykorzystać wspaniałych i tak potrzebnych cech osobowościowych, jakie reprezentował Ryszard Kaczorowski. Godny był najwyższych urzędów. Ale sam uzasadniał, że na tej najzupełniej nowej drodze, Rzeczpospolitą powinni prowadzić ludzie, którzy poprzednie półwiecze odczuli w kraju i na własnej skórze. W III Rzeczypospolitej dostrzegał tylko to, co najlepsze, nie pozwalał sobie na jakąkolwiek publiczną krytykę. Co nie znaczy, że nie dostrzegał spraw niedobrych. Nasze długie rozmowy prawie zawsze poświęcone były temu, co martwi, a nie cieszy.(…) Szczegóły nieważne, ale Jego troska o sprawy Rzeczypospolitej była ogromna, niepokój coraz większy – oceny trafne, a wnioski wnikliwe. Choć spotykaliśmy się jeszcze później, takim Go zapamiętam”. [4]

Źródła cytatów:

  1. Dobroński Czesław, „Ostatni Prezydent II Rzeczypospolitej: osiem wieczorów z prezydentem”, Wyd. ”Ład”, Białystok 1999
  2. Dobroński Czesław, „Żegnaj Prezydencie Kaczorowski. Będę czekał”, Gazeta – Białystok 15.04.2010 r.
  3. Kukło Cezary, ”Uosabiał majestat Rzeczypospolitej”, Gazeta – Białystok, 16.04.2010  r.
  4. Moczulski Leszek, „Prezydent na uchodźctwie”, Gazeta Wyborcza, 16.04.2010 r.
  5. Piotrowski Tomasz, ”Kaczorowski: dżentelmen, człowiek szlachetny” Gazeta Wyborcza 13.04.2010 r.
  6. Rutkowski Lech, „Diament wśród polskiej elity” wywiad z b. prezydentem Białegostoku, notowała Monika Żmijewska, Gazeta – Białystok, 15.04.2010 r.
  7. Zychowicz Piotr, „Ostatni patriota rodem z II R.P.”, Rzeczpospolita, 13.04.2010 r.

Tę serdeczność, skromność i gościnność, a także piękną polską mowę potwierdzają zresztą inni Polacy, a zwłaszcza kilka pokoleń harcerzy mających z Nim kontakt. I nie jest to dziwne, gdyż harcerstwo było osią Jego życia.

Dlatego też, gdy odszedł na wieczną wartę, tak jak wielu innych harcerzy, czuliśmy potrzebę pożegnania Go w ostatniej drodze (19.4.2010 r.), gdzie występowaliśmy ze sztandarem Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej i mogliśmy uściskać panią Karolinę. To wtedy powiedziała nam, że do garnituru Druha Ryszarda poza Krzyżem Harcerskim nie przypięto żadnych odznaczeń, chociaż miał ich wiele. Wcześniej, przy wystawionej w Belwederze trumnie całą noc czuwali i honorową wartę pełnili łódzcy harcerze. W kościele św. Jana, gdzie odprawiana była msza pogrzebowa, poza władzami państwowymi i kościelnymi, również dominowali harcerze. Harcerska rogatywka, ze złotą instruktorską lilijką, spoczywała przez całe nabożeństwo na trumnie. Zgodnie z wolą rodziny, Druh Ryszard pochowany został w Warszawie, w wilanowskiej Świątyni Opatrzności Bożej.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *