Parafrazując słynne amerykańskie powiedzenie: „w harcerstwie pewne są przyjaźń i idea”. Bez tych dwóch, jak uważam, ruch nasz nie mógłby poprawnie funkcjonować. Oczywiście rozwinięcie każdego z tych słów doprowadziłoby do pojawienia się wielu innych wyłącznie „pewnych” rzeczy w harcerstwie. Skupmy się jednak na podanych dwóch: przyjaźń to silne więzi utrwalone przez wspólne przeżycia, przygody; co za tym idzie – zaufanie. Ono z kolei umocnienia wiarę w pewne wartości, czyli naszą ideę. Za jej wyrażenie w ruchu harcerskim uważam Prawo Harcerskie, będące drogowskazem, czy odpowiedzią na pytanie „jak żyć?”
W harcerstwie poznajemy najlepszych przyjaciół. Nic bowiem nie łączy bardziej niż wspólne pokonywanie przeciwności. Postawy wynikające z idei, więc z Prawa Harcerskiego, najlepiej kształtuje drużynowy/ przełożony. Umacniane są w gronie przyjaciół – grupie, która je akceptuje i ze wszystkich sił stara wypełnić: zastępie, drużynie, hufcu, itd. Co jednak, gdy któraś ze stron nawala? Uczucie oszukania? To mocne stwierdzenie. W tym miejscu pozwolę sobie na, pewnego rodzaju, wartościowanie pojęć. I tak, mamy rozczarowanie: gdy ktoś nie spełnił do końca oczekiwań, którego wobec niego mieliśmy. Jednak to wciąż za szerokie pojęcie. Dalej jest zawiedzenie: gdy ktoś nie tylko nas rozczarował, ale również nie wypełnił pewnych swoich zobowiązań. Owszem, mocne, jednak jest jeszcze wyższy stopień: oszukanie. O tym mówimy, gdy ktoś OBIECAŁ coś zrobić, czy postępować w jakiś sposób lub przekonywał do tego rodzaju postaw, po czym sam się zrobił zupełnie co innego. Ot, na przykład można OBIECAĆ przy ognisku, składając PRZYRZECZENIE (od lat trwa dyskusja, czy w tak młodym wieku można wymagać od harcerzy takiego zobowiązanie, lecz nie o tym dziś).
Rozczarowania i uczucia zawiedzenia może doświadczyć drużynowy/ zastępowy/ przełożony swoimi podopiecznymi. Tym mocniejsze uczucie, im większa zażyłość relacji, nasza przyjaźń. Uczucie oszukania dotyczy osób, między którymi ta więź jest mocniejsza. Wiadomo – im mocniejsza, tym większe zaufanie, a co z tym idzie, większe rozczarowanie, tj. nasze oszukanie. Skomplikowane? Niekoniecznie, spójrzcie: inna będzie reakcja drużynowego, gdy dowie się, że jego zastępowy, pełniący swoją funkcję 1 rok, złamał, przykładowo, drugi i dziesiąty punkt Prawa Harcerskiego (te dwa chyba najłatwiej zweryfikować). Inne będzie, gdy drużynowy dowie się, że to samo uczynił inny drużynowy – harcerz, z którym razem był w zastępie, z którym wspólnie przeżywali harcerską przygodę. On czuję się oszukany. To groźne, bo może prowadzić do złamania wiary w idee ruchu, trudno bowiem w coś wierzyć, gdy wszyscy wokół czynią inaczej. Wszystko zależy od charakteru tego oszukanego. Z jednej strony wydawać by się mogło, że powinien już okrzepnąć przez te wszystkie lata jako HARCERZ. Z drugiej – to wcale nie jest takie proste, zwłaszcza gdy dotyczy naprawdę bliskich przyjaciół.
Kwestia oszukania może mieć jeszcze jedną stronę, bardziej niebezpieczną. Chodzi o relacje wychowawca – wychowanek. Mam nadzieję, że nikt z Was nie znalazł się w sytuacji, w której dowiedział się, że jego drużynowy/a, osoba będąca dotychczas ucieleśnieniem wszystkich cnót i umiejętności harcerskich, „zdradza” (idealnie tu pasujące określenie) i oszukuje swojego harcerza. Jak? Np. gromi za wulgaryzmy, sama paląc papierosy (dla większego zrozumienia posłużę się przykładem 10 pkt.) lub przekonuje o konieczności wstrzemięźliwości seksualnej, mieszkając w tym samym czasie ze swoim partnerem/ką. Taka sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że osoba traci wiarę nie tylko w przełożonego, ale też w ruch, który przełożony reprezentuje. W tym wypadku nawet trudniej wytrwać przy swoim nie mając żadnego WSPARCIA.
Przykładowa sytuacja:
„W drużynie działa zastęp, którego członkowie dość mocno przyjaźnią się. Bardzo imponuje im ich drużynowy oraz drużynowy zaprzyjaźnionej drużyny. Jakież jest ich rozczarowanie, gdy, pełniąc już funkcje zastępowych, dowiadują się różnych „akcjach” swoich idoli: alkohol, papierosy, brak wstrzemięźliwości. Co gorsza, okazuje się, że takie sytuacje miały miejsce również podczas wyjazdów drużyn: obozów, biwaków. Wszyscy obiecują sobie, że gdy kiedyś założą własne drużyny, nie pozwolą sobie na taką hipokryzję. Gdy po latach pełnią już owe funkcje okazuje się, że tylko jeden z nich dotrzymał danego słowa. Chłopak czuje się oszukany przez przyjaciół.”
Historia ma dwa etapy. Pierwszy to rozczarowanie przełożonymi (teoretycznie trudniejszy przypadek). Tu jednak chłopcy wybrnęli wręcz koncertowo, udowadniając, jak wielką siłę ma przyjaźń. Drugi etap jest mniej optymistyczny – okazuje się, że tylko jeden potrafił dotrzymać obietnicy. Czuje się oszukany, to oczywiste. Cóż jednak ma począć? Wyrzec się przyjaciół, czy doprowadzić do ich usunięcia z ruchu? Załóżmy, że zwrócenie uwagi nie przyniosło efektu. Co mogę doradzić takim osobom? Przede wszystkim nie przyjmujcie pozycji „osaczonego” lub „jedynego sprawiedliwego”. Nie ma z tego żadnego pożytku. Człowiek czuje się tylko osamotniony. Proponuję raczej dalej obstawać przy swoim. To, że jesteś w tym sam nie oznacza, że nie ma o co walczyć. Poza tym, czy aby na pewno sam? Czy Twój harcerski świat to wyłącznie ludzie poznani w zastępie, czy w drużynie? NIE! Otwórz się, zapewniam, że znajdziesz kogoś kto myśli tak jak Ty lub kto przeszedł to, co Ty. A co najważniejsze – NIE PODDAWAJ SIĘ! Oklepane? Ale prawdziwe! Tego życzę wszystkim oszukanym.
Jan Garnecki HO
p.o. obowiązki drużynowego
14 Wrocławskiej Drużyny Harcerzy „Bukowina”
(kursant kursu przewodnikowskiego ŁCHHrzy Wigry’12)

Jeden komentarz
Z góry uprzedzam, że piszę bardzo nie na temat, ale chciałem przedstawić swoje przemyślenia odnośnie Przyrzeczenia Harcerskiego, które dawno wysnułem, ale nie miałem okazji ich skonfrontować. Zdaję sobie sprawę, że w artykule chodzi o sytuację w której harcerz „przyrzekał” i nie dotrzymał słowa nadal „będąc” harcerzem. Interesuje mnie natomiast sytuacja kiedy harcerz „przestaje być” harcerzem i słowo „obiecał” z cytowanego poniżej zdania (na potrzeby tego artykuły nic w tym zdaniu nie widzę złego ;) )
„Ot, na przykład można OBIECAĆ przy ognisku, składając PRZYRZECZENIE (od lat trwa dyskusja, czy w tak młodym wieku można wymagać od harcerzy takiego zobowiązanie, lecz nie o tym dziś).”
Myślę, że gdyby Przyrzeczenie byłoby przysięgą „na wieki” to harcerstwo byłoby organizacją, która może krzywdzić wiele osób, przede wszystkim te które były w sytuacji „odchodzenia” z harcerstwa.
Moim zdaniem Przyrzeczenie nie zmusza nikogo do przestrzegania prawa harcerskiego przez całe życie. Wszak każdy z nas mówił „mam szczerą wolę” co nie oznacza „przyrzekam”. Jest to deklaracja „tu i teraz”, ale nie na wieczność. Nikt nie może człowiekowi w wieku 11-12 lat narzucić takiego zobowiązania, bo człowiek nie ma wtedy sprecyzowanego światopoglądu – byłoby to bardzo nie uczciwe. Gdyby po iluś latach ktoś nie zgodził się z harcerskimi ideałami to miałby nie lada problem moralny jeśli obiecał a pod wpływem doświadczeń nie zgadzał się z tym do czego się zobowiązał. Oczywiście śmiesznym było by sprowadzanie tego do np. 6 punktu Prawa Harcerskiego, lecz w wypadku 1 już nie koniecznie (gdyby ktoś stracił wiarę lub przestał by uważać Polskę za swój kraj) albo do głośno wspominanego w tym numerze 10 punktu (gdy ktoś odejdzie z harcerstwa i np. nie będzie widział w tytoniu i alkoholu nic złego). Uważam, że porządny człowiek w tej sytuacji miał by z tym problem gdyby OBIECAŁ i miałby też żal do osoby która na to pozwoliła i do organizacji, która wymaga takiej rzeczy.
Może ktoś uzna moje słowa za herezję, ale oto kilka innych podstaw oprócz czystej logiki do takiego myślenia:
– podstawą ręki metody jest DOBROWOLNOŚĆ – trudno mówić o dobrowolności, gdy ktoś jest w wieku 12 lat. Dobrowolność, moim zdaniem, należy także rozpatrywać w samej chęci(która może się zmieniać) przynależności do organizacji.
– konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej – każdy obywatel ma prawo do dobrowolnego zrzeszania się- lecz nie dla zabawy zbieramy od rodziców (a nie dzieci) zgody na przynależność dzieci do ZHR. Robimy tak dlatego, że nawet wg. prawa dzieci w tym wieku nie są świadome w 100% konsekwencji swoich czynów.
Nie wiem czy to co piszę jest dla Was czymś odkrywczym, ale jestem ciekawy Waszych poglądów na ten temat. Nie można przecież wyrabiać opinii na podstawie nieskonfrontowanych poglądów.