Powoli zbliża się koniec roku harcerskiego. Wszyscy z większym lub mniejszym uśmiechem na twarzy wyjedziemy na wakacje: obóz lub kolonie. Schyłek rocznej pracy jest najlepszym momentem na remanent tego, co drużynowy wraz ze swymi przybocznymi i zastępowymi dokonali w drużynie, co wódz ze swoimi przybocznymi i opiekunami osiągnęli przez ten rok w gromadzie…Nie ukrywajmy, że wymiana zdań wśród funkcyjnych na temat pracy jednostki to rozwojowe zdarzenie, dzięki któremu nie tylko nasza drużyna się rozwinie, ale również my. Z roku na rok stajemy się coraz bardziej doświadczeni, obyci i zdolni do „lepszego działania”. Jednak gdy wymiana zdań nie jest wymianą, a jedynie jednostronnym monologiem, to sens tego remanentu ucieka gdzieś w próżnię.
Sam, odkąd stałem się wodzem gromady, robię takie podsumowanie całego roku. Ciężko robi się to samemu. Trzeba przyznać, że obecność innej istoty rozumnej na poziomie zbliżonym do naszego jest zbawienne dla pracy gromady (samemu taka praca powoduje tzw. „uduchowienie”, co od pewnego czasu u siebie zauważyłem ;) ). Wymiana poglądów jest zagwarantowana przez to, iż każdy z nas postrzega różne sprawy w innym świetle. Samotna ocena roku jest ciężkim orzechem do zgryzienia. Nie polecam.
Skoro już wszedłem na ścieżkę samotnej pracy, to będę ją kontynuował.
Żadna jednostka, począwszy od gromady aż do drużyny wędrowniczej, nie jest identyczna obyczajowo – tak to nazwijmy. Każdą łączy przynależność do organizacji i zbiór zasad, regulaminów czy też instrukcji. Każdą łączy również obecność drużynowego odpowiedzialnego za całą pracę jednostki. Ale czym jest sam drużynowy bez podopiecznych i swych pomocników? Ano niczym. Bez harcerzy, zuchów czy wędrowników drużyna nie istnieje. Jest wypłukana z „materiału”, nad którym drużynowy pracuje. Traci swoje merytoryczne i metodyczne zadanie. Zależność ta działa w dwie strony. Nie ma sensu się rozwodzić nad tym. Sprawa jest jasna: drużynowy + funkcyjni + reszta drużyny = drużyna, organizm, w którym rządzą procesy symbiotyczne.
Chciałbym się skupić na osobie drużynowego. Sam nim jestem i rozumiem jego potrzeby. Największą z nich jest posiadanie oparcia. Gdy praca spada całkowicie na jego barki, traci siłę, motywację, chęci, a jego wodzowskie zdolności zostają zamienione na wypaczony materiał. Wszystko to powoduje zminimalizowanie jakości pracy drużyny.
Ilu jest takich wśród nas? Czemu w większości są to wodzowie gromad?
Niejednokrotnie spotykam znajomych zuchmistrzów, narzekających na brak ludzi z bratniej drużyny. Środowiska nie potrafią wytworzyć osób do pomocy. Niekiedy nie chcą podać pomocnej dłoni. Przecież za kilka lat zuchy będące w gromadzie, którą drużynowy harcerzy potraktował po macoszemu, przejdą pod jego zwierzchnictwo. To jest w jego interesie, aby zapewnić harmonijny rozwój gromady.
Pisząc ten artykuł momentami zastanawiam się nad sensem działania gromad. Po co są, skoro tak wiele kłopotu sprawiają drużynom harcerskim? W naszej chorągwi niewiele drużyn i gromad działa w normalny sposób, tj. tak, jak to na kursie metodycznym jest przedstawione. Może też dlatego, że gromad jest coraz mniej…
Biały Lew

Jeden komentarz
Całkowicie się z Tobą zgadzam. To ważne by mieć jakieś wsparcie by w gorszych momentach mógł ktoś potrzymać na duchu, zmotywować. Brak prawdziwego wsparcia(nie raczej nie chodzi to o powiedzenie: „Wszystko będzie dobrze”) w takich sytuacjach, to najgorsze co może być. Takim wsparciem powinni być drużynowi – jak już mówiłeś. Jeśli rzeczywiście to wszystko wygląda tak jak to przedstawiasz to przykry jest fakt, że zuchmistrzowie nie są wspierani przez drużynowych. Jeśli nawet tego nie robią ze zwykłej sympatii(a to było dość smutne) to myślę, że powinni to robić z kilku praktycznych powodów:
– przecież co rok gromada daję „daninę” w postaci harcerzy, którą tak trudno czasem zdobyć w inny sposób
– z moich obserwacji wynika, że własnie najczęściej zastępowymi zostają własnie byłe zuchy – szkoda marnować tak dobry materiał!
– jeśli zuchy dobrze bawią się na zbiórkach to zawsze mówią to rodzicom, a rodzice to znani plotkarze(w szczególności na temat swoich dzieci) i wiadomość idzie w ruch :) jeden rodzic powie drugiemu, drugi trzeciemu a trzeci… a trzeci może właśnie ma dziecko w 5 klasie, które jeszcze nie wie, że harcerstwo jest dla niego stworzone i w ten sposób może zainteresować się tematem. Stanowisko środowiska jest ważne i nie można go lekceważyć – jeśli nie z powodu który opisałem to chociażby dlatego, że ten system może przenosić również negatywne wiadomości.