Strona główna / Wyróżnione / Na przekór pogodzie!

Na przekór pogodzie!

Na dni 15-16 maja zaplanowana została II wyprawa przygotowawcza Andanzy de Honker, która jak wszystkie podobne inicjatywy miała pokazać nam na jakim stopniu przygotowania jesteśmy – na jakich polach poczyniliśmy postępy, a nad którymi wypadałoby jeszcze popracować.

Z racji, iż nie każdy uczestnik mógł poświęcić cały weekend na podobne wojaże, czas jej trwania został znacznie okrojony: wyruszyć mieliśmy dopiero o godzinie 15:30 spod parafii Najświętszego Serca Jezusowego – naszego zwyczajowego miejsca spotkań. Całość zaczęła się bardzo optymistycznie, gdyż w przeciwieństwie do I wyprawy przygotowawczej, na której frekwencja pozostawiała wiele do życzenia, tym razem stawili się niemalże wszyscy uczestnicy (poza dwoma, których nieobecność zastrzeżona była wcześniej). Mało tego: pogoda zdawała się nam sprzyjać, gdyż nie zarejestrowaliśmy żadnych opadów atmosferycznych, a rzec tu trzeba, że w ostatnich dniach była to niemała rzadkość. W tenże sposób z bardzo dobrym nastawieniem (i małym spóźnieniem), pozytywnie doładowani wyruszyliśmy na podbój Nowego Miasta nad Pilicą, gdzie zamierzaliśmy skierować nasze kierownice.

Tuż po wyjechaniu z Łodzi, które przebiegło bez żadnych sensacji, kadra wyprawy postanowiła zorganizować nas w pary i rozdać krótkofalówki, aby w ten sposób poćwiczyć jazdę w zorganizowanej kolumnie rowerzystów, oraz przetestować przy tej okazji system łączności, jaki funkcjonować ma w drodze do Barcelony. Od tej pory ruszyliśmy już na poważnie, kierując się przez Andrespol, Rokiciny i Ujazd na Tomaszów Mazowiecki. Cały czas jaki upłynął nam na przemierzaniu dystansu między Łodzią a Tomaszowem nie odznaczył się w zasadzie niczym szczególnym: kolumna rozbiła się na dwie mniej-więcej zrównoważone grupy, które (każda swoim tempem) kierowały się do celu. Jedyną atrakcją podczas tego odcinka były rozmowy ze współtowarzyszami, oraz omijanie dziur na drogach. Mimo tego jednak nikt nie narzekał i bez większych przeszkód udało nam się dotrzeć do owego Tomaszowa.

Tam, na samym wjeździe do miasta, zaliczyliśmy pierwszy dłuższy, wspólny postój na stacji benzynowej „Bliska”, gdyż okazało się, że dętka Łukasza Bieniasa w wyniku niefortunnego najechania na bliżej niezidentyfikowany przedmiot o zaostrzonych krawędziach uległa uszkodzeniu, które uniemożliwiało dalszą jazdę. Niezrażony tym jednak Łukasz sprawnie dokonał podstawowej naprawy, co pozwoliło nam przenieść się kawałek dalej do upragnionej Biedronki, przed którą spędziliśmy następną godzinę – posilając się, uzupełniając siły witalne oraz przyciągając niemałą uwagę miejscowych. Zakańczając ten postój pamiątkowym zdjęciem pojechaliśmy w dalszą drogę.

Daleko jednak nie zajechaliśmy – tym razem przestój w jeździe wymuszony został celami promocyjnymi: w wyniku odgórnie nałożonych obowiązków musieliśmy przeprowadzić małą sesję zdjęciową. Przerwę tę wykorzystaliśmy również, by zabezpieczyć się przed nadchodzącym zmrokiem, przywdziewając kamizelki rowerowe podarowane nam przez inicjatywę NIE! IGNOROWANIU ROWERZYSTÓW, oraz zaopatrując rowery w odpowiednie oświetlenie. Tym razem wyruszyliśmy już na poważnie, rozpoczynając tym samym najlepiej wspominany przez wszystkich odcinek: droga tu była wyjątkowo równa, pozbawiona dziur, a przez znaczny dystans równolegle do niej prowadziła przez leśne połacie wspaniała ścieżka rowerowa. Tym wyjątkowo optymistycznym akcentem w zasadzie zakończyliśmy rowerowy dzień, gdyż zastała nas zupełna noc, niestwarzająca już warunków do bezpiecznej jazdy. Zajechaliśmy w las i po krótkich poszukiwaniach odnaleźliśmy odpowiadające nam miejsce. Po półgodzinnych zmaganiach z niesfornymi masztami i śledziami nasze skromne obozowisko stanęło „na nogi”. Jeszcze tylko małe ognisko, ciepły posiłek, ustalenie odpowiedniej kolejność wart i wszyscy jak jeden mąż legliśmy pokotem w namiotach, zapadając zasłużenie w słodkie objęcia Morfeusza.

Noc, poza wartami, minęła spokojnie. Jednak następny dzień nie był już dla nas taki łaskawy. Już po samym przebudzeniu miarowe uderzanie kropel deszczu o brezent poinformowało nas, że dzisiaj tak lekko nie będzie… Zgodnie z najgorszymi obawami zaczął padać deszcz, co w sposób ujemny wpłynęło na morale wszystkich wyprawowiczów. Po trzeźwym ocenieniu warunków pogodowych oraz naszych możliwości zweryfikowana została trasa wyprawy – postanowiliśmy odpuścić sobie Nowe Miasto, do którego nie daliśmy rady zajechać dnia poprzedniego i zacząć powoli kierować się z powrotem do Łodzi. Ostateczne wybudzenie się i zjedzenie posiłku zajęły nam zdecydowanie więcej czasu niż zwykle – nikomu nie śpieszyło się do jazdy w takich warunkach, jednak kiedyś wyruszyć trzeba było i moment ten zbliżał się nieubłaganie. W końcu udało nam się dopiąć zwijanie obozowiska na ostatni guzik i powoli ruszyliśmy z powrotem.

Wiejący wiatr i lecąca się z nieba woda odbierały całą przyjemność jazdy, nawet na ukochanym przez wszystkich odcinku. Pierwszy przystanek w tę stronę urządziliśmy na znanej nam już stacji benzynowej. Nie potrwał on jednak długo i wkrótce potem wyruszyliśmy dalej, na przekór szalejącej pogodzie. Dalsza droga przebiegałaby bez dalszych przeszkód, gdyby nie mała awaria Michała Michalczewskiego (czyli mnie ;D), który z przyczyn mniej lub bardziej losowych nie był wstanie jechać dalej. Jednak dzięki udzielonej mu koleżeńskiej pomocy udało mu się ruszyć dalej, by zaczerpnąć trochę oddechu na następnym, rozkładowym już, postoju w Koloni Rokiciny; humory całej ekipy uległy pewnej poprawie, w dużej mierze udziałem przygodnego historyka, który z werwą i należnym zapałem wyłożył nam historię miasta Łodzi i okolic, czyniąc nam tym samym bardzo miły dodatek to spożywanego posiłku.

Jednak nie dane nam było siedzieć tak w nieskończoność, gdyż czuliśmy już zew ojczystego miasta, które wzywało nas coraz silniej w miarę skracania dystansu. Tym razem już górę nad zmęczeniem wziął dobry humor i z nową motywacją prężnie wyruszyliśmy, nie zatrzymując się po drodze zaś już w granicach Łodzi. Jeszcze tylko tryumfatorski przejazd przez ulicę Piotrkowską i oficjalnie wieńczące naszą II Wyprawę Przygotowawczą wspólne zdjęcie z poczciwym Kościuszką – tutaj spotkaliśmy się z niemałą niespodzianką, gdyż powitała nas delegacja samochodowa złożona z samych polonezów, która okrążyła Plac Wolności i ku naszej czci poczęła donośnie trąbić! ;)

wyw. Michał Michalczewski

Na kolejną, tym razem najdłuższą wyprawę przygotowawczą, wyruszamy 2 czerwca, a zakończymy ją w niedzielę 6. Dokąd się udaliśmy, i jak przebiegała nasza wyprawa, dowiecie się w kolejnym numerze „Wywiadowcy”!

Więcej na temat naszej wyprawy znajdziecie na STRONIE INTERNETOWEJ – Zachęcamy do odwiedzin!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *