Strona główna / Wyróżnione / Kompleks pustej karty

Kompleks pustej karty

Chyba każdy, kto miał styczność z nauką i komputerem oraz skończył 10 lat, zna ten widok. Pusta karta w edytorze tekstu i migający kursor. Do tego często pustka w głowie. Plus konieczność  spłodzenia jakiegoś tekstu. Najczęściej szybko i pod przymusem. Eufemistycznie rzecz ujmując: jest to mało komfortowa sytuacja. Częstym efektem takiego stanu rzeczy jest uraz do jakiejkolwiek twórczej działalności, która wiąże się z wystukiwaniem na klawiaturze tekstu dłuższego niż kilka zdań. Nie bez znaczenia, w pogłębianiu tej niechęci, jest kilkunastoletni okres edukacji, podczas którego wszelkie próby literackiej twórczości poddawane są nauczycielskiej krytyce wyrażonej stopniami, których nie będziecie chcieli pokazywać swoim dzieciom.

Wielka szkoda, że tak się dzieje. Nie chcę tu atakować nauczycieli, którzy zapewne często mają solidne podstawy, by uznać wypociny swoich podopiecznych za najwyżej mierne. Natomiast dla wielu trudnym zadaniem jest  stworzenie na zawołanie dobrego tekstu na temat interpretacji snów panny Izabeli Łęckiej, czy procesów krasowych w wapieniach jurajskich.  Po takich, często odbieranych jako traumatyczne, przygodach z pisaniem były uczeń nawet przez moment nie pomyśli nad poświęceniem swojego cennego czasu na pisanie z własnej, nieprzymuszonej woli.

A Ty? Czy kiedykolwiek napisałeś coś dla przyjemności? Chociaż spróbowałeś? Nie, ponieważ jesteś umysłem ścisłym, bo to dobre dla zniewieściałych mięczaków, no i oczywiście nie potrafisz, bo nie masz talentu…

Pozwolę sobie teraz wysnuć śmiałą tezę, że każdy inteligentny człowiek może stworzyć dobry, ciekawy tekst. Często wystarczy pisać o tym, co nas interesuje, czym się pasjonujemy i co wypełnia nas, nasze myśli tak bardzo, że aż woła o przelanie części tego na papier (dzisiaj raczej ekran). Do tego odrobina wrażliwości, właściwej ludziom inteligentnym, która pozwala być świadomym obserwatorem otaczającej nas rzeczywistości. I sukces murowany.

Choć  może brzmi to surrealistycznie, to pisanie dla przyjemności może dostarczyć wielu pozytywnych emocji. Naprawdę. Zwłaszcza, jeśli jest do tego szansa, że nasz tekst zostanie przez kogoś przeczytany, zaciekawi, dostarczy drugiemu człowiekowi chwili refleksji.

Zapewne odgadłeś już, drogi Czytelniku, do czego zmierzam. Mam nadzieję, że  spostrzegłeś też, że miesięcznik taki jak ten, skupiający grono przyjaźnie nastawionych odbiorców o podobnych zainteresowaniach, jest idealnym miejscem na podjęcie  bohaterskiej próby podzielenia się swoją twórczością. Martwi mnie fakt, że „Wywiadowca”, pomijając wąskie grono stałych redaktorów, jest tworzony w znacznej części z wykorzystaniem zjawiska opisanego w pierwszych zdaniach tego felietonu. Oczywiście pisanie w ramach próby na stopień też jest wartościowe, ale nie pozwala w pełni wykorzystać potencjału autorów.

Jeśli czytasz ten ostatni akapit, proszę, rozważ moją prośbę. Weź na obóz notatnik i spisuj najważniejsze wakacyjne przygody, notuj spostrzeżenia. Po powrocie siądź do komputera i przelej je na ekran, a potem wyślij do naszej redakcji. Spróbuj.

Powodzenia,
Wojciech

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *