Przeczytałem, co Wiola pisze o wędrowniczkach i zastanawiałem się: czy wędrownicy są koszem na odpadki? Idąc dalej – dlaczego są i co z tego wynika?
Pomyślałem – co naprawdę mnie kręci w pracy w organizacji? Co sprawiało mi największą satysfakcję? (piszę w czasie przeszłym bo nie bardzo mam możliwość frontowego działania). I nie jest to coś co nazwać można „sprawnie działającą drużyną”. Chociaż to pomaga. Nie jest to zwycięstwo w zawodach jakichś, kategoryzacji – chociaż to przyjemne. I nie są to spektakularne akcje – choć one podnoszą morale.
Najważniejsze w pracy wędrowniczej dla mnie było kształtowanie wędrowników. Wychowanie to duże słowo – może po prostu pomaganie im w rozwoju, dostarczanie przygód, stwarzanie „sytuacji wychowawczych” gdzie wszyscy nawzajem będziemy próbowali jakieś dobre nauki z tego wyciągnąć. Patrząc w tym kontekście – ja chyba nawet wolałem pracować z tym, kogo Wiola nazywa odpadkami. Ja bym ich nazwał outsiderami (nie ma chyba dobrego polskiego słowa) – takimi co nie do końca pasują do formuły drużyny harcerskiej. Z tymi co przeżywają swój bunt, co nie chcą nosić rogatywki na swoich bujnych lokach, co do munduru muszą się przekonać. Przeżyliśmy razem dużo niezapomnianych chwil na rowerach, w pociągach, na lubelszczyźnie, na ukraińskim Krymie i w rumuńskich Karpatach. Na wieczorach filmowych i trudnych zajęciach z dziećmi ze świetlicy środowiskowej. Może to oni mnie bardziej wychowywali, a może to nas wszystkich wychowywali ci co ich spotkaliśmy po drodze – jak Polacy z Rumunii, którzy dali nam we władanie mieszkanie w Bukareszcie, jak polscy księża z Kamieńca Podolskiego, Boryspola czy Odessy, jak niezapomniani Piotr, Wasyl i Major z plackarty Lwów – Kijów.
Kiedy Andrzej Małkowski zakładał pierwsze drużyny ściągał do nich łobuzów co to mu potem na imieniny kwiaty kradzione z cmentarza przynosili. Ale to oni okazywali się najbardziej oddani i oni rozwijali się najbardziej. Drużynowi wędrowników – dawajcie szanse tym, którzy nie pasują. Inni sobie poradzą.






8 komentarzy
Tak tak, „kosz na odpadki” to było okreslenie roboczo zaciągnięte z artykułu Wioli, używane dla jasności o którą wizję chodzi ;) Też nie uważam, ze takiego warto używać :)
No dobra. Czyli wizja Twoja i Wioli (bo jednak według mnie są one przeciwstawne), mogą współgrać, przynajmniej w pewnym stopniu… W takim razie trochę się to układa, ale wygląda na to, ze tak jest teraz i jakieś zmiany nie są potrzebne, poza ogólnym rozwojem wędrownictwa.
Ale ten „mecz ostatniej szansy” mi do tego pasuje ;) Też można to ładniej nazwac, chociaż to okrelenie nie jest jakieś krzywdzące mam wrażenie ;)
Stop, stop, hold on!
1) Protestuję przeciwko używaniu określenia „kosz na odpadki”. Wiola go użyła – rozumiem, że bez złych intencji, ja jakoś nie chcę nikogo nazywać odpadkiem a żadnej organizacji koszem.
2) Zupełnie nie było moją intencją stawanie w opozycji do Wioli – bo Wioli artykuł jest o problemie z wizerunkiem wędrownictwa w organizacji a mój trochę o czym innym – o otwarciu na różne wędrowniczki i wędrowników.
3) W drużynie wędrowniczej mogą bez problemu współdziałać ci „niepasujący” i ci „pasujący” (co za straszny język, ale cóż chwilowo innego nie ma). To na styku różnych osobowości, różnych pomysłów, wrażliwości i doświadczeń dzieją się najciekawsze rzeczy. Jeden warunek – trzeba być otwartym na inne, to jest często najtrudniejsze. Mam wrażenie, że o ile w pionie harcerskim ważne jest wychowanie przez przykład – harcerze chcą być tacy jak drużynowy, to w pionie wędrowniczym działa to inaczej – to jest bardziej kwestia inspiracji liderem, czasem buntu wobec niego, czasem podkreślania swojej indywidualności. Nie ma sensu wymagać żeby wszyscy byli tacy sami.
4) Jak sprawić, żeby harcerki i harcerze chcieli być wędrowniczkami i wędrownikami – prostej recepty nie ma. Ale na pewno trzeba im coś zaproponować. Może fajną ekipę, może ciekawy program, może realne wyzwania, a może praktyczne szkolenia. Nie wiem, jednej odpowiedzi nie ma. Wędrownictwo to musi być coś ekscytującego/potrzebnego/ważnego ale i innego niż drużyna harcerzy – i tak powinno być przedstawiane w pionach harcerskich – tylko te piony też muszą w to uwierzyć. W tym myślę, że się z Wiolą zgadzamy :)
Kurcze, ale te dwie wizje – Twoja i Wioli, są na tyle sprzeczne, że ja nadal nie mogę sobie tego w głowie ułozyć. Ty zakładasz, ze to dobrze, żeby w organizacji był taki „kosz na odpadki”, a Wiola chce zupełnie odwrotnie. Czy to się da połączyć? Ja przyznam, ze jednak bliższa chyba jest mi wizja kosza, bo jakoś nie widzę naturalności w przechodzeniu do drużyny wędrowniczej przez wszystkich, którzy w danym roku nie zostali zastępowymi.
Ale z drugiej strony – jeśli wędrownictwo to będzie taki oficjalny „kosz na odpadki”, to czy to nie demotywuje? Mam wrażenie, że teraz często zaproponowanie komuś wędrowniczek (u dziewczyn) to taki wyrok: „no u nas się nie przydasz”. I wtedy wszystkie wskaźniki spadają w dół i wcale nie ma się ochoty dalej działać ;)
Wiec jak sprawić, żeby harcerki odbierały wędrownictwo jako nową szansę, nową drogę, z której mogą jeszcze wybrać wiele innych dróg? Tylko poprzez obligatoryjne przechodzenie do druzyny wędrowniczej, które zaproponowała Wiola?
I czy w takim razie wędrownictwo to taki „mecz ostatniej szansy”? – Albo się uda i jeszcze przejdziesz dalej, albo nie i wtedy odpadasz? A jeśli nie interesuje Cię ani jedno ani drugie, to po prostu sobie pograsz?
Nie muszą być harcerzami – jasne. Ja sam wszystkim radzę, żeby nie ograniczali się do naszej organizacji. Ale też nie jestem zwolennikiem tego, żeby tak łatwo odpuszczać – bo to jest pójście na łatwiznę i ze strony organizacji i ze strony tych co nie pasują – po prostu powiedzieć „pas”. Jesteśmy w gruncie rzeczy organizacją bardzo ekskluzywną – w tym sensie, że dużo wymagamy. Nie mówię, że to źle, ale też tracimy dużo szans przez to. Brakuje mi takiej przestrzeni w organizacji, gdzie będzie trochę więcej swobody organizacyjnej niż w drużynach harcerskich – i to jest miejsce właśnie dla wędrowniczek i wędrowników. Być może ci „niepasujący” nie muszą być nawet członkami organizacji – możemy po prostu coś razem robić. Niby czymś takim miałby być Kręgi Harcerstwa Starszego – ale to chyba też jest głównie dla harcerzy co już się zmęczyli pracą na froncie. Trzeba sobie też uświadomić jedną rzecz – jeśli my jako organizacja zamykamy się na tych co w jakichś aspektach nie pasują to my jako organizacja tracimy dużo – bez świeżości, innego myślenia każda organizacja gnuśnieje.
To chyba jest tak, jeśli dobrze Grela rozumiem, ten potencjał nie mieści się w ramach perspektywy bycia instruktorką, pracy jako wychowawca, ale to nie znaczy, że one nic nie mogę jeszcze z harcerstwa wziąć. One czy oni, też się nie zgodzę z tym, że z dziewczynami jest tu jakoś bardzo inaczej i to są jakieś dziwne twory „niepasujące”. ;) A że nie każdy musi być harcerzem, to też prawda, ale warto świadomie powiedzieć nie, kiedy się do tego doroście gdzieś w środku, to z doświadczenia. ;)
Takie mam wrażenie z tymi dziewczynami, może mylne. No i nie piszę o wszystkich przypadkach, tylko o częstych na moje oko. Ale no właśnie – nie mieszczą się w ramach harcerstwa. Bo nie każdy musi być harcerzem. Więc skoro nie mieszczą się w harcerskich ramach, to warto ich mielić jeszcze w drużynach wędrowniczych?
Iga – zaloguj się, to będzie łatwiej dyskutować (przez googla czy fejsa można).
Ja też wędrowników nie rozumiem. W ogóle napisałem ten tekst raz a potem wszystko wykasowałem i napisałem jeszcze raz. A i tak nie to co gdzieś tam czuję ale nie bardzo umiem powiedzieć. Trochę smutne to co piszesz o niepasujących dziewczynach. Ale myślę, że jest dokładnie tak jak z chłopakami – mają często wielki potencjał, który nie mieści się w harcerskich ramach.
Ciekawe spojrzenie :) Ja nadal nie mogę znaleźć miejsca wędrownictwa w harcerstwie. To, co mówisz, wydaje się być słuszne i fajne, ale chyba nie sprawdziłoby się w organizacji harcerek. A to dlatego, że chłopak niepasujący to często właśnie łobuz z ogromnym potencjałem, nad wydobyciem którego trzeba po prostu intensywniej popracować. A niepasująca dziewczyna… to przecież nie łobuz. Niepasująca dziewczyna to taka… no…niepasująca dziewczyna. I już. Zwykle naprawdę nie nadaje się na drużynową, instruktorkę. Czy w takim razie spojrzenie Wioli jest słuszne? Kurcze, no też nie mogę sobie tego wyobrazić. Ale może…
Dwa artykuły o wędrownictwie a ja nadal go nie rozumiem ;)