Strona główna / Wyróżnione / Męskie Kino: „Niepokonany” („Invictus”).

Męskie Kino: „Niepokonany” („Invictus”).

Z okowów najmroczniejszej Nocy,
których już nigdy Dzień nie skruszy,
dziękuję bogom, których Mocy
zawdzięczam hardość swojej Duszy.

I chociaż ogrom cierpień wkoło,
me usta skargą niesplamione.
Spadają ciosy na me czoło,
choć zlane krwią, lecz podniesione.

Tu, gdzie się rozpacz z bólem splata,
jedynie Śmierć się zakraść może.
W grozie mijają długie lata,
lecz strach mnie nie zmógł i nie zmoże.

I chociaż kroczę wśród Chaosu,
błądzę w Cierpienia mrocznej głuszy,
jestem Kowalem swego Losu
i Kapitanem swojej Duszy.

[William Ernest Henley, 1875r.]

.

W numerze kwietniowym przedstawiłem i zachęcałem do obejrzenia filmu „Patrol”, opowiadającego o pracy ratowników Straży Przybrzeżnej. Po miesiącu przerwy,  przedstawiam Wam i zachęcam do obejrzenia kolejnego filmu z cyklu „Męskie Kino”, który (wg. mnie) warto, aby każdy facet obejrzał –  przed Wami „Invictus”.

Dla niektórych trzy nazwiska związane z tym filmem będą zapewne wystarczającą rekomendacją, więc podam je na początku dla tych, którzy są bardziej leniwi, jako jeden z argumentów samych w sobie – film wyszedł spod ręki Clinta Eastwooda, a główne role gra duet Morgan Freeman oraz Matt Damon. Z połączenia takich osób nie mogło wyjść nic innego, jak kolejna porządna i dająca do myślenia ekranizacja.

Już sam dobór tematu filmu – przynajmniej dla mnie – jest ciekawy. Eastwood sięga po historię jednego z największych ludzi czasów współczesnych – Nelsona Mandeli, który po 27. latach spędzonych w więzieniu za działalność przeciwko reżimowi panującemu w RPA (apartheidowi) wyszedł na wolność i wraz z Afrykańskim Kongresem Narodowym zdobył zdecydowaną większość głosów w pierwszych wolnych wyborach do parlamentu, który następnie wyznaczył go Prezydentem RPA – pierwszym czarnoskórym prezydentem w historii tego kraju. „Niezwyciężony” przedstawia historię człowieka, który zostaje prezydentem i znajduje sposób na zjednoczenie podzielonego wcześniej kraju. Robi to… poprzez rugby!

Eastwood przedstawia losy Mandeli na tle Mistrzostw Świata Rugby w 1995 roku, których to gospodarzami była właśnie Republika Południowej Afryki. Mistrzostwa te zapamiętane zostały w oczach świata nie tylko jako wielki wydarzenie sportowe, ale również jako, swego rodzaju zjednoczenie narodu.

Mandela odrzuca chęć zemsty i nienawiść, a zamiast tego postanawia budować jedność i wspólnotę. Jak? Robi to w wielu małych sytuacjach dnia codziennego, o czym najszybciej przekonują się pracownicy poprzedniego prezydenta, oraz jego ochroniarze. Kto by pomyślał, że po kilku latach zagrają wspólnie w rugby i będą razem – ramię w ramię chronili życie czarnoskórego prezydenta? A jednak.

Wszystko zaczyna się od tego, że Mandela (którego gra świetny jak zawsze Freeman) zaprasza do siebie kapitana zespołu reprezentacji RPA w rugby (w kontekście zbliżających się Mistrzostw Świata to właśnie w sporcie prezydent dostrzega szansę, na zbudowanie jedności narodu). Do tej pory status reprezentacji nie był zbyt wysoki – grali słabo i byli jednoznacznie kojarzeni z poprzednim reżimem. Teraz musi się to zmienić i właśnie relacja nowego prezydenta RPA oraz kapitana Springboksów stanie się początkiem budowy nowej jakości zespołu.

Mandela nie jest tutaj kreowany jako superbohater. Eastwood pokazuje go jako człowieka konsekwentnie dążącego do wyznaczonego celu. Czarnoskóry prezydent wykorzystuje najlepiej jak to możliwe możliwości swoje, oraz innych i dzięki sile woli, ogromie wiary, a także heroizmowi w zmaganiu się z codziennością dokonał wielkiej rzeczy, której świadkami stajemy się oglądając film. Z drugiej strony – co równie ważne – film prezentuje drugą, tę nieco słabszą stronę Mandeli – nieumiejętność i pewną nieporadność budowania relacji z najbliższymi, ze swoją rodziną.

Mimo wszystko wyznaczony przed reprezentacją narodową – a przede wszystkim jej kapitanem cel zostaje osiągnięty, co daje dowód temu, że idealizm z jakim obejmował swój urząd Mandela oraz konsekwentna, ciężka praca skutkują.

W filmie obserwujemy przede wszystkim relację prezydenta z jego otoczeniem, które wraz z biegiem czasu i podejmowanymi przez Mandelę decyzjami się zmienia – tak, jak zmienia się całe społeczeństwo i jego nastawienie względem siebie. Przykładów przywoływać nie będę, ponieważ z pewnością je dostrzeżecie. Zwrócę tylko uwagę na relację Mandeli z Pienareem oraz późniejszą – z zespołem rugbistów. Czy nie przypomina ona Wam relacji znanych z harcerstwa? Analogię znajdziecie dość szybko i obserwując postacie dwóch liderów – większego i mniejszego – dostrzeżecie jaka olbrzymia wartość tkwi w zespole budowanym według jednej myśli, stanowiącego wspólnotę i mającego jeden – nawet bardzo odległy początkowo – cel.

Zachęcam do oglądania i dzielenia się swoimi refleksjami w komentarzach!

hm. Sebastian Grochala

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *