Moje życie było zawsze tak wypełnione pracą, że nie miałem czasu myśleć o innych rzeczach, na przykład o ożenku. Moi najlepsi przyjaciele często żartowali ze mnie z tego powodu i przezywali mnie zatwardziałym starym kawalerem. Zwykłem odpowiadać, że z pewnością nie istnieje kobieta, która by miała ochotę mnie poślubić – jestem o tym przekonany. Powtarzali mi jednak: „Zobaczysz, że i na ciebie przyjdzie kolej”. I rzeczywiście tak się stało. Muszę jednak sięgnąć do początków sprawy: gdy uczyłem się sztuki odczytywania śladów, stwierdziłem, że ze śladów i sposobu chodzenia człowieka można wyczytać nawet jego charakter. Pewnego dnia, a było to w roku 1910, zobaczyłem niedaleko koszar w Knightsbridge idącą przede mną damę z brunatno-białym, łaciatym psem. Nie widziałem jej twarzy, lecz sam chód świadczył w uderzający sposób o szczerości, rozsądku i żywości jej usposobienia. W dwa lata później, gdy wchodziłem na pokład w Southampton, by wyruszyć w podróż po świecie, ujrzałem – znowu idącą przede mną – damę, której chód natychmiast rozpoznałem. To była właścicielka psa, którą widziałem przed dwoma laty. Tu, na pokładzie, mogłem ją zagadnąć i zapytałem: – Pani ma psa w brunatno-białe łaty? – Tak – odpowiedziała zdumiona. – Czy nie spacerowała pani – pytałem dalej – ze swoim psem w pobliżu koszar w Knightsbridge? – Ona na to: Tak, ale to chyba było już dość dawno, chyba przed dwoma laty.
Dama ta – szczupła, ciemnowłosa, dość wysoka – wyruszała również w podróż po świecie w towarzystwie rodziców – ojciec był piwowarem. Nazywała się Olane St. Clair. Miała dwadzieścia trzy lata, urodziła się 22 lutego 1889 r. – dokładnie co do dnia w trzydzieści dwa lata po B-P, który liczył sobie wówczas lat pięćdziesiąt pięć. Różnica wieku nie odgrywała dla obydwojga żadnej roli. Zaręczyli się jeszcze na statku i pobrali zaraz po powrocie, 30 października 1912 r. w Parkstone, małej parafii w hrabstwie Dorset.
Tekst z książki Waltera Hansena „Wilk, który nigdy nie śpi” poświęconej życiu Baden-Powella
Zwykłem odpowiadać, że z pewnością nie istnieje kobieta, która by miała ochotę mnie poślubić – jestem o tym przekonany. Powtarzali mi jednak: „Zobaczysz, że i na ciebie przyjdzie kolej”. I rzeczywiście tak się stało. Muszę jednak sięgnąć do początków sprawy: gdy uczyłem się sztuki odczytywania śladów, stwierdziłem, że ze śladów i sposobu chodzenia człowieka można wyczytać nawet jego charakter. Pewnego dnia, a było to w roku 1910, zobaczyłem niedaleko koszar w Knightsbridge idącą przede mną damę z brunatno-białym, łaciatym psem. Nie widziałem jej twarzy, lecz sam chód świadczył w uderzający sposób o szczerości, rozsądku i żywości jej usposobienia. W dwa lata później, gdy wchodziłem na pokład w Southampton, by wyruszyć w podróż po świecie, ujrzałem – znowu idącą przede mną – damę, której chód natychmiast rozpoznałem. To była właścicielka psa, którą widziałem przed dwoma laty. Tu, na pokładzie, mogłem ją zagadnąć i zapytałem: – Pani ma psa w brunatno-białe łaty? – Tak – odpowiedziała zdumiona. – Czy nie spacerowała pani – pytałem dalej – ze swoim psem w pobliżu koszar w Knightsbridge? – Ona na to: Tak, ale to chyba było już dość dawno, chyba przed dwoma laty.
Dama ta – szczupła, ciemnowłosa, dość wysoka – wyruszała również w podróż po świecie w towarzystwie rodziców – ojciec był piwowarem. Nazywała się Olane St. Clair. Miała dwadzieścia trzy lata, urodziła się 22 lutego 1889 r. – dokładnie co do dnia w trzydzieści dwa lata po B-P, który liczył sobie wówczas lat pięćdziesiąt pięć. Różnica wieku nie odgrywała dla obydwojga żadnej roli. Zaręczyli się jeszcze na statku i pobrali zaraz po powrocie, 30 października 1912 r. w Parkstone, małej parafii w hrabstwie Dorset.
Tekst z książki Waltera Hansena „Wilk, który nigdy nie śpi” poświęconej życiu Baden-Powella< ><-->
