Strona główna / Michał Stasiak / O Michale – Michał Grelewski

O Michale – Michał Grelewski

Żadne słowa nie będą w stanie oddać tego jak wspaniałym był człowiekiem. Poznaliśmy się mniej więcej w 1997 roku. Od razu dał się poznać, jako gość, który wie czego chce, nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Michał wychował wielu świetnych ludzi. Różnych – i tych poukładanych i tych szalonych. Niejednokrotnie się z nim kłóciliśmy, szliśmy swoimi ścieżkami, ale on nikogo nie spisywał na straty. I dlatego zawsze cieszył się szacunkiem.

Pamiętam niesamowite lata w drużynie wędrowników. Wyprawy na rowerach z hipermarketu, z odpadającymi pedałami i błotnikami wiązanymi na sznurek.  Wieczory z ambitnymi filmami puszczanymi jeszcze z VHS. Byliśmy w stanie wtedy obejrzeć 3-4 filmy jednej nocy. Pamiętam jak zupełnie wariacko podjęliśmy się organizacji kursu drużynowych wędrowników – w zasadzie bez pieniędzy. Na szczycie Lubania żywiliśmy się już tylko zapiekanym żółtym serem z pomocy UE, ale kiedy zeszliśmy Michał załatwił nam spływ pontonem po Dunajcu. Nominalna cena spływu to 80 zł, popłynęliśmy za 30 zł. Tak było zawsze.

Pamiętam go jako Komendanta Chorągwi Łódzkiej – prawdziwego wodza. Nie zawsze się z nim zgadzaliśmy ale zawsze byliśmy gotowi pójść za nim w ogień.

Pamiętam jak obijaliśmy sobie twarze na zajęciach Grom Combat i wypluwaliśmy płuca biegając po olechowskich lasach, żeby wytrzymać tempo na treningach. Tam też zawsze mnie motywował, wypychał na trasę za co jestem mu wdzięczny.

Pamiętam go z rozmów w Prexerze. Często rozmawiał z ludźmi o zupełnie przeciwnych do jego poglądach – zawsze go szanowali i lubili te rozmowy. Stworzył niezapomnianą postać Motorniczego Włodka w dwóch grach miejskich – to na jego osobowości opierałą się siła tych gier. Był fanem zespołu Maszyny i uparcie namawiał zespół do reaktywacji. Tak długo aż Maszyny się reaktywowały.

Pamiętam wspólne wakacje w Petersburgu, kiedy kąpaliśmy się w przeraźliwie zimnej wodzie jeziora Ładoga. Pamiętam, że dla Michała nie było granic, ani językowych barier – nie znając zupełnie rosyjskiego poszedł grać w piłkę z miejscowymi chłopakami – strzelił wtedy decydującego gola. W Bibliotece Narodowej kupował paniom bibliotekarkom bombonierki, żeby dały mu kserować materiały do doktoratu.

Michał odchodzi, ale jego dzieło zostaje. Wierzę, że każdy kto go znał, stał się dzięki niemu choć trochę lepszy. Wierzę, że nadal będziemy się stawać lepsi, że będziemy wspierać siebie nawzajem i pamiętać co w życiu najważniejsze.

Niebo zyskuje dzisiaj duże wsparcie.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *